czy miękkie lądowanie słowackiej korony da się powtórzyć u nas
J.Jankowiak na swoim blogu studził ostatnio rozpalone głowy widzące niezłomny marsz złotego ku 3 zł i poniżej za €. I my w DwuGroszach próbowaliśmy wcześniej podkreślać że zbyt “mocny” złoty nie jest takim błogosławieństwem jakim się wielu wydaje. Nie jest to jednak wiadomość szczególnie popularna. I nie bez pewnego uzasadnienia, dodajmy. Urok urlopu w Alpach czy w Hiszpanii tańszego niż w kraju jest niewątpliwy.
Jednak im silniejszy złoty tym bardziej się nam wydaje że ta jego “siła” jest trochę palcem po wodzie pisana, w i szerszym kontekście niekorzystna dla kraju. Nie ma to wiele wspólnego z “silną walutą” wynikającą akurat z doskonałych fundamentów makroekonomicznych gospodarki kraju. Te nie są złe, eksport się kręci, płace rosną. Nikt jakoś jednak nie spieszy się inwestować w polskie aktywa, które tę siłę powinny odzwierciedlać przez wszystkim. “Złoty stał się jedyną klasą polskich aktywów finansowych, jaką zainteresowani są obecnie inwestorzy zagraniczni” – zauważa Jankowiak, i ma rację.
Dlaczego tak się dzieje? Prawdopodobnie z podobnych względów dla których jedynym surowcem w jakim zainteresowani byli od roku inwestorzy zagraniczni była ropa naftowa. Wątpliwe czy każdy bankier lub menedżer funduszu nagle wgłębiał się w dynamikę Peak Oil i zaczął wierzyć w ropę po $1000 za trzy czy cztery lata. Mamy po prostu postępującą zapaść systemu finansowego w której nie ma wielu miejsc odpowiednio pojemnych aby się bezpiecznie ukryć z kapitałem i nawałnicę przeczekać. A to w sztormie liczy się dużo bardziej niż podejmowanie ryzyka i szukanie dodatkowych zysków. Gigantyczny rynek ropy naftowej z zarysowującą się trwałą nierównowagą popytu i podaży jest jednym z takich mega magnesów dla kapitału spekulacyjnego.
Podobnym magnesem, także odpowiednio pojemnym, jest forex. A tu szczególnie atrakcyjne są waluty krajów rozwijających się na kursie konwergencji ku euro. Z punktu widzenia zarządzającego, powiedzmy, funduszem hedgingowym pozycja w złotym w obecnych warunkach wydawać się musi bardzo atrakcyjna. Zwłaszcza gdy jego kapitał pochodzi z rejonu tonącego dolara. Płacący spore odsetki złoty jest jednocześnie szeroko uznawany jako kandydat do dołączenia do strefy euro, mniej więcej wg. naszego scenariusza naszkicowanego wcześniej na blogu. Na ogół oznacza to kilka lat stałej i przewidywalnej aprecjacji waluty. Aprecjacja ta może być znaczna. Od wejścia do “węża” walutowego pod koniec 2005 roku do niedawnego ustalenia definitywnego kursu do euro, na przykład, słowacka korona umocniła się w stosunku do euro o ok. 22%.
W obliczu lecących w dół rynków kapitałowych wszędzie i kryzysu w nieruchomościach tego typu zyski, i to na kapitale ruchomym, który z dnia na dzień znaleźć sobie może inną przystań, są nie do pogardzenia i oczywiście przyciągają uwagę. A z nią jeszcze więcej kapitału. Dynamikę tego procesu ilustruje grafik powyżej.
Przedstawia on kurs korony słowackiej (kolor czerwony), która w listopadzie 2005 weszła w wymagany przez ECB “wąż walutowy”. Jest to faza przygotowawcza, w której kraj zobowiązuje się utrzymać kurs swojej waluty w pewnych widełkach do euro. W tym przypadku kurs korony miał się wahać w granicach plus lub minus 15% od wartości przy wejściu, czyli SK38.455 do euro. Od tego momentu dla inwestora zagranicznego był to samograj, z koroną stale się umacniającą.
Oczywiście rozsądne podatki w Słowacji i wysoki wskaźnik wzrostu gospodarczego kraju (ostatnio z rzędu 10%) też pomogły. Być może nawet trochę zanadto gdyż korona nie tylko nigdy więcej nie powróciła powyżej poziomu neutralnego ale nie tak dawno spadła nawet poniżej dolnej granicy. Prawdopodobnie jednak wiązało się to ze znanym już czy też negocjowanym już wówczas parytetem końcowym. Miesiąc temu właśnie ustalono go ostatecznie na poziomie SK30.126 do euro. Od 01.01.2009 Słowacy wymienią więc swoje korony na euro po tym kursie i bonanza dla kapitału zagranicznego dobiegnie końca.
W Polsce jednak będzie jeszcze trwała. Mamy tu sytuację podobną, ale przesuniętą w fazie ze Słowacją o trzy lata. To jest, przy założeniu że scenariusz integracyjny postępuje wg. harmonogramu jaki wywróżyliśmy pod koniec 2007. W grafiku jest on zaznaczony kolorem niebieskim. Problem jest taki że od końca 2007r. tempo aprecjacji złotego znacznie przybrało. Już obecnie jest on na poziomie który z grubsza przewidywaliśmy jako parytet końcowy! Oops! To przyspieszenie aprecjacji mogło być spowodowane – choć tego nie wiemy – toczącymi się być może już gdzieś rokowaniami w tej sprawie.
Z grafika wynika że gdyby złoty powtórzył trajektorię korony słowackiej (załóżmy) to mógłby wejść w “wąż walutowy” na początku przyszłego roku na poziomie około 3 zł za euro. Dwa lata dalszej aprecjacji prawdopodobnie spowodowałyby wtedy przekroczenie dna kanału węża na poziomie ok. 2.55 zł za euro. I jeżeli znowu użyć tutaj przykładu korony słowackiej której ostateczny parytet ustalono na ok. 8% poniżej tego dna, to ostateczny kurs złotego do euro mógłby być gdzieś w rejonie 2.35 zł za euro.
