Geniusz państwowego inwestowania a nadużywanie bimbru

Na niebezpieczeństwa nadużywania bimbru wskazał ostatnio nasz drogi kolega {hansklos} nawołując do inwestowania “w fabryki” zamiast inwestowania w akcje. Ponieważ trzeźwi na ogół kapitaliści czynią jedno przy użyciu drugiego zastanawiać się można o co chodzi w tej zagadkowej dychotomii. Czy czasem nie o inwestowanie “w fabryki” przez jednego omnipotentnego wujka jakim jest państwo? To w odróżnieniu od inwestowania „w akcje” co zamiast być pozyskiwaniem kapitału “na fabryki” przez sektor prywatny jest zdaniem socjalistów podejrzaną spekulacją.

No i rzeczywiście, długo na rozwiązanie tej zagadki czekać nie musimy. Omnibusem który wie najlepiej w jakie fabryki i w jakie technologie najlepiej inwestować okazuje się istotnie państwo. A ściśle mówiąc okazuje się nim jego armia finansująca obiecujące technologie przyszłości, czego przykładem jest Ameryka. Ochrona własności intelektualnej jest w tym zupełnie niepotrzebna. Mogłaby nawet przeszkadzać w postępie bo przecież patentując genialny wynalazek wypada go najpierw ujawnić. Znacznie lepiej jest gdy obiecująca technologia w pewnym momencie zniknie po prostu z ekranu radarów. Najpewniejszy to znak że armia zaczęła się nią interesować na poważnie, bez patentów i bez zbędnego ujawniania szczegółów. To że przy okazji utajniona zostaje czarna dziura w której znikają publiczne pieniądze nie ma dla socjalistów żadnego znaczenia. W końcu wydają oni nie swoje pieniądze ale anonimowego podatnika.

Wielkie znaczenie ma natomiast co innego. To mianowicie że czasem jakiś projekt nie zostanie przypadkowo utajniony, czy na utajnienie którego stanie się po prostu za późno. Rezultaty badań finansowanych przez armię, czyli przez państwo, dyfundują wtedy do domeny publicznej za  friko. I to właśnie ta magiczna formuła darmochy, czegoś za nic, ma dla socjalistów zawsze taki nieprzeparty czar.

Jak by z tą darmochą nie było, faktem jest że rezultaty takich projektów rzadko objęte są ochroną patentową i każdy może ich wolno użyć. Spójrzmy na internet, wielki wynalazek naszych czasów, zmieniający w oczach świat w którym żyjemy – wołają socjaliści po jednej szklance bimbru. Czemu go zawdzięczamy? Przecież nie jakiemuś tam prywatnemu spekulowaniu w akcje. Zawdzięczamy go inwestowaniu przez państwo! A konkretnie przez państwową agencję DARPA (defense advanced research project agency) która dawno temu sfinansowała paru asystentów na kilku uniwersytetach aby wymyślili sposób komputerowego komunikowania się między sobą. Gdyby idea internetu została opatentowana to nic by z niej przecież nie wyszło. Co najwyżej jakiś obleśny kapitalista bogaciłby się na spekulowaniu w akcjach albo równie obleśny wynalazca na patencie.

Otóż problem z nadużywaniem bimbru przez socjalistów jest taki że już po drugiej musztardówce zatracają oni poczucie proporcji…  :-D

Budżet departamentu obrony (DoD) w USA wynosi ponad $689 miliardów dolarów, 6x więcej niż drugie na liście Chiny i więcej niż całkowita suma wydatków zbrojeniowych kolejnych 20 państw. Wydatki zbrojeniowe w USA stanowią pozycję olbrzymią – idzie na nie 1/5 budżetu, tyle samo co na emerytury. Znakomita większość tych zabranych ludziom przemocą pieniędzy jest bezpowrotnie tracona. Wydawana jest na bezsensowne wojny i na finansowanie rozbudowanego wyścigu zbrojeń w sytuacji gdy nie ma się już z kim ścigać. Znikomy procent tego idzie nawet w pobliże finansowania rozwoju zaawansowanych technologii. Budżet agencji DARPA, tej matki chrzestnej internetu która finansuje tego typu projekty, wynosił w 2008 zaledwie $3.2 miliarda czyli ok. 0.5% całości!

Pojawia się tedy pytanie co by było gdyby państwo zamiast bezproduktywnie wyrzucać biliony dolarów na zbrojenia, Afganistan, Irak, programy jak F35 joint strike fighter czy ballistic missile defense (te dwa tylko razem dobre na $20 mld rocznie) i dziesiątki innych zostawiło te pieniądze w kieszeni obywateli. Gdyby zamiast ich pod przymusem zubażać a samemu uzurpować sobie rolę inwestora “w fabryki” i technologie, dało po prostu ludziom szanse aby sami podjęli suwerenną decyzję w co inwestować ich własne pieniądze.

Może ktoś zainwestowałby w Afganistan, Irak czy rządowe obligacje, lunatyków przecież nie brakuje. Ale miliony zainwestowałyby grube miliardy właśnie w akcje tysięcy start-upów rozwijających zilliony różnych nowych technologii. Technologii z których przynajmniej setka a może i dwie zaowocowałaby produktami na miarę jednego internetu DARPy. Socjaliści tego wymiaru w ogóle nie dostrzegają. Nie widzą skali państwowego marnotrawstwa nie potrafiąc wyobrazić sobie nauki i postępu bez obfitego zasilania z państwowego cyca. Choćby armia USA wynalazła nie jeden ale dziesięć internetów  będzie to wciąż kiepskim zwrotem  z bilionów odebranych sektorowi prywatnemu i bezmyślnie zutylizowanych przez państwo.

Do sukcesu prywatny start-up potrzebuje dwóch rzeczy – kapitału i ochrony rozwijanej przez siebie technologii. Jednego odmawiają mu socjaliści syfonując prywatny kapitał ku państwu. Drugiego odmawiają mu skrajni libertarianie odrzucając własność intelektualną. Skrajni socjaliści natomiast odmawiają mu obu rzeczy na raz, nie zauważając ogromu traconych szans. Wolą prawić bajki o wyższości państwowego inwestowania “w fabryki” nad prywatnym “spekulowaniem w akcje”. Snują naiwne wizje genialnego państwowego wujka który wynalazł internet bo z jakichś powodów lepiej wie niż sektor prywatny w co najbardziej opłaca się inwestować.

Wysuwanie internetu jako przykładu wyższości inwestowania państwowego nad prywatnym jest jak badanie słuchu muchy przez uczonych radzieckich. Mucha traci słuch po urwaniu ostatniej nogi – brzmiał wniosek z projektu badawczego kiedy po ostatnim zabiegu mucha istotnie przestała się poruszać. Odbierzmy kapitał prywatnemu inwestorowi aby i on przestał się poruszać a potem piejmy ody do geniuszu państwowego wujka.

©2011 dwagrosze.com

75 Replies to “Geniusz państwowego inwestowania a nadużywanie bimbru”

  1. "Ta rola ochrony patentowej 'up-front' dla małego, startującego przedsiębiorcy jest moim zdaniem bardzo ważna i zupełnie niedoceniana przez socjalistów którzy po prostu nie chcą Ciebie jako niezależej prywatnej jednostki. Masz być jedynie pokornym, pozbawionym inicjatywy i kapitału petentem opiekuńczego państwa które samo ma 'inwestować w fabryki' a Ty masz za regulowaną przez socjalistów płacę zasuwać tam 9-17, mo-fr"

    To jest tylko teoria. Podobna nieco do socjalistycznych teorii i tak samo szkodliwa. W praktyce jest dokładnie odwrotnie. Patent jest monopolem nadanym przez państwo w określonym celu. Pierwotnie celem była (państwowa) pomoc małemu, startującemu przedsiębiorcy. Dzisiaj mały przedsiębiora musi mieć kapitał rzędu milionów dolarów żeby w ogóle dochodzić swoich praw w sądzie (średni koszt procesu o naruszenie patentów w informatyce to około 2 mln dolarów). Dodatkowo ten sam startujący przedsiębiorca musi mieć kapitał na rozwój swoich wynalazków.

    Na tym procederze zyskują tylko prawnicy i wypasione korporacje które mogą swobodnie ignorować patenty małych a nawet średnich firm bo i tak nie będzie ich stać na dochodzenie swoich praw w sądzie. Za to te same korporacje nagminnie używają patentów do ochrony rynków na których dominują przed nowymi, bardziej innowacyjnymi przedsiębiorcami. Korporacje licencjonują wzajemnie swoje pateny (cross-licensing) i tworzą oligopole sztucznie zawyżając koszty wejścia na rynki w których siedzą i eliminują innowację na tych rynkach. Często jest tak że korporacje utajniają (i nie patentują żeby nie ujawniać) technologie nad którymi pracują natomiast intensywnie patentują obszary nad którymi pracuje konkurencja lub obszary w których węszą potencjał zagrażający rozwiniętym rynkom na których siedzą. Dziś dotyczy to praktycznie wszystkich dziedzin, również informatyki która kiedyś rozwijała się bardzo szybko bez patentów a w ostatnich 10 latach rozwija się wyraźnie wolniej (nie licząc open source-u którzy przez niektórych jest uważany za "socjalizm" mimo że nie ma z socjalizmem nic wspólnego – i w przeciwieństwie do prawa patentowego jest to model bardzo przyjazny małym przedsiebiorcom).

    Nie chce mi się szukać linków do konkretnych przykładów – ale np. na https://groklaw.net można sobie poczytać dużo o patentach (głównie software-owych) i taktykach używanych przez korporacje do blokowania konkurencji, w szczególności open source-u i małych przedsiębiorców.

