Hiena wyrusza na łów

Hiena na łowach czyli „misja pokojowa NATO”.  Od czasu zainscenizowanej gdzieś  na torach między Przemyślem a Lwowem PR-owej wizyty kilku wschodnioeuropejskich polityków u Zelenskiego „w Kijowie” naczelnik państwa Kaczyński firmuje ideę  „misji pokojowej NATO” na Ukrainie.  Zważywszy że NATO od ośmiu lat nie robi na Ukrainie nic innego jak tylko sieje pokój, jest trochę zagadkowe jak ta nowa „misja pokojowa” miałaby wyglądać. Rozumiemy że uzbrojone po zęby NATO-wskie jednostki wjechałyby na swoich czołgach do Lwowa, i co dalej?  Poprosiłyby Rosję aby ich nie „kalibrowała” bo są tu pokojowo?

hienaZ początku wydawało się że ten brain-dead woke pomysł wylęgnąć się musiał gdzieś w Pentagonie a hegemon używa polskiego wasala do sprawdzenia jak daleko może się posunąć. Jeśli operacja się uda to może NATO nie wyjdzie z całej burdy ukraińskiej z niczym. Nie cała co prawda Ukraina lecz tylko jej część ale weszłaby tym manewrem do NATO i do EU jednym susem. Dla Polski oznaczałoby to wygospodarowanie miejsca do którego pozbyć by się można milionów „uchodźców”, coraz bardziej ważących na rozpadającym się budżecie i stanowiących potencjalne zagrożenie wewnętrzne. Wreszcie na Kresy ściągnęłyby z całej Ukrainy resztki banderowców z debanderyzowanego właśnie przez Rosję wschodu, zaś funkcjonariusze obecnego reżimu też nie musieliby daleko emigrować aby znaleźć sobie nowe fuchy.

A co jeśli „misja pokojowa NATO” się  nie uda i Rosja przerobi polski korpus ekspedycyjny na kotlet mielony? Wtedy NATO zawsze będzie mogło to zwalić na niesubordynację wasala polskiego działającego na własną rękę. Już teraz przecież hegemon  zaczyna dystansować się od swojej roli dowódczej na Ukrainie zwalając fiasko operacji na stronę ukraińską.  Na szczęście z tej „misji pokojowej NATO”, w której żywsze zainteresowanie wyrażał tylko Kaczyński,  nic nie wyszło bo nawet Zelenski nie widział w niej żadnego sensu.

Temat jednak szybko powrócił w zmienionym nieco formacie. Zdaje się to potwierdzać że nie jest to raczej pomysł autorski hegemona lecz prędzej inicjatywa polskiego wasala który chciałby jednak coś z rozsypującej się Ukrainy uszczknąć.  Pomysł tym razem nie polega na błaznowaniu z „misją pokojową” ale na staromodnej aneksji terytorialnej sypiącego się na innym froncie sąsiada. W tym przypadku nawet bez paktu Ribbentrop-Mołotow ale raczej za,  powiedzmy,  „porozumieniem stron”.  Jeśli Rosja przejmie gros Ukrainy to ratujmy przynajmniej jej zachodnią część drogą  wchłonięcia przyległych ziem  przez  sąsiada występującego w roli międzynarodowej hieny.

hiena
Bez granic i bez maseczek

Na to że rzeczy mogą iść w tym kierunku wskazuje kolejna radykalna  zmiana postawy ukraińskiego klauna. Z niedowierzaniem i niesmakiem można było odebrać wystąpienie Dudy w Wierchownej Radzie w Kijowie i braterskie PR-owe objęcia obu polityków.  W swoim wystąpieniu Duda już otwarcie mówił o bratnich narodach  i o   „braku granicy” między Polską a Ukrainą.  W stachanowskim tempie uchwalono  też ustawę o prawach Polaków na Ukrainie, w tym do piastowania urzędów i funkcji w aparacie sądowym. Wkrótce potem Morawiecki ujawnił aż osiem umów międzyrządowych, przygotowujących jak można mniemać grunt pod rodzaj przejęcia ukraińskiej masy upadłościowej przez Polskę w stylu absorpcji NRD przez Niemcy Zachodnie w 1990. W rezultacie tamtej fuzji powstało jak wiadomo jedno państwo niemieckie a granica międzyniemiecka została zniesiona.

