JAK PRZEŻYĆ I PROSPEROWAĆ
POMIMO PAŃSTWA, SOCJALIZMU I KRYZYSU

Metale szlachetne


Aktualne ceny spot, 24h
1 oz = 31.1 g

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]


[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

Indeks akcji złota HUI, 6m
[chwilowe problemy w podawaniu indeksu HUI]

Rynki dzisiaj





Archiwa 2GR

Nasi znajomi

Autor: cynik9 - 06.03.11

Edukacja w korycie

Nowa partia Koryto Jest Najważniejsze (KJN),  czy jak jej tam,  wyrzuconych z PiSu socjalistów urodziła,  jak przystało na socjalistów,  program odebrania więcej pieniędzy jednym i rozdania ich drugim. Plus program pomocniczy dalszego, pomyślnego zadłużania państwa.

Nie ma w nim nic z ostrożnego wspierania inicjatyw, delikatnego pogłębiania czegoś tam czy dyskretnego ulepszania czegoś innego. Nic z powściągliwych planów stopniowego doskonalenia i tym podobnych określeń którymi socjaliści przykrywają zazwyczaj chęć kradzieży twoich pieniędzy na swoje cele. Nic z tych rzeczy. Koryto Jest Najważniejsze więc wali prosto z mostu o co mu chodzi – o przekazywanie pieniędzy dla rodzin na edukację dzieci. O zasiłki dla rodzących matek. O stworzenie kont edukacyjnych.

Zaryzykować można przypuszczenie że kont edukacyjnych nie będzie napełniał swoją własną gażą poselską mózg ugrupowania,  JE P.Poncyljusz. To że ze swojej własnej gaży poselskiej rodzącym matkom nie odpali szefowa partii JE Kluzik-Rostkowska także jest pewne. Jak i to zresztą że to nie szefowa mniejsza JE Jakubiak, dzięki której Polacy jak wiadomo mogą pracować, z własnej gaży przekazywać chce rodzinom pieniądze na edukację ich dzieci.

Co to to nie. Rozdawane innym pieniądze będą dla pewności twoje, wymuszone przemocą nowych podatków. A ponieważ nijak tego nie starczy to będą musiały  zostać również,  ma się rozumieć,  dopożyczone.  Tak aby i twoje dzieci, i te dzieci co to je właśnie rodzące matki mają rodzić za zasiłki, stały się  permanentnymi niewolnikami długu narodowego.   W przekazywaniu twoich pieniędzy innym Koryto chce jedynie pomóc pełniąc rolę pośrednika. Najbardziej oczywiście pomagając w tym procesie sobie przez załapanie się na kolejną kadencję. No bo przecież Koryto Jest Najważniejsze.  Bez niego zainteresowanie w uszczęśliwianiu innych na twój koszt mogłoby jeszcze sczeznąć. Głosuj więc na Koryto. To jest najważniejsze.

Gra Koryta to jeszcze jeden cyniczny sprawdzian inteligencji mas. I  jeszcze jeden test który masy w najbliższych wyborach obleją.   Demokracja ogłupiła je do tego stopnia że wystarczy wrzucić parę frazesów typu: pomoc, edukacja, zasiłki, bezpieczeństwo, polepszenie, dodać do tego trochę:  dzieci, ubogich, rodzin, niepełnosprawnych, emerytów czy chorych, po czym całość mocno wstrząsnąć. I już mamy gwarantowany cocktail wyborczy na który jakiś tam margines naiwnych,  niezorientowanych czy mentalnie niepełnosprawnych załapie się zawsze.

Czar samej myśli o tym że w demokracji każdy żyć może na koszt kogoś innego jest zbyt ponętny aby przejść obojętnie. Powabowi dostania czegoś za nic rzadko kto się oprze. Cocktail blokuje funkcjonującą jeszcze część kory mózgowej przed dojściem do elementarnej konkluzji że jest to po prostu udział w okradaniu innych. Że socjalizm robi z ludzi krąg patologicznych złodziei okradających się nawzajem, z których w dodatku każdy uważa się za okradzionego i narzeka że ma “mało pieniędzy”.

a) Koryto skośne narożne dla macior, lewe   cena 89.73 zł (dziękujemy: hodowlany.pl)
b) Koryto polityczne,    cena: bezcenne

Koryto Jest Najważniejsze opowiada się na przykład za przekazywaniem w ramach systemu podatkowego (czytaj – wyższych podatków) 4,8 tys. zł rocznie na edukację dzieci. Ach, co to za zbożny cel! I jaki słuszny! Czyż nasze dzieci nie zasługują na dobrą edukację? No, niech wstanie ten kto tak nie uważa!