    Moim zdaniem patenty nie mają wiele wspólnego z wolnym rynkiem – za to mają więcej wspólnego z (dość perwersyjnym) socjalizmem lub raczej feudalizmem. Twórcy amerykańskiego systemu ("founding fathers") mieli tego świadomość – np. Thomas Jefferson był przeciwny patentowaniu ponieważ uważał to za przedłużenie systemu feudalnego, niestety uległ naciskom i patenty znalazły się w amerykańskim systemie prawnym.

  2. > Sprzeciw wobec IP nie oznacza, że chcę zmuszać wszystkich do ujawniania wszystkiego co stworzą. Można sobie mieć tajemnice, ale strzec ich na własny koszt. Np. to, że kupię procesor od intela nie daje mi żadnej wiedzy o tym jak stworzyć taśmę produkcyjną takich procesorów.
    … no to kupię te plany od nieuczciwego pracownika Intel'a.

    >Tak samo z płytki z programem nie
    > odtworzę kodu źródłowego.
    > I to też może być sposób na
    > zabezpieczenie swoich zysków.
    Nie potrzebuję kodów: mogę zrobić to samo co robili niektórzy piraci w niedawnych czasach: łamali oryginalne zabezpieczenia w programie, po czym… zamiast nich wprowadzali własne i rozpoczynali sprzedaż tak zmienionego produku.

  3. Ja jeszcze chciałbym naprostować dwie rzeczy:

    1. Otwarte programy nie powstają często w żadnych garażach, gdzie pryszczaci młodzieńcy piszą je dla idei tylko są tworzone przez duże firmy, którym są one potrzebne do prowadzenia biznesu. Np. facebook stworzył mnóstwo patchy do mysql'a i PHP bo po prostu ich potrzebował. I jakoś się nie boi, że inni mają teraz łatwiej tworzyć duże strony społecznościowe.
    Tak też myślę, że mogło by to działać w innych branżach: np. badania nad lekami mogły by finansować duże sieci szpitali, które ich potrzebują.

    2. Sprzeciw wobec IP nie oznacza, że chcę zmuszać wszystkich do ujawniania wszystkiego co stworzą. Można sobie mieć tajemnice, ale strzec ich na własny koszt. Np. to, że kupię procesor od intela nie daje mi żadnej wiedzy o tym jak stworzyć taśmę produkcyjną takich procesorów. Tak samo z płytki z programem nie odtworzę kodu źródłowego.
    I to też może być sposób na zabezpieczenie swoich zysków.

  4. @HansKlos: ;-))) I jak to jest Cyniku, kiedy nazywają Cię socjalistą, tj prawie złodziejem;-)))

    Dopóki prawdziwi socjaliści nie zaczną wprowadzać praw antybredzeniowych każdy ma prawo bredzić bezkarnie… ;-D

    Byle by nie kopiował cudzych bredzeń bo wtedy popełni plagiat… :-D :-D

  5. @gtz, TJŁ: widocznie zbliżają się jakieś dymisje w związku z montowaną właśnie PawlakGate. ministrowie gadają z sensem w ostatnim etapie swojej kariery rządowej kiedy niczym już nie ryzykują, tzn nie ryzykują utraty stołka bo i tak ma zostać odebrany :D

  6. @spekulancik
    Ci którzy bronią praw patentowych są socjalistami i sami nawet tego nie widzą.

    ;-))) I jak to jest Cyniku, kiedy nazywają Cię socjalistą, tj prawie złodziejem;-)))

    apropos uznania wyższości laboratoriów nad garażami

    Czasami garaże wygrywają, a cazsami potrzebne są wielkie laboratoria. Do badania cząstek elementarnych garaż nie wystarczy, ale do szegegu badań bilologicznych, elektronicznych i nad chemią materiałową już tak. Duża w tym zasługa komputerów i elektroniki oraz skutek masowej produkcji i automatyzacji, która radykalnie obnizyła koszty.

  7. @Cynik9

    Link w sprawie emerytur. Nie do pominiecia. Przed kliknieciem prosze wziac gleboki wdech i kilka tabletek na serce.

  8. "Pozostaje c) bredzenie pospolite, oparte na żarliwej wierze że skoro parę milionów właścicieli pecetów doprowadziło do OS i wolnej wymiany darmowych plików to parę milionów właścicieli garaży przerobionych na mini laboratoria doprowadzi w czynie społecznym do Open Pharmy i wolnej wymiany darmowych lekarstw. Pozostaje życzyć sukcesu."
    Idąc tym tropem można również dojść do wniosku, żeby wprowadzić dyktaturę wojskową i cały wysiłek ekonomiczny skoncentrować na rozwijaniu najpotężniejszych broni i technologii do zabijania oraz kontrolowania ludzkości. Na pewno taki zorganizowany wysiłek da efekt lepszy niż aktualne umiarkowane zaangażowanie w rozwijanie technologii wojskowych.

    Ten wpis to apropos uznania wyższości laboratoriów nad garażami.
    Zauważ, że sam dokonałeś wartościowania i wskazałeś co jest ważniejsze. A to nie przystoi liberałowi. To takie socjalistyczne.

