Białoruski zapalnik

Białoruski zapalnik spowodować może szerszy pożar na Ukrainie…    Spójrzmy tylko:   Niemcy parę lat temu przyjęli prawie milion „uchodźców”. Części z nich agresja NATO bezpośrednio pozbawiła domu i dobytku. Pamiętamy „Assad must go”?    Reszta skorzystała  z bezhołowia spowodowanego przez agresję NATO na inny kraj – Libię. „Kaddafi must go”?   Nie wnikamy tu w kwestie moralne czy ekonomiczne. Europejscy wasale hegemona muszą jednak mieć  świadomość  że ziarna burzy „uchodźców” której teraz doświadczają siali sami dokonując w ramach NATO agresji na innych. „Łukaszenka must go”  z lata tego roku też ma swoje konsekwencje.

Z tym ostrzeżeniem oraz z motywacjami Angeli Merkel jednak na boku, jednostronne zaproszenie  wir schaffen das wystosowane przez nią  do milionowych,  obcych etnicznie rzesz Arabów było osobistym szaleństwem co wytykaliśmy wówczas wprost.  Leader Niemiec popełnił historyczny błąd którego skutki państwo niemieckie usiłowało potem rozłożyć między swoich europejskich wasali. Rząd PiS-u zachował się wówczas przytomnie, odmawiając przyjęcia narzuconych mu z tej okazji quotas murzynów oportunistycznie prących do Europy po zlikwidowaniu przez NATO libijskiej zapory.

Tym niemniej uderzające w tej historii jest to że Niemcy z milionem „uchodźców” jakoś sobie w końcu poradzili. Tysiące „uchodźców” tygodniowo docierają też do UK  i też końca świata z tego nie ma.   A w tej części Europy skonfrontowany z zaledwie pięcioma tysiącami turystów irackich na granicy  miękiszon Morawiecki zaczyna już wołać o pomoc NATO?   Taki Assad czy  Łukaszenka mają jednak nieporównanie większe cojones…  Nawet Angela Merkel…

Poza wszystkim jednak coś innego wydaje się tutaj dziwne. Morawiecki musi zdawać sobie sprawę z tego że w kontekście „uchodźców” NATO oznacza zawsze problem,  nigdy rozwiązanie.  Dlaczego zatem zdecydował się odgrywać rolę  pożytecznego idioty NATO,  narażając kraj  na  znalezienie się znowu  w zarzewiu konfliktu zbrojnego w Europie?   Musi przecież  wiedzieć że NATO stara się sprowokować konflikt Ukrainy z Rosją  od lat. Nie bez powodu też usłużne jak zwykle jednostki brytyjskie „wspierają” już  polskie wojsko w reperowaniu drutu kolczastego na granicy. Czy do konfliktu stąd może być daleko?  Czy aby na pewno reperowanie zasieków wymaga sprowadzania do tego jednostek NATO i wywoływania art.4 sojuszu?   Może się to okazać niebezpiecznym precedensem.

Podobnie jest z pogłoskami o rzekomym uzbrajaniu turystów irackich na granicy w broń przez stronę białoruską. Toż to jedzie prowokacją na kilometr!  Tam gdzie jest granica i  gdzie jest broń po obu stronach, strzały są tylko naturalną konsekwencją  i prowadzić mogą do tragicznej eskalacji.  Nikt przecież nie będzie dochodził kto pierwszy nacisnął spust. Zaognianiu kryzysu służy też najpewniej jednostronne jego wyolbrzymianie przez stronę polską  i przedstawianie oponenta jako wcielenia zła, przy starannym unikaniu jednocześnie nawiązania z nim jakiegokolwiek dialogu.  Niebezpieczeństwo dla NATO leży w tym że kryzys mógłby w ten sposób istotnie zostać zażegnany.  Tymczasem jest także źle jeśli o sprawach istotnych dla Polski i o jej granicach  rozmawiają obcy ponad naszymi głowami.  Skąd my to znamy?  Bo jakże śmieli Angela i Macron rozmawiać o tym z Putinem i ostatnio z Łukaszenką? No ale  kto miał rozmawiać  skoro rząd PiS-u od lat nie utrzymuje żadnych stosunków z Rosją,  storpedował unijny szczyt z Putinem,  i robił bezmózgowo wszystko aby przychylnego mu dyktatora białoruskiego obalić bo chciał tego hegemon?zapalnik

Obawiać się można że błahy w końcu konflikt z Białorusią o parę tysięcy turystów irackich pełnić ma, a w każdym razie pełnić może,  rolę zapalnika dla  szerszego konfliktu na Ukrainie. Upadły ekonomicznie i skorumpowany na wylot neofaszystowski reżim banderowski jest państwem upadłym, niezdolnym do samodzielnego bytu. Miliony mieszkańców z niego wybyły już na wschód, inne miliony na zachód. Jedyną szansą na Ukrainę  była federalizacja i porozumienia mińskie które reżim ukraiński ignoruje od samego początku, z zachętą hegemona. Zostawia to w środku Europy jątrzące ognisko zapalne z którym zaangażowane strony nie całkiem wiedzą co robić.

