JAK PRZEŻYĆ I PROSPEROWAĆ
POMIMO PAŃSTWA, SOCJALIZMU I KRYZYSU

Ostatnie komentarze

Metale szlachetne


Aktualne ceny spot, 24h
1 oz = 31.1 g

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]


[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

Indeks akcji złota HUI, 6m
[chwilowe problemy w podawaniu indeksu HUI]

Rynki dzisiaj





Autor: cynik9 - 20.01.13

Kradzione nie tuczy

ale za to grzeje

 

Der Spiegel donosi że atak zimy w styczniu sprawia kłopoty w tamtejszych lasach. Chodzi nie o zwierzynę ale o leśników którym praworządni zazwyczaj obywatele niemieccy podprowadzają drewno na opał. Szczególne nasilenie kradzieży notuje się we wschodnich landach, gdzie lasów ci dostatek a ludzie stosunkowo biedniejsi. Ocenia się na przykład że w Brandenburgii (Brandenburg soll besser fahren…) zwinięciu przez zziębniętych obywateli ulega 10% drewna opałowego. (W Polsce 10% drewna to pewnie zostaje, ale dokładnych danych nie mamy… ;-).

Skąd wiadomo że drewno podprowadzają obywatele zziębnięci? A kto by inaczej był odpowiedzialny za rosnącą sprzedaż piecyków na drewno, która w 2011 w Niemczech wyniosła 400 tysięcy? A do piecyka, zanim zaczniemy pławić się w rozkosznym cieple, trzeba jak wiadomo coś włożyć…

Dziwi nas to trochę, mówiąc szczerze. Przejazd przez byłą DDR przypomina przecież slalom między wiatrakami. Jest ich tyle że bez mała trudno znaleźć pole bez wiatraka. Do tego panele słoneczne na co drugim dachu. Wszystko super eko cudo i tak dalej, energia prosto z matki natury. Zdawałoby się że cena energii w takich warunkach powinna być niska, i że jej nadmiar obywatele wentylują otwartymi oknami. Komu w takich warunkach przychodziłoby do głowy hajcowanie w domu dodatkowym piecykiem na drewno lub, nie daj Bóg, na zupełnie verboten węgiel?stove

Tak jednak nie jest, a raczej jest całkiem przeciwnie. Niemieckie stowarzyszenie osób wynajmujących lokal ocenia że ceny ogrzewania tej zimy wzrosną o 22 procent! No i mamy zdaje się rozwiązanie zagadki popularności piecyków i zabezpieczania opału do nich…

Ale zaraz, jeśli więcej wiatraków, więcej paneli i więcej bzdur o globalnym ociepleniu i CO2 oznacza rosnące koszty ogrzewania to może spróbować by raz odwrotnie? Ciekawe czy gdyby wyrzucić trochę subsydiowanych wiatraków, zdemontować trochę subsydiowanych paneli i przybastować trochę z subsydiowaną paranoją na temat CO2 to czy ceny ogrzewania przypadkiem by się od tego nie zmniejszyły?… Zwłaszcza że skoro rezygnacja z atomu też powoduje wyższe koszty ogrzewania to by przeprosić  się było można także i z nim?

Punkt widzenia zależy jak wiadomo od punktu siedzenia. A nie ma jak to ciepły punkt siedzenia który punkt widzenia znacznie uelastycznia. Kiedy nam punkt siedzenia przymarza do fotela jedna tylko rzecz wydaje się oczywista: buchnąć komuś drewno z lasu do piecyka i nawoływać jednocześnie do zmniejszania „carbon footprint”.

Share

37 komentarzy do: Kradzione nie tuczy

  • graf

    @haael (nie umiem się w drzewku ustawić)…

    Problem w tym że w przypadku poważnej choroby ludzie są gotowi wydać BARDZO dużo pieniędzy. Nie ważne jak duże będzie miało to konsekwencje w przyszłości. Doskonałym przykładem jest USA, gdzie nieubezpieczeni często domy sprzedają aby się wyleczyć.

    Niestety słabość ludzkiej natury jest taka że nie mamy skłonności do uwzględniania “czarnych łabędzi”(czyli negatywnych zdarzeń o niewielkiej szansie wystąpienia a dużym znaczeniu) w naszych planach, stąd brak powszechnych prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych.

  • Zygfryd

    Trochę nie w temacie.Ale może Cynik wie ile nas ta gotowośc na tę linię kredytową kosztuje.Wszystko pieknie ladnie ,ale ten wzrost rozmiaru jest niepokojący. http://www.tvn24.pl/biznes-gospodarka,6/mfw-przyznal-polsce-linie-kredytowa-w-wysokosci-ok-33-8-mld-dol,301040.html

  • jpmorg

    Również w świecie biznesu pełzający totalitaryzm zbiera swoje żniwo. W związku z wprowadzeniem w życie ustawy zdrowotnej drobni przedsiębiorcy zwalniają pracowników lub ograniczają ich etaty, by uniknąć płacenia składek na ubezpieczenie zdrowotne.

