Gotówka w materacu

Lech W., były prezydent kraju, zauważył kiedyś całkiem trafnie że cyt. „durnia mamy za prezydenta”. Jest to jedna z niewielu jego trafnych wypowiedzi, która w dodatku pozostaje nadal aktualna.  Zastanawiać się nawet można czy nie odnosi się  też  czasem  do  ministra finansów.  Wyjaśniałoby to przynajmniej sytuację w której urzędujący minister finansów publicznie apeluje do Polaków aby gotówkę którą wyciągnęli z banków od czasu pandemii wyjęli z „materaców”  i odnieśli z powrotem do banków.  Gotówki tej, w sumie przeszło 53 miliardy złotych, na której banki i tak nie płaciły nic, potrzebuje na gwałt rząd PiS-u do  „rozruszania” gospodarki. Tej samej gospodarki  którą wcześniej sam zdewastował zamknięciami, lockdownami,  idiotyczną „piątką dla zwierząt” i innymi deliktami tego typu.

Kiedy więc raz Polacy dokonali kolektywnie słusznego posunięcia wyciągając nic nie rentującą  gotówkę przynajmniej spod zasięgu łap rządu jego minister finansów apeluje teraz o jej „odniesienie”  do banku?   Czyli w  zasięg tego samego ministra który nie tak dawno jeszcze buńczucznie zapowiadał walkę z gotówką aż do zwycięskiego końca?

C’mmon,  co to za ponura farsa.  Albo niespełna rozumu jest pan minister który wypuścił gotówkę w bankach spod swojej kontroli zanim ją definitywnie pokonał  i po niewczasie apeluje o jej odniesienie.  Albo idiotami okażą się obywatele którzy go posłuchają  i odniosą  swoją gotówkę  z powrotem w zasięg  łap rządu.  Gotówka w „materacu”  ma przecież tę samą rentowność co w banku,  wynoszącą zero.  Z tym że gotówka w materacu jest  bezpieczniejsza bo rząd nie ma do niej dostępu. Zjeść ją mogą wprawdzie myszy ale z tym zagrożeniem można sobie poradzić. Nigdy za to, przynajmniej nominalnie, nie stanie się w materacu mniej warta, w odróżnieniu od obłożonego wkrótce „negatywną”  stopą procentową depozytu w banku. Istnieje wprawdzie jeszcze trzecia możliwość – że pan minister się coś przejęzyczył bo pewne sformułowania w Jiddish mogą mieć  inne znaczenie niż w polskim.  Nie bardzo jednak w to wierzymy.

Swoją drogą, rzadko zdarza się aby minister finansów tak otwarcie ostrzegał obywateli że chcący tylko ich dobra a potrzebujący na gwałt gotówki rząd dopuści się każdego gwałtu aby ją zdobyć. Możliwości jest multum, od jednorazowej „pożyczki” narodowej  czy obligatoryjnej konwersji oszczędności w rządowy papier poczynając. Ergo, nic w banku po covidzie bezpieczne nie będzie. Co ze swoim dobrem powinni zatem zrobić obywatele?  Wziąć przede wszystkim resztę swojej gotówki  we własne ręce i  we własne materace!

19 Replies to “Gotówka w materacu”

  1. Ja bym z chęcią poczytał o przemyśleniach Cynika na temat kryptowalut.

      1. W zasadzie to nie powinny trafic do newsletter na temat inwestowania, tylko do czasopisma dla fryzjero./ Bo zdaje sie, ze jest to sprytne narzedzie do przystrzygania owiec przez cfaniakow ;-)

  2. Trzymanie pieniędzy pod materacem jest w obecnych czasach bezpieczniejsze niż w banku, to fakt. Niemniej, część tych pieniędzy pod materacem była by jeszcze bardziej bezpieczna w formie dajmy na to Krugerranda, czy innych Dukatów ;)

  3. podobno w izraelu mówi się „nasz rząd w Warszawie”……
    …… przeciętny człowiek uważa że w bankowości pracują wybitne jednostki – geniusze a tak nie jest – to raczej cwaniak, który o zarządzaniu nie ma pojęcia bo pożycza nie swoje pieniądze a w razie plajty to i tak ma gwarancje Państwa na wypłatę ludziom depozytów….instytucja bankowego funduszu gwarancyjnego to czysty komunizm ……dlatego bankowcy/socjaliści kochają ten ustrój i będą bronić systemu do końca
    znajomym tłumaczę że gotówka w tzw banku/skoku nie jest własnością ludzi, którzy ją wpłacili a jak nie mogą tego zrozumieć to proponuję wpisać w wyszukiwarkę „bail in” :-) to żadna wiedza tajemna
    a co do zjedzenia gotówki przez myszy to dziś ludzie nie trzymają gotówki luzem w szafach tylko w metalowych pudełkach po pralinach/tak robi moja babcia/ czy kasetkach lub w sejfie

    a tutaj fragment wypowiedzi „ministra” https://twitter.com/RadiowaJedynka/status/1352164976631410689