Normalnie wzmianka o zniesieniu granicy polsko – ukraińskiej, implikująca de facto fuzję, uznana być  mogła za rosyjski fejk.  Ale jeśli  już  mówią o tym oficjalnie Duda i Zelenski  i podpisują odpowiednie akty prawne to sprawa robi się poważna. Tym bardziej że nie bardzo wiadomo jak długo Ukraina w obecnej formie jeszcze przetrwa.  Jeśli faktyczna unia obu państw nie jest planowana przez czynniki polskie i aprobowana przez czynniki ukraińskie,  ciesząc się do tego życzliwym wsparciem hegemona, to po co byłyby te wszystkie umowy, gesty, cały ten ambaras i pośpiech?  Najpewniej jest więc w otoczeniu naczelnika państwa grupa która całkiem serio dąży do takiej fuzji, powodowana nie tyle może ideą powrotu Kresów do macierzy co rachubami wyborczymi PiS. Trzy i pół miliona uchodźców ukraińskich musi rozsadzać już polski budżet i pozbycie się ich na „nowo odzyskane” Kresy,  skąd wielu pochodzi,  byłoby ze wszechmiar korzystne.  Nie jest też całkiem jasne jak daleko jest od wariackiego rozdawania Ukraińcom polskich PESEL-i do dania im przez PiS faktycznego prawa wyborczego. W końcu jak fuzja to fuzja i najpewniej PiS na kolejne 4 lata.

Przy okazji Kaczyński mógłby przejść do historii jako ten który oportunistycznie wykorzystał sytuację  aby przywrócić krajowi jego historyczne ziemie na wschodzie.  Wypisz wymaluj kopia z przywracania krajowi Zaolzia co Churchill trafnie skwitował: Polska uczestniczyła z chciwością hieny w grabieży i zniszczeniu państwa Czechosłowacji„.

Jeśli takie są rzeczywiście zamiary polskiego wasala to może słowo ostrzeżenia jest na miejscu. Zaślepiony rusofobią Kaczyński popełniać zdaje się typowy błąd utożsamiania nielubianych „ruskich” z idiotami, co wielu czyni w tym kraju na własną szkodę. Otóż Rosjanom pro-banderowska Galicja potrzebna jest jak ból zeba, fakt. Najpewniej terytorialnie okrojony banderowski skansen pod polską  administracją  byłby nawet w ich interesie. Nie znaczy to jednak że oddadzą  cokolwiek polskim rusofobom za darmo. Co to to nie. Kresy wschodnie Polska może sobie wziąć, jeśli tylko chce – ale nie jako wasal hegemona i jego agent w rozszerzaniu NATO na wschód. Wręcz przeciwnie – powstanie dużego, nowego państwa w Europie, terytorialnie być może większego nawet  od Francji i liczącego około 50 mln. ludzi, wymagałoby IMO jego ściśle neutralnego statusu, i w konsekwencji wyjścia z NATO.  W żadnym innym wypadku Rosja zainteresowana nie będzie, i trudno się jej dziwić.  A bez dealu z  Rosją  kaczyńskie jagiellońskie mrzonki pozostaną mrzonkami.

12 Replies to “Hiena wyrusza na łów”

  1. „brain-dead woke” Powinno być „brain-dead woke inclusive”. Inaczej się nie liczy.

    Urabianie poliniaków się zaczyna: https://dorzeczy.pl/opinie/310606/budzisz-chce-federacji-polsko-ukrainskiej-publicysta-w-ogniu-krytyki.html

    Niestety niewielu zauważyło, że to co się odwala z migrantami wojennymi w PL, to nie pomoc biednym uchodźcom z UA, tylko proces przesiedleńczy. I nikogo nie obchodzi koszt tego interesu. RFN miała przynajmniej jakieś środki finansowe do asymilacji enerdówka. PL ma kamienie milowe z KPO.
    Chociaż, gdyby tak te kamienie milowe wcisnąć części ukraińskiej tego całego konglomeratu PLUA, to można by było zameldować, że przecie my wdrożyli wszystko cacy jak trza. A że za Bugiem?

    Niestety obstaję przy swoim, że wszystko dzieje się pod dyktando, a Morawiecki i Duda w dogodnej chwili zwieją z Polski z prędkością naddźwiękową na z góry upatrzone stołki, a z kamieniami milowymi zostaniemy my i ten pajac Kaczyński. O ile gość przetrwa, a to zależy od ilości dostępnego jesienią i zimą chrustu. Latem jeszcze ludziom tyłki nie przymarzają do taboretów.

    1. Niestety niewielu zauważyło, że to co się odwala z migrantami wojennymi w PL, to nie pomoc biednym uchodźcom z UA, tylko proces przesiedleńczy.

      Z zauważalnym wyjątkiem DwaGrosze…;-) Nie jestem pewien zresztą czy większość rzeczywiście nie zauważyła bo trudno nie zauważyć rozdawania PESEL-i i polskich 500+, nawet bez przechrzczenia tego przynajmniej na „Banderowiec+”. To raczej low IQ naród dał się grupowo wprowadzić w pro-ukraiński amok w którym aneksja części skorumpowanego do reszty Banderastanu wygląda atrakcyjnie. Przynajmniej dopóki nie przyjdzie kelner z rachunkiem…

  2. O ile pamiętam, wojska czeskie sprawowały się dzielnie.
    Zajęły w 1919 roku tereny do Skoczowa, gdzie stoczyły bój z oddziałami polskimi.
    Przerwała to Rada Ambasadorów.