Rosja nie może porzucić sprzyjającej jej rosyjsko języcznej ludności Ukrainy wschodniej. Nie może dopuścić do powtórki z  Srebrenicy i ludobójstwa z rąk banderowskich neofaszystów. W tym kierunku zmierzała stymulowana przez hegemona „akcja antyterrorystyczna” Poroszenki.   Z  układem mińskim efektywnie martwym Rosja będzie musiała więc w pewnej perspektywie dokończyć to co zaczęła przed rozejmem – oczyszczenia z banderyzmu rosyjsko języcznej Ukrainy wschodniej. Musi zrobić  to sprawnie,   jak z napadem  Saakaszwilego w Gruzji, do czego ponowny atak banderowców na Donbas byłby dobrym pretekstem. Nie ma jednak żadnego interesu w przejmowaniu masy upadłościowej po reszcie Banderastanu, zostawiając tę czarną  dziurę  zachodowi.

Zachód z drugiej strony apetytu ani  środków  aby pompować je bez sensu w tę czarną dziurę nie ma.  Zarówno unia jak i NATO Banderastanu potrzebują teraz jak czyraka na mniej politycznej części ciała. Potrzebowały go wyłącznie do szachowania Rosji. W obliczu konfrontacji z Chinami i zmiany priorytetów gra amerykańskiego  hegemona w Europie jest całkiem przejrzysta – zakończyć nieudany projekt ukraiński zachowując twarz i możliwe zyski,  a zostawiając unii pokrycie strat.   Idealnym scenariuszem byłoby  sprowokowanie Rosji do wyniszczającej,  bratobójczej wojny z Banderastanem, im dłużej trwającej tym lepiej. Wojny której Banderastan, choćby wspierany przez NATO, nie ma żadnych szans wygrać i który usankcjonuje ostateczny podział kraju.  Wariatów w Kijowie którzy marzą o „zwycięstwie”  czeka  klęska.   Jest to przez hegemona z pewnością wkalkulowane w koszty.   Banderowski murzyn zrobił swoją robotę i  można się go pozbyć cudzymi rękami,  bez strat własnych.

Można też będzie ogłosić światu że „agresywna Rosja” znowu napadła na miłujący pokój Banderastan  i wytyczyć  nową żelazną kurtynę w poprzek Ukrainy. Umożliwi to hegemonowi reaktywację kompletnej kontroli nad swoimi wasalami na zachodzie Europy, uzasadniając to koniecznością amerykańskiego parasola ochronnego przed „agresywną” Rosją.   W rzeczywistości chodzi o ujarzmienie Europy,  jak po wojnie, i o wyeliminowanie jej z rozgrywek mocarstw pierwszej ligi. I to jest głównym celem hegemona, przy którym kwestia ukraińska jest jedynie chipem przetargowym.

Okrojony karkas  Banderastanu pozostanie w tym scenariuszu  jątrzącym ogniskiem zapalnym na kontynencie. Będzie to już jednak problem unii, a w szczególności jego najbliższych sąsiadów, a nie zaś dłużej  problem Rosji ani problem  hegemona. Wątpliwe jest aby unia coś konstruktywnego z tym mogła zrobić. Czarna dziura pochłaniać będzie znaczne fundusze, które wycisnąć z siebie będzie musiała unia  czy tego chce czy nie chce.  Nie ma przy tym ani siły ani kręgosłupa aby przeprowadzić przynajmniej  kompleksową debanderyzację, na wzór przeprowadzonej w Niemczech przez aliantów denazyfikacji. Dalsze fale autentycznych tym razem  uchodźców  zaleją Europę.

W obliczu tego scenariusza pojawia się pytanie czy wasal polski  znajdzie w sobie dostateczną mądrość i  dostatecznie  wiele zdrowego rozsądku aby uchronić swoją populację  przed wojenną zawieruchą i jej konsekwencjami.  Nie wiadomo czy już umoczony w nieudany pucz na Białorusi i mącący w tym kraju od dawna, będzie dostatecznie ostrożny aby  nie dać się wciągnąć w  burdę we wrogim mu Banderastanie,   opakowaną jako „pomoc” dla rzekomego „sojusznika”.  Dla zachowania twarzy wycofujący  się  z ukraińskiego cul-de-sac  i szerzej z Europy wschodniej hegemon  potrzebuje konfliktu.  Pewnikiem jest że z nuklearną Rosją nigdy walczyć on nie będzie. Potrzebować może natomiast  taniego mięsa armatniego  dostarczanego głównie przez Banderstan.  Miejmy nadzieję  że dostawcą nie będzie  pod żadnym pozorem  jego rusofobiczny  polski sprzymierzeniec,   mamiony być może przez hegemona mirażem jakichś zysków terytorialnych.   Angażując się w kolejną burdę wasal polski musi  zdawać sobie sprawę z tego że w nowo krystalizującym się, trójpolarnym podziale stref wpływów,  jego własna pozycja i integralność terytorialna może być następna do dyskusji.

