Na ile bezpieczne jest trzymanie fizycznej gotówki we franku szwajcarskim, w porównaniu do złotego polskiego? A no, wg tego kalkulatorka różnica może być całkiem spora, zależnie od zakresu czasowego. Załóżmy że w styczniu 2007 Jan w Warszawie wkłada 1000 złotych polskich do szuflady i zamyka ją na długo. To samo w tym samym czasie robi Heinz w Zurychu ze swoim banknotem 1000 franków. W grudniu 2025 obaj panowie otwierają swoje szuflady, wyjmują swoje pieniądze i idą na miasto trochę za nie poszaleć.
| CPI Polska | CPI Szwajcaria | |
| Całkowita inflacja | 92.96 % | 9.44 % |
| Korekta inflacyjna | 1929.56 | 1094.36 |
| Siła nabywcza | 518.25 | 913.78 |
No i co? Jana czeka mały szok! Aby kupić w grudniu 2025 w Warszawie te same rzeczy które w styczniu 2007 mógł kupić za 1000 zł Jan musi wyłożyć teraz 1929.56 złotych – prawie dwa razy tyle. Siła nabywcza jego polskich papierków spadła w tym okresie prawie o połowę! Aby natomiast w grudniu 2025 kupić w Zurychu te same rzeczy jakie mógł tam kupić za CHF1000 w styczniu 2007 Heinz wyłożyć musi teraz tylko 1094.36 franków. Siła nabywcza jego zamkniętych w szafie franków spadła przez te same 18 lat jedynie o około 8%.
Trzymanie w szufladzie papierowej gotówki nie jest generalnie najbardziej polecaną metodą na zachowanie siły nabywczej. Robienie tego w złotym polskim prowadziło jednak do jej dewastacji, podczas gdy we franku szwajcarskim strata była relatywnie niewielka. Gdyby na początku 2007 Jan za swój 1000 zł nabył po kursie 2.40 zł sumę 416.67 franków i je, zamiast złotych polskich, przechowywał w szufladzie, jego sytuacja byłaby dużo lepsza. Franki te w końcu grudnia 2025 mógłby po kursie 4.30 zł wymienić z powrotem na 1791.67 złotych polskich i z tym poszaleć znacznie skuteczniej!

Celem tego ćwiczenia nie jest propagowanie bezterminowego siedzenia wyłącznie w gotówce jako metody inwestycyjnej. Jest raczej podkreślenie dwóch istotnych rzeczy. Raz, że gotówka gotówce nie jest równa i że jeśli chcemy zachować maksimum siły nabywczej to frank szwajcarski będzie bezkonkurencyjny. Gwarancji wprawdzie na nic nie ma, ale są przekonujące dane historyczne i oparte na nich prawdopodobieństwa. I dwa, segment gotówki w zrównoważonym portfelu inwestycyjnym, mimo uzasadnionych obaw o inflację, ma istotne znaczenie. Nie jest tak że gotówka to czysta strata i że koniecznie trzeba ją jakoś „zagospodarować”. Owszem, inflacja z czasem segment ten nieco uszczupli, przy czym franki zachowają wartość lepiej niż złote. Ale najważniejsze w tym jest aby rolę segmentu gotówki w portfelu inwestycyjnym widzieć właściwie – nie w kategoriach straty inflacyjnej lecz jako opportunity cost (koszt szansy). Wejście bowiem w każdą inwestycję, a w szczególności w najbardziej atrakcyjne „okazje” jakie się zawsze trafiają, wymaga bezpośrednio dostępnej gotówki. Nic inwestorowi po najlepszych okazjach kiedy do ich uruchomienia musi w trybie awaryjnym odładować szereg innych pozycji w portfelu, w tym mało płynnych i po nie najlepszych cenach. Mówiąc krótko – to co straci w gotówce na inflacji zrekompensuje z okładem mogąc kupić inne aktywa po okazyjnych cenach i zyskać na ich aprecjacji.
