pt. Gru 13th, 2019

Cyrk w Warszawie

Send in the clowns – śpiewał Frank Sinatra. Ale dokąd? Może do Warszawy gdzie odbyć się ma w połowie lutego anty-irański cyrk organizowany przez hegemona. Tym razem od areny dużo ciekawsza do obserwowania będzie widownia, a w szczególności ci którzy aktem nieobecności cyrk ten zignorują.  

Całe szczęście że istnieją media publiczne! Dzięki nim polski rząd dowiedział się że na polecenie hegemona ma w trybie pilnym zorganizować  anty-irańską konferencję w Warszawie. Zaskoczony koniecznością publicznego robienia łaski  hegemonowi – w słowach niezapomnianego byłego ministra – nie bardzo wie jaką pozę ma przyjąć. Nawet najbardziej zagorzali zwolennicy „fortu Trump” i sprowadzania sobie na kark obcych wojsk zaczęli się nieśmiało zastanawiać  czy pogłębiające się wasalstwo PiS-u wobec USA nie skończy się  czasem dla kraju jakąś wojną.

Pierwsze rezultaty są już widoczne – wstrzymanie wydawania wiz Polakom, odwołany festiwal polskich filmów w Teheranie i milionowe straty polskiej firmy.  Iran, z którym zawsze mieliśmy przyjazne stosunki ostro zaprotestował obiecując dalsze konsekwencje i nazywając wymierzoną  w siebie warszawską checę cyrkiem. Nie wiadomo tylko czemu cyrk ten hegemon chce urządzić akurat w Warszawie. Ostatnim razem kiedy szukał miejsca na cyrk wystarczyły mu przecież Stare Kiejkuty.  Linie papilarne organizatora tamtego cyrku widoczne są wszędzie także i tutaj,  a polski wasal ma najwidoczniej tyle samo do gadania co miał wówczas. Tyle że wówczas dużo łatwiej mógł rżnąć  głupa.

O co więc chodzi?   Przez długi czas pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, plus Niemcy, negocjowało z Iranem układ nuklearny (Joint Comprehensive Plan of Action – JCPOA). Zawarto go ostatecznie w 2015 w Lozannie, pod koniec administracji B. Obamy. Ustala on system długoterminowych i weryfikowalnych ograniczeń na irański program wzbogacania uranu, z których wiele trwać ma  od 10 to 25 lat, a szczególne uprawnienia kontrolne Międzynarodowej Agencji Energii Nuklearnej (IAEA) trwać mają bezterminowo. Układ oznacza pokój i bezpieczeństwo na Bliskim Wschodzie. Spotkał się też  z pozytywnym przyjęciem prawie wszędzie.

Prawie, bo nie w państwie żydowskim dla którego oznacza rezygnację z ostatniego punktu programu anihilacji swoich wrogów bliższych i dalszych rękami Ameryki, od Afganistanu i Iraku począwszy. Ujawnił to w chwili szczerości były głównodowodzący NATO w Europie gen. Wesley Clark. Nic dziwnego że nowa administracja Trumpa, kontrolowana przez neocońskie lobby pro-izraelskie, jednostronnie wycofała Amerykę z podpisanego przez nią samą wcześniej układu JCPOA.  Cel tego jest jeden – sprokurowanie w ten czy inny sposób jeszcze jednej wojny na Bliskim Wschodzie i zniszczenie w niej pozostałego jeszcze potencjalnego rywala  Izraela  i wschodzącego bliskowschodniego mocarstwa – Iranu.