35 Replies to “Białoruski zapalnik”

    1. Yeah, to już wiemy… Zawodniczka z TVP usiłowała kilka dni temu przyprzeć do muru paru „polityków” przerywając im pytaniem „a pan by z Łukaszenką rozmawiał?”. Nikt, nie tylko z PiS-u, nie miał odwagi aby jej prosto z mostu odpowiedzieć – tak, oczywiście, na tym polega właśnie polityka, tym bardziej że mimo próby puczu ze strony sąsiada Łukaszenka pozostaje kluczowym decydentem i jest otwarty na dialog. Jest w dodatku pewnie mniej zależny od swojego hegemona niż Kaczyński od swojego. Mimo że niepotrzebnie fałszował wybory jest też leaderem prawowitym bo nie było siły aby najbardziej uczciwe wybory mógł liczbowo przegrać. Rewelacje sprowadzonego „z nieba” Protasewicza zaszczepiły ponadto społeczeństwo białoruskie przeciwko wizji drugiego majdanu i drogi ukraińskiej, tak że recydywy kolorowej rewolucji nie będzie. PiS, za instrukcją swojego hegemona, może się teraz nadymać, odgrażać i Łukaszenki „nie uznawać”, wychodząc jednak na cymbała gdy w wyniku tego o polskich granicach rozmawiają Niemcy z Rosją. Takie są realia.

      Polscy pogranicznicy heroicznie bronią granicy unii przed tłumem prącym do Niemiec a demonstracyjnie finansowanym przez tę unię którą Niemcy rządzą i która to unia wstrzymuje wypłatę należnych Polsce środków. Słowo daję, jesteśmy rządzeni przez kompletnych idiotów… :-(

  1. Tak się składa że część mojej rodziny pochodzi z Lwowa więc się wypowiem:
    1. Ukraińcy to w zasadzie Polacy którzy mając do wyboru niewolnictwo zwane potocznie pańszczyzną (to tak jakby kurwę nazwać seksworkerką) uciekli na dziki wschód gdzie z czasem dopadli ich jaśniepanowie w miarę ekspansji RP na wschód wzdłuż szlaków wodnych bo dróg tam nie znano ani nie budowano. Jako że jednym z największych ciemiężców był KK to uciekinierzy zostali odcięcimod wiary. Skutkiem tego zwrócili się do K Prawosławnego co pociągnęło rusyfikację, przyjęcie cyrylicy i kalendarza gregoriańskiego.
    2. Ludzie ci byli przez wieki tak traktowani przez RP a zwłaszcza przez II RP że jeśli wierzyć dziadkowi, rzeź Wołyńska to był najniższy wymiar kary. Germanizacja za Bismarcka to był pikuś co zgotowali Ukraińcom Polacy w dwudziestoleciu międzywojennym. Rozkułaczanie (polaków zresztą także) to była igraszka. Na polskiej wsi lepiej się traktowało zwierzęta. Szkoda słów po prostu. Spuszczanie ze smyczy regularnego wojska i spędzanie kolbami karabinów Ukraińców z pola bo nie chcieli brać udziału w obchodach 3 majowych to była norma.
    3. Żaden naród w Europie nie został tak upodlony jak Ukraińcy. Sowiety zagłodziły ich jak zwierzęta. Polska traktowała ich przez 20 lat jak zwierzęta. Hitlerowcy zrobili z nich strażnikami w obozach koncentracyjnych. My mimo że zmiażdżeni podczas Wielkiej Wojny mamy jakieś tam „piękne” karty; Dywizjon 303, Tobruk, Monte Cassino. Oni nie mają nic poza Banderą. Czym się mają podeprzeć, na czym budować swoją tożsamość. Te jeżdżenie po Ukraińcach i wycieranie sobie nimi gęby nie bardzo mi się podoba. Zwłaszcza że w przyszłym roku Amerykanie mogą nas skończyć w kilka miesięcy. Wystarczy że Moody albo S&P obniży ratingi a hiperinflacja zrobi resztę. Będą was pokazywać w telewizorniach jako przykład a remedium by uniknąć „polskiego wariantu” oczywiście będzie wprowadzenie CBDC.

    1. Oni nie mają nic poza Banderą.
      Zgadza się. Dlatego ciężko jest mówić o państwie ukraińskim w ogóle. Dobrze że tacy Austriacy na przykład mają coś poza Hitlerem…

      Nieumiejętność ułożenia sobie stosunków z mniejszościami jest dla Polski i przykra i typowa, przykłady fatalnej polityki ciągnąć można przez wieki. Stanowi to świadectwo tego że mamy chyba jakiś mankament w DNA sprawiający że nie nadajemy się po prostu do rządzenia w ogóle i do prowadzenia rozsądnej polityki w szczególności. Mając to na względzie, zamiast szukania czegokolwiek tam, czy to wzniecania dawnych sentymentów czy otwierania rejestru dawnych krzywd z Ukrainą,  najlepiej byłoby Banderastan całkowicie negować, nie spodziewając się niczego dobrego, nie przyjmując także bezmózgowo mas gastarbeiterów, ale także niczego tam samemu nie mącąc, z podszeptu hegemona. Żadnego Banderastanu ani w unii, ani w NATO, bez całkowitej i pełnej debanderyzacji na trzy pokolenia wstecz, jak z Niemcami po wojnie.