Powyższe dotyczy jednak głównie inwestora rozumiejącego jak to wszystko działa i autentycznie w coś inwestującego. Ktoś kto panicznie boi się że inflacja zje mu bezpowrotnie „oszczędności życia” widział będzie wszystko tylko z perspektywy defensywnej. W takich przypadkach plik franków szwajcarskich pod poduszką da mu prawdopodobnie więcej spokoju niż plik złotych polskich. O złocie może lepiej zapomnieć bo przy pierwszym lepszym zawirowaniu rynkowym dostać może zawału… 😉
P.S. Obok oczywistego ryzyka kursowego, z trzymaniem gotówki we franku szwajcarskim poza Szwajcarią łączy się także
specyficzne, mało znane ryzyko wymiany. Narodowy Bank Szwajcarii uprawia mianowicie politykę okresowego rolowania banknotów. W obiegu znajduje się najczęściej nie jedna ale dwie pełne serie banknotów. NBS może dodawać do tego miksu równolegle banknoty jeszcze jednej, najnowszej serii, w tempie jednego nominału co pół roku. Jednocześnie banknoty serii najstarszej mogą być wycofywane, również stopniowo i bez pośpiechu. Bank anonsuje jedynie z wyprzedzeniem kilku lat kiedy cała seria definitywnie utraci status legal tender, to jest do kiedy musi zostać w pełni zastąpiona nowszymi banknotami. W praktyce więc konieczności maszerowania do najbliższego banku kantonalnego i wymiany jednych banknotów na drugie raczej nie ma, choć jest to gwarantowana wszystkim możliwość.
Szwajcarom ta luźna polityka stopniowej wymiany banknotów najwyraźniej nie przeszkadza. W kłopotliwej sytuacji może ona jednak postawić zagranicznych inwestorów, trzymających swoje środki w gotówce frankowej danej serii. O ile nie wymienią oni swoich banknotów fizycznie przed datą upływu ważności tej serii to mogą oni znaleźć się w sytuacji posiadacza papieru którego w ich kraju nikt, łącznie z bankami i innymi instytucjami finansowymi, nie będzie chciał ani przyjąć ani wymienić, względnie zrobi to przy zaporowej, paskarskiej marży. Problem ten naświetlaliśmy w TwoNuggets Newsletter w przeszłości i ponownie powracamy do tej tematyki w ostatnim numerze. Okazuje się bowiem że zagraniczni posiadacze franków szwajcarskich dwóch specyficznych serii mogą obecnie mieć dokładnie ten właśnie problem.
Drogi Cyniku, witamy ponownie wśród żywych 😉
Już się martwiłem że coś się z Panem stało,
ale tak raz na tydzień z przyzwyczajenia zerkałem na bloga.
Rozumiem istotę artykułu, frank dużo lepiej zachowuje siłę nabywczą
w lokalnej gospodarce.
Ale załóżmy alternatywną sytuację, 2007 rok. Pan Heinz w Zurychu
wkłada 1000 franków do szuflady. A Pan Jan z Warszawy też ma trochę
oleju w głowie i też wkłada 1000 franków a nie złotych do swojej szuflady.
Przychodzi ten 2025 rok. Pan Heinz wyciąga z szuflady swoje 1000 franków
i okazuje się że one nie są już banknotami obiegowymi,
mały problem, sobie podrepcze do kantonalnego banku i wymieni to od ręki.
Gorzej ma Pan Jan z Warszawy. Bo on tego lokalnie już nie wymieni,
może z dużą stratą. Pewnym pocieszeniem może być że mimo paskarskiego kursu
frank zachował większą siłę nabywczą bo Pan Jan kupował go po 2 zł z groszami. Ale co jeżeli Pan Jan teoretycznie schował w szufladzie np. 20 000 franków ?
Wówczas może mu się opłacać wycieczka do pięknej Szwajcarii,
na którą Pan Jan nie koniecznie musi mieć czas czy chęci.
A podaje ten alternatywny przykład bo mnie spotkała podobna historia.