  9. Ci którzy bronią praw patentowych są socjalistami i sami nawet tego nie widzą.
    Z jednej strony mówią jaki to biedny przedsiębiorca, który to nie może poradzić sobie z wdrożeniem w życie swojego pomysłu i trzeba mu zapewnić wsparcie w formie ustawy, która go chroni. A z drugiej strony te same osoby są przeciwne płacy minimalnej i kodeksowi pracy, który chroni słabą jednostkę przed dużymi podmiotami.
    Więc jeśli ktoś ma pomysł, to niech go realizuje. Po co mu jeszcze pomagać.

  10. Cynik: "(…)gdzie jest zysk?(…)"

    Ad.Doom – dzięki temu zabiegowi ("rozdawnictwu ver.1.0") zdobyli pokaźny zastęp fanów "zarażonych" gorączką Doom'a gotowych wydać kieszonkowe na ver.2.0 Zaoszczędzili miliony na marketing i promocję

    Ad.Threadless – goście na tym modelu wykręcają kilkadziesiąt baniek obrotu rocznie

    Ad.Ubuntu – chciałem przez to powiedzieć, że korporacje wybierają soft często ze względu na Support po sprzedażowy, a goście od Ubu to dostrzegli. Wątpię, żeby żeby na tym modelu zwróciły im się koszty w najbliższym czasie, ale to tylko moja spekulacja.

    Ad.Open Architecture – to jest bardzo młode dziecię. Znam polski startup, który poszedł w tym kierunku zobaczymy co z tego wyjdzie.

    Wystąpienie z TED'a wrzuciłem jako ciekawostkę.

    Ave.

  11. a teraz coś z zupełnie innej beczki: Fedakowa jest chyba na skraju krzywej Gaussa… myśli inaczej niż reszta ministrów ;-)

  12. @Cynik9: "zacząć należy od alternatywnego modelu biznesowego high tech"
    "Zachęcam jednak aby ktoś wyszedł z trzymającym się kupy, a nie SF, alternatywnym mechanizmem high-tech innowacji w operującym na prawach zysku sektorze prywatnym. "

    prosty przykład: zwyły pecet. IBM mógł zastrzec całą architekturę od stóp do głów, ale pozwolił konkurencji ją kopiować w całości (poza kodem BIOSu). dzięki temu zdobył gigantyczny rynek – tworząc ekosystem kompatybilnych rozwiązań i pozostając jego liderem na długie lata.

    google tworzy masę darmowych innowacyjnych usług, z których część sama w sobie nie ma nic wspólnego z samą wyszukiwarką i prezentowanymi reklamami – po to aby utrzymać usera w necie, najlepiej w obrębie swojego dominium.

    schemat ogólny dla high-tech: przedsiębiorca pakuje się w kosztowne badania a ich owoce tworzą nowy rynek, ekosystem i daja mu pozycję lidera know-how. nowy rynek wypiera stary ekwiwalent, otwartość technologii przyspiesza ten proces. konkurencja staje się jednocześnie pomocnikiem – konsument/klient wie, że jeśli lider padnie, to ma naśladowców i nie zostanie bez supportu. lider sam zaś koncentruje się na customizacji i "długim ogonie" albo na klientach korporacyjnych.

    drugi schemat ogólny dla high-tech: oparcie biznesu na usłudze i pernamentnym dopasowywaniu się do dynamicznie zmieniających się oczekiwań klienta.

    idąc poza high-tech: kto finansowałby badania big pharmy? firmy ubezpieczeniowe, zainteresowane redukcją ryzyka dzięki czemu można więcej kasy ze składek zostawić we własnej kieszeni.

    ogólnie, mam wrażenie że obrońcy IP chcą ugryźć więcej niż są w stanie połknąć – od razu chcieliby zdobyć cały rynek – podczas gdy przedsiębiorca działa w czasie. jawi sie im on też jako rynek homogeniczny bez długiego ogona i tych wszystkich szczegółów rozróżniających na których można zarabiać. rynek ten także wydaje się im statyczny, jakby konsumenci nie zmieniali upodobań i potrzeb z dnia na dzień.

  13. @mantrid: trochę późno się włączasz do dyskusji nie przeczytawszy moich wcześniejszych postów. Każdy arbitralnie narzucony państwowy termin jest durny, i im dłuższy tym bardziej. Nie wiem jaki jest odpowiedni na co. Ale skupiam się raczej na dziedzinie hi-tech i przedsiębiorcy- wynalazcy któremu procedura patentowa daje niewątpliwie cenną protekcję przed big guys którzy ze swoimi środkami łatwo zreplikowaliby wszystko co mała firemka ma. W tym przypadku okres protekcji mógłby być krótki – z rzędu kilku lat góra. Nie wiem czemu tak trudno zrozumieć że to co na jednym końcu ma pewne negatywne efekty na drugim końcu może skutecznie chronić początkującą firemkę opartą na jednym wynalazku.