Powiedzmy sobie szczerze że projekcje te nas niespecjalnie cieszą i wskazują raczej na walutę masowo przewartościowaną vis a vis euro. Entuzjastom “mocnego” złotego nie przeszkadza też argument że kraj, jak wyliczyła niedawno Gazeta Prawna, efektywnie straci z tego powodu sporą część dotacji unijnych. Co wydaje się zresztą, na siermiężną chłopską logikę, uzasadnione . Albo się w końcu gra ubogiego szwagra bogacącego się cudzą kasą skoro sama wpada przez okno, albo się gra bogatego wujka któremu żadna kasa nie jest potrzebna… ;-).
O ile przedstawiony scenariusz umacniania się waluty miałby się ziścić oznaczałoby to naszym zdaniem ciężki szok w okresie po przyjęciu euro, objawiający się znacznym i długotrwałym spowolnieniem gospodarczym. Kraj, co tu dużo ukrywać, wyceniłby się daleko poza pole rozsądnego konkurowania z zagranicą i przypiał sobie żelazną kulę u nogi na lata. Ale urlopy w Alpach, przynajmniej dla tych których jeszcze nie zwolniono z pracy, byłyby jeszcze tańsze.
Rozmaite scenariusze które od czasu do czasu analizujemy w DwuGroszach były dotychczas wszystkie oparte na założeniu że rząd Tuska chce i może wejść do strefy euro jak najwcześniej, razem z Euro2012. Janusz Jankowiak wskazuje jednak na możliwość także innego scenariusza – odgwizdania całej zabawy i przełożenia jej na lata później. Siedząc bliżej ognia być może ma w tej sprawie bliższe informacje. Z naszej perspektywy oficjalne przełożenie harmonogramu adopcji euro na rok 2015 lub później wiązałoby się z masowym exodusem inwestorów ze złotego. To z kolei spowodowałoby poważne perturbacje na rynkach finansowych, mocny spadek złotego, znaczny przybór inflacji i prawdopodobnie pogrążyło kraj w recesji. Czyli Dopust Boży prawdopodobnie dużo większy niż jedynie pewna niestrawność po płynnym, kontrolowanym procesie wejścia do strefy euro przy rozsądnym parytecie.
©2008cynik9

Chcialbym zamiescic ogloszenie, ktore widnieje na witrynie mojego ulubionego sklepu z metalami szlachetnymi. Powstrzymam sie od komentarza. Doxa.blox.pl
High Activity Market Alert
The precious metals industry is experiencing a substantial surge in activity which may increase the possibility of logistical delays; including customer service response time, product processing (incoming and outgoing), and product transport/fulfillment.
Certain silver products are delayed as much as 2-4 weeks. Please review Catalog descriptions for notices regarding such delays.
We are working diligently to fulfill all orders in a timely fashion while maintaining competitive prices.
We appreciate your patience and understanding.
The Bullion Direct Team
Może chleb lidlowy do najlepszych nie należy, ale ten z Zielpunkt jest calkiem smaczny, 1euro – 1kg, smak troche inny od białych polskich, ale jest to normalne pieczywo, a nie wyrób pieczywopodobny, który można dostać np. w Polskim Tesco. Nie przecze też, że w większości sklepów ceny zaczynają się od 2 euro, ale istnieje nienajgorsza alternatywa. Na tym może zakończmy temat kulinarny 🙂
Złoto leci na łeb bez powodu (pewnie manipulacja FED i s-ki). Hossa w surowcach się skończyła. Jeśli ktoś oszczędza na emertyturę, to lepiej kupić złoto znacznie taniej po kryzysie, za 2-3 lata. Po co kupować teraz i przepałać, skoro finalizacji inwestycji spodziewacie się dopiero za 10-20-30 lat?! Nonsens i głupota.
Na żaden kolaps systemu finansowego się nie zanosi, więc kupować złota teraz tuż przed przepaścią nie ma sensu. Działania FED są kontrowersyjne i nie mają wiele wspólnego z wolnym rynkiem, ale są bardzo przemyślane – jak do tej pory wybierają najmniejsze zło. Do tego mają nad nami przewagę w postaci zdolności do manipulacji kursami USD i surowców, które to manipulacje wpływają na rynek i kształtują dalsze trendy. Miliony mrówek nie mają tu nic do gadania. Kolaps USA będzie następnym razem, sorry.
Takie jest moje prywatne zdanie. Niech każdy pomyśli sam i robi jak uważa.
@chris50
„Bądź chciwy tam gdzie inni się boją i bój się tam gdy inni są chciwi”
Warren Buffet
😉
G.F.
Będzie poniżej 800 USD/OZ czy już kupować?
… złoto spada. A czort z nim. zobaczcie co się dzieje z Gruzją. Ja tu się powoli zastanawiam czy nie zacząć zbierać chrustu na zimę bo z gazem może być krucho.
Trzeba było nie szturchać misia kijem. W końcu też jesteśmy „bliską zagranicą”. Mam nadzieję, że nasi tzw. „politycy” nie doprowadzą do tego, że za piędziesiąt lat jakiś debil nie będzie fetował 50-ej rocznicy ponownego zburzenia Warszawy i rzucaniu kamieniami w czołgi przez dziesięcioletnie dzieci.
G.F.
@anonimoslawZycze wszystkim smacznego i duzo zdrowia jedzac chleby z Lidla itp ponizej 1 EUR/kg. Normalne jadalne chleby kosztuja CONAJMNIEJ 2 EUR/kg a to i tak tanio.
Cos zloto nie obronilo 850… to do ilu spada i kiedy kupujemy?
A polemike miedzy autorami dwagrosze.blogspot.com a wojciechbialek.blox.pl BAAARDZO chetnie bym poczytal. Moglyby byc bardzo pozyteczne wyniki dla nas inwestorow…
BM
@anonimosław:
Ciekawi mnie, czy bańka „The South Sea Company Bubble” w pierwszej połowie XVIII w w Anglii miała miejsce w warunkach stadardu złota czy nie? O mało nie doporwadziła do bankructwa Bank of England o ile pamiętam…
„Może być standard złota, ale co z kredytem? Dawniej też bywały bańki, wspomagane kredytem…”
Różnica byłaby taka, że inwestycje pokrywane byłyby rzeczywistymi oszczędnościami ludzi, a nie inflacją. Byłoby też sprawiedliwiej, bo banki nie mogłyby zarabiać na odsetkach od wirtualnych pieniędzy. (czego sama idea jest absurdalna) Bańki nie miałyby tak ogromnych konsekwencji jak obecnie. Choć zależy to też od tego jak zrealizowany byłby ten „standard złota”
@dm: takie ceny są w najtańszych sklepach dyskontowych, dosyć popularnych w Austrii: Lidl, Hofer, Zielpunkt.