W 2017 roku spieniężyłem nieruchomość, popakowałem się w metale,
jakiś remoncik, kupiłem też około 6000 franków w gotówce jako
taki bufor do szybkiego odmrożenia.
I niefart był taki że nie wiedziałem że wchodzi seria 9.
Kupiłem więc nieświadomy banknoty serii 8. Podobnie zrobił
znajomy na podobną kwotę.
No i gdzieś koło roku 2021 czy 2022 przypadkiem dowiedziałem
się że te banknoty zostały zastąpione i nie są już honorowane.
Jak już się zorientowałem to w rodzimym Olsztynie nie dało
się tej makulatury wymienić, w Warszawie się dało ale ze
stratą 35-40 groszy. W Polsce został ostatni kantor w Krakowie
który wymieniał te banknoty ze stratą tylko kilku groszy.
Jako że owych „przeterminowanych” franków było sporo to
warto było się pofatygować.
Zirytowany kolega wymienione franki w drodze powrotnej
w Warszawie zamienił na złoto po cenie trochę ponad 7 000 zł.
Dziś jest z tego bardzo zadowolony. Nowe roczniki „liścia”
nie anulują wartości starych roczników 😉
1. Już się martwiłem że coś się z Panem stało – dziękuję bardzo, w porządku. Trochę jak Pan Bóg który przekonawszy się o całkowitej bezsensowności pierwszego potopu dał sobie spokój z drugim… cynik9 też miał lukę motywacyjną w pisaniu… ;-D
2. Dzięki za relewantny przykład z życia. Szwajcarski system rotacji banknotów wygląda mi na nieco chaotyczny i zasadniczo mało potrzebny. Może być do tego dla niektórych dosyć uciążliwy. Tym niemniej jest lepszy niż inna metoda rotacji: rozcieńczanie wszystkiego do zera, stosowana przez inne banki centralne…
3. Wycieczka do CH nie byłaby jakąś wielką uciążliwością, zwłaszcza że nic nie przepada, tyle że trzeba z większą sumą nieraz jeszcze wrócić, i to może być bardziej problematyczne…
Szwajcarski system rotacji banknotów pewnie po to właśnie jest, żeby był uciążliwy dla cudzoziemskich kolekcjonerów szwajcarskiej gotówki. Mnie np. skutecznie odzwyczaił od chomikowanie CHFów.
„Trochę jak Pan Bóg który przekonawszy się o całkowitej
bezsensowności pierwszego potopu dał sobie spokój z drugim”
Tak, rozumiem, ja też próbowałem edukować i rezultat był słaby,
ale dzięki temu odcedziłem ludzi pozornie inteligentnych od inteligentnych 😉
Pana wpisy oprócz wartości dydaktycznej niosą też sporą dawkę
cynicznego humoru którego na pewno paru osobom brakuje.
„Szwajcarski system rotacji banknotów wygląda mi na nieco chaotyczny i zasadniczo mało potrzebny. Może być do tego dla niektórych dosyć uciążliwy.”
Ja mając te banknoty serii 8, dokładnie im się przyjrzałem.
Na moje oko były dużo lepiej zabezpieczone od PLN czy USD.
Więc „przymusowa” wymiana na nowszy wariant mnie zdziwiła.
Może atrakcją franka ma być również ów system zabezpieczeń.
W dawniejszych czasach takiego dolara fałszowano dość często,
o fałszowanych frankach nie słyszałem.
„Wycieczka do CH nie byłaby jakąś wielką uciążliwością”
Tak, ale trochę strach jechać z większą gotówką, a co dopiero
lecieć gdzie np. na lotnisku ktoś może zacząć zadawać niewygodne pytania…
Poza tym mogą być inne przeciwskazania, np. „Pan Jan z Warszawy”
może być w sędziwym wieku. Więc jednak może to być pewien kłopot.
Tak jeszcze apropo papierowej waluty i jej trwałości,
przypomniała mi się taka anegdotka z przeszłości mojej dalszej rodziny.