      Za jakiś czas Banderastan po prostu sam się rozłoży i, o ile płot na granicy będzie dostatecznie wysoki, będzie po Banderze i po problemie.

  2. W Rosji, Israelu pisza tak:
    1. Jesli NATO najechalo na niepodlegle Panstwa, to musi liczyc sie z konsekwencjami:
    a) przyjac uchodzcow
    b) wyplacic kontrybucje wojenne
    2.Prawo Unijne nie pozwala na niewpuszcenie na swoje terytorium. Kazdy kto wejdzie na terytorium UE (lub zglosi sie do urzednika na granicy) musi miec odpowiednie postepowanie prawne stwierdzajace czy moze sie na terytorium UE zatrzymac i na ten czas musi byc zakwaterowany i wyzywiony na terytorium UE

    1. Jeszcze lepiej! Gdzie jest NATO przyzywane na pomoc aby bronić każdej pędzi ziemi brytyjskiej przed nawałą bisurmańską?

      Wygląda na to że rząd polski całkowicie pogubił się w temacie jak odpowiedzieć na to posunięcie Łukaszenki, głupiejąc szczególnie w temacie czy w ogóle ma coś robić. W sposób oczywisty przegrywa to „starcie” na płaszczyźnie finansowej oraz PR-owej, piorąc mózgi własnej populacji o rzekomym „zwycięstwie”. Wie i umie za to robić jedno – nadymać balon tej zadymy, wołać NATO na pomoc i nie robić dalej nic aby nawiązać dialog z Łukaszenką. Nie po to aby zacząć go lubić czy cenić ale dlatego że jest przy władzy a dialog w kryzysie się przydaje ponieważ można się zapytać drugiej strony bez pośredników o co jej właściwie chodzi i co chce osiągnąć. Z czym można się następnie zgodzić lub nie, przedstawiając własne racje i priorytety. Brak dialogu jest zawsze błędem. Wie ktoś może gdzie dekuje się w tych dniach polski minister spraw zagranicznych?

      Szkoda mi tylko polskich służb granicznych które postawione są w ciężkiej sytuacji bez dobrego wyjścia. I wszystko w sytuacji gdy być może jeden telefon do Mińska wystarczyłby aby rzeczy przynajmniej uspokoić i znaleźć jakiś rozwiązanie.

      1. chyba od dawna wiadomo, ze w tym rzadzie (a i poprzednich pisowski) żaden minister spraw zagranicznych za politykę zagraniczna nie odpowiada, a jeżeli juz to może za mongolię czy inną boliwię, lub madagaskar. albo san escobar. Polityke robi min Szymański, premier Morawiecki, prezes Borys, i ewentualnie Ziobro., wszytsko nadzoruje najważniejszy prezes, ale na pewno nie minister spraw zagranicznych, to też stoi w tym państwie na głowie poza innymi drobiazgami

    2. A co to jest bbc. To szczekaczka City of London
      To samo robili przed rewolucją we Francji.

  3. Kiedyś Turcja zestrzeliła samolot który tylko drasną o jej terytorium i co? i nic. Rosja rozumie tylko język siły.
    Szanuje Turcję. Tak samo nie trzeba pleść andronów o wojnie i zwalać wine na Polskę.
    Mylisz się i może nieświadomie wspierasz chiny przeciw własnemu krajowi. Może po prostu tak nauczyłeś się nie ufać naszym (nie bez racji czasem), że wręcz wszystko na odwrót interpretujesz.
    Błądzisz

    1. Kiedyś Turcja zestrzeliła samolot który tylko drasną o jej terytorium i co? i nic.

      I po tym zestrzeleniu pilot myślica tureckiego uciekł do najbliżzej placówki CIA z rodziną, ale o tym nie przeczytasz nigdzie.

      1. Plus, elastyczne wykorzystanie tego incydentu przez Rosję zapewniło jej znaczne korzyści geopolityczne ze zbliżenia z Turcją Erdogana.

        I porównać to z politycznymi neandertalami w Polsce, którym chorobliwa rusofobia nie pozwala na wykazanie minimalnego choćby pragmatyzmu w konflikcie granicznym z Białorusią. Najlepiej eskalować konflikt żaląc się jednocześnie że Macron i Merkel dyskutują z Putinem i Łukaszenką „ponad naszymi głowami”.