@Goldfinger:
Ależ nie trzeba być żadnym ekonomistą by odkryć, że zachowania tłumów mogą być irracjonalne. Wystarczy popatrzeć na zachowanie ludzi podczas pożarów, wszelkie sytuacje, gdzie ludzie się boją, a jest ich duża grupa. Nie tylko – wsciekły tłum potrafi liczować niewinnych ludzi. Ludzie, choć jako jednostki mogą być mądrzy, w tłumie już nie bardzo. Nie wiem skąd to się bierze.
Jednak ekonomia jako nauka próbuje jakoś to wszystko zracjonalizować. Metody zaczerpnięte z fizyki, np. statystyczne ujęcie zjawisk trochę w tym pomaga.
Ja akurat nie mam pewności, czy standard złota jest jakimkolwiek wybawieniem. Może być standard złota, ale co z kredytem? Dawniej też bywały bańki, wspomagane kredytem…
No i metale szlachetne poleciały…
@tomek
„Obia te obszary nie zachowują się w sposób łatwy do przewidzenia, powiedziałbym nawet, że czasami mogą zachowywać się irracjonalnie. W takim pzypadku nawet najlepiej poparty argmentacją wywód może zostać obalony przez przeczące mu wydarzenia. „
Jakbym szłyszał wykład L.von Mises’a. Zgadzam się!
Smutne jest tylko to, że ten wspaniały teoretyk i orędownik złotego standardu umarł w biedzie i zapomnieniu. 😉
G.F.
P.S. To, że prawdopodobieństwo wygranej w lotto jest jak 1:14000000 to wcale nie żałuje wydnia 2 zł od czasu … do czasu. ;-). Cóż, podatek od naiwności też trzeba czasem zapłacić.
To czy złoto w chwili obecnej jest po 850 czy po 10000 nie ma większego znaczenia ważne jest by je mieć i od czasu do czasu dokupić (na dołku). A do emerytury jeszcze trochę mi zostało. 😉
@Goldfinger:
Przemyślenia Cynika nie dadzą się łatwo obalić, ponieważ dotyczą ekonomii i zachowań rynku. Obia te obszary nie zachowują się w sposób łatwy do przewidzenia, powiedziałbym nawet, że czasami mogą zachowywać się irracjonalnie. W takim pzypadku nawet najlepiej poparty argmentacją wywód może zostać obalony przez przeczące mu wydarzenia. Sam Cynik podkreśla to w swoich publikacjach.
Gdyby inwestowanie było dzidziną ludzkiej działalności w której czyste rozumowanie wystarcza, to matematycy byliby najbogatsi. 🙂
A złoto, póki co, dzielnie się broni na poziomie $850. Może nawet przetrwa. Umocnienie się dolara nie musi wystudzić obaw inflacyjnych.
Ciekawym ilu z tutejszych komentatorów obecnie chwalących cynika będzie wieszało na nim psy, kiedy złoto poleci sporo w dół
(np. po podwyższeniu stóp przez FED) 🙂
godlfinger cynik9
"Jeśli chodzi o krytykę to z niecierpliwością czekam na kogoś, kto wdepcze przemyślenia gospodarza w ziemię.
No to chyba jeszcze sobie poczekam (byle nie do emerytury). Bojowi oponenci śpieszcie się!"
Witam
Jest ktoś taki którego polemik z cynikiem niecierpliwym –> https://wojciechbialek.blox.pl
@tomek
„Widzę, że masz tutaj swoich wyznawców, którzy uważają, że ja w tej świątyni Twojego blogu nie powinienem głosić heretycznych poglądów…”
Jako cynikowy neofita po zapaleniu świeczki jestem skłonny zapalić Tobie ogarek, pod warunkiem, że zaproponujesz coś sensownego. (Wtedy pewnikiem również to obstawię. Ach, ta dywersyfikacja ;-))
Jeśli chodzi o krytykę to z niecierpliwością czekam na kogoś, kto wdepcze przemyślenia gospodarza w ziemię.
No to chyba jeszcze sobie poczekam (byle nie do emerytury). Bojowi oponenci śpieszcie się!
G.F.
P.S. „O wielka jest samotność pasterza wiodącego stado baranów bez cienia sprzeciwu!”.
No właśnie !
Jeśli spekulujemy zgodnie z definicją
tego słowa to dla mnie ma to wymiar pozytywny (jedna czysta strategia ,lub mix) . Jeśli natomiast gramy (bawimy się) w grę spekulant vs manipulant to prawdopodobnie spekulant przegrywa . To nie jest czysta gra rynkowa i ostracyzm dla takiej zabawy jest wskazany .Jest tylko jedno ale ,- manipulant trzyma nas na muszce i przymusza do wypłat w jego walucie .
Aha. Jeszcze jedno chciałbym dodać. Jeśli dochodzi do manipulacji na rynkach akcji lub commodities przez organizacje państwowe to to już nie jest zdrowy kapitalizm – IMO.
Drogi Tomku, pisząc o widocznych interwencjach na rynku złota i akcji (DJ) nie pisałem, że mnie to specjalnie boli czy wzrusza, a jedynie stwierdziłem fakt. Biorąc pod uwagę dotychczasową politykę banków centralnych na czele z FED mogę jedynie w obecnej sytuacji powątpiewać w skuteczność tego typu działań i liczyć, że wreszcie „światowe finanse” znajdą jakieś przejrzyste rozwiązanie na przyszłość. Mogę dodać, że w jakiś sposób jestem przygotowany i na gwałtowne wystrzelenie rynku akcji do góry – oby trwałe i na poprawę na rynku „nieruchomości” i kontynuację hossy rynku „metali szlachetnych”. Poza tym bardzo cenię sobie Twoje zdanie, gdyż życie często niesie niekonwencjonalne rozwiązania i zachowania, a ja też nie jestem człowiekiem nieomylnym – i z tego zdaje sobię sprawę.
@Chris50:
Ja uważam, że wzrosty na dolarze, a także wzrost DJ to czysta spekulację, wywołana przez „niewidzialną rękę”. Widać to po gwałtownych spadkach kursu złota o określonej porze jak i wyciąganiu kursu akcji z zapaści – prawie pionowe wykresy dzienne. W ostatnich dniach nie było żadnej pozytywnej informacji, która mogłaby prowadzić do tych ruchów, poza oczywiście spadkiem notowań cen ropy (spowodowanej obawą wystapienia ogólnoświatowej depresji ekonomicznej).
