Nieszczepieni są wśród nas

Na szczęście nieszczepieni jeszcze istnieją… Nie wiemy czy proroctwa posła Brauna co do wieszania odpowiedzialnych za przymuszanie populacji do „szczepień” spełnią się czy nie. Kto wie jednak czy sprawy nie zaczynają powoli w tym kierunku ewoluować. Dzieją się bowiem rzeczy bardzo ciekawe.

Oto z Australii ze spodu globusa donoszą o przeciążeniu szpitali. Gubernator Zachodniej Australii  w wywiadzie lamentuje:

Nasze szpitale są pod olbrzymią presją. To samo jest w Tasmanii, Południowej Australii, New South Wales, Quinsland i Victoria. Wielkie przeciążenie. To jest coś takiego czego wcześniej nikt nie widział, taki wzrost zapotrzebowania na miejsca w szpitalach. Ciężko jest się zorientować co jest grane.

Dodajmy tu od razu że nie chodzi tutaj o covid. Zachodnia Australia ma bardzo niewiele przypadków covid-19. Gubernator McGovan kończy swoją myśl nieśmiałą lecz jedynie racjonalną konkluzją:

Pewne rzeczy wskazują  iż jest to rodzaj opóźnionej reakcji na  COVID. Olbrzymie ilości ludzi przechodzą przez drzwi.

Opóźnione reakcje populacji na eksperymentalną terapię genową… Hmm, kto by się tego spodziewał? Terapię nie stosowaną nigdy wcześniej, a tu nagle zaaplikowaną setkom milionów ludzi na całym świecie? Doprawdy nie można się było niczego takiego spodziewać? Czy może raczej trudno jest się teraz dziwić że ktoś inny się temu dziwi? Byłoby raczej rzeczą  anormalną  oczekiwać że wszystkie negatywne dla zdrowia efekty tej terapii ujawnią się od razu po szczepieniu, a nie z biegiem lat. W końcu terapia genowa głęboko ingeruje w skomplikowaną biologię człowieka, przy ograniczonym zrozumieniu jej procesów. Rozumieją to najlepiej spryciarze którzy wyszli z tymi niesprawdzonymi „szczepionkami” skoro sami załatwili sobie całkowity immunitet. Nie co prawda od covid-19 ale za to za skutki działania swoich szczepionek. Jeśli ktoś będzie więc wisiał to raczej nie oni.

Podobnie niepokojące sygnały dochodzą także z innych krajów. W Niemczech skompilowana została długa lista nagle zmarłych lub ciężko zapadłych na zdrowiu sportowców. Średnia wieku – 29 lat. Sportowcy są znani z bicia rekordów, bicia się nawzajem po facjatach i paru innych rzeczy, ale raczej nie z tego że padają na serce jak muchy.

Jeszcze ciekawsze rzeczy o podobnym charakterze dochodzą z UK. Wykryto tam że zaszczepieni na covid-19 w szerokiej grupie wiekowej 10-59 lat umierają w tempie znacznie wyższym niż nieszczepieni, biorąc pod uwagę wszystkie powody śmierci razem wzięte!

niewyszczepieni


Można to zapewne próbować wyjaśniać na parę sposobów, tak że być może są inne wytłumaczenia tego co widzimy. 10 -latek ma w końcu większe szanse zejścia z tego świata na szczepionkę niż na covid, podczas gdy z 59-latkiem może być odwrotnie. Być może jakoś się to kompensuje. Mamy jednak podejrzenia że coś tutaj nie gra.

Ze szczepionkami tracącymi szybko skuteczność, i z ujawniającymi się z czasem ich potencjalnie fatalnymi następstwami narasta wrażenie że bilans zysku i ryzyka szczepionek przesuwa się  niebezpiecznie  w kierunku czystego ryzyka, z coraz bardziej iluzorycznymi zyskami.