Stało się to szczególnie pilne po klęsce żydowskich intryg w Syrii gdzie wspieranych przez Izrael islamskich radykałów z ISIS wyparły siły rządowe przy pomocy Rosji i jednostek irańskich. Nie chcąca podzielić losu Libii Syria poważnie zakłóciła tym scenariusz żydowski i wydaje się że Assad nie podzieli jednak  losu pułkownika Kaddafiego. Bez nowej burdy wojennej z Iranem  podnosząca się z gruzów wojny Syria może jeszcze kiedyś  narobić Izraelowi kłopotów. Podnieść  na przykład niewygodną  sprawę ukradzionych jej przez państwo żydowskie w 1967 wzgórz Golan, które być może trzeba będzie jej kiedyś zwrócić. Ajajaj…

Jak łączy się to ze zwołanym przez hegemona anty-irańskim sabatem w Warszawie? Domyślać się można że czynnikiem łączącym jest nowy plan Izraela, do którego Bibi Netanyahu przekonał najwidoczniej Trumpa.  Wiele wskazuje na to że jest nim idea „u-NATO-wienia” konfliktu z Iranem. Po niepowodzeniu burdy w Syrii włączenie do nowej burdy bliskowschodniej  europejskich askarisów z NATO,  możliwe że w wypróbowanej już w Iraku formule „coalition of the willing”, wydaje się leżeć pod ręką. Izrael sam niczego z Iranem nie wskóra. Kontrolowane przezeń terytoria zamorskie natomiast potrzebują  do burdy szerszego międzynarodowego kontekstu w charakterze zasłony dymnej. Takiego na przykład jak właśnie anty-irański cyrk w Warszawie, uwieńczony zapewne jakąś  przywiezioną z Waszyngtonu rezolucją. Przewidywalnie, sygnatariusze wyrażą w niej swoje oburzenie na złowrogi Iran, pogrożą  kolektywnie ajatullahom palcem i obiecają  bronić Izraela jak źrenicy oka.

NATO szuka przecież  aktywnie jakiejś wojny aby wykazać  swoją użyteczność, wielokrotnie kwestionowaną  zresztą przez samego Trumpa który ostatnio nawet sugerował  „wyjście” z sojuszu.   Koszty sojuszu są wysokie, nikt specjalnie  do płacenia się nie pali, a tu kroi się taka gradka! Czy to nie całkiem logiczna kombinacja? Wielki młot znajdzie w końcu gwoździa w którego może sobie walnąć…

Z przyczyn oczywistych na miejsce takiego cyrku zarówno Tel Aviw jak i Waszyngton nadają sie średnio. Kraje które by się nadawały lepiej o udziale w anty-irańskiej prowokacji nie chcą nawet słyszeć. Mają swoje interesy które rzadko obejmują bezsensowne antagonizowanie ważnego kraju i wkładanie własnego palca w bliskowschodnie drzwi. Pozostaje więc zwasalizowany Polin.

Sygnatariusze porozumienia JCPOA Rosja i Chiny, stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ,  udziału w warszawskim cyrku nie wezmą. Główny zainteresowany, Iran, nie został nawet zaproszony. Jeśli wierzyć  zapowiedziom, szefowa dyplomacji unijnej, Frederica Mogherini, na warszawski cyrk także się nie wybiera. Już samo to razem czyni jakiekolwiek pretensje do dyskutowania w Warszawie „bezpieczeństwa” Bliskiego Wschodu  farsą. Niepewny jest też udział w cyrku głównych aktorów EU-ropejskich. Francja, UK i Niemcy układ JCPOA negocjowały, podpisywały i nadal uważają go za obowiązujący.  Byłoby dziwne gdyby mimo tego pojawiły w anty-irańskim cyrku w Warszawie,  tracąc twarz,  wiarygodność  i zbudowany  goodwill.

Chociaż z drugiej strony któż to wie… jak hegemon każe to wasal musi. Cóż to za trudny wybór – być wasalem czy też nie być….

11 thoughts on “Cyrk w Warszawie

  1. „robienia łaski hegemonowi – w słowach niezapomnianego byłego ministra ”
    Tam chyba było coś o „robieniu laski” ?!
    „Tymczasem w prywatnej rozmowie Sikorski o stosunkach polsko-amerykańskich mówi coś zupełnie innego. – Bullshit (z ang: g… prawda – red.) kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy, kompletni frajerzy – to słowa szefa MSZ wypowiedziane do Jacka Rostowskiego.”