    Prasa dopiero co donosiła o postępowaniu właściciela sieci restauracji „Wendy,” który ograniczył etaty swoich pracowników do 28 godzin tygodniowo, by nie musieć płacić ubezpieczenia. Zgodnie z ustawą „Obamacaer” pracodawca zobowiązany jest zapewnić ubezpieczenie osobom pracującym od 32 godzin tygodniowo. NYT napisał, że prawo i tak będzie egzekwowane, nawet jeśli dana firma będzie zatrudniać pewną grupę pracowników w pełnym wymiarze pracy, a innych w niepełnym. Ubezpieczenie będzie musiało być zapewnione dla wszystkich pracowników. Eksperci przestrzegają, że wiele małych firm nie będzie mogło sobie pozwolić na to, więc należy spodziewać się znaczącej liczby ich likwidacji, albo przynajmniej radykalnej redukcji zatrudnienia w latach 2014 – 2015.

    Read more: http://www.pch24.pl/pelzajacy-totalitaryzm-w-ameryce,11677,i.html#ixzz2IXZnJC54

    • Nie wiem czy istnieje lepszy przykład kolektywnej paranoi niż wiązanie zatrudnienia z ubezpieczeniem medycznym. Wszędzie. W USA była to praktyka szczególnie powszechna ponieważ nie było powszechnego systemu jako alternatywy. Efektem tego były patologie: kompanie konkurowały ze sobą nie wysokością uposażeń pracowników ale zbytkiem “medical benefits” które wynegocjowały z indywidualnym ubezpieczycielem. W efekcie pierwszym pytaniem przy zmianie kompanii było “co z moim ubezpieczeniem”? Zupełną paranoja była sytuacja gdy gosć opuszczał kompanię aby zacząć własną. Wtedy okazywało się że nikt go nie ubezpieczy albo po paskarskich cenach.

      Ryzykując atak ze strony libertariańskich ekstremistów podtrzymam tezę że powszechny system ubezpieczeń medycznych, udzielanych przez PRYWATNE podmioty ale animowany przez PAŃSTWO, czyli mniej więcej sytuacja w Szwajcarii, jest właściwym rozwiązaniem. Pracodawca tutaj płaci pewne składki za pracownika i czort go interesuje za co dokładnie – po prostu podatek. Z drugiej strony państwo ustala że pracownik musi SIĘ SAM ubezpieczyć medycznie, w jednej z 70+/- konkurujących z sobą instytucji, i że nie posiadanie ubezpieczenia jest NIELEGALNE bo łamie prawo. Samych szczegółów Obamacare nie znam ale sformułowania typu że “biznes ma opłacać ubezpiecznie medyczne pracownika” brzmi fatalnie i sugeruje interwencję państwa tam gdzie nie powinno ono mieć żadnego biznesu.

      • HeS

        Ulala. Pierwszy raz czytam “coś takiego” napisane przez Cynika. Rozumiem, że Autor zaczął pochwalać przymus ubezpieczeń zdrowotnych. Mnie się od razu nasuwa pytanie. Dlaczego tylko zdrowotnych? Rozumiem, że emerytalnych, rentowych, chorobowych, ….(inne dopisać samemu:) też. Czy te “inne” ubezpieczenia są mniej ważne?

        • A, libertariański beton musiał się ujawnić… ;-)
          No dobra, nie chcę robić tu offtopicu, podyskutujemy o tym szerzej kiedy indziej… Ale zasada jest prosta – jeżeli społeczeństwo nie będzie tolerować babć i dziadków umierających pod mostami i trupów rozkładających się na ulicach – a NIE będzie – to następnym najtańsztm rozwiązaniem jest własnie powszechne ubezpieczenie zdrowotne. Powszechne znaczy że każdy – owszem – musi być ubezpieczony. Czysto prywatnie ok, ale musi bo wymaga tego ekonomia skali. Ludzie ubezpieczają się w tym systemie nie po to aby nie płacić nic u lekarza co jest popularnym wynaturzeniem socjalizmu. Ubezpieczają się aby nie pójść z torbami w przypadku większej choroby i krytycznie wielkich kosztów. Nie każdy będzie narażony na takie koszty ale jeżeli już nie ma ubezpieczenia to jest finansowo skończony. Ludzie to rozumieją i się chętnie ubezpieczą, tym chętniej im jest to taniej a taniej jest wtedy gdy jest to powszechne. Państwo ma w tym rolę koordynatora i gwaranta, nie zajmuje się bezpośrednio pieniędzmi. Jest wystarczająca ilość chętnych do płacenia, jest wystarczająca ilość zebranego kapitału aby opłacić leczenie tych na których wypadnie i jest wystarczająca ilość inwestorów zainteresowanych we wzięciu pewnego ryzyka w zamian za pewien zwrot (kompanie ubezpieczeniowe). Państwa to kosztować nie będzie NIC, ale wymaga od niego pewnej roli koordynacyjnej aby zapewnić równe pole gry dla wszystkich podmiotów PRYWATNYCH biorących udział w tej GRZE. Tak jest to zorganizowane w Szwajcarii i nie mam zasadniczo z takim postawieniem sprawy zasadniczych problemów.

