Impfung

Impfung macht frei!  Tylko wyszczepienie nas oswobodzi!   Coś jak Arbeit oswobadzał w Auschwitz.

Im bardziej życie ujawnia bezsens masowych szczepień na covid-19 tym bardziej ujawniają się totalitarne zapędy wśród psychopatów robiących za rządowych doradców.  W zeszłym roku mądrością etapu były masowe inkarceracje zwane lockdownami  i zamykanie biznesów. Wszystko po to aby nie przepełnić szpitali w oczekiwaniu na szczepionki od sprytnych. Każdy oddolnie podjęty przez populację krok zapobiegawczy określany był jako bezsensowny. Nawet maski z początku, zdaniem ówczesnego ministra Szumowskiego,  nie miały żadnego sensu.  Rząd w którym zasiadał aktywnie utrudniał nawet zaniepokojonej populacji nabycie ich w internecie. Najwyraźniej ministerstwo zdrowia dbało bardziej o zdrowie biznesu instruktorów narciarskich…  Podobnie próby użycia jakiegokolwiek ze znanych od lat leków antywirusowych, jak amantadyny,  były skwapliwie wygaszane i deprecjonowane  w mediach jako gusła.

impfung

Aresztowana we własnych domach populacja czekała więc na nadejście wyswobadzającej ją szczepionki,  tajemniczego preparatu o którego składzie i działaniu rządowi eksperci do dziś  nie mają bladego pojęcia. Po prostu kupili od sprytnych kota w worku,  z  żarliwą nadzieją że hegemon nie wszczepi  nam czegoś czego nie powinien. Nadzieja jak wiadomo umiera zawsze ostatnia. No, chyba że wcześniej postanowi się zaszczepić…

Z końcem 2020 szczepionki przybyły, w tempie sugerującym że mogły być gotowe nawet przed pojawieniem się wirusa. Sprytni producenci zabezpieczyli się w każdym razie żelazną klauzulą przed wszelką odpowiedzialnością. Mieli też  dostatecznie wiele czasu aby szczepionki troskliwie opatentować.  Pozwala to uniknąć niedyskretnych pytań o to co w nich siedzi.  A tak sytuacja jest jasna.  Siedzi w nich opatentowany składnik numer taki a taki [Moderna], a co siedzi w składniku to już nie twój biznes.

No i zaczęło się wielkie wyszczepianie całych populacji. Mimo że populacja polska łoży znaczne pieniądze na rozmaite instytuty i ekspertów mających  zapewnić jej bezpieczeństwo to tutaj  nikt,  z tego co wiemy, niczego nie badał ani nie sprawdzał. Wystarczył glejt z Brukseli że jeśli szczepionka nie będzie rosyjska to będzie okay –  mniejsze szanse że wyszczepianym odrosną wąsy Stalina.   Zresztą masy ruszające do punktów szczepień też nie wnikały nadmiernie w to co im konkretnie wszczepiają i po co. Wystarczał cel ogólny – pozbyć się covida, masek i lockdownów.

Prawdopodobnie liczono się z tym że rezultatem awaryjnie dopuszczonych do użycia, słabo przetestowanych szczepionek będzie wysyp NOP-ów.  I rzeczywiście,  liczba oficjalnie ujawnionych zejść śmiertelnych na skutek szczepień okazała się dostatecznie duża aby akcję masowego wyszczepiania normalną szczepionką wstrzymać. Ale eksperymentalna terapia genowa mRNA normalną szczepionką nie jest.  Do tego wyzwolić miała ludzi raz a dobrze  spod terroru złowrogiego wirusa więc eksperymentu nie przerwano.  Czy ryzyko ponoszone przez wyszczepianych warte jest potencjalnych korzyści?  Wielu mogło się tak początkowo wydawać. Zwłaszcza że rządy i social media robiły wszystko aby  podnoszone wątpliwości wyciszyć a sceptyków  przedstawić jako  półgłówków.

Ale to było wtedy. Teraz jest teraz, a po wyszczepieniu  znacznych części populacji na półgłówków zaczynają coraz bardziej wyglądać doradcy rządowi. Okazuje się bowiem że cudowna szczepionka nie działa tak jak ją reklamowano, nie chroni ani przed zakażeniem się  ani przed przeniesieniem wirusa na innych. Na wielkim lipcowym pikniku na plaży w Cape Cod 75% nowo zakażonych było w pełni wyszczepionych dwiema dawkami. Potwierdzają to dane z UK, Izraela i innych krajów  – im bardziej „wyszczepiony” kraj tym większa w nim kolejna fala pandemii i tym więcej zakażonych.

Początkowe argumenty rządowych propagandystów jakoby wirus rzucał się  głównie na niewyszczepionych nie znalazły potwierdzenia. Zwalanie kolejnej fali pandemii na wariant delta też podważa dotychczasową narrację rządową o skuteczności szczepionek.  Ostatecznie zaś pogrąża rządową propagandę nadzwyczajny pośpiech z jakim rządy zaczynają  szczepić w pełni wyszczepione już populacje dodatkową trzecią dawką. Po trzeciej dawce przyjdzie czwarta,  dziesiąta, tyle mamy jak w banku.

Na razie rządy idą w zaparte nie chcąc przyznać że cała ich akcja masowego wyszczepiania populacji straciła w międzyczasie sens. Niechętnie przyznają tylko że odporność „naturalna” jest o rząd wielkości lepsza niż  indukowana szczepionką bo ta ostatnia zanika w kilka miesięcy.   Szczepionki nie chronią ani przed zakażeniem, ani  przed przenoszeniem wirusa na innych. Co więcej, nasilają się podejrzenia że to właśnie „wyszczepieni” pełnić mogą rolę  tzw. superspreaderów, nosząc w sobie szczególnie duży ładunek wirusa i zakażając tym wszystkich wokół siebie. Zmieniona naprędce narracja rządów nie definiuje już dłużej skuteczności szczepionek jako stopnia ochrony przed zakażeniem albo przed transmisją wirusa lecz jedynie jako „szansę” zaszczepionego  na łagodniejszy przebieg choroby.  Znamienna to metamorfoza…

To samo w sobie może mieć ciągle pewną wartość  i skłaniać pewne grupy do zaszczepienia się. Ale jest to tylko wycinek społeczeństwa – osoby  u których z racji wieku czy istniejących  schorzeń ryzyko eksperymentalnej  terapii genowej może ciągle być mniejsze niż ryzyko zejścia na covid-19. Dla dominującej części populacji jednak ryzyka te leżą  odwrotnie i część ta nie powinna być szczepiona w ogóle, a w każdym razie nie obowiązkowo. Ludzie młodzi generalnie,  młodzież i dzieci  szanse za zejście z powodu covid-19 mają bliskie zeru.  Przebycie covid-19 jest u nich najczęściej niezauważalne a skutkuje nieporównywalnie mocniejszą  i trwalszą odpornością niż szczepionki. Dodać też trzeba że ubocznych długotrwałych skutków terapii genowej mRNA,  które mogą się ujawnić z czasem,   jeszcze nie znamy.