Jest w tym tylko jeden szkopuł. Po co jeszcze do tego utrzymywać  fikcję tak zwanego resortu  Edukacji Narodowej? Czy to aby nie celem MENu miała być edukacja dzieci? I czy nie pochłania ten mastodont krociowych “nakładów na edukację”, najwyraźniej bez żadnego efektu? Czemu zatem słysząc halucynacje swojej szefowej JE Kluzik-Rostkowskiej rozsądny czasami  JE P.Poncyljusz nie zaproponuje przynajmniej równoległej likwidacji MENu? Przecież apele Koryta to nic innego jak przyznanie całkowitego bankructwa idei socjalizowanej edukacji.

Dekady indoktrynowania mas nie zmienią faktu że MEN jest potrzebne jak psu piąta noga,  co każdy widzi. Najlepszym przykładem jest Szwajcaria gdzie żadnego centralnego ministerstwa edukacji nie ma. Wprawdzie socjaliści wskażą od razu nie bez pewnej racji  że Polska nie jest Szwajcarią ale… ;-)  mimo braku MENu nie zaobserwowano tam aby społeczeństwo było głupsze niż gdzie indziej. Przeciwnie, istnieją podejrzenia że koncentracja idiotów jest znacząco niższa od średniej europejskiej.

Szkoły są z natury sprawą i troską lokalnych społeczności,  i przez nie powinny być finansowane.  Nie jest to sprawa dla centralnej machiny urzędniczej z jej bizantyjskim marnotrawstwem. Finansowanie szkół przez mityczne “państwo” to przecież nic innego jak  tylko pieniądze odebrane siłą  tym samym obywatelom którym są później zwracane w połowie, po rozkradzeniu reszty.

Nie wiemy czy to przypadek czy nie że wynoszące  prawie 6% PKB  tak zwane “nakłady na szkolnictwo” w Polsce są per capita  jak raz zbliżone do sumy którą JE Kluzik-Rostkowska chce dodatkowo ukraść ludziom. Zlikwidujmy w takim razie MEN, wraz z jego państwowymi szkołami i ich indolencją, niekompetencją, wszechobecną związkokracją. Pozwólmy kwitnąć edukacji prywatnej,  od stymulowania edukacji maluchów w domu przez rodziców począwszy. Dobrzy nauczyciele nie muszą się niczego obawiać. Są bezcenni.  Sami założą oblegane szkoły czy będą rozchwytywani przez inne, podwajając swoje wynagrodzenia!  Słabi nauczyciele natomiast, pozbawieni parasola ochronnego związkokracji, miejsca w prywatnych szkołach długo pewnie  nie zagrzeją.  I słusznie,  bo w edukacji i tak nie mają czego szukać.  

A najlepsze że to wszystko “za darmo”, co tak socjaliści kochają! Bo litościwie nie chcąc ciągnąć tej libertariańskiej wizji do końca zatrzymajmy się w pół drogi.  Umówmy się że dalej mamy państwo i nadal mamy te same  “nakłady na edukację”.  Tyle że zbierane są one bardziej lokalnie, bez marnotrawstwa centralnego MENu, bez kradzieży po drodze, bez tłumu darmozjadów,  bez narzuconych układów zbiorowych,  “kart nauczyciela”  i innych. Suma “nakładów na edukację” podzielona przez liczbę uczniów wystarczy z zapasem na wypłatę rodzicom voucherów edukacyjnych.

W odróżnieniu od “pieniędzy przekazanych rodzinie”,  jak chce  tego JE P.Poncyljusz et consortes,  vouchera rodzic ani nie przehula  ani nie kupi sobie za niego pół litra.  Za to  każdy rodzic, biedny czy bogaty, zapłaci tym voucherem za tę prywatną szkołę dla swoich pociech którą sam sobie wybierze. To szkoła dopiero skasuje jego voucher w banku. Ale to rodzic będzie podejmował decyzje do której szkoły posłać swoją pociechę i pośle ją do najlepszej. Najlepszą będzie zaś ta która przyciągnie uczniów i rodziców najlepszym poziomem i najlepszymi pedagogami.   Rodzic zadecyduje  program której szkoły mu najlepiej odpowiada i czego chce aby jego pociecha się uczyła.