    Poza tym zanim mnie zaczniesz cytować musisz się zdecydować czy mówimy tutaj o inkrementalnych zmianach w kierunku "libertariańskim" czy totalnym puszczeniu na żywioł. O tym drugim – zero państwa zero podatków – chętnie podyskutuję ale zacząć należy od alternatywnego modelu biznesowego high tech a nie od patentów.
    ———————

    @wojteksz: Re: alternatywnego modelu biznesowego to ja w tych próbach wiele nie widzę, sorry. Jestem do nich jak najbardziej sympatycznie nastawiony ale chcę wiedzieć "gdzie jest zysk?". W przeciwnym razie możemy sobie snuć plany o "social computing", i robić coś nawet praktycznego, ale ciągle na zasadzie honorowej charity albo czego w rodzaju "Lions club". Najbardziej zaawansowany model biznesowy do jakiego redukują się te próby to albo rodzaj prostej manufaktury albo rodzaj usługi do reperacji jej produktów.

    Dlatego m.in. uważam że OS z uwagi na specyficzne uwarunkowania, i historię, nie oferuje powielalnego modelu biznesowego.

    Pacjenci sami płacący za spontaniczny rozwój "social farmy" dla siebie na przykład – jak to ktoś sugerował – to przynajmniej coś nowego. Chciałbym zobaczyć efekty takich nowatorskich rozwiązań "biznesowych". W aptekach nie ma leków Roche czy Zeneki bo nie ma big farmy i nie ma patentów. Za to jest 100 tanich proszków "na raka" produkowanych w okolicznych garażach. Każdy naturalnie "działa doskonale" ale nikt niczego oczywiście nie sprawdza bo jak odrzucimy rolę państwa jako arbitra w patentach to nie po to aby funkcjonowało ono jako arbiter w lekach… He,he, może być jeszcze ciekawie… ;-D

  14. hmm… A co ma piernik do wiatraka, leżenie na plazy a placenie ZUSu. Ja bym chciał żeby byly tansze produkty, poprzez konkurencje ktorą blokuja patenty i prawa intelektualne. Generalnie Zusu nie place prawie wcale :) i chwale to sobie. Jako przyklad prosze zobaczyc branze IT i rozwój opensource…

  15. "Ot co boli socjalistów naprawdę!"
    Raczej chodziło o to, że IP powoduje, że niektórzy nie muszą zapracować na pinakoladę, tylko zarabiają na tym, że państwo im blokuje konkurencję.
    A ta chęć, żeby własnie kto inny poniósł koszty ochrony "ich" idei jest właśnie bardzo socjalistyczna…

  16. @ uniarkowany liberal
    w praktyce taka sytuacja nigdy nie zaistniala, albo 'monopol' trwal krotkotrwale- w sam raz aby przyznac wynalazcy wyceniana rynkowo premie za pomysl. Zawsze znajdowal sie ktos inny kto wymyslal produkt konkurencyjny ktory znosil taki status quo. Monopol jako taki nie ma szans na prztrwanie bez udzialu panstwa i chodzi w tym wypadku mechanizmy typu koncesje, zezwolenia, wakacje podatkowe itd, a nie o prawa patentowe czy autorskie.

    https://aynrandlexicon.com/lexicon/monopoly.html

    https://files.libertyfund.org/pll/quotes/138.html

  17. @cynik9

    pozwolę sobie sparafrazować fragment posta samego autora

    Czemu właściwie ten cud innowacji przez nakazaną wieloletnią ochronę intelektualną ma wstydliwie kończyć na akurat na poziomie 20 lat? Czemu nie na 50 lat? A czy nie lepiej od razu ustalić wieczną ochronę po kres cywilizacji? Przecież skoro ochrona patentowa w jednym okresie ma sprzyjać innowacji to trudno twierdzić że będzie ją ograniczała w innym

    samo ustalanie okresu ochrony patentowej jest tak durne jak ustalanie stóp procentowych. bo niby skąd centralny planista ma wiedzieć, ile powinna ona trwać?

  18. @podszywający się pod liberała: Własność intelektualna tworzy pokuse położenia się na plaży i popijania Pinakolady

    Ot co boli socjalistów naprawdę! Ustaliliśmy wcześniej w dyskusji że patenty i socjalizm to są dwie różne rzeczy, zgoda. Ale… tak jak miłośc i zazdrość, są tuż obok siebie!!! Z jednej strony imponuje mi gdy młodzi ludzie obrażają się posądzeni o socjalizm. Coś jednak musimy robić pożytecznego w tych 2GR… Z drugiej strony zawadź tylko w tematykę patentów a socjaliści zewsząd odezwą się w masie… ;-)

    Co jest złego w patentach? Czort tam z tym czy hamują postęp czy nie, czy zawyżają ceny czy nie, czy stymulują korporatyzm (koluzja wielkiego biznesu i państwa) czy nie. Teraz przynajmniej wiemy jasno od "liberała" co jest naprawdę złego w patentach: to że ktoś może leżeć na plaży i nie płacić ZUSu!