W tej sytuacji  kontynuowanie akcji masowych szczepień całych populacji nie ma  większego sensu. Wiemy już iż  charakter wirusa uniemożliwia osiągnięcie zeszłorocznego fadu,  jakim była  „odporność stadna”.  Nie z tym wirusem!  Tym samym sensu nie ma również idea „paszportów covidowych” i sprawdzania na tej podstawie kto się wyszczepił.  Wyszczepienie – raz jeszcze – nie gwarantuje ani tego że posiadacz paszportu nie jest zainfekowany wirusem ani tego że wirusa nie roznosi.   To zaś że jako „wyszczepiony” przejdzie ewentualną infekcję lżej jest dla niego szczęśliwą okolicznością.  Powinno być jednak wynikiem  dobrowolnie podjętej, indywidualnej decyzji, a nie koercji rządowej.

Kontynuacja masowych szczepień,  zwłaszcza  pod dyktando psychopatów nawołujących do ich obowiązku, czy  parcie totalitarystów unijnych na „paszporty covidowe” w obecnej postaci staje się więc jedynie grupowym wariactwem dla zachowania pozorów,  bez żadnego już uzasadnienia. Jest przy tym zamachem na wolność i  instrumentem medycznego apartheidu.  Rządy które nie wycofają się w porę  z tego wariactwa  ryzykują  własny koniec w drodze popularnej rewolty społecznej która zmiecie  je z siodła i rozliczy  winnych.

60 Replies to “Impfung”

  1. http://haidut.me/?p=1619
    ” Endotoxin (LPS) causes rheumatoid arthritis…and COVID-19
    September 9, 2021 by haidut
    A great new study, which is perhaps the first to directly point the finger at endotoxin as perhaps the main cause of rheumatoid arthritis (RA). RA is an “autoimmune” condition and not only shares symptoms with other similar conditions such as Lupus, psoriasis, MS, etc, but now all of them are considered officially to be part of the same “spectrum” – i.e. same underlying disease but manifesting in different organs/tissues. As such, the study below suggests that endotoxin is a major cause of all those other conditions as well. Btw, the fact that an infectious entity (or its remnants, such as endotoxin) are involved in most autoimmune conditions should have become obvious to medicine long ago due to the ongoing febrile episodes in such patients (e.g. the infamous “rheumatic fever”). Yet, that connection has never been explored in-depth AFAIK. Be that as it may, the study below not only found the cause but managed to actually cure the RA by restoring compromised gut lining and thus reducing blood levels of endotoxin. By extension, the same approach/treatment can be used to cure all those other conditions too that are part of the same “spectrum”. To repair the gut barrier, the study used a drug called Larazotide (AT-1001). However, as the the study itself states, since the bacterial overgrowth and subsequent endotoxin absorption is the direct cause of RA, the same results can be achieved by reducing bacterial overgrowth and/or blocking the endotoxin receptor (TLR4). Antibiotics for microbiome reduction do not really need introduction here, and as far as TLR4 antagonists go some of the most widely available ones include naltrexone, trycyclics such as Benadryl and cyproheptadine, or supplements such as vitamin D, emodin, glycine, etc. Interestingly enough, the article claims that endotoxin is apparently a well-known cause of neurological diseases and even COVID-19. While I have seen the studies on the former and have heard even mainstream media mention it, I have yet to hear a doctor or public health official (yes, Fauci, I am talking about you) mention the role of endotoxin in COVID-19. Perhaps, if that role had been recognized earlier, we would not have had so many COVID-19 patients iatrogenically terminated in hospitals due to wrong treatments that are not only untherapeutic but also misguided due to medicine’s refusal to recognize endotoxin’s role in many so-called “infectious” conditions. You know, if the public realizes even pandemics like the “Black Death” were endotoxin-driven, they may start questioning the entire infectious medicine narrative, and the need for any of its tools such as vaccines, anti-virals, intubations, etc. And, of course, we can’t have that since “health services” are ~20% of GDP in most “developed” countries, and if the public stops consuming those “services” the suicide rate of doctors would rise even more…though it won’t matter, as it is already the highest of any profession.”

    1. I juz Basiukiewiczowi konto Twitter zasuspendowal. Pozostaje czytac ordomedicus.org, bo tam jeszcze wladza Twittera i spolki nie siega chyba…

  2. A mnie dzis zszokowala reklama szprycowania nadawana przez Radio Warszawa, ktore jest radiem Diecezji Warszawsko-Praskiej, czyli jak najbardziej koscielnym. Reklama jest w ten desen, ze lektor najpierw opowiada jakim to koszmarem dla dzieci jest nauczania zdalne i jak kiepsko wplywa na ich psychike, a potem stwierdza, ze jak sie nie zaszczepisz to bedziesz winny temu, ze twoje dzieci znow beda musialy brac udzial w zdalnym nauczaniu. Wyzsza hierarchia duchowna wyglada wiec niestety na skurwiona w rownym stopniu co politycy.

    1. OMG! Zdalne nauczanie ma wiele wad ale przynajmniej dwie niebagatelne zalety. Jedną z nich jest możliwość wyłączenia fonii zbytnio piep..ącej pani nauczyciel.  Drugą jest ochrona dzieci przez wizytami tęczowych „części rowerowych” przed czym nie ochroni ich już szkoła…

    1. Ja się właśnie dziwię że żaden z żurnalistów nie podszedł Horbana ze zdawałoby się oczywistym pytaniem: skoro wykazano że szczepienia nie chronią ani przed zakażeniem ani przed transmisją wirusa to jaki jeszcze jest cel sprawdzania szczepień jako alternatywy dla testu.

      Skuteczność szczepień już bez żadnej żenady i całkiem otwarcie określa się względem szans jednostki na „przebieg ciężki” czy hospitalizację, co jeśli jest prawdą to pozwoli fanom szczepień zachować twarz. Z indywidualnego punktu widzenia szczepienia ciągle mogą mieć sens. Ale ich sprawdzanie w kontekście grupowym sens już straciło.

      Jedyną logiką sprawdzania szczepień wydaje się teraz rozmycie odpowiedzialności za ich skutki…

  3. Tutaj mało co kupy się trzyma więc prawdziwe intencje widać jak na dłoni. Tak sobie teraz pomyślałem, że skoro szczepionki mają czasową skutecznoć, to również ważność paszportu kowidowego powinna wygasać i być przedłużana kolejną dawką. Ten paszport mógłby mieć nadaną formę książęczki podobnej do dowódu rejestracyjnego samochodu i cyk, co jakiś na przegląd po (szcze-)pieczątkę żeby było można „jeździć”.

    1. Ważność paszportu covidowego, z tego co wiem, jest czasowa.

      Problem jest w tym że w świetle ostatnich danych sama idea paszportu covidowego nie ma dłużej żadnego sensu. Miałaby sens w przypadku gdyby szczepionka chroniła przed zachorowaniem względnie gwarantowała że delikwent nikogo nie zakaża. Skoro tak nie jest wymóg paszportu jest jedynie represją totalitarnego państwa, bez żadnego racjonalnego podkładu.