Nie będzie o tym decydowało państwo, nie będzie Koryto i inni socjaliści ani nie będzie decydować o tym szkolna związkokracja. Nie będzie o tym także decydować zawartość portfela rodziców,  co uspokoi co bardziej nerwowych.  Naturalna selekcja pozwoli oddzielić ziarno od plew. Chcemy najlepszego ziarna w szkole czy nie chcemy?  A miejsce plew jest w korycie.

©2007-2011 www.twonuggets.com wszelkie prawa zastrzeżone
Share

18 komentarzy do: Edukacja w korycie

  • HansKlos

    @BR, Cynik9
    Załóż jakiś Fundusz Ubezpieczeń Wzajemnych albo jak pisał cynik – 10 kont w banku i "akumuluj kapitał na edukacje".

    Tylko po co, skoro mówimy ciągle o pieniądzach JUŻ ZABIERANYCH z podatków. To jak rozmowa z o OFE – skoro już zaboru pieniędzy nie można uniknąć, to skupmy się chociaż na indywidualnym zarządzaniu tymi pieniędzmi. Gdyby tutaj był wolny wybór, to jeden wybrałby OFE, a inny krugerrandy.

    Tak samo z pieniędzmi na oświatę. Skoro państwo już je WYDAJE (z PODATKÓW, których nie sposób uniknąć) to skupmy się na ich RACJONALNYM wydawaniu. Może wtedy lepsza będzie tańsza szkoła i indywidualne korepetycje albo płatne zajęcia dodatkowe, np kółko fizyczne lub muzyczne?

    Indywidualne zarządzanie pieniędzmi, które ze wspólnej kasy idą na jakiś cel zawsze jest lepsze niż decyzja urzędnika.

  • bm

    Po co ojciec czy matka chcieliby zmieniac caly system jesli moga poslac dziecko do szkoly niepublicznej? Jak mi Panstwo odda wszystkie pobrane ode mnie pieniadze na szkole publiczna, to ja natychmiast sie ZOBOWIAZUJE wyslac dziecko do niepublicznej szkoly. Bo za nia trzeba dodatkowo zaplacic. A ja juz "zaplacilem" za szkole podatkami.

    Najlepiej sie to przejawia w narzekaniach niektorych na zmieniajace sie podreczniki: nie pytaja sie czy nowy jest lepszy od starszego, tylko biadola nad tym, ze beda musieli pojsc do ksiegarni i wyskubac 30 PLN na nowa ksiazke dla dzieciaka.A nowy podrecznik jest lepszy od starego? Normalnie narod autorow-geniuszy mamy. Skoro co roku prawie do kazdego przedmiotu sa Nowe Jeszcze Lepsze Podreczniki (C)(R)(TM). Ales Ty chlopie naiwny… Przecie Nowe Jeszcze Lepsze Podreczniki (C)(R)(TM) sa po to, zeby wydawnictwa zarabialy… I nie 30 PLN a jak zsumujesz to i 300 PLN i 600 PLN. Co roku. A to stanowi w nie jednej rodzinie 20/30/50% miesiecznego budzetu.

    pozdrawiam,
    bm

  • Para-Site

    "Zadaniem szkół publicznych jest kształcić w umysłach obywateli cnotliwe oddanie swemu rządowi."

    Ktos sie z tym nie zgadza? Ktos ma odwage sie sprzeciwic samemu Arystotelesowi?

    W czym komus maja przeszkadzac szkoly publiczne skoro jest zgoda panstwa na istnienie szkol niepublicznych? Po co ojciec czy matka chcieliby zmieniac caly system jesli moga poslac dziecko do szkoly niepublicznej? A w najgorszym wypadku moga przeciez sami zalozyc szkole, czyz nie?

    Problemem jest to, ze rodzice sami nie wiedza, czego ich dzieci mialyby sie uczyc w szkole; nie wiedza co dla nich samych jest wartosciowe wiec posylaja dzieci do pierwszej lepszej szkoly publicznej, zeby sie pozbyc bolu myslenia, decyzji i dzialania. Najlepiej sie to przejawia w narzekaniach niektorych na zmieniajace sie podreczniki: nie pytaja sie czy nowy jest lepszy od starszego, tylko biadola nad tym, ze beda musieli pojsc do ksiegarni i wyskubac 30 PLN na nowa ksiazke dla dzieciaka.