        1. znow pleciesz o eskalacji naszej ;-)
          Bo pokazałem przykład, że trzeba ostro i konkretnie i wlasnie to robimy (nieumiejetnie ale robimy, lukaszenka np. wyslal sledczych i cala noc opisywali kazdy kamien i smieci, nasi nic nie opisali i zrobili zjecie gory kamieni)
          Ale nie musisz ciegle klepac farmazony jacy my to źli a Łukaszenka i Putin dobry.
          Decydenci powoli zaczynaja rozumieć, że musza SAMI walczyc o swoje i to do nich dociera. Tak samo wolno jak do ludzi by kupowali złoto. To musi potrwać. I nie sa to miesiące a lata. A Ty swoim ględzeniem raczej po prostu wpisujesz sie w chor przeciw Polsce niż pomagasz.

          ———————
          MOD: zmienianie nicka co wypowiedź i podawanie fałszywego maila za każdym razem sprawia że kontynuacja tego wątku mija się z celem (regulamin). Wątek zmuszony jestem zamknąć. A szkoda bo wątek złota w tym wszystkim zapowiadał się interesująco…

    2. „Kiedyś Turcja zestrzeliła samolot który tylko drasną o jej terytorium i co? i nic. Rosja rozumie tylko język siły.”
      Dziwna ta rozmowa z wykorzystaniem „języka siły”. Skoro od lipca 2016 roku – od próby zamachu stanu. Panowie Putin i Erdogan spotykają się przynajmniej dwa razy w roku albo częściej jeśli jest taka doraźna potrzeba. Wspólnie zbudowali „Turkish Stream”, Rosatom buduje 4 bloki elektrowni atomowej Akkuyu – kontrakt na lat 60 i (nie jest to kontrakt stulecia jak na francuskie łodzie podwodne dla zaprzyjaźnionej Australii :)) a trwają zaawansowane rozmowy na temat budowy kolejnej po tym jak się okazało że francuska propozycja jest bez mała 2 razy droższa. Intensywna współpraca w sektorach spożywczym i budowlanym (duża część obiektów na MŚ 2018 była budowa przez tureckie firmy). No i te nieszczęsne S-400, za które „zaprzyjaźniony sojusznik zza oceanu” nałożył sankcję na Turcję oraz pozbawił możliwości zakupu F-35 sprzedając je Polsce po bardzo atrakcyjnej dla siebie zawyżonej cenie. A co się tyczy błądzenia to wolę błądzić w realnej rzeczywistości niż być przekonanym, że jestem na dobrej drodze „w fejkowo” – medialnej skrzywionej pseudorealności.

      1. dokładnie, potwierdzasz co napisalem. Jak przywalisz w mordę (cytat z Łukaszenki) to od razu rosja pokornieje i nawet interesy idą. A jak ustępujesz to masz problemów całą masę.
        Wlasnie to napisałem. Ostro z sowietami bo inaczej nie zrozumieją.

        1. Organizując nieudany pucz przeciwko Łukaszence Morawiecki przywalił ostro. Okazuje się teraz że się przy okazji sam znokautował. Coś jak hegemon z prowokacją z Su-24 w Turcji, do czego nawiązuje post {Ojca Prowadzącego}. Odwracasz więc kota ogonem.

          Zanim się Morawiecki przygotuje aby przywalić jeszcze mocniej Łukaszenka odcina mu właśnie ropę. Znowu chce być chyba liczony… I znowu mitoman odniesie kolejne „zwycięstwo”.

    1. To prawda „zapuszkowali ” go od razu jak przekroczył granicę Gruzji nawet to nagrali. Nie pomogła mu dwutygodniowa głodówka i na szybko zorganizowane przez kolegów z ambasady US protesty uliczne. Nie udało się wygrać wyborów :) więc przynajmniej 6 lat posiedzi drugi 7 letni wyrok może mu darują jak się będzie dobrze sprawował. Ale najbardziej pikantnym jest to, że posadziło go obecnie rządzące proeurepejskie „Gruzińskie Marzenie” a nie jakaś kanapowa partyjka Orków z Mordoru popieranych przez Moskwę. TVP i inne media nie mogą o tym nawet wspomnieć no bo to bardzo niezręcznie tłumaczyć ludowi że św. pamięci bohaterski polski prezydent leży w glorii i chwale na Wawelu a jego kolega Michaś siedzi w „pace” za zwykłą „bandziorkę i korupcję”.

      1. TVP i inne media nie mogą o tym nawet wspomnieć no bo to bardzo niezręcznie tłumaczyć ludowi że św. pamięci bohaterski polski prezydent leży w glorii i chwale na Wawelu a jego kolega Michaś siedzi w „pace” za zwykłą „bandziorkę i korupcję”.

        Trafne spostrzeżenie. Podobne jest z innym elementem propagandy rządowej TVP – wyolbrzymianiem zagrożenia białoruskiego przy jednoczesnej patologicznej wręcz niechęci rządzących do nawiązania jakiegokolwiek dialogu z oponentem. Kaczynska Polska wysadziła w powietrze ideę szczytu EU z Rosją. A teraz polscy mąciciele wojenni za złe mają Markel i Macronowi że rozmawiają z Putinem i Łukaszenką o polskiej granicy „ponad naszymi głowami„. A co mają innego robić jeśli w głowach tych nie ma oleju?