      1. Tu jest sedno nonsensu i jednocześnie dziury w tym systemie. Ostatnie dane pokazują że w pełni zaszczepieni ludzie mogą nadal wylądować w szpitalu, a zatem konkretnie zachorować. Skoro tak, bo pobyt w szpitalu to ewidentnie objawowy przypadek, to znaczy że mogą nie tylko złapać infekcję, ale też infekować innych. A zatem, wpuszczanie ich do restauracji lub na pokład samolotu na podstawie samego dowodu szczepienia, to ewidentne zwiększanie ryzyka że inni obecni mogą też to złapać. W takiej sytuacji powinny liczyć się tylko testy, bo to najbardziej wiarygodne źródło informacji na temat infekcyjności. Wyobraźmy sobie teraz jak spadłaby popularność szczepień, gdyby powiedzieć ludziom że mogą się oczywiście zaszczepić, ale testy też nadal muszą robić i nadal podlegają restrykcjom.

        Dlatego nikt nie chce tego głośno powiedzieć. Tak samo jak nie ma właściwie publikowanych danych co do ilości infekcji wśród tych, który już na to chorowali i wyzdrowieli. Można przypuszczać że te liczby raczej nie służyłyby do promocji szczepionek…

        1. wpuszczanie ich do restauracji lub na pokład samolotu na podstawie samego dowodu szczepienia, to ewidentne zwiększanie ryzyka że inni obecni mogą też to złapać. W takiej sytuacji powinny liczyć się tylko testy,

          Dokładnie tak. Popularność szczepień by spadła ale ciągle spora część populacji byłaby w nich zainteresowana jako mniejsze ryzyko. Nic w tym złego.

          Motywy państwowej presji do szczepień w świetle ostatnich rezultatów stają się z każdym dniem coraz bardziej podejrzane, podobnie jak propaganda aby szczepić dzieci.

          Podejrzanie wygląda mi także cisza od pewnego momentu w temacie innych szczepionek, podczas gdy Pfizer i Moderna aplikują po kolejne dawki „wzmacniające” swoich, najwyraźniej tracących skuteczność w zastraszającym tempie.

          1. Nie do końca cisza, np Indie opracowały własną szczepionkę (w 'tradycyjnej’ technologii a nie mRNA)
            A z tego co doczytałem to żadna z dostępnych w Polsce szczepionek nie daje trwałej ochrony, ich skuteczność spada dość szybko w miarę upływu czasu. Ale zgadzam się ze jest spokojnie, nikt jakoś nie pali się do ogłaszania oficjalnie że szczepionkowa ochrona jest krótkotrwała – nie dziwne że ani rządy ani firmy jakoś nie czują potrzeby chwalenia się takim sukcesem.
            A swoją drogą te 'mRNA’ które tyle obaw w społeczeńtwie wywołują to naprawdę interesująca technika – tradycyjne szczepionki bazowały na podawaniu jakiejś mielonki z wirusów w nadziei że zawiera ona te białka które odpowiednio pobudzą układ odpornościowy, a jednocześnie na tyle dobrze zmielono te wirusy że nie zaczną infekować pacjentów po podaniu.
            Dość brudna metoda, nie wiadomo ile i jakich tam kawałków tych wirusów się wpuscza i czy aby na pewno wszystkie są OK. A szczepionka RNA to przy tym jak misterna robota hackera w białych rękawiczkach – wrzuca tylko kawałek kodu do komórki która już sama wytworzy odpowiednie białka, to jest dosłownie jak programowanie jakiegoś biochemicnego komputera. Nie żebym od razu czuł się bezpieczniej wiedząc że to najlepsi hackerzy na świecie opracowali kod który mi został wstrzyknięty, ale sama idea jest niesamowita. Ciekawe czy w razie wpadki będą dystrybuowane szczepionki z bugfixem?

          2. szczepionki z bugfixem

            bugfix i panika będzie dopiero jak za pięć lat się okaże że covid wprawdzie opanowano że zaszczepieni na przykład masowo wymierają na jakieś nieprzewidziane zaskrzepy w mózgu czy coś… ;-)

          3. Motywy państwowej presji do szczepień w świetle ostatnich rezultatów stają się z każdym dniem coraz bardziej podejrzane, podobnie jak propaganda aby szczepić dzieci.

            No, w przypadku dzieci to ta propaganda aż mdli i mam nadzieję że na tym się skończy. Pojawia się jednak pewne światełko w tunelu. Do niedawna, media społecznościowe, takie jak YouTube, z miejsca usuwały wszelkie materiały wysyłane przez ludzi przeciwnych zmuszaniu do szczepień i mówiących że zwykła profilaktyka (witaminy i mikroelementy) potrafi dramatycznie zredukować ryzyko ciężkiego przebiegu choroby. Takie rzeczy znikały dosłownie po kwadransie. Teraz zostają dłużej. Przypuszczam że to dlatego, że korporacje (Google, Twitter, Facebook, itp.) boją się że świadomość o tym jak bardzo cenzurują treści w internecie rozejdzie się dość szeroko. Ogromna większość „cyfrowych zombie” z telefonami w ręce w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. Gdyby to do nich dotarło, to byłoby bardzo źle dla biznesu wyżej wspomnianych. Jeśli natomiast trochę odpuścić („My nie cenzurujemy, ależ skąd! To dopiero teraz się takie materiały pojawiają.”), to można tego uniknąć. Tyle tylko, że trudniej będzie wtedy zdławić głosy nawołujące do odrobiny rozsądku. Coś za coś. Jeśli to odpuszczanie będzie szło dalej, to może to być początek odkręcania tego burdelu. Szczególnie jeśli za kolejne dawki ludzie będą musieli zacząć płacić sami i szczególnie gdy już otwarcie i oficjalnie władze mówią, że booster shots będą potrzebne (czyli to co ludziom wstrzyknęli już przestaje działać).

            Podejrzanie wygląda mi także cisza od pewnego momentu w temacie innych szczepionek, podczas gdy Pfizer i Moderna aplikują po kolejne dawki „wzmacniające” swoich, najwyraźniej tracących skuteczność w zastraszającym tempie.

            Gdzieś ostatnio w tym kontekście słyszałem już o 4 miesiącach ochrony (niestety nie pamiętam gdzie). Nie 12, nie 6. Cztery. Czy to nie jest przypadkiem mniej-więcej okres czasu kiedy organizm ludzki ma we krwi podwyższony poziom przeciwciał (nie limfocytów T i innego arsenału)?