    To jest wysoce naganne! A więc najlepiej niech państwo tego zabroni tak aby każdy płacił przez nos i to po równo… a nie wyzywająco prowokował nas pinacoladą bycząc się na plaży! To czy robi coś sensownego czy nie, czy ma jakiś wkład do społeczeństwa czy nie, nie ma znaczenia.

  19. Nie wiem, dlaczego uparłeś się cyniku, żeby przyznawać komukolwiek prawo do zysku i jeszcze twierdzisz, że pozbawienie prawa do zysku to kradzież.

    Sytuacja z patentem jest analogiczna do następującej:
    Znalazłeś idealne miejsce na otwarcie sklepu. Brak konkurencji i dużo klientów. Już w głowie liczysz zyski ze swojego pomysłu. Zaczynasz budować sklep a tu ktoś to zauważył i skopiował twój pomysł i stawia sklep po drugiej stronie ulicy. Nagle zyski topnieją o połowę(albo i więcej aż do średniej stopy zwrotu na rynku).
    Czujesz się okradziony i biegniesz do państwa prosząc o pomoc i siłą zmuszenie tamtego, żeby Ci nie robił konkurencji bo ty wymyśliłeś to pierwszy i już zainwestowałeś kupę środków i teraz się nie zwrócą.

    Ba twierdzisz więcej: jak państwo nie będzie przyznawać nikomu ochrony tego typu, to świadomość takiej możliwości spowoduje, że nikt nigdy nie postawi żadnego sklepu i cofniemy się do paleolitu.

  20. Własność intelektualna hamuje rozwój!!!! wyobraźmy sobie że ktoś wymyśla super produkt zarabia na tym kase i gwarantuje sobie MONOPOL na jego produkcje (od kiedy to monopol jest dobry). Własność intelektualna tworzy pokuse położenia się na plaży i popijania Pinakolady, a nie pracy nad następnym produktem lub nad rozwojem obecnego aby konkurencja nie wyszła do przodu.

  21. W kwestii nowych/nietypoych modeli biznesowych.

    Doom (Id Software) – Drug dealer business model, czyli "pierwsza działka za darmoszkę" ;)

    Ubuntu (Canonical) – Produkt supportowany przez społeczność, rozwój dotowany również z prywatnego funduszu, duża penetracja rynku przychody z usług – Płatne Wsparcie

    Open Architecture – Rozwiązania architektoniczne rozwijane przez społeczność, otwarta dokumentacja – Płatna usługa budowlana

    Threadless [Skinny Software] – Społeczność tworzy projekty nadruków graficznych i wybiera design który ma być drukowany na ubraniach – Host zarabia na drukowaniu i sprzedaży ubrań

    I na koniec dwa grosze w temacie 'nowej ekonomii open source' (TED Talk)

  22. @nightwatch
    "A weź se i wygrywaj sprawy sądowe, płać prawnikom a jak Ci zostanie jeszcze trochę czasu i pieniędzy to przeznacz je na rozwój swojej firmy."
    Jesli ktos nie ma pieniedzy na prawnikow czy czasu na sady, to nich sie nie bierze za biznessy w high-techu. A jak golas ma pomysla to niech sie z nim zglosi to kogos, kto kase ma, do kogos takiego, kto kiedys tez byl golasem. Po paru latach placenia frycowego golas sie ubierze i beda wtedy do niego przychodzic inne mlode pomyslowe. Na tym polega ta gra. Komus moga sie takie zasady oczywiscie nie podobac: zamiast zaczac grac w te gre bedzie sie domagal nowej, jemu bardziej pasujacej, "sprawiedliwszej". Ale to juz jest faktycznie mysleniem socjalistycznym.
    Jak ktos chce byc kreatywny to tak czy siak musi sie orientowac w tym jak wyglada najnowszy stan techniki. Jak bedzie rozumial jezyk patentow i logike tego systemu to nie bedzie sie bal tego, ze go duzy pozwie bez racji do sadu. Bedzie tez umial obejsc istniejace patenty. W tym sensie patenty jak najbardziej pobudzaja kreatywnosc.

  23. Szanowna konfratrzy ;)

    Moim zdaniem arbitralne odrzucenie idei patentowania jest błędem logicznym, precedensem dającym zielone światło do odrzucenia idei własności prywatnej. Nie twierdzę, że mam rację, co więcej zakładam, że mogę trwać w błędzie jednak dla mnie dyskusja zaczyna przypominać spory o nożu, wszak nóż narzędziem użytkowym jest – a także bronią. Nożem możesz zrobić tracheotomię, posmarować kromkę masłem, obronić się lub też sterroryzować staruszkę.

    Patentowanie IMHO jest właśnie takim "nożem", nie można mu odmówić cech destrukcyjnych ale i twórczych, tylko czy z tego powodu zakazać noszenia/używania go? ;)

    W kwestii patentowania to z tego co mi wiadomo (te dane mogą być nieaktualne) w Polsce patentuje się rozwiązania techniczne czyli implementacje – nie wystarczy przedstawić idei działania czegoś lecz należy udokumentować prototyp. USA PTO rozpatruje natomiast wnioski patentowe również na „gołe idee” (pomysły). Myślę, że jeżeli już to w tym punkcie można upatrywać furtki do nadużyć.

