Lemmingi likwidują się same

Każda prawda przechodzi przez trzy etapy. Najpierw jest wyszydzana, potem gwałtownie zwalczana, a w końcu zostaje uznana za oczywistą.     [Artur Schopenhauer (1788-1860)]



Prawda bodzie. Pod tytułem Niemcy likwidują się same (Deutschland schafft sich ab: Wie wir unser Land aufs Spiel setzen ) ukazała się w Niemczech książka Thilo Sarazzina. Zbliżający się do emerytury Sarazzin, znany polityk SPD i członek rady nadzorczej Bundesbanku, mogąc sobie w końcu pozwolić na szczerość szczerze wygarnął co naprawdę myśli o imigracji islamskiej i o przyszłości Niemiec. 

Wizja Sarazzina jest czarna – obraz kraju z postępująco głupiejącym społeczeństwem, staczającego się powoli ku ubóstwu i ku islamskiej dominacji. Sarazzin wyraża to co myśli   większość (jeszcze)  Niemców i to co myśli większość Europejczyków – że jeżeli Europa nie obudzi się  i nie postawi tamy islamskiemu zalewowi to będzie wkrótce po tej Europie którą znamy. Żadnych przenośni, żadnych upiększeń – gołe fakty.  Ciekawe że najtańszy używany egzemplarz książki Sarazzina kosztuje na Amazon dwukrotnie więcej niż nowy na który trzeba czekać parę tygodni.

Nie potrzeba dodawać że w politycznie poprawnej, rządzonej od lat przez socjalistów Europie jest to od lat temat tabu. Kto ma odwagę coś na ten temat napisać jest od razu klasyfikowany jako element “skrajnie prawicowy” i  jako nie idący z duchem czasu oszołom. A jeżeli do tego jest znanym politykiem, jak Sarazzin, pisze na siebie wyrok banicji i potępienia. Sarazzinowi, w wieku 64 lat, już prawdopodobnie nie zależy na zaszczytach i honorach. Chce jednak aby jego głos był wyraźny i aby dotarł do odbiorców budząc ich z letargu i  wyrywając z okowów politycznej poprawności. Aby zgalwanizował ich do akcji. Chodzi nie o byle co – o zachowanie tożsamości tej Europy którą znamy.  Jeśli Europejczycy się nie obudzą to wcześniej czy później obudzi ich muezzin nawołujący z pobliskiego minaretu na modły. Wtedy na działanie będzie za późno.

To jak igramy z losami naszego kraju zagraża i tak już nadwyrężonej tkance społecznej ojczyzny wzrastającymi napięciami rasowymi i radykalizacją islamskiej młodzieży – pisze Sarazzin. W Niemczech cała armia naukowców oddelegowanych do “integracji” ręka w rękę z socjologami, przedstawicielami rządu i tłumem naiwnych polityków pracuje nad samo-okłamywaniem się, minimalizacją i unikaniem problemu.

Nie chcę aby kraj moich wnuków i prawnuków stał się w przeważającej części islamski, aby w dużych jego częściach porozumiewano się po turecku i arabsku, gdzie kobiety noszą czadory i gdzie rytm życia codziennego ustala nawoływanie muezzina… Demograficznie, olbrzymia rozrodczość islamskich emigrantów stanowi zagrożenie dla równowagi kulturowej i cywilizacyjnej w starzejącej się Europie.

Sarazzin podkreśla że w przeciągu kilku dekad narodowa tożsamość Niemiec całkowicie zaniknie. Pisze dalej: “Socjalne konsekwencje niekontrolowanej migracji były zawsze tabu, nie wolno było mówić o tym że ludzie są różni – intelektualnie bardziej lub mniej uzdolnieni, przedsiebiorczy lub leniwi, z większym lub mniejszym morale, i że edukacja i równe szanse tego nie zmieniły… Gdy tureccy przybysze w trzecim pokoleniu nie mówią poprawnie po niemiecku zaczyna otaczać ich wrogość. Czemu jednak, ktoś może zapytać, inne grupy emigrantów nie mają tych problemów?