Widzę, że gdy coś się dzieje po naszej myśli, to uważamy, że to zdrowy kapitalizm, a gdy się dzieje odwrotnie niż chcemy, to spekulacja, pewnie też jakiś spisek. Za chwilę zacznie się polowanie na spelulantów. Spekulanci polujący na spekulantów, no tego jeszcze nie było. Nawet jeżeli ktoś usiłuje doprowadzić do wzmocnienia dolara i osłabienia złota, np. wykupując na potęgę dolary, lub wyprzedając złoto i robi to przez dokonywanie zakupów lub sprzedając, to po prostu robi to do czego ma prawo na wolnym rynku. Jeżeli się z tym nie zgadzamy, to czymże się różnimy od Pakistańczyków rzucających kamieniami w budynek giełdy poczas bessy?
Co do dolarów i związanymi z nim straconymi nadziejami. Tak zawsze się kończy kupowanie na górce i sprzedawanie na dołku. Gdy dolar był po 4 i powyżej, to wtedy należało go kupować? Gdy był drogi? A teraz, gdy jest tak tani, to trzeba się go pozbywać? Bo „dolar to śmieć” jak często wyczytuję na onecie. Założe się, że teraz, o ile dolar zacznie rzeczywiście długofalowo drożeć, to nagle zacznie się pisać o tych aspektach ekonomicznych, których się nie brało pod uwagę, gdy wieszczyło się niekończący się spadek dolara. Tak jak podczas bessy wszyscy dostrzegają, że gospodarka zmierzała w złym kiedunku już od dłuższego czasu, tak podczas hossy nikt tego nie widzi.
Za wzmocnieniem dolara może stać ECB. Oni mają taki wybór: albo naprodukują pustych Euro, za które zakupią dolary, albo zaduszą własną gospodarkę zawyżonym kursem własnej waluty. Zatem: stagnacja lub inflacja. Jeżeli Stany Zjednoczone decydują się na inflację, to inne kraje albo będą musiały ją do siebie zaimportować, poprzez kupowanie dolara i osłabianie swojej waluty, albo pogodzić się z myślą, że tracą konkurencyjność.
@Cynik9:
Widzę, że masz tutaj swoich wyznawców, którzy uważają, że ja w tej świątyni Twojego blogu nie powinienem głosić heretycznych poglądów. Przypomina mi to trochę fundamentalizm. Co mnie zadziwia, to to, że właściciel tego blogu ma większy dystans do głoszonych przez siebie poglądów niż niektórzy z komentatorów.
@liczę na 5%:
Nigdzie nie krzyczałem. Prezentuję tylko swój punkt widzenia, a może tylko zwracam uwagę na inne strony tego wielostronnego „medalu” jakim jest zachowanie rynku.
@licze na 5%:
Nie bądź zbyt ostry dla Tomka, gospodarz jest przyzwyczajony do kontrowersji i odporny na różne rewelacje. 😉
Inwestycyjna hipoteza robocza to zawsze work in progress i zdrowej konfrontacji się nie boi a fakty mogą być interpretowane na różne sposoby. Ważniejsze dla merytorycznej dyskusji jest aby za poglądem stał pewien spójny proces myślowy, sensownie przedstawiony, i oczywiście aby argument nie stał na ewidentnie fałszywych założeniach. Na to zwracamy przede wszystkim uwagę, ponieważ to właśnie różni inwestowanie od bezmyślnej loterii.
pozdr.
Obecna sytaucja na dolarze, to podbitka przed wywalka, hie hie. Po Olimpiadzie witamy dolara ponizej 2 zl.
Tomek, prosba, nie krzycz tak. Pojawiasz sie jak Filip z konopii i od razu negujesz glowne tezy cynika. Tu Gospodarz od wielu miesiecy buduje logiczne podwaliny uzasadniajace mozliwe wzrosty na zlocie i spadki na dolarze. I wiekszosc czytelnikow sie z nim zgadza. A Ty wpadasz, krzyczysz o jakichs przelamanych poziomach USDEUR i o poczatku hossy na dolarze. Easy, bo uszy bola sluchac. Ten blog nie powstal dzis, a Ty jestes tu dzis a jutro pewnie znikniesz 🙂 Takze ciszej troche pls. Bo tu dolara nie wielbi sie i nie powaza 🙂
@Cynik9
„Inwestowanie w waluty papierowe to trochę zabawa o sumie zerowej, IMO.”
Nigdy nie zachwalałem inwestowania w waluty papierowe, a jedynie napisałem, że znam takie osoby, które trzymały dolary na lokatach długoterminowych i straciły ca 50% jedynie na róznicach kursowych. Zwyczaj ten się wziął z czasów tzw. „socjalistycznych”. Po 1981r. komu udało się ocalić waluty z wymiany na bony towarowe, mógł złożyć swoje dewizy na konto „A” oprocentowane w skali 3 letniej na ca 11%, co przy kwocie powiedzmy 3000 USD pozwalało na spokojne życie (jak na owe czasy)- czyli tak zwaną drugą pensję. Oczywiście wygląda to smiesznie w obecnych czasach, ale przy pensji średniej miesięcznej w latach 80-tych ubiegłego wieku ca 3500 zł, czyli ca 30 USD – po kursie rynkowym, było to marzenie wielu rodaków. Wiara w dolara przetrwała do czasów dzisiejszych i sam byłem świadkiem jak staruszka w br. sprzedała trzymane na koncie dolary i była przerażona tym co uzyskała w złotówkach.
Niezależnie od powyższego trzeba z czegoś żyć na bieżąco jak się jest jedynie bezrobotnym inwestorem i parę złotych na koncie zawsze się przydaje. Zainwestowanie wszystkich pieniędzy może okazac się zgubne nie tylko dla firmy ale i indywidualnego inwestora, szczególnie w chwili pojawienia się nieoczekiwanej płatności, przy trudnozbywalnych aktywach. Są też okresy w zyciu kiedy trudno jest się zdecydować na okresloną inwestycję i człowiek zmuszony jest do chwilowej bezczynności siedzenia na gotówce.
@anonimoslaw GDZIES TY TAKIE TANIE POMIDORY, BANANY i CHLEB ZNALAZL!!!?????
UBS wydaje co 2 tyg. dla publiki takie broszurki ~50 stronicowe: „UBS inversotr’s guide”. W wydaniu z 11 lipca wszedzie przewija sie mysl, ze USD sie wzmocni w stosunku do EUR i CHF. Wg ichnich prognoz:
…….9.7.08…3M…..6M…..12M
EURUSD 1.57 1.55 1.50 1.39
USDCHF 1.03 1.03 1.05 1.12
Zrodlo: UBS WMR Forecast Sources: Reuters, UBS WMR
Prognozy na stopy proc.:
…….9.7.08….6M…..12M
USA 3m 2.8 2.4 3.0
10y 3.9 4.5 4.9
EUR 3m 5.0 4.7 4.3
10y 4.4 4.5 4.7
Zrodlo: UBS WMR Forecast Sources: Reuters, UBS WMR
Poza tym pisali, ze FED wyrazil chec podniesienia stop procentowych. Pod kazda notatka podpisuje sie imieniem i nazwiskiem jakis analityk UBS.
Nawet wprowadzaja jakis produkt (opcje/certyfikaty?)”18 months Bear GROI on EUR CHF GBP JPY vs. the USD”, ktory gwarantuje wyplate 100% inwestycji jesli te waluty wzrosna w stosunku do USD albo inwestycje + 90% wzrostu koszyka jesli waluty te spadna do USD.
Ja tam sie nie znam i nie chce nic udowadniac. Przekazuje tylko suche fakty.
@tomek:
ciekaw jestem Twoich źródeł Gold Fields Mineral Services Ltd. Wikipedia kwotowała prawdopodobnie CASH price 2005.
dolar i złoto trzymane na lokacie przez okres rzędu 50 lat… 50 lat jest poza horyzontem inwestycyjnym przeciętnego inwestora. Podejrzewam że w tym zakresie nieruchomości nieco wyprzedzą resztę. Natomiast w „długim” okresie sensownym z punktu widzenia inwestora, a więc jakieś 15-20 lat idzie łatwo wykazać to co się chce, wybierając odpowiedni przedział w którym dana klasa walorów jest najgorsza z możliwych, nie wyłączając ani akcji, ani nieruchomości. Po prostu nie istnieje magiczny autopilot dobry na wszystkie okazje.
@chris50:
Inwestowanie w waluty papierowe to trochę zabawa o sumie zerowej, IMO. W dodatku w znacznym stopniu zależna od komedii odgrywanej przez rządy i banki centralne, a z czynnikami fundamentalnymi związana luźno i z opóźnieniem. Jedno co twierdziłem od dawna i co podtrzymuję to to że € powyżej $1.6 wydaje się granicą ekonomicznego bólu dla strefy euro, która stanie na głowie aby ten niekorzystny dla siebie kurs osłabić. Teraz wygląda na to że kłócące się ze sobą USA i UK u kogo będzie najpierw recesja pogodziła strefa euro której część siedzi już w potwierdzonej recesji. Czy zatem wyrywać się w tej chwili do „taniego” dolara który się wzmocni? Hmm, przez parę miesięcy może, do czasu jak rynek się nie dowie co mu już pichci prezydent Obama w 2009, he, he, he.
Chris50 – Nie zawsze wszystko da się jasno i klarownie wytłumaczyć. Gdyby tak było, to wszyscy dołączylibyśmy do klubu milionerów. Jedno jest pewne, żaden trend nie trwa wiecznie…
Ja uważam, że wzrosty na dolarze, a także wzrost DJ toa czysta spekulację, wywołana przez „niewidzialną rękę”. Widać to po gwałtownych spadkach kursu złota o określonej porze jak i wyciąganiu kursu akcji z zapaści – prawie pionowe wykresy dzienne. W ostatnich dniach nie było żadnej pozytywnej informacji, która mogłaby prowadzić do tych ruchów, poza oczywiście spadkiem notowań cen ropy (spowodowanej obawą wystapienia ogólnoświatowej depresji ekonomicznej). Tłumaczenie, że wzrost dolara spowodowany jest powstrzymaniem się banku europejskiego przed podwyższeniem oprocentowania, które i tak jest dużo wyższe niż w USA jest tak samo mizerne jak radość, że w ogólnej biedzie sąsiadowi zdechła kura, a nasza jeszcze zipie, chociaż perspektywy ma nienajlepsze.
@Chris50:
Jeżeli ktoś nakupił dolarów i trzymał je w papierze, to się wcale nie dziwię, że na nich stracił. Fiat money w długim terminie to też kiepska inwestycja. Lepsza, jeżeli trzymana na jakiejś lokacie. Rozumiem, że dolar 100 lat temu był kupowany z zapewnieniem, że będzie miał pokrycie w złocie. Jednak na dłuższą metę papierowe zapewnienia to też kiepska inwestycja. 🙂 Kiedyś czytałem wyliczenia, że dolar i złoto trzymane na lokacie przez okres rzędu 50 lat i więcej dają podobne zwroty z niewielką przewagą lokaty. Jeżeli o mnie chodzi, to wystarczy, że spłacam hipotekę. Też jakaś inwestycja. 😉
@Cynik9:
Dobra okazja, byś własnoręcznie zmodyfikował fałszywy artykuł z wikipedii, ew. rozbudował z wyszczególnieniem poszczególnych kosztów, skoro sądzisz, że zacytowane przeze mnie dane są niekompletne. Ja sięgam po to co mam pod ręką, a jak dotąd Wikipedia mnie nie zawiodła. Swoją drogą ciekaw jestem Twoich źródeł.
Uwaga: jeżeli chodzi o moje poglądy, to uważam, że dolar może zacząć się umacniać, a ropa jeszcze nieco spadnie, choć może teraz akurat czas jest na odreagowującą korektę wzrostową. Ostatni spadek na ropie był prawie pionowy. Co do złota, to nie mam takiego przekonania. Z punktu widzenia analizy technicznej sytuacja na złocie jeszcze nie została roztrzygnięta. Losy złota zalezą przede wszystkim od obaw przed inflacją. Dolar może się zacząć umacniać, ponieważ być może w Euro zanosi się na obniżki stóp, a może na większą inflację, a może po prostu dolar został nadmiernie wyprzedany. Być może też FED zacznie podnosić stopy, gdzieś w grudniu, styczniu lub lutym.
łoł.
https://stooq.pl/q/?s=xagpln&c=3y&t=l&a=ln&b=0
Cena srebra wyrażona w PLN jest bardzo bliska cenie z pierwszej połowy 2006 roku!