  4. Jeszcze 2 dekady temu przy 1 próbie szturmu czy zranieniu żołnierzy na granicy skończyło by się to położeniem trupem całej bandy chuliganów seria z CKM i żadnych nowych chętnych nachodźców przez granicę państwową PL nie było. Koszt pomijalny worki na ciała i darmowa kremacja.

    1. Nie wiem w jakim stopniu gość może mieć rację ale podejrzewam że w paru punktach ma. Trzeba jednak przede wszystkim przyznać obiektywnie że ci który wymyślili szturm „uchodzców” na Polskę wykonali świetny – pod względem skuteczności – ruch szachowy. Minimalnymi środkami zadali przeciwnikowi znacznie większe straty i zmusili go do refleksji nad szeregiem fałszywych aksjomatów pod którymi operował. Pozbawili go też wielu złudzeń.

      Widać to po pojęciu granicy państwowej. To co dawniej było najwyższą wartością suwerennego państwa było także warte ofiarnej obrony do końca za wszelką cenę. Tak wychowywały się całe pokolenia, takie były nasze wartości które im wpajano. Wg tych wartości cały ten pseudo kryzys do zażegnania byłby kosztem jednej serii AK47.

      Kryzys ujawnia teraz zakłamanie, rozdwojenie jaźni i dozę narodowej schizofrenii. Pogranicznicy nie wiedzą czy mają działać wg.wartości państwa suwerennego czy też muszą uznać że państwo nie jest suwerenne, bo tylko takie ich poniża i zmusza do wygłupiania się z polewaniem atakujących hord wodą czy z budowaniem płotów. Szkoda że nikt z rządowych filosemitów nie zapyta Izraela co robić w przypadku agresji z zewnątrz. No więc pytam – po jaką, za przeproszeniem, cholerę bronić dzisiaj granicy która granicą suwerennego państwa DŁUŻEJ NIE JEST? Sorry, taka jest ta mało komfortowa prawda. Po co bronić granic euro imperium, które samo zaprasza miliony i które zagraża nam w stopniu znacznie większym niż Łukaszenka? Po co bronić wstępu ludziom którzy tutaj niczego nie szukają lecz pragną jedynie najkrótszą drogą dotrzeć do Niemiec? Gdyby ci sami ludzie okrążyli jakoś Polskę i weszli do nas od strony zachodniej to nikt by przecież nie kiwnął nawet palcem. Niemcy mogą wysłać do nas parę batalionów świeżo tam przybyłych terrorystów z ISIS w autokarach i nikt nie będzie ich nawet sprawdzał, nie mówiąc o polewaniu wodą  czy okładaniu sankcjami, jak my Łukaszenkę.

      Zanim stosunki z unią nie wrócą na poziom przynajmniej połowicznej suwerenności, dopóki unia nie przestanie robić nam problemów, obrzucać nas karami i narzucać swoją zgniliznę moralną czego żadne traktaty nie przewidywały, kraj musi pojąć że suwerenny nie jest, że cnotę miał i ją utracił, i że nie ma suwerennych granic których warto bronić. Decyduje o tym Bruksela a nie dłużej Warszawa. To niech sobie Bruksela także ich broni. Taka jest smutna ale nieuchronna prawda którą Łukaszenka niechcący ukazał.

      1. Ci imigranci do Niemiec nie dotrą. Gdy ich miejscem docelowym były Niemcy to oni by szli korytarzem południowym. Skoro idą dłuższą drogą to znaczy że ich miejsce docelowe to Polska.
        Czy Niemcy sobie radzą? Proszę się przejść w Niemczech do arabskiej dzielnicy i jej okolic to wtedy pogadamy.🤣

        1. Skoro idą
          Nieprawda, nikt nie idzie żadnym korytarzem. Się lata wprost do Mińska co jest najszybszą i najbardziej komfortową metodą znalezienia się nad granicą unii.

          ich miejsce docelowe to Polska.
          Też nieprawda, przeczy to wywiadom z turystami irackim oraz explicite wznoszonymi przez nich okrzykami. Nie jest poza tym ładnie powątpiewać o ich poziomie inteligencji który jest być może nie najwyższy ale z pewnością wystarczający dla porównania wysokości socjalu za nic nie robienie po obu stronach Odry.

          Czy Niemcy sobie radzą? Proszę się przejść w Niemczech do arabskiej dzielnicy
          Dziękuję za zaproszenie, raczej nie skorzystam. Czytałem natomiast książkę o NeuKolln byłego burmistrza tej dzielnicy, szczegółów w tej chwili nie pamiętam, która luki w wiedzy o imigranckich gettach znakomicie wypełnia.