          4. testy testy, ciagle tylko te testy – prosze o sprawdzenie czego i jak nie mierzą i dlaczego sa ZUPEŁNIE NIEWIARYGODNE CAŁKIEM NIEWIARYGODNE.!!!!
            nie wskazują w żadnym wypadku czy ktos jest chory na covid, lub nie jest!! wiedza na ten temat jest ogólnie dostepna (sam tu sporo pisałem na ten temat) – nie traktujmy testu jako bezwzglednie prawidłowego wskazania stanu chorobowego, bo to kolejne (tzn pierwotne) oszustwo covidowe

          5. SARS-CoV-2 Antigen Self Test Nasal by Roche kosztuje €3, trwa 15 min i wykrywa obecność wirusa z dokładnością coś około 90%. Całkiem niezły wynalazek…

          6. Tak, chodzi tu oczywiście o Rapid Antigen Tests (RAT), które są produkowane przez Roche, Abbott i pewnie jeszcze innych. Tanie jak barszcz, szybkie i wykrywają materiał w próbce z nosa bez żadnych multiplikacji. Przy 90% skuteczności, jeśli coś w nosie jest, to delikwent może to zawsze wykichać, więc lepiej żeby wiedział że nie powinien.

            To testy PCR są niewiarygodne, bo przy aktualnej diagnostyce – 35 cykli i więcej – potrafią powielić nawet drobiazg bo chorobie przebytej jakiś czas temu i voilà – mamy nowego chorego! Są też niepraktyczne, bo wymagają sprzętu i czasu, więc odpada testowanie w ostatniej chwili. Absurdalne jest przy okazji to, że są ogólnie bardziej respektowane, a przy niektórych restrykcjach wjazdowych wymagane zamiast RAT.

  4. Co więcej, nasilają się podejrzenia że to właśnie „wyszczepieni” pełnić mogą rolę tzw. superspreaderów, nosząc w sobie szczególnie duży ładunek wirusa i zakażając tym wszystkich wokół siebie.

    To akurat jest ciekawy aspekt sprawy. Są jakieś źródła informacji na ten temat?

    1. Owszem, było to gdzieś podawane, ale nie pamiętam już gdzie. Wyszczepieni wg badań mieli mieć nawet kilkaset razy większy „load” wirusa niż „normalnie zakażeni”, cokolwiek to znaczy i jakkolwiek to mierzyli. Pamiętam że nie było jasno powiedziane czy chodziło o formalną infekcję czy tylko o „load”. To wydało mi się istotne ponieważ infekcję przedstawia się zazwyczaj jako zmienną binarną, podczas gdy istotne są najprawdopodobniej parametry takie jaki właśnie „load” wirusa jaki donor nosi oraz jak długo trwa aktualny kontakt aby doszło do zakażenia. 

      1. Żeby była infekcja, to organizm nie może (jeszcze) rozpoznać wroga, który się bezkarnie replikuje i w pewnym momencie jest rozsiewany tą samą drogą którą wszedł, tyle że w drugą stronę. Natomiast jeśli infekcji nie ma i tylko wroga jest dużo, to znaczy że immunologia nie działa, bo nie przyjechała z kawalerią i artylerią. Nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego organizm – zaszczepiony czy przechorowany – miałby to tolerować. To byłoby ciekawe zagadnienie.

        1. @mimir:”To byłoby ciekawe zagadnienie.”
          To jest znane zagadnienie. Są pojęcia „gospodarz” i „nosiciel”. O ile pamiętam nosiciel to organizm, który jest „zarażony”, zaraża innych ale sam nie odczuwa negatywnych skutków posiadania wirusa. Nie ma widocznych objawów. Tak jakby wirus był symbiontem. Może organizm ma jakieś korzyści i zgadza się na umiarkowane rozmnażanie się wirusa. To trochę tak jak z koloniami bakterii, które każdy z nas „hoduje” na końcach migdałków. Te bakterie chronią nasze gardło przed zarażeniem innymi bardziej zjadliwymi bakteriami. Bo w środowisku opanowanym przez jedną kolonię bakterii rzadko rozwijają się kolonie innych bakterii.

          1. „Bo w środowisku opanowanym przez jedną kolonię bakterii rzadko rozwijają się kolonie innych bakterii.”

            Powiem więcej – w środowisku stanowiącym pożywkę dla bakterii i wirusów (jeśli w odniesieniu do nich można tak powiedzieć), rozwijają się właśnie bakterie i wirusy. To brzmi jak cytat z filmu „jak jest zima to musi być zimno”. Taka jest natura, tam gdzie grunt jest podatny na kolonizację, ta następuje, a to co słabe, pada ofiarą jako pierwsze. Choroby sezonowe są właśnie powtarzalne dlatego, że co jakiś czas znajdują w nas określoną pożywkę. Przyczyną bezpośrednią ataku na organizm staje się osiągnięcie przez niego poziomu krytycznego zasyfienia w postaci słabych i chorych komórek oraz różnych innych toksyn. Można powiedzieć, że organizm zdrowieje, gdy wirus wykona swoją robotę. Choroby te mają więc moc oczyszczającą i żyją z nami w swego rodzaju symbiozie. Niestety dla niektórych, tych o słabym zdrowiu i wydolności organizmu, taka przygoda może zakończyć się śmiercią. Ilość pożywki i związany z nią rozwój choroby przewyższa możliwości utrzymania się przy życiu takich osób.
            Dla wydolnego organizmu, hamowanie występowania grypy i innych tego typu wirusów, wydaje się wysoce szkodliwe w dłuższej perspektywie czasu, z uwagi na stopniową kumulację szkodliwych substancji i nadmiar słabych, uszkodzonych komórek które mogą spowodować kiedyś raka albo inne przypadłości.
            Aby odczuć oczyszczającą moc sezonowej choroby, polecam czujnie podejść do tematu. Przed chorobą samopoczucie zazwyczaj jest gorsze niż po jej przejściu.
            Aby uniknąć ostrych stanów, trzeba po prostu dbać o zdrowie, jeść mało, zdrowe produkty, o odpowiednich porach (nie powodować tym „zabrudzania” organizmu), spać ile trzeba i o której trzeba (od 21 do 4-5 rano), uprawiać umiarkowanie sport i być może dla niektórych – pościć na samej wodzie przez 1 dzień każdego miesiąca.

          2. Jeśli mowa tutaj o super shedders/spreaders, to nawet oni w końcu zwalczają infekcję, choć trwa to dłużej bo walka jest dużo mniej gwałtowna. Mnie interesuje jaki miałaby tutaj wpływ szczepionka.

          3. Superspreaders niekoniecznie muszą mieć infekcję. Kto wie czy eksperymentowanie z DNA/RNA nie będzie skutkowało po prostu super grupą super roznosicieli bezobjawowych. mRNA robi w końcu z każdego, jak się lepiej wczytać, maszynę do produkcji spike protein. To może jeszcze nie wirus ale jak daleko jeszcze to podejrzewam że żaden z ekspertów dokładnie nie wie.

            Ciekawe jest to że tylko kraje rozwijające broń biologiczną wyszły nagle ze szczepionkami, a cała reszta zamiast szczepionek które trzeba kupić ma jedynie nadmiar ekspertów których nikt nie chce za darmo. Gdyby bowiem byli coś warci to byłaby i rodzima szczepionka.

