Euro lub złoto

Euro lub złoto. Prezydent Nawrocki zapisuje kolejny burzliwy rozdział w historii polskiego złota…

Okupujące Europę nazistowskie Niemcy rabowały złoto podbitych narodów na prawo i lewo. A ponieważ reichsmarka Hitlera nie była wymienialna na nic innego, złoto to stanowiło istotny środek wymiany handlowej Niemiec z resztą świata. Pośrednikiem w tej wymianie była Szwajcaria, działająca w charakterze neutralnego kantoru wymiany walut. Tą drogą sama gromadziła złoto a III Rzesza mogła za franki szwajcarskie kupić niezbędny jej do pocisków przeciwpancernych wolfram w Portugalii, rudę żelaza w Szwecji i inne surowce.

Jednym z zasobów złota których Niemcom nie udało się zrabować było jednak złoto polskie, którego całe 77 ton udało się wywieźć z kraju we wrześniu 1939. Szereg publikacji barwnie opisuje skomplikowane jego losy, przypominające thriller kryminalny. Był to bez wątpienia najcenniejszy, w wymiarze materialnym, sukces polski w tragicznej skądinąd kampanii wrześniowej.

W międzyczasie pisany jest inny thriller na ten sam temat, dotyczący tym razem znacznie większej ilości polskiego złota. Narodowemu Bankowi Polski za prezesury profesora Glapińskiego udało się bowiem powiększyć rezerwy tego metalu do okrągłych 700 ton. Stawia to Polskę w elitarnym gronie 10-ciu krajów z największymi rezerwami tego metalu na świecie. Po raz pierwszy od długiego czasu Polska nie jest ofiarą historii ani ubogim krewnym. A jeśli nawet krewnym, to nie ubogim…

Nic dziwnego że sukces kraju i jego odbicie w zasobach złota tej wielkości znowu przyciągają uwagę Niemiec. I nic dziwnego że najwyraźniej postanowiły one zrealizować to czego nie udało się Adolfowi. Do wykonania zadania skierowano brukselskiego gaulaitera polskiej prowincji unijnej, Donalda T.,  pełniącego tytularną rolę  jej premiera.

euro-lub-złoto

Przyznać trzeba że druga próba zawładnięcia polskim złotem jest bardziej inteligentna niż pierwsza. Na pewno jest też mniej inwazyjna. Pierwsza wymagała kłopotliwej agresji na niepodległy kraj oferujący opór i fatygowania półtora miliona żołnierzy Wehrmachtu. Mimo ich wysiłków, próba zawładnięcia złotem zakończyła się fiaskiem. Całe złoto sprzątnięto Niemcom sprzed nosa i bezpiecznie wywieziono. Druga próba polega, jak się zdaje, głównie na teście inteligencji całego narodu i sprawdzeniu czy wieloletnia tresura unijna zdążyła już zrobić z niego naród idiotów, którzy ochotniczo oddadzą swoje złoto pod zarząd Niemcom. Z pewnym optymizmem, oby nie przedwczesnym, stwierdzić można że tego poziomu jeszcze nie osiągnęliśmy. To mimo wysiłków lewactwa edukującego nasze młode pokolenie.

Z uwagi na niedostateczny stan liczbowy Bundeswehry, nie pozwalający na ponowne spacyfikowanie całego narodu, spacyfikowany w ramach planu siłami wiernej Berlinowi i EU koalicji polskojęzycznych dywersantów spacyfikowany miał zostać jedynie polski Trybunał Konstytucyjny. Przy odrobinie szczęścia i przy słabszym refleksie ze strony głowy państwa, pucz mógł się nawet udać.

Dlaczego akurat Trybunał Konstytucyjny? Ponieważ kontrolowany przez Berlin i wspierany przez EU „polski” Trybunał Konstytucyjny daje realną perspektywę wymuszenia w końcu na kraju porzucenia swojej suwerenności walutowej i przystąpienia do strefy euro.