    Równie dzielnie sprawowały się w 1945 roku, zjamując Kotlinę Kłodzką.
    Była również koncepcja połączenia Czech z terenami Serbołużyczan w NRD.
    Sprawę rozstrzygnęli Rosjanie, przywołując ich do porzadku- Rokossowski?

    Polska ewakuowała Niemców ze Śląska w wagonach towarowych.
    Czesi, gnając milion Niemców z Sudetów na piechotę, zabijając przy okazji kilkanascie tysięcy.

    Z czechów możemy sobie kpić.
    Do czasu…
    Czyny świadczą więcej niż słowa.

    1. Rodzina mojego kumpla ze strony matki mieszkała w mieście we wschodniej części Dolnego Śląska. Była to jedna z kilku rodzin deklarujących narodowość polską zamieszkujących to miasto.
      Z relacji matki kumpla: wypędzanych ludzi wywożono wagonami. Jednak w przypadku tego miasta wypędzanych ludzi trzymano blisko 2 doby w zamkniętych wagonach na bocznicy kolejowej, w pełnym słońcu w dzień. Zdesperowana starka kumpla na drugi dzień uwarzyła wiadro herbaty, wzięła kubek i poszła sama jedna dać ludziom w wagonach coś do picia. Jak zauważył to pilnujący polski żołnierz, to podbiegł do niej, kopniakiem przewrócił wiadro z herbatą a bezbronną kobietę tak obił kolbą karabinu, że leżała nieprzytomna obok torów. Po ocknięciu się poszła na skargę do oficera, który sprawcę pobicia… upomniał.
      Jak widać, wywożenie wypędzanych Niemców / niemieckich Ślązaków nie było radosnym obertasem, przynajmniej nie dla wywożonych.
      Jeśli ktoś mierzy wartość narodu zdolnością do popełniania przestępstw, to polecam lekturę „Oko za oko? Johna Sacka (tak, wiem, jakie były kadry oficerskie MBP, ale przecież nie sami oficerowie „wykazywali się” w obozach tam opisanych), „Małej zbrodni. Polskich obozów koncentracyjnych” Marka Łuszczyny, sprawdzenie, gdzie były owe obozy zlokalizowane i w jakim zagęszczeniu, na Wikipedii też można znaleźć niejedno, np. o obozie w Łambinowicach i jego komendancie – taka lektura dowartościuje bez wątpienia.
      Swoją drogą – faktycznie Czesi dopuszczali się makabrycznych zbrodni na swych niemieckich sąsiadach (przejeżdżanie ciężarówką po nogach, rozrywanie brzucha kołem motocykla itp.), niewspółmiernych jak na naród, który prawie całkiem „suchą stopą” przeszedł przez niemiecką okupację…

  3. Aby to zrozumieć, wystarczy wrócić do sposobu, w jaki Eskimosi zabijali wilka: „ Rdzenni Eskimosi mieszkali z wilkami. Wilki są dzikie, pracują w stadach i nie biorą jeńców. Zjadają się nawzajem, jeśli są wystarczająco głodni. Wilki są również wspaniałymi drapieżnikami. Przeciętny wilk ma od 1,5 do 2 metrów długości i waży ponad 180 funtów.

    Stawanie z nimi jeden na jednego to przegrana bitwa.

    Wiedząc o tym, Eskimosi opracowali strategię zabicia tych bestii. Plan był prosty: weź nóż, zanurz go we krwi, zamroź i przywiąż do słupa.

    Wilki uwielbiają zapach krwi. Oznacza to, że w pobliżu znajduje się potencjalny posiłek. Zapach krwi przyciąga wilka do zamarzniętego noża. Stamtąd wilk zlizuje zamrożoną krew z noża. Każde lizanie topi nawilżony egzoszkielet, zbliżając język wilka do ostrza noża. Nóż szybko się stopił, odsłaniając ostre ostrze. W tym momencie każde lizanie przecina język wilka, powodując krwawienie.

    Ale haczyk polegał na tym, że wilk nie potrafił odróżnić własnej krwi od zamrożonej krwi na nożu.

    Dla wilka smakowało tylko więcej krwi. Co zmotywowało go do lizania więcej!

    Możesz ekstrapolować, co dzieje się dalej. Wilk nadal liże, nieświadomy własnej utraty krwi. Z czasem wilk ginie z wyniszczonym językiem i pustym żołądkiem .
    https://lecourrierdesstrateges.fr/2022/06/08/la-russie-et-larme-hypersonique-les-aleas-de-la-strategie-du-fort-au-fou/
    ===========

    Genialne porównanie.
    Zachód sam się wykrwawia…..