Sarazzin uważa że wraz z zanikającym przyrostem naturalnym – mniej niż połowa tego co w latach 60-tych – oraz obniżającym się średnim poziomie inteligencji młodych pokoleń w mieszanych szkołach umiera baza pod pomyślną przyszłość Niemiec. “Zaczynamy już akceptować jako nieuchronny fakt że Niemcy stają się coraz mniejsze i coraz głupsze – nie owija rzeczy w bawałnę.

Nie ulega wątpliwości że Sarazzin ma po prostu rację. Od innych polityków czujących to samo różni go to że ma po prostu ikrę i możliwość powiedzenia wprost tego czego inni się nie odważają. Doniesienia o urodzonych już w Niemczech islamskich młokosach udających się na terrorystyczne obozy szkoleniowe w Pakistanie i Afganistanie pojawiają się codziennie. Meczet w Hamburgu uczęszczany przez zamachowców 9/11 po wielkich przeciąganiach zamknięto dopiero parę tygodni temu,  uznając go za ośrodek anty-zachodniej propagandy wzywającej do aktów przemocy. Studia potwierdzają też tezę Sarazzina że postęp szkolny islamskiej młodzieży jest wolniejszy od ich równieśników natomiast podatność na propagandę przemocy większa.

Nic dziwnego że książka Sarazzina spowodowała w Niemczech szok. I dobrze, być może szok był potrzebny aby otworzyć oczy wielu tym którzy pod wpływem dekad zmasowanego prania mózgów nie zdają sobie sprawy z powagi problemu. Może skłoni Europejczyków do działania bo czasu nie ma za wiele. Na razie politycy niemieccy, zarówno rząd jak i opozycja SPD, reagują zgodnie z przewidywaniami – chodzą po suficie w udawanym gniewie nie mogąc odciąć się dostatecznie ostro od obrazoburcy. Gdyby mogli każdy pewnie wdziałby turban a kanclerzowa Merkel czador byle by tylko pokazać islamitom swoją polityczną poprawność. Każdy wprost dyszy z udawanego oburzenia i domaga się potępienia Sarazzina. Będzie go to prawdopodobnie kosztowało stanowisko w Bundesbanku.

Najwyraźniej do trzeciej fazy Schoppenhauera jeszcze daleko. Ale czas nagli. Wyłom został zrobiony.

podobne wpisy:
Nie dla minaretów w Szwajcarii

———————
dodane 17.09.2010:  Sarazzin zwolniony z Bundesbanku – niektóre rzeczy bardziej przewidywalne od innych…  

©2010 dwagrosze.com

67 Replies to “Lemmingi likwidują się same”

  1. @Anonimowy

    Tym co nas jako cywilizacją morduje, jest podejście podobne do Twojego – szukanie drobnych i nieistotnych podziałów. A bez względu na orientację polityczną, pokolenie ostatniego dużego wyżu demograficznego w historii RP najpierw odwleka wejście na rynek pracy (studia – bo bez mgr nawet prywatne firmy nie chcą rozmawiać) potem musi walczyć w wielu branżach o zdobycie uprawnień (praca do 30stki za marne pieniądze) wreszcie musi mieć na względzie utrzymanie 4 emerytur (państwowej swojej i rodziców oraz wlasnych i rodziców IV filaru) nie mówiąc już o tym, że utrzymanie rodziny na sensownym poziomie przez jedną pracującą osobę jest po prostu bardzo trudne. I to dotyczy wszystkich, bez wzgledu na przekonania…

