JAK PRZEŻYĆ I PROSPEROWAĆ
POMIMO PAŃSTWA, SOCJALIZMU I KRYZYSU

Metale szlachetne


Aktualne ceny spot, 24h
1 oz = 31.1 g

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]


[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

Indeks akcji złota HUI, 6m
[chwilowe problemy w podawaniu indeksu HUI]

Rynki dzisiaj





Archiwa 2GR

Nasi znajomi

Autor: cynik9 - 30.03.07

Tarcza rakietowa na kartki?

czyli polski scenariusz na peak-oil

Niedawno wzięliśmy na klepisko do zwyczajowej na tym blogu młócki intrygujący temat – tworzenie nowych struktur bezpieczeństwa na wypadek kryzysu, od rządowego centrum kryzysowego, poprzez wojewódzkie w doł aż po gminy. Co wydało się nam dziwne była sama konstrukcja nowego ciała która zdawała się dublować istniejące przepisy i ustalenia dotyczące stanów wyjątkowych. Co dziwniejsze, z tego co do puszcz i krzaków pojezierza Drawskiego z wielkiego świata dociera, nikt w mediach tego tematu dalej nie zgłębiał. A szkoda, przecież cepów tam chyba nie brakuje…

Obecnie snop światła i być może ziarno prawdy o tym o co może chodzić w tym wszystkim rzuciła Gazeta Wyborcza, wykrywając sensacyjnie że rząd po cichu drukuje kupony na benzynę. Wprawdzie z sensacjami Gazety Wyborczej należy być ostrożnym bo z każdej lubi zrobić przynajmniej trzy inne, ta jednak ma w sobie nutę sensu. Zwłaszcza że możemy zawczasu przyzwyczaić wzrok do tego co nas może czekać:

Oficjalne tłumaczenia że każdy rząd ma określone procedury i rutynowo drukuje bony na benzynę na wszelki wypadek brzmią przy tym trochę nieprzekonywująco. Chociaż, w teorii, wszystko jest oczywiście możliwe. Może inne rządy, po cichu, też drukują bony na benzynę. Nie mają jednak pod bokiem czujnej GW aby to wykryła.

Tak czy inaczej, wygląda na to że nasza zagadka sprzed miesiąca jest w połowie rozwiązana – rząd najwyraźniej boi się braków ropy i przygotowuje racjonowanie. Wyjaśniałoby to odrębną strukturę omijającą postanowienia o stanach wyjątkowych oraz jej wertykalną organizację aż do poziomu gminy. Istotnie, trudno wyciągać wojsko na ulice i ogłaszać stan wyjątkowy po to aby przez miesiące czy lata sprawdzało kupony i pomagało rozlewać benzynę w kanistry. Że pominiemy tu już pewne skojarzenia historyczne… Pozostaje jednak nie mniej intrygująca pierwsza część zagadki – co mogłoby spowodować konieczność owego racjonowania benzyny którego obawia się rząd?

Biegli w temacie zbliżającego się szczytu światowego wydobycia ropy z pewnością wskażą krótko: peak oil. Jednak peak oil na razie jeszcze nigdzie nie uderzył, chociażby umiarkowanie panikując masy i tworząc kolejki w stacjach benzynowych. A władze tego kraju niekonieczne są znane ze śmiałych, proaktywnych pociągnięć. Zresztą podołanie wyzwaniom jakie niesie ze sobą powoli zbliżający się koniec taniej ropy wymaga wizji i przywództwa które patrząc na obecny rząd ciężko sobie jakoś wyobrazić . Szczerze mówiąc, wydaje się mocno wątpliwe czy ktokolwiek tam wogóle słyszał o peak oil. Już prędzej chyba o rape oil [rape = ang. rzepak] ;-). Ale i z tematem rape, jak się zdaje, jedynie ekipa Samoobrony ma jakieś doświadczenia… ;-). Trudno się więc spodziewać by zajęty lustracją i życiem poczętym rząd antycypował światowe problemy energetyczne za ileś tam lat i obmyślał środki zaradcze.