Jeśli ostatnie umocnienia dolara to tylko korekta, srebro wydaje się świetną inwestycją dla zarabiającego w PLN (na teraz).
Cena złota wyrażona w PLN „cofnęła” się zaledwie do drugiej połowy 2007 roku.
@tomek:
wikipadia podaje, że „The average gold mining and extraction costs are $238 per troy ounce but these can vary widely depending on mining type and ore quality.” Skąd zatem te kwoty $700 dolarów… Zatem podtrzymuję póki co tezę o wysokiej cenie złota.
Niestety, rozsiewasz szum bez zrozumienia tematu. Dokładnie $317/oz to wynosiły średnie CASH COSTS i to w 2006, rosnąc 17% Y/Y, natomiast koszty CAŁKOWITE były już wtedy ŚREDNIO $401/oz, rosnąc ponad 18% Y/Y. Koszty energii w ciągu roku 2006 wzrosły o ca 40%.
Dodaj sobie teraz dwa lata dalszych wzrostów, gdzie tylko w samym ostatnim roku ceny energii się podwoiły, i łatwo będziesz miał ŚREDNI całkowity koszt gdzieś między $500 a $600, przy czym wchodzące do produkcji nowe złoża (niewiele) to nie są na ogół „złote słonie”, o których pisałem kiedyś, ale znacznie mniejsze, i znacznie trudniej dostepne złoża gdzie koszty są dużo większe. Uważam że podana estymata kosztów uncji inkrementalnej (=dodatkowej, z nowych złóż) jest realistyczna.
Jeżeli myślisz że złota „bańka” pęknie i złoto spadnie do $400 to na co czakasz? Radzę za-shortować i zrobić interes zycia! Ale jeszcze lepszy interes zrobisz shortując ropę bo złota za $400 nie zobaczysz bez ropy z powrotem za $25/bb, lekko licząc.
Nie zgadzam się z tobą Tomku bo znam wiele osób, które zaufały w Polsce dolarowi, na początku wieku i straciły prawie 50% swoich oszczędności. Ci co zaufali złotu są w złotówkach przynajmniej na tym samym poziomie co w 2006r. Oczywiście dla osób żyjących „z dnia na dzień” inwestowanie nie jest problemem bo nie mają co inwestować, aczkolwiek wydaje mi się, że zarabiają relatywnie mniej 🙂
Jest to kwestia realizacji potrzeb. Jednemu wystarczy poduszka do siedzenia i szklanka herbaty (przypadek starego Ladena – o ile taki istnieje).
Wracając do inwestycji, to pokażcie mi moi drodzy inną bezpieczną ścieżkę inwestycyjną, poza złotem, która by w chwili obecnej miała bezpieczne wsparcia, niemożliwe do przebicia i gwarantowała chociażby utrzymanie status quo?
@Cynik9:
To dobrze, że w tej kwestii, że w bardzo długim okresie złoto jest kiepską inwestycją się zgadzamy. Na pytanie, czy jest kiepską inwestycją w okresie najbliższych 3 lat nie będę się upierał, bo nie jestem doświadczonym inwestorem. Sam w tej chwili w nic nie inwestuję, pieniądze zarabiam i wydaję w dolarach i ani tani ani drogi dolar nie zmieniają w niczym mojej osobistej sytuacji, podobnie jak drogie, czy tanie złoto. Tak więc emocjonalnie nie jestem zaangażowany. Jednak parę uwag też chciałbym dodać.
1. Przez ostatnie lata produkcja złota rosła, mimo, że jego cena spadała (rysunek). Z rysunku widać, że ostatnio tempo przyrostu produkcji złota zmalało, co nie znaczy, że produkuje się go mniej niż w 1980 roku. Przeciwnie, produkuje się go rocznie 2x więcej! Dlaczego ta podaż nie równoważy popytu? Czy wydarzyła się jakaś rewolucja przemysłowa ostatnio, która doprowadziła do masowego zapotrzebowania na złoto? Ja o niczym takim nie słyszałem. Popyt jest ze strony spanikowanych ciułaczy, którzy boją się inflacji. Wraz z ustąpieniem tego lęku zacznie się wyprzedaż. Pytanie tylko kiedy to nastąpi.
Ta sama wikipadia podaje, że „The average gold mining and extraction costs are $238 per troy ounce but these can vary widely depending on mining type and ore quality.” Skąd zatem te kwoty $700 dolarów jako koszty wydobycia? Przypuszczam, że chodzić może o te najmniej ekonomiczne złoża, które być może teraz się eksploatuje, korzystając ze złotej hossy. Zatem podtrzymuję póki co tezę o wysokiej cenie złota.
Przez 20 lat bessy nie inwestowano prawie nic.
Skąd te dane?
Zgadzam się, że z wykresu wynika, że produkcja złota spada od paru lat, ale tylko od paru lat i być może jest to jedna z wielu małych fałdek na wykresie. Produkcja ropy nie wzosła w ciągu ostatniego tygodnia gwałtownie a cena gruchnęła w dół. Jak to wytłumaczyć w kapitaliźmie? Koszty wydobycia ropy też nie zmieniły się znacznie, warto było ją wydobywać za $25 za baryłkę, teraz to jest złoty interes. Przypuszczam, że na wolnym rynku, który nie zawsze zachouje się racjonalnie, koszty produkcji mogą też przez jakiś czas być wyższe niż cena produktu końcowego. Ot, przykład: mimo, że wielu eskporterów w Polsce twierdzi, że musi już sprzedawać poniżej kosztów, wolny rynek wciąż „podkręcał” cenę złotówki.
Cieszyć się wakacjami zawsze warto, nawet jeżeli złoto będzie kosztować $600 lub $400 za uncję.
@tomek:
Nie będę się spierał o tę bańkę
I słusznie bo trudno ją wskazać
pomimo, że inflacja od 1980 roku miała się stosunkowo dobrze, to złoto mimo wszystko..
Fair enough, w długich okresach złoto było kiepską inwestycja. Ale nie ma to nic wspólnego z „bańką”.
skoro wówczas mogło tanieć, to czemu nie teraz, kiedy jest znów drogie?
Ponieważ na ogół rzeczy nie tanieją poniżej kosztów produkcji, przynajmniej nie w kapitaliźmie. Skoro wycofałeś się z bańki a nadal twierdzisz że jest drogie to zdefiniuj względem czego? Bo chyba nie względem kosztów produkcji, i nie względem jakiejkolwiek commodity?
