Tragedia powstania

Powstanie warszawskie którego 67-mą rocznicę wybuchu właśnie obchodzimy było narodowym wariactwem. Było wariactwem zdesperowanych, doprowadzonych do ostateczności ludzi, z gasnącym promykiem nadziei. Ludzi na granicy  5 letniej mary biologicznego wykończenia przez hitleryzm i początku innej mary która dopiero miała nadejść – okupacji sowieckiej. Tego biologicznego wykończenia elity narodu którego nie zdążył dokonać hitleryzm dokonał w następnych 5-ciu czy 6-ciu latach stalinizm. Z tego co ich czeka, i co czeka kraj po tak zwanym wyzwoleniu od hitleryzmu przez Armię Czerwoną, powstańcy warszawscy musieli zdawać sobie sprawę. Cztery dni przed wybuchem powstania zajęty został przez Armię Czerwoną Lwów (27.07.1944). O tym co tam się działo, po powtórnym przybyciu „wyzwolicieli”, warto poczytać w źródłach. Było to przedsmakiem tego co czekać miało wkrótce cały kraj zajęty przez Sowietów.

Już samo to, niezależnie od naiwnych niewątpliwie rachub kierownictwa politycznego AK, wystarczyło aby porwać za broń i walczyć. Walczyć z desperacją po to aby polec raczej z bronią w ręku niż  zostać zamęczonym w kazamatach NKWD. I polegli,  niepotrzebnie  i po polsku. Kwiat narodu, bez którego naród po latach jest taki jaki jest a nie taki jaki mógłby być.

Ale z perspektywy lat łatwo jest być mądrym. Łatwo filozofować i ferować wyroki. Łatwo udowadniać że znacznie lepiej byłoby przeczekać. Może i by było lepiej. Może nawet dużo lepiej. Może zamiast 200-tysięcznej hekatomby cywilnych ofiar powstania warszawskiego NKWD zamęczyłaby w „śledztwie” po wojnie tylko 20 tysięcy więcej z tych którzy nie polegli? Może Stalin wcześniej wyniósłby się w zaświaty i wcześniej nastałaby odwilż Chruszczowa? Może. Któż to wie?

Ale „może” i wyważone, racjonalne argumenty za- i przeciw są  słabe wobec emocji.  Wobec godności ludzkiej deptanej przez 5 lat. Godności która widzi raz szansę wstania z klęczek i chodzenia, i patrzenia wrogowi prosto w twarz. Choćby miało to trwać tylko 61 dni. Godności która nie chciała być deptana przez następnie 50 lat i która deptana nie była, bo wybrała śmierć raczej z bronią w ręku niż niewolę.  Echo tej desperacji i przykład  nie pozostały bez konsekwencji. Bez tego prawdopodobnie nie bylibyśmy nawet tam gdzie jesteśmy.  Nie byłoby najpewniej Solidarności 1980 i całej reszty.  Nie mówić już o realnej możliwości polskiej socjalistycznej republiki rad, o którą było łatwo w tamtych czasach.

Owszem, powstanie warszawskie okazało się tragedią narodową. Wiemy o tym wszyscy. Owocuje ona innymi tragediami do dziś. Tym na przykład że urzędujący minister spraw zagranicznych kraju w 70 lat po wojnie nazywa je publicznie w ten sposób, kopiując tym żywcem najlepsze wzory propagandy PRL-owskiej. I tym że jako minister nie widzi w tym nic niestosownego. To jest prawdziwa tragedia powstania warszawskiego.

—————————
dygresja historyczna – Ten pierwszy marsz

82 Replies to “Tragedia powstania”

  1. Cyniku! Wzruszyłeś mnie do . . . ! Ten artykuł znalazłem w sieci ładnych pare lat temu. Tak mnie ujął, ze go wydrukowałem i od czasu do czasu czytałem. Jakzesz on jest wyraźny, na tle tego, co sie dziś w Polsce, i nie tylko dzieje.

    1. Dziękuję! Nikt nie będzie niczym rzucał. I nie jest to żadna polemika. Jest to niezwykle ważny artykuł, który przedrukujemy niebawem w całości.

  2. Poczekajmy na najbliższą rocznicę powstania w Warszawskim Getcie i wówczas okaże się, czy minister będzie miał odwagę zaprezentować pogląd o tragedii i bezsensie tego powstania, a rzesze komentatorów przyklasną.
    Zgadzam się z Cynikiem, że minister publikując swoje wpisy nawet na portalu społecznościowym, pozostaje osobą publiczną i musi szczególnie ważyć słowa, nawet jeśli jego pogląd jest taki, jaki jest.
    To jedna sprawa, druga to jaka jest prawda, jak widać, każdy ma swoją, jak w anegdocie o ślepcach opisujących słonia, pewnie wszystkim znana.

    1. rocznicę powstania w Warszawskim Getcie i wówczas okaże się, czy minister będzie miał odwagę zaprezentować pogląd o tragedii i bezsensie tego powstania

      Świetny punkt! I doskonały probierz intencji o co tu tak naprawdę chodzi. Nie chodzi o spieranie się czy PW było narodową tragedią czy nie i dlaczego. Chodzi o to na co sobie pozwolić może publicznie urzędujący minister spraw zagranicznych i o to czy to na co sobie pozwala jest w interesie narodu który reprezentuje czy nie.

Comments are closed.