    Od idei do sprawnej technologii zazwyczaj droga długa i kręta, podczas gdy ktoś przedstawia gotowy prototyp oznacza to, że zainwestował czas i pieniądze w nowatorską ideę. Nie rozumiem więc dlaczego właściciel takiego prototypu miał by inaczej niż dobrowolnie dzielić się swoim know-how.

    Z drugiej strony jeśli ktoś patentuje technologię, która jest już rozpowszechniona od dekady i zdążyła spenetrować rynek to jest to zwykłe nadużycie, do którego nie powinni dopuścić goście w UP.

    Pozdrawiam drużyno ;)

    Aha Vivat Open-Source serio!

  24. @cynik9

    Inny przykład z życia.(…)
    Zapytaj się swojego szwagra czy też nie wolałby pracować w swoim szykownym domu, na luzie, w wolnych chwilach, zamiast harować dla kogoś innego widząc do tego dzieło swojego umysłu marnotrawione.

    Przemyśl podany przez siebie przykład i odpowiedz na pytanie: Czemu – do jasnej cholery – ten mój znajomy doszedł do własnej firmy tak okrężną drogą w dodatku wykupując własne patenty od swojego pracodawcy?

  25. Co do prac doktorskich (a tym bardziej magisterskich), to po gadać o czymś co nie ma znaczenia?

  26. Z perspektywy osoby widzącej od środka i Państwo i Korporację: państwo, nawet Polskie, jest dużo bardziej efektywne finansowo – i to tak proporcjonalnie jak i w liczbach bezwzględnych – niż większość korporacji.
    Z tym że za błędy Państwa odpowiadają wszyscy – za błedy korporacji, w założeniu, sama korporacja. Owszem, w praktyce jest to też łańcuszek klientów, podostawców itp. ale w gospodarce wolnorynkowej ta "propagacja uszkodzeń" ma tendencję do wygaszania się.

    Rzecz w tym, że będąc dostatecznie dużą firmą, staje się zbyt dużym by upaść.

  27. @Para-Site
    Strachliwych frajerów?
    A weź se i wygrywaj sprawy sądowe, płać prawnikom a jak Ci zostanie jeszcze trochę czasu i pieniędzy to przeznacz je na rozwój swojej firmy. Wtedy może wygrasz i odniesiesz sukces.
    Ale żeby nie było że totalny open source promuję, uważam że jakaś forma ochrony patentowej jest potrzebna, ale nie powinna ona trwać więcej niż 2-4 lata (z wyjątkami) a mechanizm przyznawania patentów powinien być o wiele bardziej restrykcyjny

  28. patenty przestaly sluzyc pobudzaniu wynalazczosci i kreatywnosci, a staly sie bronia masowego razenia. W branzy informatycznej wiekszosc patentow siedzi w rekach kilku megakorporacji. Od czasu do czasu odpalana jest salwa (pozew na kilkaset baniek), druga strona odpowiada salwa (tez pozew na kilkaset baniek), zamieszane firmy szybko ida na ugode i wymieniaja sie licencjami, a cala reszta bez tysiecy patentow ma przerabane. Powstaje kasta wybranych z dostepem do najnowszych patentow i reszta, ktora musi radzic sobie bez.
    Co to wszystko oznacza? Ze mala firemka nie jest w stanie napisac strony kodu, zeby nie naruszyc jakiegos patentu, a w przypadku pozwu poplynie, bo nie ma budzetu na prawnikow jak behemoty branzy.

    Jeszcze pal licho patenty 20letnie w technologii skrawania metali, materialoznawstwie czy jakiejkolwiek starej branzy, ktora ma do czynienia z materia fizyczna. Silniki spalinowe sa troche lepsze niz byly 20 lat temu i troche bardziej lepsze niz lat temu 40. Jak nie masz najnowszej technologii nie jestes az tak w plecy.
    A co z elektronika czy informatyka? 20letni patent to porazka w branzy, w ktorej 5 lat wstecz to epoka kamienia lupanego. A istnieja tak durne patenty chocby na interfejs uzytkownika, jak np 1click Amazonu (zaden inny sklep internetowy nie moze miec skladania kompletnego zamowienia jednym guzikiem), czy patenty na specyficzne gesty dlonia na ekranach dotykowych (np Apple).
    Jeszcze inna bajka jest taka, ze programowanie to matematyka i wszelkie patenty na algorytmy to de facto patenty na matematyke, a to jest kompletnie pozbawione sensu.

    Wojny patentowe = masy prawnikow na potrzeby ofensywne/defensywne = wysokie bariery wejscia = niekonkurencyjny rynek preferujacy duzych graczy i miazdzacy malych.

    podsumowujac: czy patenty nie sa tylko kolejna regulacja ze strony panstwa, wykorzystywana przez wielkich do wykreowania monopolistycznej pozycji? Cos, na co libertarianie podobno maja alergie? Realia obecnie sa takie, ze wielkie firmy placa rzadom za ochrone swojego biznesu przed konkurencja i to jedyny 'pozytek' z tego wszystkiego.