Sukces Polski w ostatnich dwóch dekadach związany był w niemałej mierze z zachowaniem suwerenności walutowej. Kraj kontrolujący własną walutę mógł przejść zasadniczo nietknięty przez kataklizm kryzysu 2008. Jedyną „zieloną plamą” chwalił się wtedy nie kto inny jak ówczesny premier Tusk.  Ma też szansę przejść w relatywnie dobrej formie nadchodzacy kataklizm resetu globalnego w wyniku którego strefa euro, obarczona krytycznym błędem wrodzonym, rozleci się najpewniej na czynniki pierwsze, przyznając rację tym którzy mieli dość rozumu i odwagi aby w nią nie wchodzić. Wchodzenie do niej obecnie byłoby równoważne z zaszywaniem się w jednym worku z finansowym trupem. Można, ale ani to wygodne, ani mądre.

Nie bez uwagi na możliwość stawienia czoła spodziewanym turbulencjom NBP profesora Glapińskiego zgromadził pokaźne rezerwy złota, które w każdej chwili i w różny sposób można wykorzystać w interesie suwerennego kraju. Na przykład, jak już zresztą proponowano, celem zwiększenia jego potencjału militarnego i uniknięcia tym niemieckich planów SAFE dla Polski, byle nie dla siebie. Albo po prostu dla ratowania się wtedy gdy sąsiedzi i ich wspólna waluta toną razem w bagnie kryzysu zadłużenia.

Dlatego nie bez uwagi na powyższe, zamachowcy przejmujący siłą Trybunał Konstytucyjny w Polsce, i ich mocodawcy, nie powiedzą nigdy wprost że wejście kraju do strefy euro wymagałoby poświęcenia kontroli nad polskim złotem, przekazując ją do Europejskiego Banku Centralnego, czyli po prostu Niemcom. Prezydent Nawrocki musiał widzieć to jasno i swoją niespodziewaną interwencją ten niemiecki plan zrujnował. Druga próba Niemców zawładnięcia polskim złotem skończyła się, jak się zdaje, podobnym fiaskiem co pierwsza.

Nie ma przy tym większego znaczenia ile z tego polskiego złota formalnie przetransportowane zostałoby do sejfów ECB we Frankfurcie n/Menem a ile pozostałoby proforma w Warszawie i tylko z Frankfurtu byłoby „zarządzane”. Złoto i tak leży sobie spokojnie gdzieś na półce a liczą się jedynie efekty posiadania nad nim kontroli. Faktem jest że o byłym polskim złocie tak czy owak decydowaliby Niemcy, ze wszystkimi prerogatywami takiej kontroli. Hej, czy nie o to samo chodziło czasem Adolfowi?

Banki centralne krajów satelickich podpisują z ECB odpowiednie cyrografy określające to co mają i to co mogą zrobić z tym złotem które jeszcze u nich zostało. ECB egzekwuje w ten sposób swoje cele polityczne, narzucając satelitom utrzymywanie określonego poziomu rezerw złota. Historycznie poziom ten oscylował wokół 1% PKB. Ci którzy mają go za mało powinni dokupić. W przypadku wasala polskiego oznaczałoby to tyle że zasoby jakie zgromadził NBP Glapińskiego należałoby znacznie zmniejszyć. Chętni na złoto się w końcu zawsze znajdą a kraj nie miałby tu nic do gadania. Czyli dokładnie tyle co ma teraz premier Tusk w Brukseli.

Złoto to od wieków siła i prestiż w rękach tego kto je kontroluje. To finansowy lewar wielkiej siły i bezcenna polisa ubezpieczeniowa na wypadek rynkowych zapaści, recesji, inflacji, wojen czy innych kataklizmów. To wreszcie unikalne aktywo, działające wtedy kiedy każde inne zawodzi.

Kraj który by kontrolę nad swoim złotem kiedykolwiek oddał innym musiałby być krajem patentowanych idiotów lub obcych agentów.

Ewentualnie, obu razem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *