Gwóźdź polskiej reformy emerytalnej

Było ich kilka, większych i mniejszych. To jest – gwoździ do trumny polskiej reformy emerytalnej która właśnie dogorywa. W sumie może nawet  to i dobrze.  Sądząc po patriotyczno- katolickiej kanonadzie w komentarzach pod ostatnim wpisem (:-o) mamy tu przynajmniej jedną klęskę narodową której nie sposób zwalić na siły wyższe, złych zaborców, agresywnych sąsiadów, zniszczenia wojenne, antychrystów oraz Bóg wie jeszcze co, poza własnym kolektywnym zaślepieniem i własną kolektywną głupotą.
 
W 2GR mamy szczególny przywilej zdystansowania się od radioaktywnych odpadów po reformie ponieważ przez ostatnie cztery lata obserwowaliśmy z bliska jej konwulsje, ostrzegali i proponowali  alternatywy, usiłując wnieść wkład w zmianę kursu. Winny za kolaps reformy jest socjalizm którym przesiąknięte jest całe społeczeństwo bez wyjątku. Każdy jest w jakimś stopniu temu winny, jeśli nie przez co innego to przez popełnienie grzechu ciężkiego wiary w to że można mieć coś z niczego, żyjąc na koszt innych. Do tej socjalistycznej Fata Morgany sprowadza się przyczyna kolapsu reformy. Dlatego też i jej kolaps jest typowo socjalistyczny – niezdolny do ewolucji dinozaurus dolatujący w slow motion i technicolorze do ściany i się o nią widowiskowo rozpryskujący. Smutne to lecz prawdziwe – innej rady nie ma.

Na ocalenie reformy wiarą w cuda  (co pewnie znowu ktoś uzna za obrażanie uczuć religijnych… ;-)  lepiej nie liczyć.   Nie liczy na to w każdym razie wicepremier Pawlak który oficjalnie zaorał reformę nawołując do powrotu do ZUS-u. Nie liczy na to też cały rząd z premierem Tuskiem na czele który dorzyna właśnie jej resztki. Dyskusja dotyczy głównie daty przymknięcia dopływu gotówki do OFEs dla ratowania tonącego państwa. Istniejące wkłady w OFEs, zamiast zostać zwrócone ich prawowitym właścicielom z przeproszeniem za rozkradzenie połowy, znikną teraz pewnie w czeluściach rozmaitych “subfunduszy”. A tym którzy wierzyli w emerytalne mrzonki konta OFEs będą wkrótce pęczniały już nie od żadnych rzeczywistych pieniędzy ale od “obligacji emerytalnych” właśnie sugerowanych przez panikujący rząd. Następnym punktem z jakim wyjdzie rząd Tuska może już być chyba tylko wypłata emerytur zamiast w pieniądzach w “obligacjach ZUSu”.  Zamiast chleba u piekarza będzie za nie można nabyć “obligacje chlebowe” i popić je pustym kubkiem z etykietką “obligacja mleczna”…  ;-)

Nie pozostawia złudzeń co do marnego końca polskiej reformy emerytalnej Bogusław Grabowski, były członek RPP i doradca rządu, który w wywiadzie dla GW (HT- Adam Duda) punktuje przyczyny fiaska. Jest nim jak wspomniano socjalizm jakim przesiąknięte jest całe społeczeństwo, choć ze zrozumiałych względów Grabowski wyraża się bardziej oględnie. Połączenie socjalizmu z kultem szakali wyznawanym przez barany czyli demokracją w wydaniu polskim okazało się dla reformy emerytalnej zabójczym cocktailem.