  • cynik9

    @Abram: Zmusi je [szkoły do konkurencji] wolny rynek z którym OFE mają niewiele wspólnego.

    Zgadza się. O ile socjalizm nie dojdzie do pomysłów takich jak przymusowe ujednolicanie miksu rasowego przez dowożenie dzieci do przypadkowych szkół (jak kiedyś w San Jose, Ca) to szkoła w tym modelu będzie musiała zabiegać o uczniów ponieważ bez nich zbankrutuje.

    Doskonały jest ten cytat wynaleziony przez BR: Zadaniem szkół publicznych jest kształcić w umysłach obywateli cnotliwe oddanie swemu rządowi . O to właśnie chodzi we wszystkich "ujednoliconych programach szkolnych" i "trosce" państwa o oświatę.

  • gość codzienny

    I jeszcze offtopic, choć w zakresie naszych zainteresowań:
    Obejrzyjcie komedię "Other guys" (w polskiej wersji "Rezerwowa policja"). Film średni ale w doborowej obsadzie. Najlepsze jest na końcu w trakcie tzw "napisów końcowych". U nas cenzura POlityczna by wycięła. To taka ładna wstawka o schemacie Ponziego, "bejlałcie" i długu USA. Uśmiałem się jak norka więcej na tych napisach jak na samym filmie (ale nie polecam dla dzieci z uwagi na teksty w stylu "American Pie").

  • gość codzienny

    Po co szukać w Szwajcarii. Przepiszcie dziecko z jednej szkoły do sąsiedniej na tej samej ulicy. Bankowo będą mieć tam inne podręczniki i wogóle wszystko inaczej. Co do stopnia wyedukowania ogólnego Szwajcarów nie wypowiem się, ale widać nie przeszkadza im to mieć drogi bez dziur, pociągi bez opóźnień i brak chętnych do zagalopowania się na ich terytorium. Ciężko by im to było osiągnąć, gdyby wszyscy byli tam idiotami.

  • wrm.pl

    Nie zapominajcie, ze owszem, w metropoliach, gdzie szkol jest duzo, szkoly moga konkurowac, ale w niektorych miejscach tych szkol jest mniej i niewiele osob bedzie w stanie wyslac swoje dziecko do najlepszej szkoly, tylko do takiej do ktorej moze, czyli na przyklad najblizszej. Tudziez w jednym miescie 2 szkoly, konkurencji wokol praktycznie zadnej. I obie szkoly beda wiedzialy ze te bony i tak trafia do nich. Wiec po co sie starac? Nie jestesmy az tak mobilnym narodem.

  • Abram

    @Antey
    Zmusi je wolny rynek z którym OFE mają niewiele wspólnego. Nie będzie informacji zwrotnej? To na jakiej podstawie młodzież lub ich rodzice wybierają licea? Rankingi szkół powstają na podstawie koloru elewacji ścian? Czy jakiś specjalny państwowy bat dba o to aby fryzjerzy realizowali swoje zobowiązania?

  • Antey

    @cynik9
    A kto właściwie i dlaczego ma je zmusić do konkurowania ? OFE też miały – he he – konkurować :) Jeżeli z drugiej strony nie będzie Państwowego Bata – do egzekwowania zakontraktowanych zobowiązań i niezależnej oceny – konkurencji nie będzie. Choćby dlatego, że nie będzie użytecznej informacji zwrotnej.

  • cynik9

    @bm: Owszem, w Szwajcarii nie ma centralnego MENu, ale jest to z wielka szkoda dla rodzin, ktore sie przenosza miedzy kantonami… Ale jakis centralny program nauczania by sie przydal.

    Po pierwsze, komisja koordynacyjna programów szkolnych w Bernie jest. Nie wiem jak to działa i czy jak gmina zażyczy sobie uczyć dzieci że Ziemia jest płaska to wszystko będzie git. Pewnie nie.

    Nie występuję jednak per se przeciwko jakimś centralnym wytycznym co uczniowie w danym wieku powinni wiedzieć. Jest to jednak kwestia synchronizacji i uzgodnień i nie ma wiele wspólnego z socjalizmem grabiącym ludzi jak cytrynę a potem łaskawie dającym gminie część tego co zrabował w charakterze finansowania lokalnej szkoły gdzie gmina ma zero do powiedzenia. Jest oczywiście całkowicie rozsądne wymaganie pewnych ujednoliconych matematycznych umiejętności uczonych wszędzie.

