Czarter do św. Piotra

Nie mieliśmy pojęcia że w Polsce działa sprężyście prywatna linia lotnicza, notowana w dodatku na GPW. Nieustraszeni piloci i stewardessy Enter Air, covid czy nie covid,  z poświęceniem dokonują odważnych lotów czarterowych do przyjemnie kojarzących się miejsc wakacyjnych, takich jak Heraklion, Teneryfa, Minorka czy Burgas.

Linia nie bez powodu dumna jest ze swoich osiągnięć.  Nie rozumiemy tylko czemu nie pochwali się swoim najnowszym nabytkiem,  jakim są  maszyny 737 MAX od Boeinga.  Sam Boeing w przystępie szczerości rekomendował swoje dzieło jako „Plane Designed By Clowns, Who Are Supervised By Monkeys”.   Wyręczać PR-owo Enter Air musi prasa światowa która spekuluje że polski przewoźnik może planować uruchomienie oryginalnego połączenia czarterowego – tym razem do św. Piotra.

Do tego sprowadzają się w każdym razie doniesienia że Enter Air, jako najodważniejsza linia lotnicza na świecie, postanowiła jako pierwsza dorzucić do swoich dwóch maszyn typu 737 MAX które się  jeszcze nie rozbiły, osiem dalszych. Decyzją regulatorów lotniczych po obu stronach oceanu samoloty te są od przeszło roku globalnie uziemione ze względów bezpieczeństwa.  Stało się to po serii głośnych katastrof w których maszyny te, przewyższające podobno inteligencją pilotów, przejmowały same  kontrolę nad lotem aby zakończyć go widowiskowym korkociągiem i przedwczesnym spotkaniem z ziemią. Boeing  usiłował zwalać winę za te katastrofy na karb niedorównującej maszynom inteligencji pilotów. Ostatnie katastrofy maszyn tego typu, w Etiopii i w Indonezji, zmusiły jednak Boeinga do spuszczenia z tonu i do siedzenia cicho, przynajmniej do czasu aż  kurz, i korona wirus wraz z nim, opadną.

Najwyraźniej musimy być już w tym punkcie skoro nieustraszony polski przewoźnik jest znowu w nagłówkach mediów.  Enter Air mianowicie jest pierwszym,  jak się okazuje,  przewoźnikiem na świecie który odważył się raz jeszcze zainwestować w feralne pudła Boeinga.  Zapewne w nadziei że zamortyzują się mu one zanim spadną.

Enter Air
Wyłowione z morza resztki indonezyjskiego 737 MAX. Październik 2018

Jak udało się Boeingowi wcisnąć  jeszcze komuś tę swoją latającą trumnę? Bardzo prosto, przemalować, odpicować, dorzucić murzynom parę dodatkowych koralików no i oczywiście amerykańska specjalność – rebranding. Czyli zmiana nazwy. To mniej więcej zalecał Boeingowi w twicie nie kto inny jak prezydent USA Trump w zeszłym roku: „if I were Boeing, I would FIX the Boeing 737 MAX, add some additional great features, & REBRAND the plane with a new name.” Jak to było z tym fixem całkiem jasne jeszcze nie jest, ale do reszty wskazówek prezydenta Boeing zastosował się ściśle. No i proszę,  nie ma już dłużej 737 MAX-ów, z ich obciążoną katastrofami hipoteką! Są  za to pachnące świeżą farbą i czekające na pasażerów 737–8! Prawda że od razu znacznie raźniej?

Nic dziwnego że Boeing aż kipi z dumy że udało mu się znowu coś opchnąć z feralnej serii.  „Jesteśmy pokornie zaszczyceni zaangażowaniem Enter Air w produkty linii Boeing 737. Zamówienie dodatkowych maszyn 737-8s podkreśla ich zaufanie do tej maszyny”  – sypie koralikami  pan Mounir, senior vice president of Commercial Sales and Marketing dla Boeinga. „Z ufnością patrzymy w przyszłość aby […] razem z przewoźnikiem bezpiecznie przywrócić do komercyjnej eksploatacji całą ich flotyllę 737”.

Mamy nadzieję że przywracanie 737 MAX-ów do komercyjnej eksploatacji okaże się bezpieczniejsze od ich aktualnej eksploatacji.  Kojarzy się nam to jednak jakoś z oblatywaniem co jak wiadomo do zajęć bezpiecznych raczej nie należy. Zwłaszcza gdy w roli oblatywaczy wystąpić mają  nie całkiem świadomi swojej odwagi wakacyjni czarterowicze z Polski.  Bardziej świadomi klienci Enter Air zrobią prawdopodobnie dobrze sprawdzając awansem czy aby nie siedzą w 737–8.  Bo jeśli tak to ich szanse na przedwczesne spotkanie ze św. Piotrem mogą znacznie wzrosnąć…

14 Replies to “Czarter do św. Piotra”

  1. Wiele miesięcy temy przeczytałem obszerny artykół opisujący przyczyny feralnego MAX-a: Doczepiono nowe silniki do starego pudła, zmieniło to „własciwości” aerodynamiczne samolotu. Stworzono „nową” maszynę. Nowa maszyna oznaczałaby konieczność szkolenia pilotów (a to duuuże koszty). Zainstalowano oprogramowanie emulujące starego 737 i problem został rozwiązany, jak widać niecałkiem. Szukając źródła tego „problemu”: chęć obcięcia kosztów wprowadzenia tak naprawdę nowego samolotu.