  2. Sarrazin ma teoretycznie rację.
    Ale gdyby nawet oczyścic Europę z "socjalowych" imigrantów, to wcale to nie oznacza, że wyznawcy islamu w swoich krajach będą się w wolniejszym tempie rozmnażac, a Europejczycy zaczną płodzic więcej dzieci. Zmiany kulturowe w Europie zaszły tak daleko, że posiadanie dzieci dowodzi zacofania, a przecież prawie każdy, tak jak wyborca PO, chce być "europejski" i 'nowoczesny". Gdyby granice terytorium Europy były oficjalnie dla nie-Europejczyków zamknięte, to wcale nie chroniłoby to przed najazdem zbrojnym ze strony wyznawców islamu. Oni się na pewno by przed nim nie powstrzymali. Zwłaszcza po ogłoszeniu decyzji o zakazie imigracji. A Europejczycy nie są skłonni do samobójczych zamachów np. na złoża ropy czy na Mekkę….
    Tak więc Europa tak czy tak upadnie……. Chyba nie wyjścia
    Wielka szkoda

    Pozdrawiam

    Warszawianka

  3. @Para-Site: nie bardzo rozumiem brak akceptacji dla tzw. skrajnego libertarianizmu, ktory pozwala wyostrzyć to spojrzenie.

    No ok, zaczynamy się zbiegać… Jeśli chodzi o skrajny libertarianizm, do którego sam się przyznajesz, to jest kwestia pewnego balansu i przeciągnięcia ludzi przez pewną linię, IMO. Inaczej siedzi się w wysokiej wieży i narzeka na powszechne niezrozumienie. Przyciągnięcie ludzi do pewnych idei odbywa się stopniowo. Owszem, czasem wymaga szoku, w rodzaju naszej wzmianki o legalizacji "drunk driving", co też jest skrajnym libertarianizmem. Ale generalnie fokusem bloga pozostają widziane z libertariańskiej perspektywy szerokie zagadnienia ekonomiczno – finansowe. Trzymanie się skrajnej ortodoksji jest tutaj szczególnie kontra produktywne ponieważ odpychać może dużo więcej potencjalnych adherentów niż ich zjednuje.

  4. @cynik
    Nie chodzi na Twoim blogu, jak zakladam, o uprawianie realnej polityki lecz raczej, sadzac z glownej strony, o probe spojrzenia z libertarianskiej perspektywy na otaczajaca nas rzeczywistosc. Dlatego nie bardzo rozumiem brak akceptacji dla tzw. skrajnego libertarianizmu, ktory pozwala wyostrzyc to spojrzenie. Co ma byc blednego w samej checi maksymalizowania wolnosci jednostki, a co za tym idzie ograniczania panstwa do zera? Bo nierealne? Jak bedziemy sie skupiac na tym co wykonalne, to nie wiadomo gdzie wyladujemy…Ktos juz kiedys wspomianal o prostej i szerokiej drodze, prowadzacej into the heart of darkness…;o)

    Sam broniles sie przed stawianiem simplistycznego pytania "co zrobic z Turkami", a jednoczesnie opowiadasz sie za stawianiem imigrantom wymagania znajomosci jezyka, jakby to mialo cala sprawe zalatwic. Ale czy zgodzilbys sie jednoczesnie na oplacanie z wlasnej kieszeni, w zaleznosci od wielkosci imigracji, mniejszej lub wiekszej armii panstwowych egzaminatorow jezykowych?

    Wracajac do tematu wpisu, uprawianie political philosophy a agitacja polityczna to dwie rozne rzeczy. Sadzac po cytatach z ksiazki i po samym autorze, Sarazzin uprawia to drugie, i dlatego chyba nie dam sie namowic do przeczytania zalow czlonka establiszmentu na konsekwencje jego wlasnych decyzji.

  5. @Para-Site: Absolute property rights pojawia się dosyć często w dyskusjach ze skrajnymi libertarianami… ;-) Nie chcę tutaj robić off-topica i w to wchodzić ale nie ulega wątpliwości że implikowałoby to rozwiązanie zarówno socjału jak i państwa drogą ich zniknięcia. Tylko na ile realne to jest? Wysuwanie skrajnie radykalnych haseł jest niedzwiedzią przysługą dla sprawy libertariańskiej ponieważ nikt nie weźmie ich poważnie.