  4. A w PL manewr byl cwiczony kilkukrotnie i spora czesc ludzi dalej ufa wladzy i pianiadzowi. Poza tym jeszce chwila i wladza obywatelskie zaufanie do pieniadza bedzie miala w gleboklim powazaniu, bo bedzie mogla pieniadz czysto elektroniczny, bez papierowej reprezantacji, kontrolowac calkowicie. Minister Koscinski zamiast prosic o wyciagniecie kasy z materaca bedzie rano myszka zanaczal checkboxy komu maja na sniadanie dostarczyc buleczki, komu serek,a kto ma zakupic samochow i delikwent nie bedzie mial w tym temacie nic do powiedzenia. Wladza w tej chwili kontroluje wlasnosc nieruchomosci, samochodow, a z pomoca duzych korporacji moze tez kontrolowac handel zywnoscia. Wystarczy zrobic ze 2 lata covida i doprowadzic maly biznes do upadku, wspierajac jednoczesnie duze korpo i system bedzie szczelny.Mozesz sobie miec zloto, srebro, bitcoina i cokolwiek chcesz, a i tak nic nie kupisz, na co wladza ci nie zezwoli. W tej chwili to nawet czarny rynek zywnosci nie ma szansy zaistniec (na podobienstwo czarnego rynku zywnosci w PRL, gdzie od chlopow mozna bylo kupic wszystko), bo wiekszosc malego rolnictwa zostala wykoszona.

    1. …od chlopow mozna bylo kupic wszystko), bo wiekszosc malego rolnictwa zostala wykoszona.

      Nie większość i nie małego, ale poza tym prawie racja… ;-) Wykosić naprawdę małego rolnictwa na szczęście łatwo nie można, poza może jakąś nową pandemią albo masową migracją do miast. Oba te warianty już przerabialiśmy… Za PRL każdy chłop miał krowę i był z rodziną samowystarczalny żywnościowo. Obecnie prawie żaden nie ma bo kasa z dopłat leci i bez krowy. Ale wrócić do 1 krowy i paru wieprzy za stodołą można w razie czego całkiem łatwo. Trudnej mają producenci średni, czyli „kułacy”; efektywny nawet hodowca trzody nie zdzierży konkurencji przemysłowych ferm tuczu. Chyba że chłopi pogonią i te fermy przemysłowe i Kaczyńskiego z dziesiątką dla zwierząt i wymuszą normy zdrowej polskiej żywności, bez glifosatu, antybiotyków i innego wielkoprzemysłowego szajsu. Z tym że żywność będzie wtedy dużo droższa…

      1. Wykosić naprawdę małego rolnictwa na szczęście łatwo nie można, poza może jakąś nową pandemią albo masową migracją do miast.

        To jest sprzeczne z moimi obserwacjami. Kiedys jak sie jezdzilo na rajd Beskid Niski organizowany przez warszawskie kolo SKPB, to spanie w stodole na sianie na tzw. trasie stodolowej bylo norma. Teraz w stodolach nie ma siana, bo zeby dostac doplate wystarczy skosic, ale do stodoly nie trzeba wiezc, bo i tak nie ma co potem z tym sianem robic, bo nie ma zwierzat. W wiosce w ktorej mieszkam kiedys kazdy mial krowe i jakies kaczki, kury itp. W tej chili w calej wiosce sa ostatnie dwie krowy i pare koz. Od dobrych paru lat na wakacje jezdze do agorturystyk. Mniej wiecej w 70% tych agroturystyk hodowla zwierzat odbywa sie glownie w celach marketingowych, zeby przyciagnac rodziny z dziecmi. Chlopi w mleko i jajka zaopatruja sie w marketach, bo im sie nie chce robic przy gospodarstwie. Odtworzenie hodowli wcale nie jest takie proste jak sie nie uprawia roli, bo nie ma sie czym tych swin i krow karmic. Trzeba kupic pasze. A handel pasza panstwo moze juz kontrolowac. Tak samo zreszta jak panstwo kontroluje de facto hodowle swin i krow, bo zeby dostawac doplaty trzeba bylo ten caly inwentarz porejestrowac. Zreszta mlode pokolenie chlopow na uprawie roli juz sie nai za bardzo zna. Po prostu na naszych oczach zawod rolnika zanika i odtworzenei tego potencjalu produkcyjnego, ktory kiedys mialy male gospodarstwa rolne nie jest proste, a na pewno nie bedzie szybkie.

        1. Obserwacje pokrywają się z moimi. W „mojej” wsi ostatnia krowa zniknęła w okolicach wchodzenia do EU. Ale pojawili się też poważni, młodzi przeważnie prywatni producenci rolni, dynamiczni i zorientowani, którzy prosperują znakomicie. Mają park maszynowy pierwszej klasy (łącznie z BMW…) i operują na dużych areałach. Myślę że taka była umowa z EU – dać na początek coś wszystkim chłopom aby zagłosowali w dobrym kierunku a potem doprowadzić do planowanej redukcji ich pogłowia do poziomów unijnych… ;-) Wtedy dopiero tym co zostaną można będzie dać dopłaty takie jak gdzie indziej.