Widzimy teraz jak ważną rolę odgrywają w tym wszystkim nieustraszeni niezaszczepieni, mimo lejącego się na nich hejtu i rządowych represji których są celem. Heroicznie ryzykując stanowią cenny żywy punkt odniesienia dla porównań. Ze społeczeństwem wyszczepionym w 100% nikt by się przecież nawet nie dowiedział jakie NOP-y i jakie długoterminowe zagrożenia dla zdrowia niesie wmuszana w nie eksperymentalna terapia. Gdyby nawet połowa wyszczepionych padła potem na zawał propaganda rządowa wnet wyjaśni że to całkiem normalne.

Względnie zwaliłaby to na brak comiesięcznej „dawki przypominającej”.


9.11.21 – KOREKTA.  Drogi czytelnik (Vee_tec – HT) słusznie wskazał że gubernator w powyższej wypowiedzi mówi o „delayed reaction to covid”, a nie o „delayed reaction to covid vaccines”,  co  poprawiono.  Tym niemniej wypowiedź gubernatora nie ma moim zdaniem sensu w żadnym innym kontekście jak właśnie tylko efektu po  szczepionce na covid.  Szpitale są przepełnione w dwa lata po szczycie pandemii covid, z populacją w międzyczasie wysoko „wyszczepioną” na covid, i nie jest to covid.  To co to jest? Jeżeli nie jest to „delayed reaction to covid vaccines” to India, Afryka, i reszta krajów z niskim wskaźnikiem wyszczepienia powinny dosłownie być  na noszach. Tymczasem o niczym takim się nie słyszy.  Poza tym wątpliwe wydaje się czy występujący z dużym opóźnieniem efekt u osoby która przebyła covid i dała się następnie zaszczepić da się jednoznacznie odnieść do samej choroby,  ignorując późniejszą szczepionkę.

22 Replies to “Nieszczepieni są wśród nas”

  1. czyli wyszło na to że jesteśmy tzw grupą kontrolna do experymentu medycznego na populacji!! kiedyś za udział w czymś takim to dawali kasę

      1. Mnie denerwuje (żeby nie użyć innego słowa), że w wielu krajach psychopaci rządowi dają ludziom w niektórych branżach mało ciekawy wybór – albo się zaszczepisz, albo wylot z pracy. To na ogół dotyczy sektorów publicznych i federalnych (medycyny też). Nie interesuje ich danie możliwości robienia sobie regularnych dobrowolnych testów, co byłoby w zasadzie nawet bardziej miarodajne. Szczepienie i koniec!

        A już naprawdę frustruje (żeby nie użyć jeszcze gorszych słów…), że to się dzieje przy poparciu sporej części populacji! Ankietowani – nie wiem, czy to łapanka z ulicy, czy starannie wyselekcjonowana grupa pożytecznych idiotów – twierdzą że dzięki temu czują się bezpieczniej.

        1. Dlatego twierdzę że ten oficjalny pęd do szczepionek z każdym dniem staje się bardziej podejrzany co do prawdziwych motywów. Jeżeli szczepionki nie chronią skutecznie przed zachorowaniem ani przed transmisją wirusa to ciągle mogą mieć pewien sens. Sens jednak traci ich oficjalny wymóg.

        2. @mimir:”… że to się dzieje przy poparciu sporej części populacji! ”
          Tego nie wiesz. To, że w TV pokażą kilka(naście) osób, które tak mówią o niczym nie świadczy.
          Media zwykle pokazują (lekko:) skrzywiony obraz rzeczywistości. Owszem, część „biznesmanów” próbuje zmusić pracowników do szczepień (znam taki przypadek z pierwszej ręki!) i tutaj niewiele da się zrobić oprócz rygorystycznego przestrzegania reguły, że na temat kondycji zdrowotnej (i przebytych procedur medycznych) pracodawca nie może pytać ani pracownika ani kandydata do pracy.