    Dobrym przykładem jest właśnie ten "niemiecki sługus" w Krakowie. Implikuje on ni mniej ni więcej tylko całkowicie wolną amerykankę na rynku pracy i całkowicie wolny przepływ ludzi w skali już nie Europy ale świata, oferujących swoją pracę za cenę wolnorynkową. Inaczej mówiąc – globalizacja do sześcianu i przewartościowania społeczne na wielką skalę, z 3-m światem zyskującym a zachodem idacym (ekonomicznie) wstecz. Weź jako polityk powiedz ludziom że wywalasz socjał z jednej strony, tniesz podatki z drugiej a z trzeciej jednocześnie otwierasz granice dla wszystkich i jako państwo gasisz światło. Obawiam się że za miesiąc miałbyś tu drugą Somalię… ;-)

  6. @Cynik
    „Nie wiem czemu zamiast kluczyc po "podziale pracy" nie powiedziec prosto z mostu – wpuscimy goscia dopiero wtedy kiedy go sciagnie prywatny pracodawca gwarantujac etat na x lat?”

    Wyobraz sobie na przyklad dajmy na to Monachijczyka, ktory zajmuje sie czyszczeniem przechodniom butow na ulicy. W pewnym momencie dochodzi ten pucybut do wniosku, ze lepszy interes moglby zrobic na brudnych ulicach Krakowa, gdzie zapotrzebowanie na jego usluge jest wieksze niz w stosunkowo sterylnym Monachium. Pomimo wielu staran jest w stanie wypowiedziec tylko kilka “polskich” slow: plac, szyld, cukier, frajer. Pragnalby, a wlasciwie pozostaje mu tylko zatrudnienie sie we wlasnej firmie, gdyz firm tego typu w Krakowie nie ma. Nie spelnia warunkow na legalnego imigranta, a szkoda, bo byla by frajda, przepraszam, radosc z obecnosci germanskiego slugusa, czyz nie ?

  7. @Cynik
    Swego czasu pozwolilem sobie na lakoniczny komentarz na Twoim blogu, stwierdzajacy, ze rozwiazaniem problemu immigracji byloby ustanowienie wlasnosci prywatnej calosci powierzchni ziemi w danym kraju. Spotkalo sie to ze strony kilku komentatorow z brakiem zrozumienia , moze spowodowany wlasnie skrotowoscia mysli.
    Tym razem sprobuje wspomoc sie cytatem:
    “The libertarian society would resolve the entire “immigration question” within the matrix of absolute rights. For people only have the right to move to those properties and lands where the owners desire to rent or sell to them” Rothbard, The Ethics of Liberty.
    Nie wiem przez ile schopenhauerowskich etapow musi przejsc najskuteczniejsze rozwiazanie danego problemu, zeby zostalo uznane za oczywiste. Pewne jest dla mnie jednak, ze stawianie wymagan, a to na znajomosc jezyka, a to na przedstawianie gwarancji na zatrudnienie, to w gruncie rzeczy szkodliwa prowizorka. No chyba, ze komus zalezy wylacznie na samym ilosciowym ograniczeniu imigracji, a nie na plynacych z niej w pewnych warunkach korzysciach.

  8. @Para-Site: A ten, kto nie potrafi sklecic poprawnego zdania, powinien zostac pozbawiony prawa, na przyklad, do glosowania?

    Ależ oczywiście! Na podstawie czego analfabeta może cokolwiek racjonalnie wybierać? Zauważ że problem o którym mówimy w ogóle powstał w wyniku wyborów dokonanych przez bezmyślnych głupków i się teraz obraca przeciwko nim… Prawo wyborcze powinno moim zdaniem być przywilejem tylko tych którzy płacą podatki i proporcjonalne do ich wysokości, przy czym płacenie podatków winno być również przywilejem chętnych a nie obowiązkiem. Dajesz-otrzymujesz-decydujesz. Nie dajesz-nie otrzymujesz-nie decydujesz. Jak w każdej korporacji.