          4. @komentatorzy:”Tolerowane bakterie”
            W swoim komentarzu zwróciłem uwagę na zjawisko istnienia w organiźmie człowieka bakterii, które wogóle nie są zwalczane. Te kolonie bakterii na migdałkach są z nami przez całe życie i organizm nie próbuje ich zwalczać. Chyba traktuje je jako część organizmu. Z drugiej strony te bakterie nie są tak ekspansywne i zjadliwe jak inne, które próbują zainfekować nasze gardło z zewnątrz. Podobnie bakterie w układzie pokarmowym. Tuż po urodzeniu w układzie trawiennym człowieka zagnieżdża się ~20 gatunków bakterii, które (w tym przypadku) są symbiontami pomagającymi w trawieniu pokarmów. Co więcej, to są zawsze te same rodzaje bakterii i bez nich nie moglibyśmy przyswoić niektórych pokarmów. Może to samo dotyczy wirusów. Żyją w nas i nie są zwalczane bo nie namnażają sie zbyt szybko i nie wyzwalają mechanizmów obronych. Może są potrzebne?? Jestem daleki od stwierdzenia, że jak jakiś wirus czy bakteria występuje w organiźmie w dużej ilości, to jest już stan chorobowy. A wygląda na to, że tak władze sanitarne (nowa władza?) interpretują wyniki testów. Jak test dał odczyn pozytywny, to (dla nich) oznacza, że człowiek jest chory. Ciekawe, że tak nie traktują bakteri w układzie pokarmowym i na migdałkach. Są a się ich nie zwalcza (np. antybiotykami) bo po kilkudziesięciu latach badań zrozumiano ich rolę i znaczenie. Może po kilkudziesięciu latach badań ktoś zrozumie rolę covida w życiu człowieka (że jest niezbędny:). Jest teoria (hipoteza), że to wirusy są akceleratorami powstawania mutacji organizmów wyżej zorganizowanych. Sama (czysta!) losowość nie wystarcza do wyjaśnienia dlaczego na Ziemi powstała taka różnorodność gatunków w tak krótkim czasie (kilka miliardów lat).

          5. Pełna zgoda co do bakterii. Z wieloma organizm ludzki żyje w symbiozie. Koniec końców, gdy ktoś dostaje silne antybiotyki to dostaje też probiotyk do użycia przed posiłkiem. Wspomaga w ten sposób bakterie w jelitach, po tym jak sieje wśród nich zniszczenie antybiotykiem. Nigdy nie słyszałem jednak w tym kontekście o wirusach, ale właściwie nie można tego całkowicie wykluczyć. Ciekawe jaka byłaby tutaj korzyść po stronie nosiciela. Być może utrzymywanie własnej immunologii w stanie trenowanej okresowo gotowości zmniejszałoby ryzyko ataku „na swoich” (alergie i problemy autoimmunologiczne w ogólności).

      2. Problem jest w tym, ze szczepionki nie zawieraja wirusow. Jesli wiec zaszczepieni maja wiekszy „load” (cokolwiek by to nie znaczylo), to znaczy, ze szczepionki w jakis sposob ulatwiaja infekcje prawdziwym wirusem, lub ulatwiaja jego namnazanie w organizmie. No chyba, ze te wszystkie mierniki „loadów” mozna potluc o konat du.. i ze to wszystko jest niczym wiecej niz tylko „smoke and mirrors”.

        1. lub ulatwiaja jego namnazanie w organizmie.

          Z mRNA organizm staje się generatorem spike proteins praktycznie bez końca. Może „load” liczony jest od tego?

          1. Nie dziala to tak jak piszesz, Cyniku9: RNA pochodzace ze szczepionki kiedy dostanie sie do komorek organizmu spowoduje wytworzenie okreslonych bialek 'spike proteins’, ale po wykorzystaniu RNA juz nie wraca na tasme produkcyjna. Zeby komorki generowaly spike proteins 'bez konca’ to szczepionka musiala by zmodyfikowac DNA komorki (z ktorego dopiero powstaje RNA)

          2. @Rasputnik

            Tego do konca nie wiadomo, bo sa techniki przedluzajace zywotnosc i produktywnosc mRNA. A poniewaz dokladnie nie wiemy jakim modyfikacjom poddano mRNA bedace w szczepionce, wiec nie wiemy, co ono dokladnie robi i jak dlugo.

  5. Zachecam do skopiowania art. i rozsyłania wiedzy w pigułce.
    https://ingremio.org/2020/10/kto-nas-robi-w-covid/

    Skąd my to znamy…
    https://pubmedinfo.org/2016/12/14/historia-poliomyelitis/
    „„Przed 1954 rokiem lekarze zgłaszali przypadki polio, aby uzyskiwać dotacje na hospitalizację i zgłaszać przypadki chorób zakaźnych.”

    W tamtych czasach lekarze zgłaszający przypadki polio robili to w ramach pracy społecznej. Bardzo im zależało na znalezieniu ludzi chorych na polio. A kiedy zgłaszali przypadek, mogli uzyskać świadczenia dla tych ludzi i zgłosić rzekomo zakaźną chorobę. Kryterium diagnozy polio były tylko dwa badania przeprowadzone w odstępie dwudziestu czterech godzin i wykazujące paraliż jednej z grup mięśni. Przed 1954 rokiem nie potrzeba było niczego innego, żeby postawić diagnozę, która brzmiała: polio.

    Laboratoryjne potwierdzenie i obecność paraliżu szczątkowego nie były wymagane. Przed pojawieniem się szczepionki pracownicy służby zdrowia byli zaprogramowani w ten sposób, by gorliwie poszukiwać przypadków polio. Po testach szczepionki w 1954 roku gorliwie odnotowywali kto zachorował na polio i czy te osoby były szczepione czy nie, a następnie podejmowali największe wysiłki, aby zdiagnozować chorobę inną niż polio u zaszczepionej osoby.

    Historia poliomyelitis

    W 1955 roku uwidoczniły się problemy z zawartością tej sieci zarzuconej tak szeroko, by wszystko można było nazwać polio, zwłaszcza że po wprowadzeniu szczepionki Jonasa Salka przypadków paraliżu było coraz więcej, a nie mniej, na co mieli nadzieję pracownicy służby zdrowia. Pierwszym krokiem do zestrojenia budzących zażenowanie danych medycznych z możliwym do przyjęcia postępem jaki powinna dawać szczepionka była zmiana kryteriów określających różnicę między porażennym a nieporażennym polio. Potrzebne było do tego jedynie pióro.