Główne założenia reformy miały niewątpliwie sens – odciążenie państwa i przesunięcie ciężarów emerytalnych na tych których biznesem troszczenie się o siebie być powinno od samego początku – obywateli. To ich sprawa a nie państwa. Reforma chciała to osiągnąć w trzech filarach. Pierwszy filar to państwowy (ZUS) potrzebny aby zapewnić ciągłość i minimum świadczenia. Drugi filar prywatny ale zarządzany (OFEs) bo masy mogą być zbyt ograniczone aby zarządzać swoim własnym kapitałem. Wreszcie trzeci filar to prywatne IKEs bo zdarzają się wśród mas wyjątki które to potrafią.

Założenia były rozsądne i postępowe, bez ironii. Tylko że, jak słusznie podkreśla B.Grabowski, nie było szerokiego konsensusu.  I o to się wszystko rozbija bo jak go osiągnąć w warunkach społeczeństwa tak na wskroś przeżartego socjalizmem jak polskie? I to w warunkach w których zgrzebna demokracja utrzymuje równie prymitywnych wyznawców jej kultu w przekonaniu że każdy może żyć na koszt kogoś innego w nieskończoność? Wolne rynki? Ryzyko? Tanie państwo? Wszystko to ależ oczywiście, jak najbardziej!  Byle tylko dla innych! Dla mnie raczej ciepły przekaz emerytury z ZUS co miesiąc, najlepiej juź po kilkunastu latach w uprzywilejowanym zawodzie. Jak na przykład członek zakładowej straży pożarnej…

Inną sprawą jest to że troska o reformę emerytalną nie była, delikatnie mówiąc, głównym priorytetem wybieranych w demokratycznym rytuale szakali. Kolejne ich watahy systematycznie rozkradały kraj w kolejnych tzw. przekształceniach własnościowych, uwłaszczając się same przy okazji.  Po upadku komunizmu kraj odziedziczył niewydolny państwowy system emerytalny ze zobowiązaniami wobec milionów obywateli. Odziedziczył jednak także znaczny majątek którzy ci obywatele poprzez lata PRL wybudowali. Z  logicznego i początkowo nawet planowanego przekazu środków pozyskanych z prywatyzacji tego majątku na potrzeby emerytalne nic jednak nie wyszło. Był to pierwszy gwóźdź do trumny młodej wtedy jeszcze reformy i ważny sygnał ostrzegawczy. Przejedzono miliardy prywatyzacyjne, zobowiązania emerytalne wobec starszych pokoleń pozostały.

Gwoździem drugim było skopanie szczegółów reformy przez socjalistyczne ciągoty kolejnych rządów. Twórcy reformy rzucili jedynie ogólny koncept  pozostawiając szczegóły implementacyjne rządom. Te jednak w koterii z bankowym lobby z sensownych na przykład założeń filara drugiego (OFEs) zakładających „urynkowienie” zrobiły kryminalny okaz korporatyzmu pasujący do czasów Benito Mussoliniego. Naprzód wmawiano obywatelom że chodzi o ICH prywatne oszczędności, tyle że profesjonalnie zarządzane przez ekspertów. Któż by oponował przeciw temu? Potem okazało się że “twoje” jest tylko konto ale pieniądze należą już do państwa. Nie dziedziczy się ich ani też nie można ich wyciągnać aby nabyć za nie prywatnie potrzebną emeryturę. W dodatku zmowa państwa i banków przeszła w sprawnie funkcjonującą strukturę mafijną w której emerytalne barany są przymusowo naganiane przez państwo do boksów gdzie są strzyżone przez OFEs wysokimi opłatami bez żadnego związku z ich osiągami inwestycyjnymi.

W sytuacji gdy państwo bez żenady zawłaszczało  sobie stopniowo kontrolę nad filarem II filar III ze swoimi prywatnymi kontami  IKEs (indywidualne konta emerytalne) okazał się martwy tuż po porodzie. Okradany przez państwo obywatel nie okazał się aż takim półgłówkiem jak planowano i nie był skłonny ponownie ryzykować własnych środków w cokolwiek nad czym państwo ma jeszcze kontrolę.  Mimo syreniego śpiewu odległych korzyści podatkowych obywatel zachował się racjonalnie i słusznie podziękował IKEs za zaszczyt uczestnictwa. Złoty krugerrand pod gruszką miał szansę wygrać tę rundę.

Największy jednak bretnal do trumy reformy wbił nie kto inny jak tenże sam obywatel, który w wydaniu jednostkowym sposobny jest czasem do zdumiewających przebłysków intelektu.  W demokratycznej masie baranów jednak nie wykazuje żadnych wykrywalnych procesów myślowych. Jasne było więc od samego początku że pozytywne zmiany po stronie inwestowania części przychodzących środków emerytalnych muszą iść w parze z redukcją wydatków na które idzie druga część tych środków. Podkreśla to zresztą słusznie B.Grabowski.  Innymi słowy, drenaż środków na bieżące emerytury powinien zostać ograniczony i z czasem się zmniejszać.

Była to kluczowa sprawa utrzymania delikatnego balansu na czas odchodzenia na emeryturę jednego pokolenia. Z jednej strony na emeryturę, trwającą średnio kilkanaście lat, odchodzić zaczęły coraz liczniejsze roczniki powojennego wyżu demograficznego. Z drugiej strony zmniejszająca się część emerytury z filara I (ZUSu) powinna zostać kompensowana zwiększającym się wkładem z filara II (OFEs) i ewentualnie filara III (IKEs). Konieczności utrzymania tego delikatnego balansu w stanie przejściowym (przez ok. 20 lat), co wymagało pewnej dozy kompromisu i umiarkowania, nie rozumiały jednak ani wyborcze barany ani wybierane przez nie szakale.

Dużo gorzej nawet niż to. Od wyborów do wyborów, przekupując elektorat pustymi obietnicami byle by podlanymi socjalnym sosem, rządy zobowiązań państwa nie tylko nie redukowały ale nawet je zwiększały. Górnikom na przykład nowe astronomiczne przywileje emerytalne nadał rząd w którym siedział nie kto inny niż obecny wicepremier Pawlak, nawołujący dzisiaj do powrotu do ZUSu. Nic nie zrobiono w sprawie innego krytycznego problemu – wyeliminowania rozsadzających system wczesnych emerytur mundurowych i innych. Dziesiątkom zawodów, w tym nawet motorniczym tramwajowym (ale tylko tramwajów publicznych –  cynik9 ;-) przywileje wczesnego przechodzenia na emeryturę obiecano aż do dnia Sądu Ostatecznego. Nic nie zrobiono w sprawie emerytur rolniczych,  innego drenażu środków. Żądne władzy szakale i halucynujące o państwie opiekuńczym na cudzy koszt wyborcze barany zawarły niepisany socjalistyczny pakt – my wybieramy was, wy dajecie nam.

No i rzecz w tym wszystkim chyba najważniejsza, choć może  nie najbardziej zrozumiała dla sierot po socjalizmie. Kolejne rządy nie zrobiły nic w sprawie o której  masy z całą pewnością same nie chciały nic słyszeć.  Oswojenia mianowicie ulicy z zasadą że emerytury państwowe (z ZUSu) powinny być docelowo jednakowe dla wszystkich bez żadnego wyjątku i  niskie,  o ile nie zero.  Że  gradacja ich wysokości w zależności od dawnych zasług  jest socjalistycznym przeżytkiem który musi zostać z czasem wyeliminowany jako zasada.  Że w nowym systemie emerytalnym docelowo nie powinno istnieć coś takiego jak emerytura „godna”  na gruncie tego że się „należy”,  że będzie istnieć tylko taka jaką delikwent sobie wypracuje i uskłada,  a której państwowa część będzie conajwyżej minimum potrzebnym do przeżycia.  