          Dla pełnej jasności – potrafimy sobie wyobrazić sytuację do której steruje libertariańska ekstrema: gość umierający na progu szpitalal który nie chce go przyjąć bo nie ma forsy. Jest to byc może obraz który przyspieszyłby reformy w odpowiednim kierunku. Jest to jednak obraz który nigdy nie zostanie zaakceptowany w realiach demokracji a przez to skazujący libertariańskich autorów na zycie w permanentnej strefie ozonu i zero wpływu politycznego. Każdy krok we właściwym kierunku jest postepem, nawet jak trzeba czasowo dolać trochę wody do wina… Żadne natomiast pryncipialne stanie w miejscu postępem nie jest. That’s all.

          • hr-aabia

            …brawo, taką samą role państwa widzę tez z OZE z min. dwóch powodów
            1) by poprzez dotacje rozwijać technologie.
            2) by podczas wieczornego spaceru oddychać świeżym/czystym powietrzem.

          • HeS

            @Autor:”jeżeli społeczeństwo nie będzie tolerować babć i dziadków umierających pod mostami i trupów rozkładających się na ulicach”

            Ojej, takiej demagogii to dawno nie czytałem. Muszę cię rozczarować. “Babcie i dziadki” już dzisiaj umierają (z powodu niedostatecznej opieki medycznej!) tylko nie “pod mostami i na ulicach” a po prostu cichutko we własnych domach.
            I nic się nie zmieni. Choćbyś nie wiem co wprowadził. Zawsze dojdziesz do sytuacji w której dla jakiejś osoby zabraknie pieniędzy. Współczesna medycyna jest BARDZO droga. Nie wiem czy oglądasz TV, ale czasem pojawiają się prośby o pomoc dla dziecka, na którego leczenie trzeba wydać 100 tys. USD i to bez gwarancji skuteczności. Naprawdę uważasz, że wszystkich trzeba ratować za wszelką cenę? Każdą babcię i każdego dziadka? Współczesna cywilizacja chce zapomniec o śmierci i ludziom zaczyna się wydawać, że jak ktoś umarł, to pewnie “zawaliła” medycyna, bo przecież można go było jeszcze utrzymać przy życiu. Dlatego podziwiam postawę JP II, który odmówił uporczywego “leczenia”, które przy pomocy maszyn przedłużyło by mu życie o kilka lat.

            Słyszałem trochę o systemie niemieckim, w którym każdy ubezpieczony ma konto na które “odkładają się” jego składki, ale i tak jak zachoruje i operacja miałaby kosztować (strzelam) 200 tys. euro, to ubezpieczyciel mu powie, że pokrywa tylko 100 tys., a resztę delikwent musi dopłacić z własnej kieszeni. Jak nie ma takiej kwoty, to “umiera pod mostem”. Bardziej od proponowanych przez Ciebie rozwiązań interesuje mnie aspekt psychologiczny. Co się stało? Choroba w rodzinie? Strach przed starością? Jak doszło do zmiany w patrzeniu na świat. To może być naprawdę ciekawe.

            To jest rzeczywiście off-topic i nie będę pisał tutaj na ten temat.

            • Naprawdę uważasz, że wszystkich trzeba ratować za wszelką cenę?

              Nie uważam ani że można ani że trzeba i jest to mi w zasadzie obojętne. Chodzi o pustą ortodoksję vs real life. O kombinację socjału i moralności która sprawia że społeczeństwo gotowe jest ponieść pewne koszty. O tym że babcie i dziadki umierają we własnych domach nie musisz odkrywać Ameryki. Naciąganie jednak rzeczywistości że umierają pod mostami, szczególnie w D, jest absurdem. Ale okay, jeśli zdaniem Twoim umierają to chyba nie będziesz się kłócił że ciała się rozkładają, obywatele przechodzą obok w husteczkach, władze nic nie robią. Ale robią, chociażby w celach porządkowo praktycznych. A wszystko co robią kosztuje, i to jest własnie sedno rzeczy. Nie mam nic przeciwko 100% prywatnemu ubezpieczeniu i obywatelowi 100% za nie odpowiedzialnym. Ale jeżeli już społeczeństwo w którym żyjemy gotowe jest ponosić zbiorowo pewne koszty “na koszt wszystkich” i je od wszystkich ściągać to równie zasadne jest pytanie o wysokość tych kosztów i formę ściągania. Wbrew pozorom to nie jest kwestia światopoglądowa ale bardziej finansowa. Jeżeli państwo mogłoby się oficjalnie odżegnać – praktycznie i na zawsze, przez podpisanie jakiegoś cyrografu – od przyszłych roszczeń obywatela z tytułu kosztów medycznych i dajmy nato porządkowych to przymus ubezpieczeń nie ma racji bytu, zgoda. Ale wtedy żyjemy w społeczeństwie w którym karetka nie przyjedzie do wypadku, no matter what, a inny gość po wypadku dowieziony do szpitala porzucony będzie na trawniku. Albo albo. Wiekszość ludzi nie chce żyć w takim systemie…

          • haael

            @cynik

            Ubezpieczenia medyczne wcale nie podnoszą dostępności usług. Jedyne, co robią, to podwyższają cenę leczenia. Dokładnie tak samo, jak Rodzina na Swoim podwyższa cenę mieszkań. ZAWSZE będzie tak, że jednych będzie stać i zapłacą za operację a drugich nie będzie stać i umrą.