Z kolei rzesze entuzjastów jeszcze jednej awantury bliskowschodniej, tym razem ataku na Iran, wskazują na możliwość przyjacielskiej sugestii zza oceanu. Hej, chłopcy, złapcie trochę ropy do wanny bo zanim naszym boys uda się spowrotem poodkręcać kurki pozakręcane przez ajatollahów może upłynać jakiś czas! Byłby to rzeczywiście bardzo przyjacielski gest. Nie widać jednak aby był dzielony z kimś innym w Europie, a nie brak tam przecież państw ważniejszych dla Waszyngtonu niż nasz skansen nad Wisłą. Masowego drukowania kuponów na benzynę jakoś się tam nie stwierdza.

Zresztą mimo wojennej retoryki sam napad na Iran w świetle zaangażowanych sił też nie wydaje się przesądzony. Wprawdzie z obecną administracją amerykańską nigdy nic nie wiadomo, ale eksperci sądzą że konfrontacja wymagałaby sił większych niż zgromadzone. Biorąc pod uwagę niedawne trudności w zorganizowaniu 5 minutowej audiencji dla prezydenta tego kraju w Waszyngtonie należy również wątpić czy George W. wogóle zawracałby sobie głowę dzwonieniem do Wwy z takim drobiazgiem. (Wolska, Wolska, jaki to kod dostępowy? :-)). A nawet gdyby, to wątpliwe czy by na tę okazję chciał się douczać polskiego, bo przecież w mowie Shakespeare’a raczej by się ze swoim odpowiednikiem nie dogadał. Więc i hipoteza irańskiej wskazówki też chyba raczej odpada.

Pozostawałaby zatem możliwość trzecia – wtłaczana przemocą w gardło opornemu narodowi tarcza rakietowa. Co może mieć wspólnego tarcza z ropą? Ano, całkiem sporo. Może się bowiem okazać że Rosjanie będąc diabłami wcielonymi nie są równocześnie, wbrew stereotypom, kompletnymi idiotami. A tylko przy tym założeniu można się spodziewać że przy szachowaniu ich strategicznego potencjału nuklearnego tarczą rakietową, co jak twierdzą jest jej właściwym przeznaczeniem, będą w nieskończoność pompować ropę do nieprzyjaznego sąsiada. Chętnych na ropę nie brakuje i będzie ich szybko przybywało na pęczki, po każdej cenie.

Wiedzą też że jak pół wieku temu sami usiłowali wyciąć podobny numer adwersarzowi rozmieszczając swoje rakiety na Kubie, Wuj Sam się tak wkurzył że zamknął Kubie ropę na pięćdziesiąt parę lat – do dziś. Więc przy odwróconej sytuacji trudno się spodziewać żeby sami nie wykorzystali starego scenariusza. Powstaje więc pytanie czy tym czego najbardziej obawia się rząd nie jest czasem perspektywa zakręcenia kurka z ropą przez Rosjan, jako możliwa retorsja za tarczę rakietową?

O ile tak rzeczywiście jest to obawy rządu mogą się okazać w pełni uzasadnione. W końcu tego typu reakcja Rosjan na zmieniającą balans sił nuklearnego odstraszania tarczę rakietową i na nową zimnowojenną konfrontację zainicjowaną jednostronnym skreśleniem przez USA traktatu rozbrojeniowego Start II i Anti-Ballistic Missile Treaty (w 2002) nie byłaby pozbawiona pewnej logiki. Inną przewidywalną konsekwencją tarczy będzie prawdopodobnie wycofanie się Rosjan z układu rozbrojeniowego INF i ponowne rozmieszczenie rakiet nuklearnych krótkiego i średniego zasięgu. Byłoby to dla nas wysoce niefortunne bo podpisany w 1987 r. układ INF właśnie arsenały tych broni po obu stronach całkowicie wyeliminował. Dało nam to okres kilkunastu lat w którym Polska nie była praktycznie w polu rażenia żadnej broni atomowej. Rośnie pierwsze od wojny polskie pokolenie niezagrożone widmem zakładnika w nuklearnej konfrontacji między mocarstwami. Tarcza rakietowa, oficjalnie sprzedawana jako antidotum na nieistniejące irańskie rakiety balistyczne, ma zatem realną szansę to diametralnie zmienić, sprowadzając na nas od nowa cień setek rosyjskich atomówek. Ciekawe jakiej ceny za to będzie domagał się rząd?