Jakoś w okolicach I wojny dwóch braci wyjechało do USA na kilkanaście lat.
Dorobili się tam trochę i zjechali na kresy.
Kupili dom, SAMOCHÓD, królowie życia po prostu.
Część gotówki tymczasowo zachomikowali w … piecu. I zakazali gospodyni
używać tego pieca. Nie było ich w domu, gospodyni jak to kobieta
rządziła się swoją logiką i piec odpaliła. I z banknotów został popiół.
Moja puenta tej historii jest taka – co by było gdyby oni przywieźli i
schowali tam obiegowe złote monety dolarowe ?. Popularne w tamtych czasach przecież.
Podejrzewam że nawet stopione monety są bardziej wartościowe od popiołu 😉
Ale to już moja spiskowa teoria odnośnie pieniądza/waluty.
Podejrzewam że nawet stopione monety – jest takie coś co się nazywa teoria pożaru, z czego wynika że złoto wysokokaratowe (22-24) z temperaturą topnienia 1064 deg powinno przetrwać znakomitą większość pożarów „rezydencjalnych” w stanie nienaruszonym. Temperatura tam podchodzi wprawdzie w pobliże ale na ogół nie przekracza tego poziomu. Potwierdzają to moje obserwacje z autopsji – z książki która uległa całkowitemu spaleniu w czasie pożaru pozostała nienaruszona złota spinka do oznaczania stron. Do stopienia złota potrzeba generalnie pożaru „specjalnego”, jak materiały przemysłowe, chemikalia, węglowodory czy struktury tunelowe wszelkiego rodzaju. Ci którzy chcą pewności powinni skorzystać z platyny…
Dokładnie, ja sam na Podlasiu opalam się starym piecem kaflowym akumulacyjnym na drewno. czasem trochę węgla dorzucę ale ostrożnie. Takie piece nie są stworzone aby „grzać je na maxa” bo popękają kafle, fugi, piec się morze wybrzuszyć.
Opala się stopniowo, powoli, należy dać kaflom i szamotowi czas na zakumulowanie energii cieplnej którą później piec powoli odda jak się równomiernie nagrzeje oraz następnie po wygaszeniu paleniska i zamknięciu szyberów (czyli zwykle na noc).
Temperatura w takim piecu powinna się zamykać w kilkuset stopniach. Zależy od pieca ale myślę ze 600-800 max jak ktoś ma dużo szamotu i to w palenisku samym.
Więc myślę że nawet blisko samego paleniska monety przetwały by w całości,
a nawet jakby się zmieniły w ” stopioną breję” to bez problemu każdy złotnik
by to przerobił. O tym aby coś „odparowało” w tej temperaturze nie ma mowy.
…..zawsze jest zasada żeby kupowac nowe serie banknotów chf i śledzić informację banku centralnego swiss kiedy nastąpi zmiana banknotów żeby przed czasem wymienić np na pln , pozdrawiam
Nie jest to takie proste. W praktyce rzadko jest opcja wybrania banknotów tej czy innej serii, a śledzenie dat wymiany też nie jest specjalnym priorytetem dla wielu. Tym bardziej że rzadko który kraj wymienia swoją gotówkę tak często… 😉 Dla Szwajcarów ponadto nie jest to żaden priorytet bo rzecz odbywa się niejako automatycznie.
AI podaję że nowa seria banknotów chf zostanie wprowadzona najwcześniej w 2031r i już są projekty graficzne nowych banknotów , poza tym znakomity material banknotów chf w porównaniu do pln /po kilku miesiącach kiepsko wygladają tj szmateksy, nie wiem dlaczego nbp nie chce zmienić materialu na taki jak w swiss,
https://news.notafilia.pl/2025/08/13/szwajcaria-projekty-koncepcyjne-nowej-serii-banknotow/
Dziękuję. Relewantna wiadomość. Jeśli dalej tak pójdzie to wszystkie te przechowywane w domu franki pójdą na podróże celem ich okresowej wymiany u źródła… Naprodukowali widzę tych projektów tyle że wystarczy na wymianę pełnego kompletu co roku! ;-D
A swoją drogą, kto wie czy w 2031 frank nie będzie już czasem jedyną papierową walutą w Europie…
Histeria pt.”Wróg u bram” narasta z każdym dniem. Oby była to tylko przedwyborcza taktyka niezbyt popularnego rządu.