  29. @cynik9
    „wchodzac po kilku latach z wlasnym produktem na rynek nikt Ciebie nie oskarzy o lamanie jego patentu. W kompetytywnym swiecie i zazebiajacych sie patentach jest o to latwo.”

    …bo sie chlopaki wymieniaja licencjami, czyz nie Szefie?

    I na tym polega ta gra, zeby strachliwych frajerow trzymac z daleka. Taki mechanizm naturalnej selekcji. Kto sie boi patentow ten odpada.

  30. @ cynik9
    Przekluwanie balonow? No mowie przeciez: gaszenie. Zeppelinow.

    Na tym piekielnym adwokactwie tez sie mozna bylo do tej pory poznac.

    Faktycznie, przynajmniej idelogocznie prawo patentowe lezy na lopatkach. Natomiast prawo autorskie to poletko do popisu dla wielu broniacych je ideologow. A ze w „public life” chodzi wylacznie o ideologie, totez i „latwiej” jest im przy poklasku tlumow rzucic sie na wrednych patentowanych monopolistow, niz na, bron Boze, poetow.

  31. @dpc.
    „W praktyce tego nie zrobi, bo to hardware (linie produkcyjne, itd.) i marketing jest bariera wejsciowa, a oprogramowanie nie, gdyz dzieki wolnemu dostepowi do informacji udalo sie zbic jego koszta do minimum — z korzyscia dla wszystkim.”

    W praktyce tego nie robi, chociaz posiada oprogramowanie, bo jest problem z patentowaniem programow jako takich, gdyz prawo patentowe zostalo w tyle za nowymi technologiami. Nie ma w tym specjalnie niczyjej zaslugi czy planu.

    Patenty na wynalazki, podobnie jak krolewskie patenty na wydobywanie soli, powstaly bo wladzuchna zobaczyla w nich zrodlo wlasnego dochodu. Zeby sprawe troche wysublimowac, wymyslila idee szybkiego podzialu wiedzy poprzez publikacje patentowe. No bo pocoz maja obywatele A i B niezaleznie od siebie i w nieswiadomosci wzajemnej konkurencji, pracowac nad tym samym silnikiem, podwajajac niepotrzebnie koszty niewolniczej pracy. Przeciez niech niewolnik A pracuje nad nowym silnikiem podczas gdy niewolnik B skupi sie juz teraz na unowoczesnieniem tego nowego silnika. I do tego niech sie obaj ciesza, ze moga przy tym troche zarobic poprzez obciazenie za koszty ich zoptymalizowynych staran niewolnikow C do Z, przepraszam, ze moga z korzyscia dla obywateli C do Z zaproponowac nowe rozwiazania techniczne.

  32. @cynik
    "Szkoda że nikt nie poruszył tutaj arcyciekawego wątku co robić z plagiatem w przypadku np. prac doktorskich czy magisterskich…"

    Pewnie dlatego, ze sie tu roi od magistrow i doktorow plagiatatorow :-D :-D :-D

  33. @Para-Site: Widze, ze sie cynik9 dobrze przygotowal do tematu patentow i teraz gasi chlopakow.

    Nie gasi tylko odgrywa raczej rolę adwokata diabła, przekłuwając jedynie zbyt oczywiste balony i szukając optimum. Albo nazwij to "market maker" – ktoś musi być po drugiej stronie argumentu… ;-)

    Wbrew temu co piszesz instytucję własności intelektualnej w patentach prawdopodobnie w sumie prościej jest zakwestionować niż w dziełach sztuki, czy jak je tam nazwiemy. Specjalnie gdy oddzielimy od tego osobny wątek finansowy. Szkoda że nikt nie poruszył tutaj arcyciekawego wątku co robić z plagiatem w przypadku np. prac doktorskich czy magisterskich…

  34. Widze, ze sie cynik9 dobrze przygotowal do tematu patentow i teraz gasi chlopakow. Interesujaca debata. Mam tylko pewien niedosyt (chyba sie napije) po raptownie (choc oficjalnie) zamknietym “pierwszym watku” o prawie autorskim. Patenty nie sa zle, chocby jako pozywka dla urzedasow, prawnikow i innych pasozytow.

    Ale jak ktos mi mowi, ze sobie posklada litery alfabetu w slowa a te slowa potem w zdania, mniej lub bardziej gramatyczne, i takie poskladanie, taka juz wtedy FORMA z tym alfabetem i z ta (nie)gramatyka ma sie poprzez jakas mniej lub bardziej kabotyncka (no offence meant, rather self-offence) transsubstancjacje stac sie jego WLASNOSCIA, to mnie osobiscie (i przed sie-napiciem) zaczyna sie krecic w glowie.

Comments are closed.