          Ale nie bardzo zgadzam się jakoby odtworzenie produkcji w dawnym stylu, w warunkach awaryjnych – gdyby do tego musiało dojść, byłoby specjalnie trudne. Dla żyjących blisko roli jest to łatwe (blisko lasu jeszcze łatwiejsze… ;-). Za komunizmu dwie grupy społeczne były pewne że się wyżywią – mafia partyjna i chłopi… Aktualnie myślę że gdy chłopom znudzi się wiszenie na dopłatach unijnych bez konkretnego zajęcia to zaczną się  pojawiać niewielkie, ale bardzo wyspecjalizowane gospodarstwa eko, produkujące pierwszorzędnej jakości eko żywność, sprzedawaną ze zdrową premią nad obecnym badziewiem. Gdy społeczeństwo lepiej się dowie czym je karmią z sklepach rozmaite Smithfieldy i Animexy to będzie to zajęcie super dochodowe, dużo bardziej niż wygłupianie się z agro…

  5. na razie prosi

    /
    niestety moje ostrzeżenie że żywność jest kolejnym biczem po covidianizmie zaczyna się materializować (a mówiłem o zywności w 2009 roku) jeśli macie trochę gotówki radzę kupić coś co jest związane z żywnością, fosforany, akcje firm produkujących zywność, ziemie orną cokolwiek. warto też zostać rolnikiem. Nie mam złudzeń rolnicy będą mieć kontyngenty ale zawsze to można uprawiać ziemniaki dla siebie też.
    /

  6. Z tym że gotówka w materacu jest bezpieczniejsza bo rząd nie ma do niej dostępu.

    E tam. Jak zacznie walczyc z inflacja, to pierwsza rzecz, ktora zrobi, to wymiane pieniedzy. Tych na kontach w stosunku 1:1, a gotowki 1:10. A zrozpaczonym posiadaczom gotowki minister pokiwa palcem i powie „A nie mowilem? Trzeba bylo mnie sluchac. Chcialem tylko waszego dobra” ;-)

    1. wymiana w tym stylu niszczy zaufanie do waluty kompletnie,

      potem jest jak w rosji, niby rubel jest ale jak ktos oszczedza to w dolarach lub euro , nigdy w rublach bo ich tyle razy przerobiono na wymianie pieniadze ze nie zaufaja rublowi nigdy

      1. W Polsce to już też przecież było przerabiane. Książeczki oszczędnościowe w złotych były, a i owszem, ale jakoś tak się składało że rezerwy ludzie odkładali w dolarach (jak się je udało kupić).

    2. @TJŁ:”wymiana pieniędzy”
      To operacja ogromna i (chyba) dzisiaj nie do utrzymania w tajemnicy. Tak na marginesie taki ruch sprowadziłby gospodarkę do poziomu tej z PRL-u (dolaryzacja obrotu, złotówka „na szmatach”, koniec kredytu dla rządu, …). Może PiS to wariaci, ale chyba nie aż tacy. Z drugiej strony za kilka (~5) lat szykuje się zwałka na emeryturach ale to już nie będzie problem tej władzy.

      1. @HeS

        Wrecz przeciwnie. Wiekszosc „pieniedzy” to zapisy elektroniczne. A troche gotowki do wymiany 1:10 mozna wydrukowac gdzies za granica. Bolszewicy taka operacje moga przeprowadzic bez problemu, bo dla nich to, ze razie jakiegos obsuwu nie bedziesz mial za co kupic papu przez tydzien, to zaden problem.
        A jak ludzie sie wkurza to … najwyzej wybiora PO. I dalej bedzie socjalizm, tylko tym razem z PiSem w opozycji, dopoki ludzie nie zapomna jakie PiS robil wyczyny. To sie HeS nazywa „zarzadzanie przez konflikt”.

    3. Poważnie 1:1? Mam książeczkę mieszkaniową. Wkład na początku równowartość małego gospodarstwa rolnego obecnie 2 m2. SN bez zmrużenia oka stwierdził, że waloryzacja się nie należy … nie znam uzasadnienia. Potem jeszcze najbardziej narodowy z naszych banków wiedząc, że lokatę długoterminową ma pewniejszą niż wszystkie inne, ustalił odsetki na najniższym poziomie.
      W normalnym kraju jest to typowe doprowadzenie kogoś do niekorzystnego rozporządzenia swoim mieniem i za coś takiego jest kryminał … no ale żyjemy w socjalizmie.

      1. Nie traktuj moich wpisow jako objawionej prawdy. Jak minister Koscinski bedzie mial gorszy dzien to moze na kontach zrobi 1:2, a nie 1:1 ;-)

Comments are closed.