          1. Kombinacja społeczeństwa zmłotkowanego propagandą oraz znanego z instynktów kapowania na innych czyni tę hipotezę prawdopodobną… ;-) Do pewnego stopnia potrafię sobie nawet to wyobrazić. Ktoś dojeżdża do i z pracy zatłoczonym autobusem, pół autobusu o tej porze roku kicha. O teście przed wejściem myśleć nawet nie można, najwygodniej automatycznie wymagać certyfikatu szczepień od każdego i masek, bez wdawania się w dywagacje jaki to ma aktualnie sens…

          2. Tego nie wiesz. To, że w TV pokażą kilka(naście) osób, które tak mówią o niczym nie świadczy.

            Absolutnie się zgadzam, że pewności tutaj nie ma. Dlatego wspomniałem o starannie wyselekcjonowanej grupie. Jestem pewny, że ktokolwiek się wypowiedział inaczej, tego już nikt w zmontowanym materiale w telewizji nie zobaczył i nie usłyszał. Problem w tym, że mnóstwo ludzi łyka zero-jedynkową narrację że jak wszyscy będą zaszczepieni, to wszyscy będą bezpieczni i choroba będzie pokonana. Wielu dałoby się już nawet zakolczykować po to, „żeby się to wreszcie skończyło”. Nikt nie waży się wytknąć irracjonalności takiego argumentu. Bo przecież skoro jestem zaszczepiony, to powinno mi być już wszystko jedno, czy ktoś obok kicha i jest chory. Jego/jej sprawa. Przecież jestem odporny. No, chyba że nie do końca wierzę w tą odporność.

          3. no i dobrze – niech słuchają propagandy z telewizji, chyba każdej, niech dają się nawet zakolczykować, przecież nie musi myśleć, a nawet nie jest to wskazane, niech wierzą, wszak mamy pierwsze na całej populacji oddzielanie plew i głupoty od ziarna, czyli tych co myśl,a rozumują logicznie szukają wiedzy i potwierdzenia różnych informacji w różnych źródłach, cynik ładną nas tu grupkę zebrał .i nie dotyczy to jak się okazuje tylko logiki i rozsądku w obronie naszych pieniędzy

        3. Ależ oni się czują bezpieczniej! To czy SĄ bezpieczniejsi czy nie to zupełnie inna sprawa.
          Ludzie oglądają na ogół za dużo telewizji, ale to by jeszcze przeszło, gdyby nie ten zmasowany, na światową skalę atak na ludzki rozum, który jest utrzymywany już ponad rok! Ile % ludzi się temu oprze? Niewielu. Zawsze tak było i zawsze tak będzie.

          1. oczywiście ze czują się bezpieczniej, niebezpieczeństwo mozę byc i sztuczne, nierealne, ale reakcja ludzka, czyli strach jest zawsze prawdziwy, stąd wszystko co będzie to nawet całkiem sztuczne zagrożęnie niwelować bedzie tak odczytywane

  2. przesłuchałem ten wywiad, nie ma mowy o tym, że to opóźniona reakcja na szczepionkę. Czemu Cyniku dałeś przypis, że chodzi o opóźnioną reakcję na szczepionkę ?

    1. Technicznie masz rację. Gość mówi wyraźnie „delayed reaction to covid”, nie „..to covid vaccines”.

      Tyle że jeśli się nieco zastanowisz to nie ma to żadnego sensu, poza kontekstem szczepionek. Szpitale są przepełnione w dwa lata po szczycie pandemii, z populacją w międzyczasie wysoko „wyszczepioną”, i nie jest to covid. Jeżeli nie jest to „delayed reaction to covid vaccines” to cała India a z nią reszta krajów z niskim wskaźnikiem wyszczepienia powinny dosłownie być  na noszach. Tymczasem o niczym takim się nie słyszy.

      1. Pytanie czy nie jest to „delayed reaction” na wprowadzone zamordystyczne i debilne reguły „zostań w domu, noś kaganiec, lekarz przez telefon, łykaj paracetamol” czyli „wychędoż się sam”.
        Nie bronię vacc, jest wystarczająco dużo łgarstw koło całej sprawy, żeby hurtem ten specyfik wylać do kibla. Tylko czy nie idziemy za bardzo w teoretyzm spiskowy? Może wpychane ludziom vacc przeciw rzekomo C19 są przeetykietowanymi złogami magazynowymi szczepionek na popularną grypę? Nikt tego nie chciał, to przy okazji grubszej akcji „pandemicznej” można opchnąć starocie, zarobić zamiast tracić na utylizacji i być może przy okazji wmieszać jakieś eksperymenty z mRNA. Skoro można przedłużać termin ważności szczepionek za pomocą odpowiedniego papierka, to co za problem? Przeterminowanego serka homo nikt kupić nie chce, ale vacc to co innego. W sumie to może być jak cocacola, nigdy się nie psuje.
        Przecież jest już dostępna pastylka przeciw C19, zrobiona w takim samym trybie jak vacc. W pół roku sprawa załatwiona, jeszcze tylko podpis tego i owego urzędasa i robimy kokosy. Najlepszy na świecie premier Mati już zamówił. A że są inne leki, które w takich schorzeniach pomagają, co to kogo obchodzi.