    Sprawa została załatwiona w ciągu dwóch godzin w 1954 roku, a więc w roku, gdy szczepionka Salka uzyskała licencję i została wprowadzona na rynek. Potrzeba była zaledwie dwóch godzin do namysłu – to najszybszy tryb oceny nowego leku w historii. Nowe kryteria diagnostyczne wymagały dwóch badań w odstępie sześćdziesięciu dni po to, by stwierdzić paraliż. Większość przypadków jakie lekarze rozpoznawali na podstawie kryterium badania w odstępie dwudziestu czterech godzin, zostały rozwiązane, wyłącznie przez wprowadzenie tej zmiany…”

  6. …takie rzeczy jak zamykanie gospodarki, mandaty za brak zakrywania usta i nosa na powietrzu!!, zakaz wchodzenia do lasu, masowe szprycowanie, paszporty covidowe….. jest możliwe w Narodzie w którym ludzie mają uszkodzone mózgi od alkoholu i/lub narkotyków …….
    to jest niemożliwe żeby normalna osoba ze zdrowym mózgiem/rozumem nie widziała całego obrazu tj planu zniewolenia jednostki przez neokomunistów/klinicznych psychopatów
    pozdrawiam myślących ze złotem fizycznym w sejfie

    1. dlaczego zaraz tak ostro szukasz alkoholu lub/i narkotyków!! a kolejne „reformy edukacji” , usuniecie matematyki z matury, obniżanie poziomu by w ogóle ludzie pozdawali mature i spokój, tak po prostu nie wystarczy? brzytwa Ockhama

  7. A może chodzi po prostu o polaryzacje społeczeństwa? Niech się antyszczepy biją ze szczepami, niech się kłócą, nie lubią, niech segregacja trwa, a my (czyt. rządy) sobie ogarniemy jakieś niewygodne społecznie tematy w tym czasie.

  8. nic dodać nic ująć, wszystko co napiaane powyzej jakby podsumowuje informacje które pojawiajy się na tm forum przez ostatnie 1,5 roku. tego „wirusa” można się było logicznie obawiac przez 7-10 dni na początku marca 2020r, potem już pojawiały się (trudno dostepne – dotknęliśmy bardzo poważnego problemu, czym moze być naprawdę cenzura w internecie) informacje o tym straszliwym wirusie, propagowane przez całą klasę polityczną. ciekawym byłyby rozwazania (podjęte powyzej) dlaczego nikt (żadna strona polityczna), nie pojęła próby ugrania poparcia na fałszywej pandemii, wszyscy zostali kupieni???
    wszczypione mRNA przenosi sie do DNA, na co wskazują badania nad szczepionkami na schorzenia onkologiczne prowadzone w latach 2015-2017.i właśnie dlatego zostały zarzucone.
    każde dziwne zachowanie można teraz tłumaczyć jako NOP ale w rozwinieciu: nieporządany objaw poszczepienny..
    obnizenie odpornosci poprzez wszczypienie czegoś spowoduje raczej statystycznie wzrost śmiertelnosci , ciekawym jak będą to tłumaczyć? ( o ile oczywiscie w ogóle otrzymamy takie rzetelne dane, póki co np zwalanie zwiększonej zachorowalnosci na niezaszczepionych już się nie udało, choć były takie proby!!), ciekawym kto to wymyśla?

  9. Ministerstwo zdrowia podało że w Polsce zaraziło się 10087 zaszczepionych 2 dawkami i 14 dni po 2-giej dawce, z których zmarło 651, co daje 6,5 %, podczas gdy statystyka ogólna śmierci na covid to ok. 2,5 %., z tego widać jednak że w pełni zaszczepieni umierają częściej.
    W ciągu ostatnich 2 tygodni 23% wszystkich zakażonych to w pełni zaszczepieni z czasem 14 dni od drugiej dawki. W pozostałych 77 % są niezaszczepieni, zaszczepieni 1 dawką, zaszczepieni 2 dawkami z czasem poniżej 14 od 2-giej dawki. Bardziej szczegółowo rząd nie podał.Są to dane polskiego rządu.

    Natomiast jeśłi chodzi o działąnia rządowe, to trzeba zrozumieć pozycję polski na arenie międzynarodowej:słaby, podrzędny kraik siedzący w kieszeni eurokratów.Więc tańczymy jak nam zagrają, gdyby polski rząd nie szczepił masowo jak inni, to ci inni mogliby nam zamknąć granice, nałożyć embargo itp, więc robi to samo co inni.

  10. Na wszelki wypadek sugerowałbym rozwinąć skrót NOP.

    admin: NOP = Niepożądany Odczyn Poszczepienny. Kwestia co jest pożądane i przez kogo jest otwarta.

    1. Kwestii otwartej w ogóle nie poruszam, bo ile razy się nad tym zastanawiam („Po cholerę taki nacisk?!”), to mi wzrasta ciśnienie tętnicze i spada radość życia. Ani jednego, ani drugiego, nie lubię.

      Za rozwinięcie dziękuję i spieszę wyjaśnić że słynne TLAs (Three-Letter Acronyms) mają wiele różnych znaczeń w różnych dziedzinach, więc lepiej uniknąć domysłów. NOP jako „No Operation” (branża komputerowa i elektroniczna) mógłby tutaj mieć dosyć zabawne brzmienie :)

  11. Trypnosoma cruzi w szczepionce?
    “..A 50 micron elongated body, as seen in Figure 13 is a sharp mysterious presence in the Pfizer vaccine. It appears and is identified anatomically as a Trypanosoma cruzi parasite of which several variants are lethal and is one of many causes of acquired immune deficiency syndrome or AIDS.”
    https://www.drrobertyoung.com/post/transmission-electron-microscopy-reveals-graphene-oxide-in-cov-19-vaccines

    o ch.Chagasa-
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_Chagasa
    https://medycynatropikalna.pl/choroba/trypanosomoza-amerykanska-choroba-chagasa
    http://www.cheops4.org.pl/cheos/viewtopic.php?f=16&t=2547&p=119605&hilit=chagasa#p119605
    ” Inne szlaki prowadzące do niewydolności serca dostarczają dodatkowych obserwacji. Na przykład choroba Chagasa jest chorobą zakaźną występującą na terenie Ameryki Południowej wywołaną przez patogen Tryptanosoma cruzi.42,43 Pacjenci, którzy wyzdrowieli, są podatni na przedwczesną śmierć na skutek niewydolności serca wiele dziesięcioleci później. Osoby te cierpią na częste małe ataki serca, ale są wyjątkowo wolni od miażdżycy.43 Logiczne wyjaśnienie tego unikalnego profilu wynika z faktu, że T. cruzi wytwarza antygenową cząsteczkę, która ściśle naśladuje siarczan cholesterolu.42 W rezultacie pacjenci z chorobą Chagasa rozwijają przeciwciała przeciwko siarczanowi cholesterolu. To powoduje, że synteza siarczanu cholesterolu przez miażdżycę byłaby nieproduktywna, prowadząc do ogólnoustrojowych niedoborów cholesterolu i siarczanu.”
    http://www.cheops4.org.pl/cheos/viewtopic.php?f=16&t=1374&p=129874&hilit=chagasa#p129874
    Re: KREW