    Cała reszta jednak "centralnych programów" zawadza o krytyczne kwestie światopoglądowe kształtujące osobowość młodego człowieka. O nich decydować powinni wyłącznie rodzice, i mieć po temu wybór. Scedowanie tego obowiązku centralnemu państwowemu planiście który decyduje co ma być be a co cacy jest abdykacją wpływu rodziców. Socjaliści tylko na to czekają. Do tego nie wolno dopuścić a do tego niestety sprowadza się centralna socjalistyczna monokultura która chce ci wyrwać dziecko z domu jak najwcześniej i jak najdłużej je maglować na swoją modłę. Dobrze to ujmuje BR cytatem: "Zadaniem szkół publicznych jest kształcić w umysłach obywateli cnotliwe oddanie swemu rządowi. Otóż to!
    ——————-

    I jeszcze jedno – czego dziecko się uczy to jedno. Inna sprawa kto je uczy. Wg mnie to drugie jest ważniejsze of tego pierwszego. Tutaj rodzice, z gminą może ale z nikim więcej, powinni mieć IMO władzę absolutną hire/fire. Żaden nie tylko centralny ale nawet regionalny cyngiel nie powinien mieć nic do gadania – jeśli rodzice czy szkoła chcą wyrzucić nie pasującego im nauczyciela na bruk to go wyrzucają i cześć.
    —————–

    I jeszcze inne zagadnienie – myślę że z tym przenoszeniem się z kantonu do kantonu i trudnościach z tym związanych jest nie inaczej niż z przenoszeniem się ze stanu do stanu w USA. Owszem, potrafi być z tym ból w krzyżu, wiem. Ale ja bym ten problem odwrócił – przenosisz się aby generalnie mówiąc rodzina w szerokim sensie awansowała. Jeśli nie awansuje, jesli masz trochę lepszą pracę ale żona nowej nie znadzie czy poziom szkolnictwa jest mierny to się po prostu nie przenosisz. Każdy więc w imię awansu rodziny ma pewne trudności adaptacyjne.

    A ja się pytam: so what? Co w tym złego? Całe życie polega na skakaniu na coraz wyższe schody i w tym cała jego uroda! Niech będzie tych możliwości jak najwięcej! Niech różne systemy, kantony, kompanie, szkoły konkurują między sobą o Ciebie oferowanymi warunkami życia i rozwoju. Jeżeli ceną za to mają być pewne trudności adaptacyjne przy zmienianiu kantonu, województwa czy państwa to chętnie ją płacę!

  • Anonymous

    jako odpowiedzialny rodzic poslalbym dziecko do szkoly, ktora organizuje najwiecej zebran dla rodzicow z rzeczonym pollitrem

  • BR

    @Hans-Klos

    "można wykorzystać pieniądze indywidualnie zarezerwowane na określony cel – zdrowotny, edukacyjny, inny."

    No ale to se możesz sam założyć z kolegami. Załóż jakiś Fundusz Ubezpieczeń Wzajemnych albo jak pisał cynik – 10 kont w banku i "akumuluj kapitał na edukacje". W III RP masz gdzieś tak 95% pro-egalitarno-socjalistycznie nastawionych proli, więc bez kłopotu uciułacie potrzebne fundusze.

    "Rzeczpospolite takie będą jakie młodzieży chowanie"

    Pod warunkiem, że chowaniem młodzieży nie będzie się zajmował MEN. Jak powiedział bodaj Mill: "Zadaniem szkół publicznych jest kształcić w umysłach obywateli cnotliwe oddanie swemu rządowi. Jakiekolwiek mogłyby być potrzeby młodych ludzi, żaden system publicznego szkolnictwa nie powstał po to, by je spełnić – system ten powstał celem monitorowania i tresowania do posłuszeństwa, aby potem wytrenowany i uległy ładunek ludzki wypuszczać porcjami wedle potrzeby."

  • cynik9

    @hansklos: Wg mnie system kont celowych, edukacyjnych, zdrowotnych itd. jest jak najbardziej na miejscu. Zamiast dotacji dla gmin i powiatów, a potem problemów z zapisaniem dziecka do szkoły w innej gminie lub powiecie można wykorzystać pieniądze indywidualnie zarezerwowane na określony cel – zdrowotny, edukacyjny, inny.

