Obok wielu podobieństw, takich chociażby jak długowieczność kadencji, dinozaury i Komisja Europejska wykazują także pewne różnice. Główną z nich jest intelektualna wyższość dinozaurów nad KE.

Niewielki móżdżek dinozaurów nie pozwalał im zapewne na wymianę bardziej skomplikowanych treści. Dalekie były jednak też od jakiegokolwiek ich cenzurowania. Wiedziały że ktoś, kiedyś może wyjść z jakimś First Amendement, czy innym wariactwem, a wtedy nie przejdą do historii w zbyt korzystnym świetle. W odróżnieniu od nich KE wprowadziła rozległą cenzurę internetu swoim DSA – Digital Services Act, narzucając go odgórnie swoim posłusznym wasalom. Cenzurze podlegają wszystkie treści które KE uzna za zakazane do publicznego powielania.
Nigdy też nie znane z przesadnej inteligencji dinozaury nie były aż tak głupie aby wyreżyserować swoje własne odejście. Wziął to na siebie wielki meteoryt który je wykończył, co uznane może być za wypadek przy pracy. W odróżnieniu od dinozaurów, KE pod przywództwem von der Leyen działa aktywnie w kierunku samozagłady, ze wszystkimi tego imponderabiliami. Weźmy chociażby serię dwudziestu kolejnych pakietów „sankcji na Rosję”, każdy o podobnej, zerowej skuteczności, i każdy mający na celu odseparowanie EU od Rosji, w tym odcięcie bloku od jakiejkolwiek szans na dostęp do taniej, obfitej energii. Nie wiadomo czy ta kiedykolwiek przyjdzie, zwłaszcza z OZE. Jasne jest jednak że przyjść może wyłącznie ze wschodu.
Bez taniej i obfitej energii EU skazana jest na niebyt – polityczny, gospodarczy i społeczny. Będzie to wynik konkurencyjnego handicapu i nieuchronnego procesu deindustrializacji, nabierającego obecnie tempa. Kompania w EU z energochłonną produkcją, której rachunki za energię wzrosły trzykrotnie, nie ma innego wyjścia jak tylko albo się zamknąć albo wyemigrować. Chiny i Ameryka tylko na to czekają, zacierając dłonie i rozkładając czerwony dywan ulg i zachęt. Prowadzić to będzie do utraty dawnego statusu i znaczenia bloku i do jego ewolucji w rodzaj skansenu, odwiedzanego być może przez wycieczki bogatych Azjatów, ale niewiele więcej.
Już samo to że EU pod von der Leyen od lat stoi gospodarczo w miejscu, oddając pole rozwijającym się znacznie szybciej zarówno Ameryce jak i Chinom, powinno zaalarmować masy dawno temu. Erozja własnego przemysłu – podstawy dobrobytu i motoru postępu, EUro-wariacje klimatyczne czy tęczowe oraz podmiana populacji na masowo importowanych „inżynierów i lekarzy” z Afryki, prowadzi do katastrofy na skalę kontynentu, na odwrócenie której już wkrótce będzie za późno.
Jeżeli coś w tym zdumiewa to tylko pasywność mas i brak refleksji nad konsekwencjami tragicznych rządów eurokołchozu pod von der Leyen. Tam gdzie dawniej spodziewać się można było masowych protestów populacji, ruchów rewolucyjnych czy puczu wojskowego, wielu znaków protestu nie widać. Wyjątkiem są może tylko pojawiające się sporadycznie protesty chłopskie, zbyt anemiczne jednak aby usunąć von der Leyen i wymusić na EU zmianę samobójczego kursu. Trudno jest nawet dostrzec ślady zrozumienia tego do czego rządy von der Leyen doprowadziły cały blok i jaka jest skala czynionych przez nią szkód.
EU von der Leyen niszczy wszystko to co stanowiło istotę Europy i co czyniło kontynent atrakcyjnym miejscem dla życia i dla wychowania dzieci. Niszczy nasz przemysł, nasze tradycje, nasze rolnictwo, nasz poziom życia, nasze wolności obywatelskie. Każdy CEO kompanii przegrywającej tak jaskrawie do konkurentów jak EU zostałby wywalony z miejsca na najbliższym WZA. Ale w KE obowiązują inne standardy osiągów i ocen.
Globalistyczne elity trzymając się kurczowo władzy przekształcają dawny blok wolnego handlu w scentralizowanego totalitarnego molocha, naruszającego wolność ekspresji i ingerującego w procesy wyborcze w prowincjach. Nic dziwnego że administracja Trumpa, zniesmaczona goebbelsowską cenzurą w unijnych środkach masowego przekazu do czego sprowadza się DSA, zabroniła globalistycznym autorom tego projektu wjazdu do USA. Totalitaryści w rodzaju byłego komisarza EU T. Brettona nie mają czego szukać w kraju w którym First Amendment stanowi rodzaj religii. W przygotowaniu jest strona freedom.gov rządu USA instruująca EU-ropejczyków jak ominąć unijną cenzurę T. Brettona i von der Leyen i jak dotrzeć do tych treści których KE chce swoim poddanym zabronić.
Szalejąca cenzura DSA narzucana jest także operującym w EU mediom amerykańskim. Okładany wieloset milionowymi karami za obronę wolności w internecie Elon Musk, właściciel X, odmówił współwspółudziału w cenzurze DSA. Zagroził całkowitym usunięciem używanej przez 320 milionów Europejczyków platformy z przestrzeni EU. Dzięki Muskowi EU-ropejczycy mogli dotychczas bez cenzury wentylować swoje poglądy i zapatrywania, w kontraście do klientów Apple, Google czy Mety (What’s Up) które wcześniej skapitulowały pod dyktatem von der Leyen.
Ameryka nie jest ideałem. W tej konkretnej sprawie wolności ekspresji i podstawowych swobód obywatelskich ma całkowitą rację. To tu, na wolności słowa, wszystko się zaczyna albo wszystko się kończy. Tylko końska medycyna, w rodzaju wstrzymania dostępu do popularnej platformy czy wymuszenia na dawnym „sojuszniku” alternatywnych metod dotarcia do treści których pragnie on zabronić poddanym, może pomóc masom oprzytomnieć i zacząć przynajmniej zadawać pytania. A pytań może być wiele, zwłaszcza gdy 320 milionów użytkowników X zacznie pytać „gdzie się podział mój X?” i „czemu został usunięty?”.
Jeśli do tego Musk odłączy EU-ropie Skylinka będzie jeszcze weselej, bo pytań będzie dużo więcej…