    przemieszczanie uchodźców może skutkować rozprzestrzenianiem sie chorób wcześniej nieobecnych
    http://www.macierz.org.pl/artykuly/zdrowie/transfuzja_krwi-ukrywane_fakty-krwiopijczy_biznes-skutki_uboczne.html
    ” Choroba Chagasa stanowi przykład, jak krew przenosi zakażenie nawet na znaczną odległość. „The Medical Post” z 16 stycznia 1990 roku informuje, że ‘w Ameryce Łacińskiej choruje na nią chronicznie 10-12 milionów ludzi’. Wyrobiła sobie opinię „jednego z największych zagrożeń, towarzyszących przetaczaniu krwi w Ameryce Południowej”. Tak zwany „pluskwiak zabójca” kąsa śpiącą ofiarę w twarz, wysysa krew, a w rance pozostawia odchody. Ukąszony przez całe lata może być nosicielem choroby Chagasa (w tym czasie może też oddawać krew), zanim dojdzie u niego do uszkodzenia serca i ciężkich powikłań. Dlaczego mieliby się tym przejmować ludzie, zamieszkujący odległe kontynenty? W gazecie „The New York Times” z 23 maja 1989 roku, dr L.K.Altman opisał przypadki poprzetoczeniowej choroby Chagasa, wśród nich jeden śmiertelny. Następnie dodał: „Inne mogły pozostać nie wykryte, ponieważ [tutejsi lekarze] nie znają dobrze choroby Chagasa ani nie zdają sobie sprawy, że potrafi się ona szerzyć przez transfuzję”. Tak więc krew może być środkiem transportu i przenosić choroby bardzo daleko. “

    Tlenek grafenu mógł pochodzić teżz masek i wywoływać tzw.covid

  12. Zachorowalem na covida(przechodze lekko niczym przeziebienie)ale najpierw zrobilem antygenowy test w domu i go oficjalnie zglosilem jak trzeba lacznie z numerem testu-zaliczyli mnie jako prztypadek i zarejestrowali a potem kazali sie zlosic na test pcr.Ok zrobilem-myslelem ze pcr jest tlyko potwierdzeniem anytgenowego ale okazalo sie zarejestrowali mnie jako NOWY przypadek.Poniewaz na wynki testu pcr musialem czekac dosc dlugo a potrzebowalem szybko do pracy wiec udalo mi sie w miedzyczasie wkrecic do lokalnego centrum na inny test pcr…ten tez zaliczyli jako NASTEPNY przypadek.Tak oto zostalem policzony jako trzy przypadki covida-tlumaczenie urzednikom ze jestem JEDNA osoba wiec moge byc chory tlyko raz nic nie dalo i maja mnie jako trzy przypadki.A wwlasciwie juz cztery-zona od mnie zaalapala(zaliczono ja jako dwa przypadki:test antygenowy a potem pcr-kaxdy ma swoj numer okonta w aplikacji do „tracking”)wiec jeszcze mnie policzyli po raz czwarty jako zarazoinego od zony(!!!!).Po prostu kazdy test i kazdy kontakt z covidem jest rejestrowany jako oddzielny przyapdek a nie w odniesineiu do osoby tak wiec lacznie z zona zostalismy szescioma przypadkami covida(a moze nawet siedmioma bo nie wiem jak policzyli kwarantane zony zanim jeszcze zrobila te testy ale cos tam wydzwaniali ze ja kwalifikuja jako chora wiec kto wie).Moja historia autentyczna z UK.

  13. Wygląda to rzeczywiście słabo. Przecież szczepionki to triumf medycyny nad siłami natury, przynajmniej do tej pory tak było – wykorzystując naturalne mechanizmy odporności można było wyeliminować najgroźniejsze choroby. A tu opracowano tyle wersji szczepionek na Covid i WSZYSTKIE jak jedna okazują się o wiele mniej skuteczne niż zapewniano. A najgorszy jest okres ochrony – tylko kilka miesięcy względnej skuteczności. Gdyby te informacje podano wcześniej do wiadomości to sądzę że niewiele krajów by się zdecydowao na masowe szczepienia, przecież zanim zakończy się podawanie jednej dawki to już trzeba zaczynać podawanie następnej a i tak nie rozwiązuje to żadnego problemu. To już lepiej było opracować program leczenia objawowego, amantadyną , aspiryną czy stawianiem baniek – ale decydenci postanowili z premedytacją żadnych takich terapii nie finansować i nie wspierać.
    Teraz rządy (nie tylko polski) zupełnie straciły wiarygodność a i nie zdziwiło by mnie wcale gdyby aktualny stan rzeczy to była kolejna porcja bullshitu – że szczepionki nie tylko są mniej skuteczne niż ogłaszano, ale że w ogóle nie są skuteczne a 'wariant delta’ to ściema żeby nie dać się złapać na kłamstwie. Chciałbym im wierzyć ale jakoś za dużo tu śmierdzi i obawiam się że teraz nawet najuczciwsze badania i najbardziej skuteczne leki mogą paść ofiarą ogólnego braku zaufania i informacyjnego chaosu.

    1. Zastanawia też coś innego – całkowite wyciszenie sprawy innych szczepionek, o których do początku lipca jeszcze było głośno a które wyglądają obiecująco, IMO. Nie jest całkiem wykluczone że cała hoopla z mRNA okazała się kosztowną klapą i ktoś zdaje sobie z tego sprawę, a chodzi teraz jedynie o upłynnienie nadmiernych zapasów… 

      1. Do firm farmaceutycznych trudno mieć pretensję – to w ich interesie było nadmuchać najpierw strach a potem oczekiwania i cały szczepionkowy balon. A techno-nowinki w stylu mRNA czy innych genetycznych mumbo-jumbo pomagają wszelkiej maści startupom w wyciąganiu kasy od naiwnych. Na plus zaliczył bym to że mimo wielkich obaw nie ma tak dużo szkodliwych działań jak wielu się obawiało. Być może jak już balon pęknie to okaże się że skuteczność mają podobną jak woda z ogórków kiszonych.
        Ale wobec wielu sygnałów o tym że lekarze (nie znachorzy, wróżbici ale konkretni specjaliści) znaleźli skuteczne terapie które co prawda nie likwidują choroby ale pozwalają uratować pacjentów przed śmiercią lub ciężkimi uszkodzeniami narządów nie mogę zrozumieć że rząd poskąpił grosza na zbadanie tych alternatyw albo wręcz je dusił w zarodku, a w tym samym czasie lekką ręką wywalał miliardy na eksperymentalne szczepionki czy zakupy niepotrzebnych/nieskutecznych gratów w szemranych transakcjach.

        Z innej beczki – nie wierzę w to że szczepionki były gotowe zanim wybuchła epidemia – gdyby tak było to zapewne były by skuteczne. Raczej wygląda na to że umiejętnie opchnięto rządom 'snake oil’.