Niebezpieczeństwo widzą wszyscy z wyjątkiem tych co, zdawałoby się, powinni być najbardziej zainteresowani. Ostatnio nie kto inny jak wysoki przedstawiciel ds. unijnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Javier Solana przestrzegł że “..budowany przez Stany Zjednoczone system tarczy antyrakietowej … może zaszkodzić stosunkom UE z Rosją“. Oczywiście że zaszkodzi, z tym że “szkodzić” to dyplomatyczny eufemizm. Byłemu sekretarzowi generalnemu NATO nie wypada powiedzieć publicznie wprost że skreślenie INF i ponowna konfrontacja z Rosją tym razem ma potencjał rozpadu Paktu Północnoatlantyckiego.[1] Europa zachodnia bowiem, w odróżnieniu od części wschodniej, ma przede wszystkim interes w konstruktywnej współpracy z Rosją, w szczególności w zapewnieniu dostaw ropy i gazu. Wątpliwe aby dała się wciągnąć w ponowne rozmieszczanie Pershingów w odpowiedzi na SS-20 i w stymulowaną przez przemysłowo-wojskowe lobby w USA nową zimną wojnę.

Mimo drukowania bonów na benzynę rząd jednak nie ma chyba powodu do obaw. Z pewnością wszystkie konsekwencje ściągania sobie na głowę tarczy dokładnie zawczasu przeanalizował i policzył. Wie więc że flota tankowców USA stoi gotowa by w razie zakręcenia kurka przez Rosjan niezwłocznie zapewnić zastępcze dostawy ropy z Bliskiego Wschodu przez Bałtyk do portu północnego. Chodzi oczywiście o naszą ropę z dawno już obiecanych kontraktów w Iraku. Chyba nie ma też powodu wątpić że taka sojusznicza pomoc będzie mniej skuteczna niż długoletnia kroplówka dla Kuby zapewniana w podobnych okolicznościach przed pół wiekiem przez tankowce radzieckie. I że niepotrzebnie wydrukowane kartki na benzynę będzie można spokojnie spalić w kominku.

A co gdyby rząd się jednak w czymś przeliczył? Wtedy możemy mieć naprawdę duży kłopot. Bo aby wymóc na Wielkim Bracie rekompensatę za straty ponoszone z tytułu jego tarczy rakietowej wymagana audiencja może wymagać dużo więcej niż 5 minut. A pozbycie się raz zainstalowanej tarczy rakietowej, jak i ponownego cienia rosyjskich atomówek, znowu zajmie parę pokoleń.

[1] 4.04.2007 – małego przykładu na poparcie hipotezy roboczej w tym tekście że Rosjanie mogą mimo wszystko nie być kompletnymi idiotami dostarcza wiadomość w Gazecie Prawnej z 4 kwietnia, wg której zdaniem szefa rosyjskiej dyplomacji, Ławrowa, “żadnych jednostronnych posunięć w sferze obrony przeciwrakietowej nie można oceniać inaczej, jak ‘przygotowań do spowodowania rozłamu w Europie“. Jakiż to rozłam w Europie mogą widzieć Ławrow, Solana i wielu inni, a nie mogą dostrzec zaślepieni zwolennicy ściągania sobie tego strupa na głowę? Ano taki że się kiedyś obudzą ze swoją tarczą, ale bez NATO które tarcza rozsadzi wcześniej od środka. Za to z rosyjskimi atomówkami spowrotem na wyrzutniach. A brak benzyny będzie tylko małym urozmaiceniem.

©2007cynik9

Share

1 komentarz do: Tarcza rakietowa na kartki?