          Nie bardzo jednak rozumiem o czym chce Pan gadać. Chyba nie o tym jak to murzyni z Wolty Górnej zaczęli masowo podejmować pracę w zakładach Daimlera? Podejrzewam zatem że kość niezgody sprowadza się do samej definicji „dawania sobie rady”. Moja jest raczej prosta: dopóki nie ma płonących aut na ulicach, przybysze z głodu nie giną a sprawcy masowej imigracji zamiast wisieć są dalej wybierani przez lud to trudno jest powiedzieć że lud ten z imigracją sobie nie radzi. Tym bardziej że lud nie sprowadzał tych milionów po to aby je integrować i przerabiać na Niemców lecz explicite w celu „wzbogacania się”. No to go te hordy teraz „wzbogacają” a trudno spodziewać się chyba aby się przez to rozpłynęły jakoś w powietrzu i przestały gdzieś mieszkać.

          Dodam że odruch „bronienia granicy” przed hordami w pełni rozumiem, tak jak odruch złapania za kłonicę i wyjścia im na przeciw. Nie znaczy to jednak że jedno czy drugie ma jakiś sens. Bronienie granicy na sens tylko w przypadku suwerennego państwa którym Polska niestety już nie jest, nie chcąc przyjąć tego do wiadomości. Nie ma sensu tym bardziej obrona jednego odcinka granicy podczas gdy przez wszystkie inne odcinki ci sami przybysze mogą przedostać się bez przeszkód i nikt im w tym nie przeszkadza.

          Albo więc wyjdziemy z unii stając się na powrót suwerennym państwem z suwerennymi, odpowiednio bronionymi, granicami albo energię poświęcić bardziej warto na zapewnienie migrantom płynnego i bezpiecznego tranzytu prosto do Berlina, pilnując aby nikt nie zawieruszył się po drodze. Samo to że Niemcy chwalą nas nagle za to co robimy na granicy białoruskiej jest sygnałem że najpewniej robimy to wbrew własnym interesom. Jest tak niezmiennie od czasów marchii wschodniej i margrabiego Gerona.

  5. Moze nieuwaznie przeczytalem wpis, ale jakos nie dostrzeglem w nim wylozonego mechnizmu, ktory pozwolilby bialoruskiemu zapalnikowi zdetonowac konflikt z Banderastanem.

    1. Mechanizmy mogą być różne. Jeśli ogień wybuchnie na Białorusi, to z działającym sojuszem wojskowym białorusko-rosyjskim nie widzę szans na to aby nie zajęła się od niego ukraińska beczka prochu.

    2. Poniewaz takiego zapalnika nie ma.Sytuacja na granicy polsko-bialoruskiej to trik Putina ktory wpuscil Lukaszenke w kanal robiac z niego politycnzeog pariasa na skale swiatowa-wkrotce sie go wymieni na „lepszy model” ostatecznie kompletnie podporzadkowujac Bialorus(bo Lukaszenka jednak pewnych dokumentow latem nie chcial podpisac).
      Wina Polski jest tu taka ze od lat probowala Lukaszenke NIEUDOLNIE obalic pchajac go coraz bardziej w ramiona Putina ale obecna sytuacja to tylko i wylacznie robota Putina a nie NATO-a ze nie jest to robota NATO to wlasnie widac po braku owego mitycznego „zapalnika”.NATO to obecnie wydmuszka gdzie kazdy ciagnie do siebie i gadanie o jakiejs spojnej strategii NATO to bzdura.
      Mowienie o „zakonczeiu NIEUDANEGO projektu neobanderowskiego” swiadczy o slabym rozeznaniu sytuacji-projekt ukrainski tkwi cierniem w boku Rosji i ma sie dobrze(dobrze w tym sensie ze szkodzi Rosji bo oczywiscie poziomem zycia Ukraincow nitk sie nie przejmuje)wiec nikt na zachodzie go konczyc nie chce-jesli juz to TYLKO Rosja-nawet Rosje ugadana z USA przeciw Chinom dobrze trzymac w ryzach ukrainskim cierniem-ciern szkodzi TYLKO Rosji co USA jest na reke ZAWSZE.
      Moze i wojna ukrainsko-rosyjska bedzie(choc watpie-Rosja wbrew propagandzie nie ma na to sily)ale jesli juz to projekt zrodzil sie na Kremlu i niigdzie indziej.

      1. „to trik Putina ktory wpuscil Lukaszenke w kanal robiac z niego politycnzeog pariasa na skale swiatowa”
        Z tego wynika, że jednak PIS to ruskie onuce :) Tak ma wyglądać nasza wygrana w tej sprawie?
        Działania Polski miałyby jakiś sens gdyby miała siłę do osadzenia na Białorusi kogoś o propolskich ciągotach, na stałe i wbrew Rosji … nie znam nikogo kto tak ocenia nasze możliwości. Pani Ciechanowska pełni rolę rosyjskiego straszaka na Łukaszenkę, taką samą jak u nas Hołownia – straszaka hegemona na PIS. Wystraszy poszukać info o jej mężu.
        „Mowienie o „zakonczeiu NIEUDANEGO projektu neobanderowskiego” swiadczy o slabym rozeznaniu sytuacji-projekt ukrainski tkwi cierniem w boku Rosji”
        A powinien tkwić cierniem również w naszym.