    10 kont celowych na dowolne cele możesz sobie założyć od jutra w banku, bez pomocy KJN. Nikt Ci tego nie broni. To nie konta celowe są problemem tylko a) kto je ma napełniać… ;-) oraz b) kto je ma kontrolować, a w szczególności "pożyczać" z nich za domknięcie budżetu… ;-0

    Zwiększa to kontrolę obywateli nad wydatkowaniem podatków.
    A tu już mnie rozśmieszasz, przyjacielu… :-D "Kontrolę obywateli" to masz taką jaką zademonstrował ostatnio rząd w sprawie OFEs – też zresztą kont celowych, nieprawdaż? Sam zresztą zdaje się że proponujesz najlepsze konto celowe: celowo zakręcony słoik po dżemie z krugerrandem w środku pod gruszką. Inne konto celowe może być pod jabłonką… ;-) Wtedy dopiero możemy mówić że obywatel coś kontroluje.

  • bm

    Przyklad ze Szwajcaria bardzo nie trafiony niestety. Owszem, w Szwajcarii nie ma centralnego MENu, ale jest to z wielka szkoda dla rodzin, ktore sie przenosza miedzy kantonami czy nawet gminami (chociaz tu mniejszy). Burdel w programach nauczania (ze je tak szumnie nazwe; czyt. w tym co dany nauzcyciel akurat umie i o czym chce mu sie gadac) jest tak potworny, ze jak dziecko idzie do powazniejszej szkoly, to musi "wyrownywac". A juz nie daj Boze ma sie przeniesc do innego kantonu. Najlepiej jakby szkole zaczelo od nowa.

    Porozmawiaj sobie z rodzicami-Szwajcarami dzieci 10-15 lat co sadza o "fantastycznym systemie szkolnictwa" w ich kraju.

    Nie twierdze jednak, ze MEN musi byc i musi odgornie sterowac WSZYSTKIM i WSZYSTKIMI pieniedzmi. Ale jakis centralny program nauczania by sie przydal.

    A juz gadanie o lokalnych spolecznosciach, gminach i "Kocham Swoja Gminie" w dobie gdzie o miejscu zamieszkania decyduje miejsce dobrze platnej pracy to w ogole miedzy bajki wlozyc mozna. To nie te czasy (swoja droga niestety) gdzie farmer mial swoja ziemie i cala rodzina "po wsze czasy" do tej samej szkoly/sklepu/kosciola bedzie chodzic i po 6. klasie szkoly do pluga. Dlatego szkolenie bez centralnego programu, to porazka teraz.

    Co do ilosci idiotow – porozmawiaj z roznymi takimi Szwajcariami co z dziada pradziada w swojej gminie siedza. Zapytaj o stolice Turcji, o Polske o jakies ogolne rzeczy z geografii czy historii. ZERO pojecia maja. Bo ich Pan w szkole o ich gminie uczyl albo mial swira na punkcie ulamkow… Poziom tzw. wyksztalcenia ogolnego jest w Polsce caly czas wyzszy niz na zachodzie gdzie realizuje od daaaaaaawna plan chodowli idiotow do dojenia z nich pieniedzy. Patrz http://www.zeitgeistmovie.com

    pozdrawiam,
    bm

  • HansKlos

    @Cynik
    Szkoły są z natury sprawą i troską lokalnych społeczności, i przez nie powinny być finansowane.

    I są przez nie finansowane, tyle, że otrzymują na to celową dotacje z centrali;-)

    Wg mnie system kont celowych, edukacyjnych, zdrowotnych itd. jest jak najbardziej na miejscu. Zamiast dotacji dla gmin i powiatów, a potem problemów z zapisaniem dziecka do szkoły w innej gminie lub powiecie można wykorzystać pieniądze indywidualnie zarezerwowane na określony cel – zdrowotny, edukacyjny, inny. Zwiększa to kontrolę obywateli nad wydatkowaniem podatków. W rozwiązaniu tym brakuje mi jednak kilku elementów – możliwości akumulacji i możliwości przekazania innym zakumulowanych środków na ten sam cel, co pozwoliłoby wspomóc zdolne dziecko w rodzinie, sąsiada itd lub umożliwić lepsze leczenie jakiegoś dziecka czy osoby starszej. W końcu i tak trafiają na ten cel pieniądze z podatków, ale teraz o tym na kogo są wydawane decyduje urzędnik.