            Gdyby zlikwidować ubezpieczenia medyczne, to cena leczenia spadłaby pi razy oko o kwotę wypłacaną z polisy. O wszystkim decydują prawa popytu i podaży a ubezpieczenia sztucznie zawyżają popyt. (I nie mówię tu o chęci poddania się leczeniu, ile gotowości wydania na nie określonej kwoty pieniędzy.)

            A co zrobić, żeby nie było chorych babć i dziadków, wiemy już od paleolitu. Trzeba zdrowo się odżywiać, uprawiać sport, rzucić kiepy, wódę i dragi i nie szaleć zbytnio za kierownicą. Nie ma absolutnie żadnej innej drogi i żadne finansowe triki nic w tym względzie nie zmienią. Tak było od tysięcy lat i tak będzie na wieki wieków, amen.

  • farmliberty.com

    To nie blog o ogrzewaniu :), ale zacznę od konkretów: 220m.kw. ogrzewam (23st. wew.) trzema tonami ukraińskiego peletu (8mm) na niemieckiej normie DIN (spalany w polskiej produkcji kotle na pelety i.. zboże). Na dachu 8 m.kw. kolektora próżniowego z glikolem Wolf z czego ciepłą wodę (na polskim równoleżniku) mam od 1 marca do 1 listopada. Koszt całego ogrzewania domu i c.w.u. wynosi 3000 PLN/annum brutto. Cały zapas ukraińskich sprasowanych ciśnieniowo trocin mieści się w 25kg workach na jednej ścianie garażu, stanowiąc w ciężkie mrozy dodatkową zaporę przed nieogrzewanym garażem.. ocieplenie ścian maks. itd. itd. Lwia część inwestycji dzięki zbawiennej gospodarce szarostrefowej (serwis i wykonanie), za materiały niestety “jawnie”. I teraz, OZE to JEST super sprawa, bo jeśli policzę np. swoje AWU (agricultural work unit) ;).. to jestem rocznie do przodu o.. no mniejsza z tym ;) Po setkach kalkulacji nie zainwestowałem w fotovoltaikę, jako.. bezsens w stosunku do uzysku (kocioł na biomasę malutki, 11kw mocy maks. z podajnikiem i grzałką poniżej 1kw).. brakuje mi tylko tzw. turbiny Pawlaka (nie tego z pslu!), bo jestem w pasie wiatrów IMiGW.

    Wnioski: OZE dobra rzecz, ale.. po pierwsze kalkulator, kalkulator, kalkulator. Po drugie, wszystko zmontowane u mnie bez grosza dotacji (choć gmina waliła drzwiami, że mają, dadzą..), ponieważ wytyczne programowe zawsze wypaczają.. kalkulator, sprzęt “kwalifikowany” jest gorszy od rynkowego “profi” (bo wcześniej oczywiście przywieziony “pod dotacje”).

    Co do kominka i tematu, zapomnieliśmy o tzw. drzewie “wyrabianym” w lesie. Kiedyś szlifując niemiecki pracowałem jako dzieciak na “polowaniach dewizowych”, kiedy jeszcze mieliśmy zwierza w kraju i wiem, że… las trzeba sprzątać.. i takie drewno kupuję właśnie do kominka (2 kubiki maks na sezon).. i to się nazywa “sustainable” skromnie uważam..

    A na koniec opinia: Niemcy to taki kraj, gdzie geniusz inżynierii kohabituje z socjałem gospodarczym w rażącej postaci. RFN to jedyne państwo unijne, które utrzymuje za wielkie pieniądze Bundesmopol na surówkę etylową pochodzenia rolniczego (nierzadko i tak przywożoną z PL po likwidacji dopłat do żyta, którego w DDRku było dużo) – a to przecież dobre paliwo. Potrafią technologicznie wyjść do przodu, ale do przodu czasem oznacza socjalizowanie z rynkiem na odbiór tych genialnych pomysłów. A rynek najpierw powinien usiąść, policzyć, wybrać, kupić.. wtedy i OZE ma sens.

    Aha, i przypominam, że z OZE to jak z wódką. Alkohol etylowy jest oclony jak diabli w przywozie do UE. Wódka nie, i mamy przywóz pakistańskich destylatów pod pozycją “wóda”, żeby cła uniknąć. Po to właśnie unitom potrzebna była zmiana definicji (może pamiętacie taki rajwach). W OZE podejrzewam, że trzeba by dobrze popatrzeć na taryfikację takich rzeczy jak meble vs. biomasa. Nie zdziwiłbym się, gdyby jedno “przebierało” się w drugie dla ucieczki od batu, licencji, zabezpieczeń, gwarancji i czego tam jeszcze. A cała “policy” w eurogmachu wymyślona jest tylko po to, żeby były regulacje, które kiedy są, stwarzają szanse łapobrania i ustawienia się w “rynku”. No bo czy może być rynkowym przypadkiem, że ukraiński pelet, na niemieckich maszynach prasowany w PLu dystrybuowany jest tylko przez jedną firmę.. z Pruszkowa :)