Nie ruszono nawet tak oczywistych kwestii jak zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn czy też równie oczywistej konieczności wydłużania wieku emerytalnego wraz z rosnącą długością życia. Obie kosztują krocie  i oba te przeżytki z innej ery zostać muszą wyeliminowane.  Przeforsowanie tych zmian wśród przeżartego socjalizmem elektoratu byłoby trudne nawet dla najsprawniejszego i cieszącego się znacznym poparciem rządu. Dla paru ostatnich ekip, pozbawionych zarówno klasy jak i leaderów na miarę wyzwań, okazało się to zadaniem niewykonalnym. Nie dziw zatem reforma emerytalna zawaliła się głównie po stronie, aby tak to ująć, niezrealizowanych oszczedności. Koniec dotowania emerytur przez państwo w zamierzonych 5-7 latach pozostał zupełną fikcją. Wydatki państwa w tym czasie zamiast maleć wzrosły!

Po stronie przychodowej natomiast jeszcze innym bretnalem do trumny reformy emerytalnej okazała się kazirodcza relacja państwa i OFEs. Państwo przymusem spędzało do OFEs emerytalne barany na strzyżenie ale nie czyniło tego bezinteresownie. Wdzięczne za tę  przysługę OFEs musiały się odpłacać pakując zebrane środki z powrotem w obligacje tegoż państwa (~2/3 całości), stymulując tym dodatkowo rozrzutność kolejnych ekip rządzących i życie ponad stan. Pozostała 1/3 środków wędrowała również obowiązkowo na krajową, i tylko na krajową giełdę, z podobnym efektem. Jakakolwiek dywersyfikacja – podstawa bezpiecznej polityki inwestycyjnej – była surowo zakazana. Nie będziesz bluźnił grzesznymi myślami inwestowania gdzie indziej, nie będziesz miał giełd innych poza naszą – brzmiały wytyczne. Nie dość więc że emerytalne barany były programowo strzyżone. Zostały także systemowo przykute za nogę do jednej i tej samej platformy.

Było rzeczą oczywistą dla wszystkich, z możliwym wyjątkiem “ojca” polskiej reformy emerytalnej prof. Marka Góry, że w przypadku perturbacji rynkowych taki oparty wyłącznie na aktywach krajowych miks inwestycyjny OFEs doznać może mocnego przystrzyżenia. Tak się też stało w kryzysie 2008. Na całe szczęście premierowi Tuskowi nie udało się zrealizować na czas swoich marzeń zmiany złotego na euro. Dzięki temu złoty mógł doznać selektywnego osłabienia które okazało się zbawiennym faktorem amortyzującym uderzenie kryzysu. Pozwoliło do z kolei wyjść gospodarce polskiej na prostą w stosunkowo krótkim czasie, złotemu i giełdzie szybko się wzmocnić a OFEs w znacznej mierze odrobić straty.

Krwawe  jatki w OFEs podczas kryzysu 2008 przeraziły jednak decydentów nie na żarty widmem rozwścieczonych mas które tracąc połowę swoich emerytur przy powtórce kryzysu mogą zacząć podpalać ich biura. Mimo liberalnej frazeologii rządowi socjaliści tak naprawdę nie dowierzają rynkom. Stąd też obecne ruchy ku praktycznej neutralizacji OFEs przez przekierowanie wędrujących tam środków bezpośrednio do kieszeni państwa w potrzebie.  Pozostałe  środki mają natomiast zostać rozparcelowane w „subfundusze”,  m.in. w “bezpieczny subfundusz”, inwestujący w równie “bezpiecznie” obligacje państwowe. Mądrością tego ruchu zajmiemy się osobno.  W międzyczasie o wartość “bezpieczeństwa” obligacji państwowych można zapytać Greków..