  2. No niestety prawda.Ja rozumiem ze my potrzebujemy sojusznika a moze nawet i patrona ale to juz jest wazeliniarstwo na calego.Skacza jak im sie kaze i to ochoczo i z przytupem.Jak widac „nasi” rzadzacy wychowani w komunie maja mentalnosc niewolnicza:byle micha byla pelna i mozna bylo zarzadzac tubylcami a zrobia wszystko.Ale „spoko”-za poltora roku Tusk bedzie prezydentem i wrocimy do robienia dobrze Berlinowi.Coz za beznadziejna sytuacja.

  3. Jakiś link byłby mile widziany. Jakikolwiek. Nie wykluczam oczywiście, że rozmaite „onety” i „wybiórcze” coś o tym piszą, ale uczciwie się przyznam że nie śledzę zbyt blisko polskich mediów.

  4. To jest po prostu dramat! Najpierw Mike Pence ogłasza, że szczyt odbędzie się w Warszawie, dopiero później nasze MSZ wydaje swoje oświadczenie. Ciekawe czy USA raczyło najpierw zadzwonić, czy raczej nasz suwerenny rząd dowiedział się o tym z tv!
    Czy oni są już tak aroganccy, że po Iraku i Afganistanie pchają nas na kolejną burdę nawet bez pytania? Jakie korzyści z tego mamy, skoro nie mieliśmy żadnych w przypadku poprzednich wojen. Nasz rząd ma własny naród naprawdę za debili.
    Do Teheranu poleciał Maciej Lang i zapewniał, że Polska jest przyjacielem Iranu i nie poprze żadnych agresywnych kroków wobec niego oraz że szczyt w Warszawie nie jest przeciwko żadnemu krajowi na bliskim wschodzie, a już na pewno przeciwko Iranowi… To już mógł nic nie mówić.
    [url] https://www.tehrantimes.com/news/432142/Iran-tells-Poland-it-won-t-tolerate-hostile-coalition%5B/url%5D

  5. Zdaje się, że konferencję właśnie odwołano z braku chętnych.
    Mimo to rządowy program Iran Go (na miliardowe obroty), kontrakty na ropę dla obu rafinerii (ropa irańska najbardziej zbliżona składem do ruskiej) do kosza.
    Pięknie Kurwa Pięknie

  6. Izrael sam niczego z Iranem nie wskóra.

    Chcialem zauwazyc, ze rowniez Rosji jest nie na reke zbytni wzrost potegi Iranu. Widac to wyraznie podczas Izraelskich nalotow na iranskie cele w Syrii, podczas ktorych rosyjskie systemy OPL milcza. Jakby Iran sie za bardzo umocnil w Syrii, to moglby na wlasna reke transferowac rope do EU i byc konkurencja dla Rosji. Zatem Izrael nie bedzie z pewnoscia na Bliskim Wschodzie sam w rozgrywce z Iranem.

    1. moglby na wlasna reke transferowac rope do EU
      ale sprzedawać ją potem komu? Euro wasalom mającym surowo zakazany handel z Iranem?

      Wydaje mi się że dla Rosji Iran jaki jest, nawet potencjalny konkurent gospodarczy, jest dużo lepszą alternatywą niż jakakolwiek zmiana reżimu a wraz z nią także w Syrii.

      1. Ale jeszcze lepsza alternatywa jest jednak Iran sprzedajacy do EU rope rurociagiem, na kurku ktorego reke trzyma wujek Wlodek. Moze wujkowi Wlodkowi jego kobieca intuicja podpowiada, ze wasalizm europejski za jakis czas sie skonczy, wraz z oslabnieciem USA i wyeliminowaniem USD?

      2. O ile pamietam niektorzy wasale wywalczyli sobie prawo kupowania w Iranie.Ale nasi umieja tylko walczyc o cieple posadki dla siebie i swoich rodzin.

Comments are closed.