    P.S. Apropos globalnego ociplenia, właśnie odmrażam łapki po 1,5h odśnieżaniu drogi :) Ale z uśmiechem na twarzy bo.. prywatnej :]

    • Antey

      @farmliberty.com
      Cieplejszy klimat charakteryzuje się przejściem w tropikalny, a więc zanikiem pośrednich pór roku, bardziej gorącymi latami i zimniejszymi zimami :)
      Efekt cieplarniany jest faktem, natomiast – jak wielokrotnie pisałem – CO2 jest jest akurat tutaj chłopcem do bicia z nadania politycznego, bo głównym źródłem problemu jest metan którym sie już euroimperium nie zajmuje. Jest też kwestia skali wplywu człowieka na istniejące zjawisko i wreszcie podstawowa sprawa – że nas nie interesuje klimat globalny, ale ten w miejscach, gdzie skoncentrowana jest produkcja żywności.

      • Cieplejszy klimat charakteryzuje się przejściem w tropikalny, a więc zanikiem pośrednich pór roku, bardziej gorącymi latami i zimniejszymi zimami :)

        A odkąd to klimat tropikalny charakteryzuje się “zimniejszymi zimami”? Ostatni raz jak pytałem o to Pigmejów to mówili że jednak “zimniejszych zim” u siebie nie widzą… ;-)

      • farmliberty.com

        “że nas nie interesuje klimat globalny, ale ten w miejscach, gdzie skoncentrowana jest produkcja żywności”
        obawiam się, że pojęcie “miejsc ze skoncentrowaną produkcją żywności” jest bardzo szufladkowym patrzenia na rynek rolny “równowagowo”.. to mit nad mity.. pierwszy z brzegu przykład to furora produkcji hydroponicznej w gigantycznych aglomeracjach miejskich (np. na dachach marketów, czy w byłych halach produkcyjnych).. jak to będzie na tych mapach “klimatycznych”? a koncentracja produkcji bioestrów, to produkcja żywności? No i z tym “zanikiem pośrednich pór” to już pewnie z biblii eko-agresora, bo gdyby tak było, to kiedy siać? pod śniegiem, czy w pełnym słońcu? :P pozdrawiam serdecznie naturalnie..

        • Antey

          @farmliberty.com
          Większość powierzchni lądowej Ziemi jest niezamieszkała. 99% światowego PKB powstaje np. w odległości <500 km od oceanu. Miejsc gdzie gleby, klimat pozwalają na sensowne zbiory uzyskiwane akceptowalnym nakładem środków i ryzyka, jest jeszcze mniej.

          Główny problem z wykazaniem szkodliwości CO2 hoax polega właśnie m.in. na tym, że są ludzie którzy uważają samo zjawisko efektu cieplarnianego za mit, bo mają nadzieję że w przyrodzie wystarczy zapłacić a rozwiązanie się znajdzie. Naprawdę, fizyka nie dba ani o rynek rolny, ani o sztuczny, ludzki twór jakim jest ekonomia. I główny problem m.in. z efektem cieplarnianym polega na tym, że emisja CO2 – medialny chłopiec do bicia – jest zwykle skojarzona z emisją sadzy, która powoduje zmniejszenie absorbcji energii słonecznej więc jest słabe, bo słabe ujemne sprzężenie zwrotne. W dodatku, CO2 jest wchłaniane przez roślinność, która w odróżnieniu od węgla i ropy, dość szybko się odnawia. Ten “bezpiecznik” w przypadku np. metanu nie występuje.
          Dokładnie ta sama kwestia co z paliwem jądrowym – szkodliwe upolitycznienie.

          I dlatego np. palenie drewnem a węglem to dwie zupełnie rózne kwestie.

          @cynik9
          Proponuję noc na Saharze albo w Australijskim interiorze :) (żart – to inny mechanizm).
          Naprawdę zmiana klimatu JEST faktem i będzie się odbywać niezależenie od naszej (nie)ingerencji. Jedyne co my możemy zrobić, to merytorycznie 1. monitorować i badać temat 2. badać wszechstronnie skalę i mechanizmy nawszego ewentualnego wplywu na skalę tych zmian 3. jeżeli jest możliwość i potrzeba, podejmować ewentualne działania – możliwie nieupolitycznione
          4. http://www.newscientist.com/article/mg21328505.000-indias-panel-price-crash-could-spark-solar-revolution.html – w Indiach prąd z solarów spadł poniżej ceny prądu z Diesli :)
          Google i Wal-Mart w USA dopłat do paneli nie potrzebowały. Natomiast jest znany w ekonomii mechanizm, że nadmiar dobra powoduje niegospodarność – w przypadku ZSRR i USA odpowiednio była i .. była tania energia z paliw kopalnych.
          5. ciekawie wygląda zestawienie produkcjii energii elektrycznej – obojętnie skąd – w Niemczech i Polsce. Wychodzi na to, że Niemcy na wytworzenie 1 EUR PKB potrzebują (mimo dopłat) 50% energii potrzebnej do tego samego w Polsce.