  6. Ludzie obecnie sprawujący w Polsce władzę nie bardzo chyba orientują się polityce europejskiej nie mówiąc już o globalnej. Jarosław K. może dopracował się małych sukcesów i pomysłów na rozgrywanie „Polski powiatowej” ale polityczne szachy w skali międzynarodowej wyraźnie go przerastają i to na potęgę. Parafrazując piłkę nożną trudno oczekiwać nawet od dobrego gracza B klasy aby święcił triumfy w „Champions League”. Do tego dochodzi jeszcze „totalne i bezrefleksyjne wasalstwo hegemonowi”, które paraliżuje ostatnie elementy zdrowego instynktu samozachowawczego.
    Co się zaś tyczy sytuacji w „Banderstanie” i wokół niego to dodałbym kilka uwag.
    1.W obecnej ekipie sprawującej władzę w US nie ma jednego pomysłu co zrobić z obecną sytuacją na Ukrainie. Inny pomysł forsuje Departament Stanu inny Obrony i nie bardzo one współgrają ze sobą.
    2.Rosja jasno wyznaczyła swoje „czerwone linie” już w kwietniu tego roku i poważnie tym wystraszyła zarówno obecną rządzącą na Ukrainie ekipę jak dała sporo do myślenia urzędnikom amerykańskim. Stąd też ostatnio w połowie października prawie 6 godzinne spotkanie w Helsinkach szefów sztabów US i Rosji. tydzień później wizytuje Moskwę Victoria Nulland, a za parę dni Kijów amerykański minister obrony. A zeszłym tygodniu Moskwa spodobała się również szefowi CIA. Oczywiście sytuacja na Ukrainie w czasie tych spotkań była tylko jednym z tematów i pewnie nawet nie wiodącym.
    3.Sytuacja wewnętrzna na Ukrainie, gdzie pod powierzchnią toczy się poważna walka o władzę pomiędzy jej elitami (grupami oligarchów).
    4.Poważny kryzys energetyczny, grożący odcięciem od ciepła i energii elektrycznej całych regionów i dużych miast z powodu niskich zapasów węgla, wysokich cen gazu, za który Ukraina musi płacić po cenach spotowych ze względu na brak kontraktów długoterminowych i tzw. virtualnego rewersu” oraz wyłączenia z powodu remontu połowy bloków elektrowni atomowych. Dodatkowo „ostatni dyktator Europy” odmówił wsparcia swoim prądem młodej demokracji nad Dnieprem ponieważ wolał go sprzedać po europejskiej cenie Litwie. A honor nie pozwala zakupić energii elektrycznej od agresora czyli Rosji. Może być więc chłodno i ciemno do kwietnia nie mówiąc już o terapii szokowej dla skromnej pozostałości po dawnej bazie przemysłowej USRR. A jak mawiał klasyk „byt kształtuje świadomość”.
    5.Armia ukraińska to już nie ta co była w 2014 roku. Kotły pod Debelcowem i Iłłowajskiem pokazały do czego jest zdolna. Do tego gigantyczna korupcja, która bulwersuje nawet sojuszników z NATO. Nie mówiąc już o takim drobiazgu jak ok 200 osób poległych każdego roku z powodu własnych min tylko dlatego że dowódcy zmieniających się na pierwszej linii jednostek po prostu nie przekazują sobie map pól minowych, które położyli. A instruktorzy z NATO pokazali jak skutecznie i profesjonalnie potrafią wyszkolić żołnierzy w Afganistanie, Iraku czy Gruzji.

    1. @OP:”W obecnej ekipie sprawującej władzę w US nie ma jednego pomysłu co zrobić z obecną sytuacją na Ukrainie.”
      Bo też w USA mamy różne ośrodki władzy. W czasach przed-Trumpowych w USA rządziła w zasadzie jedna partia, która miała dwa skrzydła (Republikanów i Demokratów). Dlatego polityka USA była spójna bez względu na to kto siedział w Białym Domu. A to tylko dlatego, że partia Republikanów została opanowana przez neokonów (lewactwo). Sytuacja się zmieniła ~10 lat temu. Tea Party (konserwatywne skrzydło u republikanów) „odbiła” partię z rąk neokonów a do tego zerwano niepisany sojusz pomiędzy Żydami a WASP-ami. Rozgorzała prawdziwa (bezpardonowa) walka o władzę. Sytuacja jest dalej dynamiczna. Część służb specjalnych (jeszcze za Trumpa) „przeszła” na stronę republikanów, a część nie. Do tego Pentagon (armia) jest konserwatywna (i republikańska). Mamy tam dobrze znaną z Polski „wojnę na górze”:). Jak sie to skończy to jeszcze nie wiadomo. Na razie skutek jest taki, że Ameryka wykonuje „chaotyczne” ruchy tak w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej.
      Michalkiewicz by pewnie napisał, że przestała być „państwem poważnym”.

  7. Polska nie ma własnej polityki zagranicznej od bardzo dawna. W ogóle żadnej. Tylko polecenia od Niemców za PO i od USA za PIS.
    Żałosne.

Comments are closed.