    Imigrant, nawet ten co nie zna zadnego jezyka, nie jest sam w sobie problemem dla nikogo. Problem tkwi w tym, ze rzady swoimi dzialaniami…

    emigrant x 1 może nie jest, ale x 1milion jest ponieważ nie jest już nastawionym na asymilację przybyszem czy czasowym gościem ale członkiem przeflancowanej na obcy grunt grupy etnicznej. Oczywiście że "rzady swoimi dzialaniami…" itd. ale skoro autochtoni mieli prawo wybrać sobie rząd idiotów który do takiej sytuacji dopuszcza to czemu nie mieliby mieć prawa do wyboru innego który wprowadzi odpowiednie poprzeczki dla tych co aspirują aby do nich przybyć?

    Niech sobie imigrant je co chce, ubiera sie jak chce i mowi jezykiem jakim mu sie nie podoba. Grunt zeby uczestniczyl na rynku w podziale pracy

    Nie wiem czemu zamiast kluczyć po "podziale pracy" nie powiedzieć prosto z mostu – wpuścimy gościa dopiero wtedy kiedy go ściągnie prywatny pracodawca gwarantując etat na x lat? Jak ktoś nierozumiejący miejscowego jezyka i noszący spódniczkę z bananów w miejscu pracy będzie bardziej produktywny dla swojego pracodawcy w nowym kraju to oczywiście, niech przyjeżdża!

  9. @Cynik
    Jesliby zatem uznac, ze znajomosc danego jezyka ma definiowac czy ktos, w tym przypadku imigrant, ma do czegos mniejsze lub wieksze prawo, to dlaczego nie rozszerzyc tej zasady na samych tzw. “autochtonow” i nie ustalic, ze ktos kto robi bledy ortograficzne powiniem byc obywatelem z mniejszymi prawami obywatelskimi niz, dajmy na to, prof. Miodek? A ten, kto nie potrafi sklecic poprawnego zdania, powinien zostac pozbawiony prawa, na przyklad, do glosowania? Analfabetow, dysleksykow, gluchoniemych, bez wzgledu na to, czy miejscowych czy przybyszow, nalezaloby sie w ogole w jakis sprosob pozbyc?!
    Jakim przymiotnikiem nazwac, jesli nie durnie-socjalistyczna, polityke imigracyjna panstw, ktora polega na sprawdzaniu od nowych chetnych obywateli nie tylko znajomosci jezyka ale takze historii danego kraju, oczywiscie w wydaniu “oficjalnym”?
    Imigrant, nawet ten co nie zna zadnego jezyka, nie jest sam w sobie problemem dla nikogo. Problem tkwi w tym, ze rzady swoimi dzialaniami i faktem istnienia tzw. panstwowej przestrzeni publicznej zachecaja do imigracji ludzi, ktorzy na danym rynku juz na starcie nie sa i/albo w dluzszej perspektywie nie beda rynkowym partnerem dla nikogo. I nie jest rozwiazaniem tzw. integracja, czyli dopasowanie sie do miejscowej kultury. Niech sobie imigrant je co chce, ubiera sie jak chce i mowi jezykiem jakim mu sie nie podoba. Grunt zeby uczestniczyl na rynku w podziale pracy a nie panstwowymi decyzjami pasozytowal na innych.
    Wydaje mi sie, ze to, czego Ty sie domagasz, to ambiwaletnie skonstruowanej panstwowej regulacji, ktora z “prawem” nie bedzie miala nic wspolnego.

  10. @Para-Site: Nie ma czegos takiego, jak prawo “autochtona” do decydowania o tym, jakim jezykiem powinno poslugiwac sie jego otoczenie, a jakim nie powinno.