Gdy złoto potanieje, to się po prostu te kosztowne metody porzuci
Przez 20 lat bessy nie inwestowano prawie nic, start nowej kopalni to przeciętnej 7 lat, obecna hossa w złocie też siedem. Żadna z Twoich „kosztownych technologii” nie zaczęła jeszcze na dobrą sprawę nawet kopać złota, produkcja złota globalnie spada od paru lat.
kto wie, może właśnie ją [nadwyżkę] sie sprzedaje…
Złoto zawsze „było” i nigdzie nie zniknęło. I zawsze jak ktoś je sprzedaje to ktoś je kupuje.
…mocne poziomy wsparcia. Od ich przebicia będzie zależało co dalej. Dla posiadaczy złota szykuje się pewnie tydzień pełen nerwów,
Nie przesadzajmy. Tylko dla posiadaczy złota wierzących w „złotą bańkę” i w „złoty krach”. Reszta zrobi lepiej ciesząc się resztą wakacji, IMO… 😉
@mao:
Inne wieści gminne powiadają, że na początku każdej bessy zawsze mówi się, że to nie bessa, tylko korekta. Oczywiście bessa jest niczym innym jak długoterminową korektą po trendzie wzrostowym zwanym hossą. 😉
Co do ropy, to dlaczego za punkt wyjścia uważać ropę po $56, a nie np. z sierpnia 2003, kiedy kosztowała ok. $25? Wówczas 25+0.5(145-25)=85. Fala spadkowa może zmieść też tylko 1/3 ale też może być nawet i 2/3 wzrostów. W złocie, w bessie która przyszła po 1980 roku, to nie jestem pewien, czy fala spadkowa nie zmiotła wszystkich wzrostów. 😉
Wieść gminna niesie, że po fali rosnącej nastepuje korekta, która ma w zwyczaju znieść połowe poprzedzających ja wzrostów. Tak więc np. ropa pojechała od 56$ na poczatku 2007 do 147$ ostatnio. To jakies 90$ wzrostu i naturalnym wydaje sie odreagowanie polowy, czyli spadek do około 105$, wiec nie ma co wieszczyć zmian trendów, kiedy nawet nie odreagowaliśmy jeszcze ostatnich wzrostów.
Podobnie ze złotem, koncem 2006 bylo po około 600, potem podskoczyło do 1k, wiec spadek do 800 nie powinien nikogo dziwić. Dla szanownego Gospodarza silnie wieżącego w mocne niedowartościowanie złota punktem odwrotu wydawały się byc okolice 900, jednak prawdopodobnie przyjdzie nam się odbic od 800 bądź nawet ciut niżej.
Pozdrowienia dla wszystkich, a w szczególności dla Gospodarza.
gwoli ścisłości: na urlopie w Alpach bywa często, że płaci się w CHF, a nie w EUR.
Póki co złoto zatrzymało się na 850 a dolar na 1.50 za Euro. To są mocne poziomy wsparcia. Od ich przebicia będzie zależało co dalej. Dla posiadaczy złota szykuje się pewnie tydzień pełen nerwów, ale kto ma rację? Czy to ważne, przecież inwestowanie ma w sobie coś z totolotka, ten co wykreślił trafną szóstkę nie jest wcale mądrzejszy od tego co niczego nie wygrał. Co prawda w inwestowaniu można ważyć szanse i prawdopodobieństwa, to o ile nie jesteśmy „możnymi tego świata” nasz dostęp do informacji jest niewielki, trzeba się czasem poruszać jak ślepiec we mgle… Goldfinger coś powinien nam o tym powiedzieć, on dysponuje teoriami spiskowymi, które równie dobrze mogą tłumaczyć złotą hossę jak i złoty krach.
@Cynik:
Nie będę się spierał o tę bańkę, być może trochę przejaskrawiłem. Chodzi mi o to, że pomimo, że inflacja od 1980 roku miała się stosunkowo dobrze, to złoto mimo wszystko taniało przez większość czasu. Więc skoro wówczas mogło tanieć, to czemu nie teraz, kiedy jest znów drogie?
Kiedyś w Holandii była taka słynna bańka na cebulkach od tulipanów. Czy gdyby teraz, podobnie jak wtedy, za cebulke można było kupić dom albo i więcej, czy to oznaczałoby, że cebulki wróciły do starego poziomu, czy, że oto powtarza się ten sam typ bańki?
Czy szacując ceny energii bierzesz pod uwagę obecne czy maksymalne ceny ropy nafowej? Myślę, że skoro cena złota jest taka wysoka, to opłaca się uruchamiać nawet kosztowne technologie, w tym i ekspoatację takich złóż, które dawniej nie były opłacalne. Być może stąd to oszacowanie kosztów wydobycia na poziomie „nawet i 600 dolarów”. Gdy złoto potanieje, to się po prostu te kosztowne metody porzuci.
Warto też pamiętać, że złota jest cała masa trzymana w sejfach i rezerwach banków federalnych. Tak więc istnieje pewna zamrożona nadwyżka na rynku – kto wie, może właśnie ją sie sprzedaje…
„Jaka bańka może być w złocie jeżeli wydobycie jednej inkrementalnej uncji, przy obecnych cenach energii i reszty, podchodzi często pod $650 – $700/oz? Cena 30% ponad to ma być tą bańką? Czy się może spodziewasz że koszty i płace powrócą do poziomu z 1980 a cena ropy spadnie poniżej $10/bb$? C’mmon.”
Przy zalorzeniu Tomka ze „niedobór podaży może znaleźć swoją równowagę gdzieś koło $60.” ceny energii – tej najwazniejszej spadaja o polowe, więc koszta produkcji tez znacznie, więc cena złota tez moze. W szeczegolach natomiast tkwi rzecz najistotniejsza – o ile.
Chciałem po prostu zaznaczyć, że przy takim załorzeniu, argument o wysokich kosztach produkcji niepozwalających na spadek ceny poniżej, jest bezsensowny. koszta produkcji mogą spaść. Do pozostałych nic nie mam 😉
@tomek:
Nie musisz się zgadzać z linią partii na tym blogu… :-). W szczególności opinie sceptyków są mile widziane, wprowadzają bowiem twórczy ferment a prawdziwa cnota krytyk się boi. Nikt nie ma monopolu jasnowidzenia, a każdy problem ma dwie strony (w ekonomii więcej ;-))
Sugerowałbym jednak ostrożność z wypisywaniem weryfikowalnych – sorry – nonsensów typu „bańki na złocie”.