  2. Ryanair nie zrezygnował z zamówienia i kupi ich jakieś 100x więcej niż polska linia. Za to twardo negocjował warunki płatności itd. Więc to nie tak że Polacy pierwsi…ten samolot jest wspaniały głównie wg księgowych rynek i księgowy decydują dokładnie nie tak jak powinno być….;)

  3. Jak Boeing wyłączył feralny system, który korygował lot i przeszkolił pilotów to problem powininen być generalnie rozwiązany. A biznesowo to te samoloty mogą być dużo tańsze, bo Boeing jak chce je wprowadzić na rynek to musi czymś zachęcić przewoźników.

  4. Bzdury. Ten samolot po zmianach oprogramowania jest bezpieczny. Autor nie jest specjalistą lotniczym.

    1. W Indonezji do dziś nie mogą wyłowić z morza ciał niektórych specjalistów lotniczych…
      Ale jak inni specjaliści lotniczy twierdzą że software się już dłużej nie zawiesza i że w związku z tym samolot jest już bezpieczny to może tak jest. Jakie to szczęście mieć u siebie nieustraszoną linię lotniczą która jako pierwsza podjęła się to sprawdzić… 😉 Bez zachęt ze strony producenta, ma się rozumieć…

    2. @Wacek:”Bzdury. Ten samolot po zmianach oprogramowania jest bezpieczny.”
      Niestety czytałem dawno temu (jak je wycofano z eksploatacji), że problem był nie tylko w oprogramowaniu.
      Jakieś części, nie pomnę teraz które, szybciej niż zakładano się starzały i pojawiały się w nich mikropęknięcia.

      Co do bezpieczeństwa samolotów, to normy są tak wyśrubowane, że w porównaniiu do samochodów latanie jest super-bezpieczne. W którejś z książek Cejrowski opisywał (20 lat temu:) jaki szmelc latał w Ameryce Południowej i Afryce.
      Stare, kilkudziesięcioletnie, wyeksploatowane samoloty wszelakiej produkcji (radzieckiej też:) latały rejsowo nad pustyniami i dżunglami. On sam odmówił parę „zdrowasiek” po wejściu na pokład jednej z takich maszyn.

      Wspólczesna cywilizacja stara się wyrugować ryzyko (i śmierć) ze świadomości ludzi („Jak uczy doświadczenie, umierają tylko inni”:). Stąd zresztą taka panika na wieść o „pandemii”.

      1. Wg moich informacji było tak: do całkowicie bezpiecznego i znanego od dziesiątek lat pudła 737 podczepiono nowe, znacznie lepsze i oszczędniejsze silniki. Także jednak większe i cięższe. Aby zaoszczędzić na kosztach re-design-u starego kadłuba w ogóle nie ruszano. Efekt zmienionej dynamiki i niżej wiszących silników skompensowano wyłącznie softwarowo, zmieniając w ten sposób charakterystyki silników i je w ten sposób „automatyzując”. A że software miał pewne bugs…

        1. Ciekawe, czy ten zapluskwiony soft, to dzielo firmy drogiego Williama, specjalisty od szczepionek? Bo w koncu celem ostatecznym nie jest przeciez wyszczepienie wszystkich, tylko redukcja emisji CO2 do zera… 😉

          1. Nie, do samolotów oprogramowanie nie robi W. O ile pamiętam robi(ł) do okrętów podwodnych.

    3. FAA nie odpuści teraz tak łatwo Boeingowi z certyfikacją Maxów, tak że będzie to najbezpieczniejszy samolot świata. Zapewne Boeing dał również spore zniżki zainteresowanym liniom lotniczym, które wg mnie wiedzą co robią, ponieważ otrzymają samolot nowoczesny i bezpieczny w atrakcyjnej cenie. Statystyki wśród pasażerów są takie, że mało kogo interesuje jakim typem samolotu leci, ważne są inne kryteria, jak np. cena biletu.

      1. mało kogo interesuje jakim typem samolotu leci,

        Może jakichś czarterowiczów z Polski na Wyspy Kanaryjskie… Pamiętam jednak w Stanach głośną katastofę, którąś z kolei, w Dallas, ze skutkiem fatalnym. Utrzymująca się po tym długo awersja myślącej części publiki do latania DC-10 sprawiła że samoloty te po pewnym czasie wycofano z eksploatacji pasażerskiej w głównych liniach lotniczych, przesuwając je do wożenia paczek FedExu itp. zastosowań.

      2. @Docent:”FAA nie odpuści teraz tak łatwo Boeingowi z certyfikacją Maxów”
        Też tak uważam. Wyobrażacie sobie jakby FAA „cichcem” dopuściła samoloty do latania a po kilku miesiącach zdarzyłaby się kolejna katastrofa? Boeing chyba by zlikwidował dział samolotów cywilnych a FAA byłaby skompromitowana.
        Będą dmuchać na zimne. Tak na marginesie nie wiadomo kiedy te samoloty będą dopuszczone do ruchu pasażerskiego. Na razie wszystko jest w toku. I tak mają szczęście, bo koronawirus przystopował rozwój całej branży więc linie lotnicze nie będą zmuszone do rozbudowy posiadanej floty. A za te 1-2 lata pewnie poprawią konstrukcję.

        1. za te 1-2 lata pewnie poprawią konstrukcję.

          Cały witz polega właśnie na tym aby sprawdzonej konstrukcji, poza silnikami, nie poprawiać ani na iotę a zakłócenia aerodynamiki stąd wynikłe kompensować tanio softwarem. ‚Poprawianie’ konstrukcji to praktycznie wydatek na nową i tego chcą właśnie uniknąć.

Comments are closed.