    Jeżeli nie ma to tylko dlatego że pod wpływem socjalizmu autochtoni stali się już kompletnymi durniami i importują pół Afryki bez wymagania absolutnie płynnej znajmości języka ICH kraju. Co powinno być wymaganym przez ICH prawo warunkiem pozostania w ICH kraju zanim w ogóle świeżo przybyły zacznie napomykać o swoich prawach.

  11. @futrzak
    “prawa autochtonow sie licza, jak najbardziej. Moga oni robic, co chca, czego najlepszym przykladem jest obecnie projekt ustawy Sarkozego, w/g ktorego imigrantom, do 10 lat od czasu otrzymania obywatelstwa bedzie mozna to obywatelstwo odebrac w momencie gdy stawia zbrojny opor (zrania) przedstawicieli wladzy (np. policji).”

    Jesliby uznac, ze prawa danej osoby “sie licza”, gdy ktos inny dzialalacy niby w imieniu tej osoby bedzie z pozycji sily wymuszal na innych stosowanie sie niby do woli tej pierwszej osoby a w rzeczywistisci bedzie narzucal wlasne “widzi-mi-sie”, to faktycznie prawa wyidealizowango obywatela francuskiego “sie licza” we Francji Sakrozego.

  12. @Cynik
    “Nikt natomiast nie widzi problemu w wymiarze prozaicznych praw autochtonów, wynikających stąd że byli tu pierwsi. Czy to się nie liczy?”

    Przepraszam, ale czego mialyby sie tyczyc te prozaiczne prawa autochtonow? Zeby w ich najblizszym otoczeniu mowilo sie w danym jezyku, a w innym nie? Co to za praworzadnosc, ktora zakazywalaby komukolwiek poslugiwania sie jakims jezykiem?

    Autochton, ktory wysyla swoje dziecko do szkoly, ktora mu np. ze wzgledow jezykowych nie odpowiada, bo na przerwie 80 % uczniow mowi w “drazliwym” dla niego jezyku, powinien zmienic szkole na inna, ktora by mu odpowiadala.

    Nie ma czegos takiego, jak prawo “autochtona” do decydowania o tym, jakim jezykiem powinno poslugiwac sie jego otoczenie, a jakim nie powinno. Stad nie moze byc mowy o naruszeniu prawa, ktore nie istnieje.

  13. "Organizacje religijne sa traktowane na rowni z innymi organizacjami i nie stoja ponad prawem. Ich status mozna okreslic jako prywatne stowarzyszenia wyznajace jakis kult. Panstwo w zaden sposob ich nie finansuje, nie wspiera ani nie faworyzuje zadnej z nich."
    Nie wierze, żeby to wyszło w praktyce ;-)

  14. Na początku barbarzyńcy okradali, łupili Imperium, następnie wracali na ziemie, skąd przybyli. Z czasem, nie wystarczały im grabieże, ale mieli zamiar zasiedlić się na terenie cesarstwa. Gdy pojawili się Hunowie sytuacja się skomplikowała, gdyż ci atakowali inne grupy plemienne, np. Gotów, spychając ich w granice państwa rzymskiego. Wizygoci, czyli część zachodnia Gotów schroniła się więc w Imperium za zgodą ówczesnego władcy rzymskiego- cesarza Walensa. Pozwolono im osiedlić się w diecezji trackiej w 375 roku. Jednak to nie wystarczyło, żeby załagodzić spór z ludami koczowniczymi. Będąc niezadowoleni z traktowania przez władze cesarską wszczęli walki i pokonali wojsko Walensa w 378 roku pod Adrianopolem. Swoje zwycięstwo zawdzięczają oni zbuntowanej ludności prowincji i niewolnikom, którzy mieli spory udział w walkach przeciw Rzymianom. Od tego czasu zaczęły się problemy z Gotami. Kres temu wszystkiemu położył Teodozjusz I, osiedlając barbarzyńców na Bałkanach. W V wieku miała miejsce napaść Wizygotów pod przywództwem Alaryka na Italię. Wówczas w 408 roku barbarzyńcy zajęli Pannonię oraz Norcjum, po czym ruszyli na Rzym. Jednak zrezygnowali z walk, ponieważ otrzymali ogromny okup. Nie na długo Rzymianie cieszyli się spokojem, bo już w 410 r. zgrabili miasto, następnie cofnęli się do Galii. Wówczas stolicę przeniesiono do Rawenny. Imperium Zachodniorzymskie musiało się bronić nie tylko przed najazdami Wizygotów, ale również innych plemion barbarzyńskich, które w owym czasie również postanowiły za przykładem tych pierwszych osiedlać się na terenie cesarstwa. W 406 roku do Imperium przybyli Wandalowie i Alanowie oraz Swebowie. Następnie Wandalowie ruszyli w stronę Afryki. Burgundczycy i Frankowie zaś osiedlili się w Galii, a Ostrogoci zamieszkali Italię. Wojska rzymskie zostały wyraźnie osłabione na skutek najazdów Hunów. Decydującym jednak ciosem dla imperium był najazd Wandalów w 455 r. Zniszczyli oni doszczętnie Rzym, zgrabili nawet świątynie i dzieła sztuki…

  15. Polska między historią a geopolityką Globalny dżihad – Józef Szaniawski
    "Już sto lat temu największy polski pisarz i noblista Henryk Sienkiewicz przestrzegał przed fanatyzmem islamskim m.in. na kartach "Pana Wołodyjowskiego": "Ksiądz Kamiński zaś bił w bęben, jakby na trwogę (…) i taką wreszcie kończył swoją mowę modlitwą: Kościoły, o Panie, zamienią na meczety i Koran będą śpiewać tam, gdzieśmy dotychczas Ewangelię śpiewali". "

    https://tiny.pl/hrxhd

  16. @Futrzak

    > Plus konkretne dzialania
    > panstwa w celu zwiekszenia
    > dzietnosci autochtonow.

    Wystarczy, zeby panstwo wstrzymalo sie z intensywnymi dzialaniami zniechecajacymi autochtonow do posiadania dzieci, a wszystko sie samo ulozy.

  17. @Tresor

    Zapominasz o jednym – w UE nie ma miejsca dla Państw Narodowych. Naczelną zasadą jest wspieranie regionów, kosztem państw.

  18. @cynik:
    prawa autochtonow sie licza, jak najbardziej. Moga oni robic, co chca, czego najlepszym przykladem jest obecnie projekt ustawy Sarkozego, w/g ktorego imigrantom, do 10 lat od czasu otrzymania obywatelstwa bedzie mozna to obywatelstwo odebrac w momencie gdy stawia zbrojny opor (zrania) przedstawicieli wladzy (np. policji).

    Nawet jednak rozszerzone prawa czy ich twarde egzekwowanie nie maja szans z demografia. Nie da sie przeciez nagle kilkuset tysiecy ludzi zamknac w wiezieniach albo deportowac. Zbyt wielkie koszty.

    Przypomnial mi sie tutaj film podlinkowany kiedys u HansaKlossa. Problem nieasymilujacej sie emigracji muzulmanskiej mozna zwlaczyc chyba tylko ich wlasna bronia. Plus konkretne dzialania panstwa w celu zwiekszenia dzietnosci autochtonow.

  19. Prostym sposobem na wychowanie niesfornych imigrantów będzie egzekwowanie prawa . Nie znając języka niemieckiego nie będą znali przepisów prawa . Obcięcie socjału dopełni czary goryczy .

    Krewny pracując w Danii był oceniany pod kątem przydatności . Na 12 pkt otrzymał tylko 7 z powodu … nieznajomości języka duńskiego i nieudzielania się w zebraniach , chociaż w firmie używano angielskiego .

  20. @Futrzek

    > sugerujesz, ze cale
    > obecne prawo w
    > cywilizacji zachodniej
    > ma ufundowanie w
    > chrzescijanstwie?