    1. O co tutaj chodzi? Czy to głupota, próba zachowania pozorów,

      Nad tym się też zastanawiam. Pewne rzeczy przed szczepionkami można założyć że były nieznane, okay. Ale teraz są już znane prowadząc do całkiem jasnych konkluzji. Coraz bardziej irracjonalny push ku obowiązkowemu wyszczepieniu wszystkich, wobec rosnących sygnałów że nie ma to sensu, coraz bardziej zaczyna wyglądać na rodzaj szukania grupowego alibi, na wypadek gdyby szczepionki zaczęły wykazywać NOPy w długim terminie…  

      1. Im więcej zaszczepionych tym z czasem mniejsza możliwość porównania stanu ich zdrowia do niezaszczepionej części społeczeństwa. NOPy staną się elementem codzienności bez możliwości weryfikacji względem grupy nie biorącej udziału w eksperymencie. Udowodnienie, że NOP jest NOPem będzie jeszcze trudniejsze.

      2. Gdyby rzeczywiście szukano zbiorowego alibi, szczepionki stałyby się obowiązkowe. W mojej ocenie chodzi właśnie o to, aby podzielić ludzi na zaszczepionych i niezaszczepionych i koniecznie musi pozostać grupa niezaszczepionych. Następnie wprowadza się segregację – za okazaniem paszportu można to czy tamto. Ale posługiwanie się paszportem jest niewygodne – trzeba mieć przy sobie wydruk / telefon + dowód tożsamości, ktoś musi to sprawdzać, robią się kolejki, koszty rosną. Pojawia się ryzyko posługiwania się nie swoimi paszportami. Rozwiązanie – czipy dla zaszczepionych. Automatycznie weryfikowane w dowolnym miejscu, nie trzeba nic nosić, okazywać – ideał. Technologia 5g zapewnia, że osoba z wszczepionym czipem będzie nieustająco monitorowania co miejsca swojego pobytu z wielką dokładnością. To jest prawdziwy cel. Dlatego najpierw wymęczono ludzi zamknięciami, by następnie podzielić ich, wymusić segregację, która będzie uciążliwa i w ostatnim etapie znieść uciążliwość segregacji dla zaszczepionych przez czipowanie. Obowiązkowe szczepienia sprawiłyby, że jakiekolwiek paszporty covidowe itp. nie miałyby żadnego sensu. Jeśli powyższa teoria jest prawdziwa (a bez wątpienia jest logiczna) to obowiązkowych szczepień nie będzie ale oczywiście jak najwięcej ludzi należy zaszczepić, by nie zbuntowali się przeciwko nowym obowiązkom, lecz przyjęli je jako przywilej i przepustkę do grupy nadludzi. Czy większość to kupi? Obawiam się, że tak.

    2. W PL presja nie rosnie. Czynione sa rozne grozne deklaracje i strachy, ale tylko w warstwie werbalnej i jesli ktos nie jest zbyt strachliwy, to mu sie zadnych dokuczliwszych wstretow nie czyni. Ja przynajmniej dotychczas niczego takiego nie doswiadczylem. W moim otoczeniu lemingi szczepia sie albo ze strachu przed wirusem, albo zeby moc bezproblemowo pojechac na wycieczke a enie dlatego, ze im ktos igle na sile wbija w dupe.

      Jesli to wszystko wydaje sie irracjonalne to tylko dlatego, ze tkwimy w mylnym bledzie przyjmujac lansowane w mediach, a falszywe zalozenie, ze chodzi w tym wszystkim o uzyskanie odpornosci stadnej i walke z pandemia. Jesli sie takiego zalozenie nie przyjmie, a zalozy sie, ze chodzi wylacznie o to, zeby jak najwiecej osob z wlasnej i nieznacznie tylko przymuszonej woli pozolilo sobie wstrzyknac nieznana substancje do organizmu, to cala akcja staje sie bardziej racjonalna. Trzeba poczekac jeszcze troche, a na pewno wszystko sie wyjasni. Ja obstawiam, ze w koncu przyjdzie kolejna fala pandemii w trakcie ktorej osoby zaszczepione beda wykazywaly o 1-2 rzedy wielkosci wieksza smiertelnosc, niz osoby niezaszczepione. Oczywiscie nikt tego nie powie wprost, ze umieraja glownie zaszczepieni, tylko w mediach pojawi sie info, ze smierc powoduje kolejna, wyjatkowo zjadliwa odmiana wirusa.

      1. „a falszywe zalozenie, ze chodzi w tym wszystkim o uzyskanie odpornosci stadnej i walke z pandemia. Jesli sie takiego zalozenie nie przyjmie, a zalozy sie, ze chodzi wylacznie o to, zeby jak najwiecej osob z wlasnej i nieznacznie tylko przymuszonej woli pozolilo sobie wstrzyknac nieznana substancje do organizmu, to cala akcja staje sie bardziej racjonalna. ”

        Calkowicie sie zgadzam-niemal wszystko wyglada logicznie i sensownie jesli przyjmiemiy wlasnie zalozenie ze nie chodzi o zadna odpornosc stadna tylko wlasnie ow wstrzykniecie „nieznanej substancji” do organizmu.I to wstrzykniecie wlasnie „bez przymusu i z wlasnje woli”……co jest conajmniej dziwne.Dziwne jest ze tak chca wstrzykiwac „nieznana substancje” i dziwne jest ze ma to byc „z wlasnje woli”.Mozna oczywiscie twierdzic ze to wlasnie „snake oil” a „wlasna wola” jest potrzebna aby uniknac odszkodowan ale jak dla mnie te twierdzenia slabo tlumacza az takie cisnienie zarowno na „szczepienie” jak i na „wlasna wole”.Ktos kiedys to nazwal Covid 1984 i moim zdaniem mial racje-reszta to tylko technikalia.

      2. Zgadza się, do tej pory raczej werbalna, ale na tyle skuteczna że nie muszą robić więcej. „Fryzjer” się zaszczepił bo powiedzieli że jak nie to nie będzie mógł prowadzić jego własnego salonu, 8 na 10 się zaszczepi a tych 2 może dostanie mandat może nie, może w sądzie go odzyska może nie.
        Zastanawia zgodność rządzących i opozycji w kwestii szczepień. Na pewno w Polsce i Włoszech skąd mam informacje od osób które tam mieszkają nie wiem do końca jak w innych krajach ale z tego co czytam to podobnie. W Polsce poza Konfederacją wszyscy zgodni, niesamowite, nikt nie chce zbić kapitału politycznego na stwierdzeniu że to nonsens.
        Też mam nadzieje, że to się rozejdzie, wyciszy że nie mogą z dnia na dzień zmienić narracji bo to kompromitacja ale żeby tak cały świat sfisiował to doprawdy dziwne. Kolejna linia podziału w społeczeństwach również przyniesie efekty w postacji separacji, atomizacji, braku zaufania …, czyli woda na młyn rządzących.

        1. Szczepionka pomaga na Covid. Skutecznie, a dla niektórych tak bardzo, że potem już zupełni nic od życia nie chcą. Dokładnie tak, jak ci których praca uczyniła ich wolnymi od wszelkich trosk.-)

Comments are closed.