          • liquid

            Zmiana klimatu to redundancja, zbędność, masło maślane. Klimat ma to do siebie, że się zmienia – jest całkiem podobny do pogody tylko ma dłuższe cykle – o kilka rzędów wielkości. Powtarzasz propagandę globalistów.
            Nadmiar dobra nie powoduje niegospodarności, jak czegoś jest dużo to cena jest niska więc przeznaczane jest na dalsze cele w hierarchii wartości poszczególnych jednostek. Masz 40l wody na dzień: 10 przeznaczysz na posiłki, 10 na higienę, 10 na podlewanie trawnika, 10 na mycie auta. Następuje jakiś supply shock i teraz zamiast 40l masz 20 za te same pieniądze – prawdopodobnie będziesz chciał najpierw zjeść i się napić, później pewnie się umyć – pozostałe cele będą musiały poczekać i nie zapłacisz za 3. i 4. jednostkę wody więcej, niż jest warty dla ciebie cel, na który chcesz ją przeznaczyć, nie dasz za nią więcej niż usługa, którą ona tobie dostarcza.
            To nie jest niegospodarność w warunkach wysokiej podaży, to jest po prostu wynik ludzkiego działania i wynikającego z niego prawa malejącej użyteczności krańcowej- law of diminishing marginal utility.

          • Antey

            @liquid
            Kim są Ci globaliści i co mówią ?
            To akurat, że nadmiar powoduje niegospodarność, a niedobór generuje odruch oszczędzania i szukania alternatyw jest prostym i dobrze opisanym mechanizmem w psychologii ludzkiej.
            W większej skali – dlatego ZSRR koniec końców gorzej wyszedł na łagodniejszym przejściu kryzysu naftowego a radziecki przemysł dzięki szczodremu zaopatrzeniu w w surowce działał ze znośnym efektem końcowym, ale efektywnością energetyczną i surowcową, o organizacyjnej nie wspomnę, która utopiła by każdą zachodnią firmę.
            To że klimat się zmienia, to wiem, dziękuję – sam to napisałem. Rzecz w tym, że mamy przykłady – (ot, Aral, Zapora Trzech Przełomów, Wielka Rafa Koralowa) – jakiej skali wpływ możemy wywierać na to co steruje szybkością i skalą tych zmian.

  • janjanski

    cieszy mnie że niemcy wykazują oznaki myślenia.ekonomia to nauka której uczy się przez portfel. jak niemicki socjalizm ich jeszcze bardziej przyciśnie zapewne powrócą także do węgla i koksu. przecież to tani opał.polski węgiel czeka na swój wielki dzień. węgiel był podstawowym żeródłem energii dla II i III rzeszy zapewne i następna jak skończy sie kasa sięgnie po to zródło energii. wiatraki (zwane przez niemców wentylatorami)są instalowane wyłącznie dla wyłudzania kasy z dopłat.od dawna nikt nie wierzy w ekologiczne brednie. wystarczy wstrzymanie dopłat a następnego dnia w odpowiedzi na ogłoszenie polscy złomiarze fachowo zercyklingują wentylatory do podstaw, linie energetyczne wyorzą i na tym mam nadzieję skończy sie ekodyktaura

  • Ludwiq

    A tuczone nie ”Kradzie”. Widocznie subsydia odbiły się już tyle na podatkach że już część obywateli musi dokradać. Pamiętne było jak kolosalnie dofinansowywało rfn na ddr-owie po połączeniu Niemiec. Aw kwesti naszego drewna nasi leśnicy mogą niemcom pokazać swoje sposoby. Np modne ostatnio na szczecinku i czaplinku Kamery, wielki brat patrzy…

  •  mmm777

    A tutaj: http://szczesniak.pl/2297
    dlaczego piece o romantycznej nazwie `koza’ mają także przyszłość w Polsce. Tyle, że raczej w postaci przaśnego `żeleźniaka’ – a nie luksusowego mebelka…

  • Takie Jeden Łoś

    Do tego panele słoneczne na co drugim dachu.

    Jak dla mnie to te panele to jest wymysl (za przeproszeniem) “ku..y i szatana”. Daja cieplo w lato, kiedy jest cieplo, a zima ciepla daja malo i problemu zupelnie nie rozwiazuja. Zeby mialy sens trzeba by rozwiazac problem magazynowania energii od lata do zimy.

    …przybastować trochę z subsydiowaną paranoją na temat CO2 to czy ceny ogrzewania przypadkiem by się od tego nie zmniejszyły?

    Ale przeciez paranoje z CO2 rozpetano wlasnie po to, zeby do ceny ogrzewania dorzucic nowy, bardzo trudny do unikniecia, podatek. A podatek, jak wiadomo, cene ogrzewania zwieksza, a nie zmniejsza. Dlatego bardzo by mnie zdziwilo, gdyby “w tym temacie” panstwo (nawet niemieckie) wykazalo sie rozsadkiem. Raczej spodziewalbym sie walki z bezrobociem poprzez zatrudnianie wiekszej ilosci lesnikow do pilnowania.

    A poza tym to jestem ciekaw jak ten wpis skomentuja ci, ktorzy sie zwykle nasmiewaja z Polakow, jako narodu zlodziei :-)

    • Antey

      @Takie Jeden Łoś
      Co widzisz nierozsądnego w stosowaniu paneli do zasilania klimatyzacji i lodówek w upały ?