    Nie wiem czy cale prawo, ale na pewno jego duch.

    > Deklaracja praw czlowieka
    > to nie jest koncept
    > religii, to owoc
    > filozofii oswiecenia, a
    > o tej naprawde trudno
    > powiedziec, ze opierala
    > sie na prawie boskim…

    Mimo wszystko Oswiecenie tez pojawilo sie na gruncie chrzescijanskiej Europy i jest owocem wylacznie zachodniego (czyli chrzescijanskiego) kregu kulturowego. Zwracam uwage na fakt, ze co chrzescijanska Europa zaakceptowala juz setki lat temu do tej pory z trudem przebija sie w innych kulturach.

  21. Jak to co?To samo co robią Niemcy od 65-ciu lat na Śląsku!Zacząć mówić językiem otaczającej większości w tym wypadku polskiej.

  22. @ cynik
    Wywodzimy sie z pnia kulturowego ktory na ogol nie mial wiekszych problemow w kwestiach autochtonicznych… Dotyczylo to po kolei harcow zakonow krzyzowych, nie bardzo dworskich zachowan w stosunku do indian obu Ameryk, czarnej Afryki, czy kwestii palestynskiej, wraz z brakiem historycznej legitymacji dla calej idei Zionizmu. W tej dyskusji wydaje sie ze nie mamy ani pestek moralnych, zeby sobie nimi skutecznie postrzelac, ani tez realnego wsparcia w majestacie boskim. Abstrahujac od faktu ze historycznie sytuacje opisywane przez Pana, choc dotyczyly innych jezykow jak Yidish, Niemieckiego czy Ukrainskiego nie byly wcale takie rzadkie i w Polsce, a swiat kulal sie dalej, wyjsc dla autochtonow jest w mojej opinii kilka. Albo przeniesc sie do innego getta (co masowo nauczyli sie praktykowac Amerykanie), albo nauczyc sie nowego jezyka i kultury i sie zasymilowac, albo sie nie przejmowac, albo wykopac topor wojenny, albo skonczyc z panasocjalem. Wykopywanie topora(u) wojennego oznacza chyba dlugoterminowo ujemna rate of return. Adieu dla socjalu wykonane zawczasu laczy sie z najwiekszymi potencjalnymi korzysciami, a takim nacjom jak Polacy moze uratowac ich jednolicie kulturowa twarz.

  23. @wszyscy:

    Ciekawe jest że wszyscy chyba w tym wątku mówią o konfrontacji i jaką formę miałaby ona przybrać. Nikt natomiast nie widzi problemu w wymiarze prozaicznych praw autochtonów, wynikających stąd że byli tu pierwsi. Czy to się nie liczy?

    Załóżmy że problemem nie jest socjał i nie jest przestępczość ale czysta demografia. Co ma robić autochton posyłając dziecko do szkoły w której 80% równieśników mówi po arabsku? Przyjąć to za normalne? Protestować? Cieszyć się z dodatkowego języka? Nie są jego prawa naruszane?

  24. @cynik:
    ops… faktycznie poplataly mi sie nicki.
    Przepraszam.

    Zgadzam sie, ze starcie z islamem to starcie dwoch roznych cywilizacji, roznych porzadkow. Nie wiem, czy mozliwy jest jakis kompromis.

    @TJL:

    sugerujesz, ze cale obecne prawo w cywilizacji zachodniej ma ufundowanie w chrzescijanstwie? Deklaracja praw czlowieka to nie jest koncept religii, to owoc filozofii oswiecenia, a o tej naprawde trudno powiedziec, ze opierala sie na prawie boskim…

  25. Rok 2050. Dwóch policjantów zatrzymuje na autostradzie pod Berlinem kierowcę.
    – Patrz Ahmed, mówi jeden do drugiego, jakie śmieszne nazwisko: Shmidt.

Comments are closed.