”Wróg u bram” ? A czy bram to naród sam nie otwierał ochoczo na rozcież w 2022? ;-D
Czy można liczyć na wpis o tematyce szeroko pojętej polityki krajowej lub międzynarodowej? Biznes wiadomo najważniejszy jednak my biedacy bez środków do inwestowania szczególnie ceniliśmy wpisy Cynika tak różne od wszechobecnej propagandy.
Nie jestem, szczerze mówiąc, całkiem przekonany czy głównym priorytetem „biedaków bez środków do inwestowania” nie powinna być czasem poprawa wlasnej sytuacji materialnej, niż michałki społeczne czy polityczne… 😉 Ale okay, postaram się powrócić do bardziej regularnych wpisów na tym blogu… ;-D
Są w naszym kraju rzeczy ważniejsze niż pieniądze np. będzie ta wojna co nią Tusk straszy czy nie? To są sprawy kluczowe.
Rzeczy ważniejsze niż pieniądze mogą być, ale wyciąganie nagle wojny z kapelusza, bez związku z sytuacją finansową państwa chociażby, nie ma większego sensu. A tym bardziej nazywanie tego sprawą kluczową. Jest to raczej rezultat kolektywnego wariactwa narodu a nie osobną sprawą którą warto się zajmować jako taką. Jak można bać się wojny teraz a jednocześnie latami wybierać Tuska i Sikorskiego i latami podsycać histerię antyrosyjską, nie utrzymując jednocześnie żadnych stosunków z sąsiednim mocarstwem?
W takich, dajmy na to, USA, jakaś wojna toczy się z grubsza na okrągło, dwie na raz nawet mogą. W telewizji tylko dają ogłoszenie kto jest naszym aktualnym wrogiem, a poza tym business as usual. Może na drugim końcu tej wojny jest inaczej, ale tak czy siak chyba trzeba się skupić na ochronie własnych interesów a nie wojnie. Niech się politycy podniecają jeśli muszą, a najlepiej żeby dali przykład stając w pierwszym szeregu jak ich tak świerzbi bojowo.
Jak spojrzysz na wykres rentowności obligacji właściwie każdego państwa zachodniego to zauważysz, że wojenna retoryka jest dość dobrze skorelowana ze wzrostem rentowności
https://stooq.pl/q/?s=10yply.b&c=10y&t=l&a=ln&b=1
https://stooq.pl/q/?s=10yusy.b&c=10y&t=l&a=ln&b=1
https://stooq.pl/q/?s=10yfry.b&c=10y&t=l&a=ln&b=1
Wojna jest więc związana z finansami, czy tego chcesz, czy nie.
Wynik konfrontacji strony przyjęły do wiadomości pewnie gdzieś w okolicach spotkania w Anchorage i tam też pewnie ustaliły nowe strefy wpływów i uzgodniły posunięcia mające na celu uniknięcie konfliktu jądrowego w czasie transformacji. Myślę więc, że konfliktu jądrowego raczej nie będzie, ale różne dziwne rzeczy mogą się dziać, bo przecież jakoś trzeba publice uzasadnić, że hegemon się zmyje z Bliskiego Wschodu, czy Europy Wschodniej. Ostatnio do Moskwy zawitał szef CIA i pewnie przekazał informacje i poczynił uzgodnienia, które nie są oczywiste nawet dla członków rządu USA. Spodziewanym się, że krótko po takiej wizycie nastąpi jakaś istotna akcja. A czy to będzie precyzyjny atak rakietowy Iranu na tajne amerykańskie obiekty w Zatoce Perskiej, czy prowokacja w Polsce to ciężko wywróżyć z fusów.