        1. Brałem pod uwagę i taki scenariusz z „czymśkolwiek” aplikowanym, co w pewnym sensie tłumaczyłoby dość szybką dostępność preparatów zwanych „szczepionkami”. Moim skromnym zdaniem takie z nich „szczepionki” jak mielonka z Biedronki jest „szynką”.
          Ale zmierzam do czegoś innego, niedawno w trakcie rozmowy ze znajomym padło pytanie: co było pierwsze, jajko czy kura? No właśnie, skoro od lat 70-tych medycyna nie jest w stanie zrobić dobrej szczepionki na grypę bo zanim zrobi to jak należy to jest nowy szczep i od nowa ta sama robota, to jak to jest że preparat na koronki powstał w takim tempie? To co było wcześniej, jajko czy kura? Epidemia czy preparat?

          1. Dobre pytanie które można pociągnąć dalej – będąc defacto agenturą hegemona Moderna pracowała zarówno nad problemem („gain of function research” ) jak i nad rozwiązaniem. Parę lat temu dalsze prace nad problemem zamknięto w USA i zlecono je Chińczykom w Wuhan, dalej je finansując. Chińczycy celowo bądź przypadkowo zbili potem probówkę i uwolnili wirusa. Wystarczyło wtedy odkurzyć gotowe „rozwiązanie” i tak mamy szybko „szczepionkę”. Pfizer odkrył że końskie dawki Moderny (100ml) nie są potrzebne więc zredukował swoje o 2/3 (30ml) i wyszedł z drugim rozwiązaniem.

          2. Troche czytalem literature na ten temat i w skrocie to bylo tak, ze po SARS-COV-1 w artykulach naukowych otwarcie wyrazano obawe, ze koronawirusy moga byc wykorzystane jako bron biologiczna i chciano zrobic szczepionke. Jak wiadomo, szczepionka Pfizera opiera sie na pomysle, zeby produkowac w organizmie tylko jeden kolec z otoczki wirusa. Przez to miala byc uniwersalna i powodowac powstanie przeciwcial, ktore w uniwersalny sposob beda zwalczac cokolwiek, co w swojej otoczce ma chociaz jeden koronawirusowy kolec. Jak widac dziala to tak sobie. Przy okazji to w dyskusjach o szczpionkach na SARS-COV-1, uczeni zauwazyli, ze myszy poddane szczepieniu 4 roznymi preparatami na SARS-COV-1 mialy tzw. burze cytokinowa w 20% przypadkow. Burza cytokinowa – o ile zrozumialem – to stan zapalny calego organizmu spowodowany nadwrazliwoscia ukladu immunologicznego na koronawirusa. Wsrod tych 4 szczepionek o ktorych czytalem w publikacjach z pierwszej dekady XXI wieku, nie bylo jednak mowy o szczepionce mRNA, wiec nie wiem, jak to jest z ewentualna burza cytokinowa po tej szczepionce.

          3. no na to pierwsze pytanie odpowiedź jest prosta : jajko! jajorodne zwierzeta były wcześniej na ewolucyjnie ziemi niz ptaki, jak np kura

          4. @tryger:”jajorodne zwierzeta były wcześniej na ewolucyjnie ziemi niz ptaki, jak np kura”
            No to zmodyfikuję lekko pytanie. Co było pierwsze? Jajorodne zwierzę czy jajo z którego się wykluło?
            Problem pozostaje.

Comments are closed.