      • Takie Jeden Łoś

        Nie widze w tym sensu ekonomicznego. Tzn. sens ekonomiczny pojawia sie tylko wtedy, kiedy w gre wchodza jakies podejrzane praktyki typu doplat.

        • Jacek K

          A to zależy od szerokości geograficznej i średniorocznego nasłonecznienia. Faktem jest jednak, że bez dopłat Niemcy nigdy w życiu nie weszliby w panele czy ogniwa fotowoltaiczne. Sam podchodziłem do tematu wielokrotnie licząc “zwrot z inwestycji” rzetelnie, bo chodziło o moje pieniądze – nie opłata się u nas w skali domku rodzinnego. Niemcom może się opłaca, co przecież nie szkodzi dodatkowo oszczędzać grzejąc tanim źródłem, produkując jednocześnie prąd wiatrakiem.

          • nie opłata się u nas w skali domku rodzinnego.

            Ja bym chętnie zobaczył rozwinięcie tego tematu. Czemu? Abstrahujmy od najpopularniejszego schematu w socjalizmie: panele produkują prąd do SIECI, gość z tego nic nie ma za wyjątkiem obietnic. Że jeżeli rząd raczy nie zmienic cen to elektryczność zużyta minus elektryczność dostarczona jakoś się tam wypośrodkują. Jak każdą zabawę z rządem ustalającym ceny bym to spasował. Ale co jesli chodzi o “solar boiler”? Ogrzewanie i ciepła woda opierają sie dalej o wodę, którą słońce jedynie dogrzewa o ileś tam stopni. W lecie o więcej, w zimie o mniej. Ale zawsze o ileś. Jaka jest ekonomia tego?

          • Takie Jeden Łoś

            W lecie o więcej, w zimie o mniej. Ale zawsze o ileś. Jaka jest ekonomia tego?

            Tutaj sa wyliczenia:

            http://solaris18.blogspot.com/2012/05/opacalnosc-instalacji-fotowoltaicznej.html

            Ja nie robilem tak dokladnych obliczen, bo mi juz po zgrubnych wyliczeniach wyszlo, ze dla mojej lokalizacji domu bardziej sie oplaca pojsc w kierunku wiatraka. Tym bardziej, ze wiatry silniejsze wiaja zima, czyli wtedy, kiedy wlasnie potrzebne jest wiecej energii.Jak sie jednak dowiedzialem, ze chcac zainstalowac wiatrak bede musial wystepowac o pozwolenie na budowe, potem jeszcze badac, czy na dzialkach moich sasiadow nie sa przekroczone normy halasu, to zwatpilem i dalem sobie siana. Rozwazajac jednak wiatrak nie bralem pod uwage jako glownego argumentu ekonomii, ale niezaleznosc energetyczna. Od kiedy bowiem przeszedlem z ogrzewaniem na drewno, to jestem w stanie przezyc mrozna zime za ca. 1 kEUR, czyli oszczedzic bardzo duzo sie juz nie da. Natomiast problemem sa zdarzajace sie blackouty, ktorych czestotliwosc ma narastac. Z rozwiazaniem problemu postanowilem sie jednak wstrzymac, bo mam cicha nadzieje na dopracowanie technologii ogniw paliwowych, ktore wydaja sie rozwiazaniem duzo prostszym od wiatraka.

          • Antey

            @TakieJedenŁoś

            A wodór do tych ogniw będziesz dowoził gazowcem z pływających okołorównikowych solarnych platform hydrolizujących ? :)

          • Jacek K

            @Cynik

            Rozmawiałem z wieloma ludźmi z przeróżnych branż: instalatorami, konserwatorami (serwis), sprzedawcami, fizykiem. Co wyszło:
            1. zimą jest zimno, bo słońce nie grzeje. Zimą panele nie pracują – dni krótkie, spore zachmurzenie, śnieg na dachu itd. Latem jest super, ale nie warto zużywać wiele wody, bo ta nie jest tania (patrz niżej).
            2. Rurki z czynnikiem się rozszczelniają, bo pracują w ekstremalnych temperaturach
            3. trzeba wymieniać czynnik – parę stówek za glikol albo rezygnacja z “ogrzewania” zimą
            4. problemy, gdy wyłączą prąd – pompa nie działa

            W wielkim skrócie mądrość, którą wyniosłem, brzmi: lepiej oszczędzać ciepłą wodę niż ciepło wody.

            Na koszt 1m3 ciepłej wody składa się bowiem:
            1. 1 m3 zimnej wody
            2. 1 m3 ścieków
            3. ogrzanie 1 m3 wody, uwzględniając sprawność. Od razu mówię, że sprawność energetyczna podawana przez sprzedawców jest wyssana z palca. Tu dochodzi do kilku wymian ciepła. Glikol jest trujący, a przepisy wymuszają wtedy podwójną izolację między pitną wodą a “trucizną”.
            3. koszt instalacji grzewczej, rozłożonej w czasie: zakup, zainstalowanie, serwis w czasie gwarancji i po.
            4. dodatkowe koszty, jak np prąd do napędzania pompy, koszt wybudowania dodatkowej powierzchni wewnątrz domku, zbiornika biwalentnego itp

            Weź sobie te paręnaście tysięcy i włóż na lokatę i zobacz, czy dla Twojej rodziny (czyli powiedzmy zużyciu 10 m3 c.w.u. miesięcznie) zyski z tej lokaty nie pokryją kosztów ogrzania wody. Nawet jeśli nie, to czy dla np 50 zł oszczędności warto wchodzić w panele. Przecież pieniądze wydane na panele mogłyby pracować dla Ciebie, nawet biernie.