Albo wytłumacz przynajmniej jak definiujesz bańkę i w czym Ty ją widzisz? Czy w tym że złoto 28 lat temu w dolarach było tam gdzie jest dzisiaj, w tych samych nominalnych dolarach, mimo że dolar stracił coś z 70% swojej wartości w tym czasie i jest go wielokrotnie więcej?
Jaka bańka może być w złocie jeżeli wydobycie jednej inkrementalnej uncji, przy obecnych cenach energii i reszty, podchodzi często pod $650 – $700/oz? Cena 30% ponad to ma być tą bańką? Czy się może spodziewasz że koszty i płace powrócą do poziomu z 1980 a cena ropy spadnie poniżej $10/bb$? C’mmon.
dzisiejszego wybicia na edku w dół nie lekceważyłbym- takie rzeczy nie dzieją się codziennie i zapowiadają zmianę kierunku. ropa tez tanieje gwałtownie, zagranica zaczęła kupowac u nas akcje- chyba najgorsze za nami
pozdrawiam
@anonimosław:
Co do uwag o złocie: w PL dla złota lokacyjnego, jak na przykład Krugerrand, eNumizmatyka jest tańsza niż ten denarius biznes. Obecnie widzę tam rzecz po 7.6% ponad spot (zamów.) vs 14.5% w denariusie.
Natomiast ten eurocoins stuff wygląda na jakiś jarmark czy coś, trudno się tam połapać czy się tam płaci za monetę czy za szkatułkę, ha, ha. W ogóle nie bardzo wierzę w inwestycyjne walory współczesnych monet „kolekcjonerskich”, w tym także „proofs”. Co nie znaczy że nie można na tym od czasu do czasu coś zarobić, tyle że bardziej to pasuje do działalności hobbystycznej, tak jak kupowanie sztuki współczesnej. 😉
@Cynik:
Oczywiście, że się mogę mylić, przecież też nie mam kryształowej kuli. Jednak odwrócenie trendu na kursie EURUSD wydaje się być prawdopodobne. Na złocie jeszcze tego nie widać, póki co mamy podwójny szczyt, ale czy to tylko przystanek czy odwrócenie trendu – to będzie uprawdopodobnione przez przełamanie (lub nie) poziomu 850.
Jednak jestem przekonany, że o ważnych rzeczach dziejących się pod dywanem nie dowiemy się z gazet i również tam się nie dowiemy co naprawdę knuje FED. Bank of America, który mi przysłał taką ofertę CD na 4% być może rzeczywiście ma problemy finansowe, a może ta teraz niby atrakcyjna oferta za 7 miesięcy wcale taką nie będzie, gdy stopy FEDu będa wyższe.
sebdut1:
Wydaje mi się, że spadające ceny ropy, umacniający się dolar i spadające złoto mogą być wszystkie trzy sygnałami wielkiego przełomu, zmieniającego tendencje ostatnich lat, tj. bańki na złocie, ropie i Euro. Jeżeli zaufanie do dolara wróci, to on będzie przyciągał kapitały, a nie złoto ani ropa. Co nie znaczy, że ropa potanieje do poziomu $30 za baryłkę – niedobór podaży może znaleźć swoją równowagę gdzieś koło $60.
A co powiecie na cene ropy? Future LCOc1 113.3 US$ przebite dolne ograniczenie kanalu 17.01.2007 22.08.2007 i 22.01.2008… Ciekawe do ilu spadnie?
może ktoś jeszcze pokusiłby się odpowiedzieć na me pytania z komentarzy pod poprzednim postem , a urlop w Alpach to fajna sprawa bo właśnie na takim jestem. Co do tutejszych cen żywności to niewiele minimalnie niższych niż w Polsce (banany, pomidory za mniej niż euro. Kg chleba 1euro), większość jednak dużo droższa (nawet do 3x), więc nawet euro za 2.35zł nie wyrówna cen, więc jest całkiem prawdopodobne.
@tomek
i) FED zamierza podnieść stopy procentowe
link
…When lenders need to raise new capital, they can try to boost deposits by offering attractive interest rates on certificates of deposits, or CDs…
i bynajmniej nie jest to „medialna papka”; wóz albo przewóz
@tomek:
i)FED zamierza podnieść stopy procentowe
ii bessę w złocie
iiiKupujcie dolary
Myślę że trzy pudła pod rząd. Sprawdzimy za rok.
„to ostateczny kurs złotego do euro mógłby być gdzieś w rejonie 2.35 zł za euro.”
Szok i katastrofa dla najuboższej części społeczeństwa. Tym bardziej, że nie pozostawiono by nam zbyt wielkiego pola manewru.
Te urlopy w Alpach to marna pociecha, chociaż zdaję sobie sprawę, że to raczej cynizm 😉
Być może jest to początek hossy na dolarze. Jak każda hossa czy bessa, przychodzi niespodziewanie dla większości uczestników rynku – inaczej, jakby wszyscy się przygotowali, to by sobie nakupowali dolarów wcześniej i wówczas – wcześniej – byłaby hossa. 😀 – na którą oczywiście nikt nie byłby przygotowany. Za hossą na dolarze przemawiałoby przebicie poziomu 1.535 względem Euro i średnioterminowa konsolidacja, z której właśnie nastąpiło wybicie w dół. To co się dziś stało mozna by nazwać krachem Euro.
A tak w 100% serio, to wygląda na to, że jeżeli dolar zacznie rosnąć, to kapitały wracać zaczną do USA. Myslę, że FED zamierza podnieść stopy procentowe, bo niektóre banki zaczynają w Stanach oferować lokaty na 4%. Przypuszczam, że wiedzą więcej niż inni, być może harmonogram podwyżek już szeptem został po bankach rozgłoszony. Jeżeli więc stopy w USA zaczną rosnąć, to kapitał ucieknie i ze złotówek i złota i ropy. Złoto choć jak na razie obroniło wsparcie $850, to jednak wydaje się chylić ku upadkowi. Jeżeli poziom 850 zostanie przebity, to oto mamy podwójny szczyt i bessę w złocie.
Kupujcie dolary. 🙂
A tymczasem $US wystrzelil sobie dzis o 3% do gory w stsounku do zlotego i 2% w stosunku do €… To dzisiejsze zachowanie to szczyt (?) pieknej hiperboli ktora zaczela sie mniej wiecej wtedy kiedy ropa zaczela spadac.