    1. Zelenski przed wyborami był dla nich prorosyjskim zdrajcą(w kampanii mówił o zaprowadzeniu dobrych stosunków z Polską i Rosją) i tylko Azow mu nie groził

  4. Zaolzie to rejon de facto polskojęzyczny. Wiele rodzin w Czechach mówi po polsku i deklaruje się Polakami w Czechach. Ile lat od tego podobno „hienowatego rozbioru” mija? Ile lat „czechizacji”? Nie wiem czy autor wie, ze na tym czeskim Zaolziu w większości miejscowości są dwujęzyczne tabliczki z nazwami ulic i miast (trzeba uznać tu czeska dobra wole, lub słabość wobec ogromu ludności czującej się mniejszością). Po stronie polskiej nie znam „polskich Czechów”. Historycznie zagrabienie Zaolzia przez Czechy i przybicie tego w Wersalu to wielki sukces czeskiej dyplomacji, która słusznie zaznaczyła, iz Czechosłowacja bez polskiego Zaolzia zdechnie z głodu. Proponuje pamiętniki Dmowskiego, ładnie to opisał.

    Mimo tej, moim zdaniem, niesprawiedliwej oceny nie pozwólmy aby taka czy inna przeszłość zasłoniła nam trzeźwy ogląd dzisiejszej sytuacji. Jakiekolwiek rozbiory Ukrainy w polski wykonaniu będą fatalnym błędem. Rosjanie już maja kawałek Ukrainy i jak na razie się nim dławią….Jeżeli my zabierzemy się za demontaż status quo, to liczmy się z tym, ze nasi sąsiedzi postąpią podobnie. Rzeczpospolita jest na to dzisiaj za słaba. Rozmiar katastrofy chyba się naszym (pożal się Boże) elitom nie śnił. Jak do tej pory mamy problemy z zagospodarowaniem narodowego żywiolu w obecnych, jak na razie jeszcze powszechnie akceptowanych, granicach. Fatalne gospodarowanie na poziomie powiatu i na poziomie państwa, marnotrastwo tego co najcenniejsze – kapitału ludzkiego, nieudane reformy fiskalne… Więc co nam dzisiaj po pięknym Lwowie? Ruiny do odnowy, drogi do budowy, nieprzychylna nam ludność do polonizowania. Panie Cynik, ma Pan racje – słaby deal ;)

      1. To byłoby komplementem pod adresem polskiego wasala który nie ma jednak po temu dostatecznych kwalifikacji i siły sprawczej. Wszystkie dotychczasowe próby hegemon zawczasu przejrzał i narzucił własne priorytety którym jest przedłużanie konfliktu ale nie jego eskalacja.

  5. @Cyniku
    Zaolzie
    Granica polsko-czeska na Śląsku Cieszyńskim została ustalona po tej właśnie ofensywie wojsk czeskich z 1919 roku.
    Czesi odebrali Polakom Zaolzie, które było zamieszkane w zdecydowanej większości przez Polaków. Tam całe wsie mówiły wyłącznie po polsku. Jednak Edward Benesz, delegat Czechów na konferencji pokojowej, wynegocjował w Paryżu poparcie dla czeskich planów przejęcia Śląska Cieszyńskiego. Działo się to, gdy Armia Czerwona stała u wrót Warszawy.

    Polacy na Śląsku Cieszyńskim zajęci byli przygotowaniami do wyborów do Sejmu Ustawodawczego Rzeczypospolitej. Głosowanie miało się odbyć 26 stycznia 1919 roku. Wtedy uderzyli Czesi.

    Rok 1938 otwiera kolejną kartę historii Śląska Cieszyńskiego. Polska wykorzystała osamotnienie i dramatyczną sytuację międzynarodową Czechosłowacji po konferencji w Monachium. Wystosowała noty dyplomatyczne, żądając pokojowego przekazania Zaolzia. Rząd czechosłowacki zgodził się spełnić polskie oczekiwania. Oddziały Wojska Polskiego, pod dowództwem gen. Władysława Bortnowskiego, wkroczyły na Zaolzie. Rodacy nie posiadali się z radości. I to była konsekwencja agresji wojsk czeskich na Śląsk Cieszyński w 1919 roku. Agresji nie sprowokowanej przez Polskę.
    Gdy po drugiej wojnie Niemcy wycofali się z Zaolzia, działała na tym terenie polska administracja państwowa. Zaolzianie czekali na połączenie z Polską. Ale Czesi ograli nas po raz kolejny. Stalin Zaolzie dał Czechosłowacji.

    Mieszkańcy zorientowali się, że los ich ziemi jest przesądzony, gdy na masową skalę pojawili się na Zaolziu czescy nauczyciele i przejmowali polskie szkoły.

Comments are closed.