            Opłaca się w Grecji, Turcji czy na Sycylii, ale nie w Polsce (bez dopłat typu 90%). Natomiast w krajach południa stawia się po prostu zaczerniony zbiornik na dachu na kilka m3 i czeka, aż słońce samo nagrzeje. Bez pomp, glikolu, super technologii itp rzeczy.

          • Jacek K

            @Cynik

            A jeszcze, jeśli chodzi o woltaiki, to u nas nie można sprzedawać małych ilości energii elektrycznej do sieci. Niemcy ponoć skupują nawet 50W i być może rocznie jakoś im bilans wychodzi. Cena i sprawność energetyczna ogniw (rzędu kilkunastu %) jest jednak bardzo niekorzystna, więc zwrot z takiej inwestycji będzie dyskusyjny. W tym wypadku pochwalam wolność w zasilaniu “grida” przez małych Kowalskich i dofinansowania od państwa, gdyż stymulacji popytu może przyspieszyć wejście na rynek wysokosprawnych i jednocześnie tanich ogniw tak, że w końcu nie trzeba będzie do tego dokładać.

            Dodam jeszcze, że dostępne w Polsce wiatraki nadają się w szczególnie korzystnych warunkach wiatrowych do zasilania grzałki wewnątrz zbiornika biwalentnego (2kW), a jak kogoś stać na kilka sztuk, to może i podłogówki. Szczególnie nadawałyby się do tego turbiny o pionowej osi, jednak jakość ich wykonania w Polsce jest kiepska – za duże tarcie na łożyskach i słaba precyzja wykonania prądnicy (duża szczelina w obwodzie magnetycznym), czyli słaba sprawność. Problemem zazwyczaj jest wysoka minimalna prędkość wiatru, żeby ustrojstwo w ogóle ruszyło :) *sigh*

            Moim zdaniem jedynym sensownym rozwiązaniem są chińskie fotowoltaiki o dużej sprawności (rzędu 90%) i wolność w skupie (np poprzez bilansowanie) energii elektrycznej od klientów detalicznych, ale w Polsce nie ma ani tego ani tamtego :)

          • Takie Jeden Łoś

            @Antey

            Ogniwo paliwowe nie musi byc na wodor.

          • Takie Jeden Łoś

            @Jacek K

            Dodam jeszcze, że dostępne w Polsce wiatraki nadają się w szczególnie korzystnych warunkach wiatrowych

            Ale korzystne warunki wiatrowe to ma spory kawal Polski. Poza tym warunki wiatrowe sa tym korzystniejsze im wyzej. Wystarczy wiec wybudowac wyzszy maszt – czyli taki z fundamentem, na ktory (niestety) potrzebne jest pozwolenie na budowe. Nie widze tez przeszkod, zeby poza zasilaniem grzalki w zbiorniku z woda ladowac jednak akumulatory i zasilac pompy obiegowe wody. Niby jest wtedy troche dodatkowych strat, ale zyskuje sie niezaleznosc od sieci elektrycznej.

          • Jacek K

            @Takie Jeden Łoś

            No tak, masz rację. Turbiny o pionowej osi dodatkowo mają możliwość wyłapywania prądów wznoszących (np gorące powietrze od dołu), więc niektórzy instalują je na krawędziach dachów, gdzie prawie zawsze jest jakiś wietrzyk, właśnie od konwekcji. No ale….albo niska cena (3kW za 10 tys. zł) albo wysoka jakość. Co do wiatrów w Polsce: w górach i nad morzem jest OK. Reszta kraju to zwykłe liczenie na fuks. Absolutnie nie opłaca się magazynować energii, nie dla domku.

  • obywatel zniesmaczony

    Pamiętam jak kiedyś wszyscy robili ogrzewanie na prąd, potem na gaz a teraz kombinują z panelami i nadal jak mieli zimno tak mają nadal bo “drogo wychodzi”. Ciepło było, jest i będzie u tych co rozpalają nieekologiczną gazetą, na którą kładą nieekologiczne drewno, posypując całość nieekologicznym węglem.

  • samsung

    Tyko nie przytaczaj poglądów na ekonomię tego Pana – całkiem niedawno nawoływał do zwiększania konkurencyjności polskiej gospodarki przez drukowanie złotego.
    A co do Peak Oil, które obiecał omówić i nie zrobił tego – obejdzie się:
    http://mises.org/community/forums/t/6293.aspx

  •  mmm777

    No to, całkowicie prawidłowo, robią to samo, co gospodarka: http://szczesniak.pl/2306

    (`Oznacza to, że rozwój zużycia energii odnawialnej w Unii to głównie palenie lasów.’)