    Jednym słowem, nie wylewałbym dziecka z kąpielą. Rzeczpospolite takie będą jakie młodzieży chowanie

  • Anonymous

    Za kazdym razem, gdy czytam o takich pomyslach jak becikowe, czy ten wspomniany o doplatach po 500zl dla mam, to mi sie scyzoryk w kieszeni otwiera ze zlosci. Sam jestem mlodym ojcem niespelna dwuletniej coreczki i wiem, ze chwilowe dorzucanie jednorazowej kasy w niczym nie rozwiazuje problemu. Przyrost naturalny w PL jest bardzo slaby, ale z powodow o wiele powazniejszych niz drogie ksiazki czy brak wspomnianego tysiaca zlotych na start.

  • gość codzienny

    Nie ma w Polsce dostatecznie silnej osobowości czy ugrupowania by normalność przywrócić. To jest możliwe tylko w trybie nadzwyczajnym czyli w ramach najbliższej kolejnej rozpierduchy europejskiej. Wtedy będzie okazja zrzucić unijne kajdany i chwycić towarzystwo za pysk. Istnieje oczywiście ryzyko, że w ramach tej rozpierduchy zniknie sama IVRP, czego prawdopodobieństwo dziś szacuję na 50%. Przy opcji militarnej nasze szanse spadają do zera, przy opcji destrukcji długu szanse nasze rosną, bo skala zjawiska u nas mniejsza no i społeczeństwo w wieku 40+ jeszcze pamięta "czasy wyrzeczeń" i poradzi sobie lepiej niż rozpasione społeczeństwa starej unii.
    Co do samej edukacji – za moich czasów cała Polska uczyła się wszystkiego z takich samych podręczników – dziś każda szkoła ma inne nie wiadomo po kiego (…). Po roku są do wyrzucenia bo już są "nieobowiązujące". Myśmy książki kupowali od starszych klas a młodszym odsprzedawali po roku i choć była wtedy "komuna" było normalniej niż dzisiaj. Co tu jest (…) grane?

  • Antey

    @cynik9
    Jak pisują na mp.net – pod zdjęciami pożaru a'la demotywator – ' I like where this thread is going' :)

    Co do egzaminu i wyborów – wydaje się, że po referendum anschlussowym, kombinuje się nad przedłużeniem głosowania do dwóch dni.
    Ciekawe, dlaczego tylko dwóch i co na to Konstytucja.

    Koncepcję bonu edukacyjnego w USA forsowała bodaj administracja Clintona, i raczej z marnym skutkiem.

    Rzecz w tym, że w PL zepsucie doszło do absurdu – np. studenci protestujący przeciwko opłatom za KOLEJNY kierunek studiów. I TO jest dużo gorsza rzecz, niż jakieś tam postulaty grupki ludzi którzy opuścili tonący – jak sądzili – okręt polityczny.

    Z tego też powodu, poza pewną racjonalizacją kosztów – i związanym z tym dalszym rozwarstwieniem – widzę następującą kwestię. Owszem, proponowany scenariusz zracjonalizuje i stworzy bardziej uczciwe warunki rozliczeń. Natomiast edukacji nijak nie poprawi. W kraju gdzie za edukację się płaci (USA) sprawa jest prosta – drogie (i warte każdych pieniędzy) "Ivy League dla nielicznej zmotywowanej elity i równie liczne jak w Polsce pseudoszkoły dla "płacę-to wymagam".

    Znacznie ciekawszym absurdem jest idea polityków dt. "naprawiania internetu" i narzuceniu dostawcom odszkodowań, gdy "prędkość internetu" będzie mniejsza niż 90% deklarowanej.

    U nas byłbym za, ale kłopot polega – z odpłatnością zreszta za cokolwiek – że w publicznym rozumieniu NIE ISTNIEJE coś takiego jak niższy podatek. Nie ma.
    Ludzie są przekonani – i patrząc na min. Kopacz, słusznie ( :) ) – że "częsciowa odpłatność" = większe ceny, większy drenaż portfela i dodatkowa, zazwyczaj wysoka opłata za TO SAMO, JUŻ OPŁACONE !
    Stąd – co zrozumiałe – bronią się przed tym. Bo płacą raz za nic, więc nie chcą za nic płacić drugi raz… to żeby płacić raz, za cokolwiek ale komuś innemu – to po prostu się nie mieści obyczajowo.

    Wreszcie jest potężne lobby żyjących z edukacji wydawnictw. Te oprotestują wszsytko, co może wpłynąć na złamanie ich monopolu na dostawy drogich i ciągle nowych podręczników.