Smutny finał polskiej reformy emerytalnej nie może przez nikogo uznany zostać za nieoczekiwany. Jak dnia po nocy można było spodziewać się że skopana reforma emerytalna wydrenuje rząd. Że wydrenowany rząd, z pomocą szerszego kryzysu albo i bez, wpadnie kiedyś w problemy w które wpadł. I że tonący rząd , jak to powszechnie wiadomo, chwyci się każdej forsy w swoim zasięgu. A ta leży tuż pod ręką w postaci OFEs. Przez 11 lat trwania reformy Polacy naskładali w nich w sumie ponad  200 mld złotych.  Taka suma w zasięgu każdego rządu to zastrzyk tak pożądany że nawet gdyby kryzysu nie było to go chętnie wznieci aby się tylko do niej dobrać. Szczególna atrakcyjność oszczędności emerytalnych  polega na tym że jest to forsa DZISIAJ ale z etykietką “emerytalna”. A więc potrzebna dopiero za lata. Można więc ją prosto ukraść, przekierować, „pożyczyć”, podmienić na “obligacje emerytalne” czy zastawić DZISIAJ.  Lata natomiast wykorzystać do intensywnego prania mózgów jej prawowitych właścicieli że to tylko “pożyczka”, “czasowe zawieszenie” reformy czy też inne puste rządowe obietnice tak dobre jak gotówka. I tak przecież nikt tego nie sprawdzi. 

A co po tych latach? Cóż, jest szansa że wyprani odpowiednio właściciele kapitału przestaną się nawet upominać o swoje emerytury lecz gdy czas nadejdzie ochoczo pomaszerują czwórkami do rejonowych centrów eutanazyjnych…

©2010 dwagrosze.com

51 Replies to “Gwóźdź polskiej reformy emerytalnej”

  1. Antey,
    Sugeruję – bądź ostrożny w opiniach…
    Sam "nadzoruję pracę" grupy ca 50 30-latków… Każdy inny. 15 procent rozumiem 1 100 %, 50 procent "spełnia minimum", reszta – na wylocie.
    PS Nie wiem, może jestem "dziwny" – ale dla mnie jednym autorytetem był JP II. Żadna korporacyjna menda nie zasługuje na mino autorytetu ( podobnie – oczywiście – menda czerwona ). Ludzie wg mnie nie są po to, aby "spełniać widzimisię mendy" – ale aby wykonywać dobrze swoją pracę. JA stawiam na ludzi, u których widzę zaangażowanie ( a "wazelinę" niech dla partnera zostawią ).

  2. @Anonimowy 27 listopada 2010 14:32:00 CET

    Tyle że to ja właśnie napisałem… że stopien przeżarcia socjalizmem, zwłaszcza jego groźniejszą, nową odmianą jest dużo mniejszy. Powiem więcej – to starszemu pokoleniu, bardziej nie podobają się "pieniądze za darmo" itp. Społecznie może to jest socjal, ale pokolenie obecnych 40-50 latków ma dużo bardziej rynkowe podejście niż 20-30 które chciałoby zasiłki, własny biznes dotowany przez innych, państwową posadę i to wszystko jednocześnie.

  3. UWAGI MODERACYJNE

    1. Spełniające regulamin komentarze "anonimowych" są akceptowane co nie zmienia jednak faktu że generalnie z "anonimowymi" dwustronnej dyskusji na tym forum nie prowadzimy. Prośby o "ustosunkowanie się do" z ich strony są w związku z tym nie na miejscu.

    2. Dyskusja pod poprzednim postem została zamknięta i wszelkie posty o nią zahaczające są usuwane na gruncie #4.

  4. @anonimo: uważam iż Polacy są wśród narodów europejskich NAJMNIEJ SOCJALISTYCZNYM ( używając nomenklatury Cynika ) społeczeństwem… gdyby jakiemukolwiek Anglikowi, Francuzowi, Hiszpanowi etc. .. powiedziano, że ma pracować za pensję Polaka…

    Nie wiem czy mierzenie socjalizmu grubością brzucha ma wiele sensu… ;-) Socjalizm wg cynika9 to przede wszystkim mentalność, postawa roszczeniowa i przekonanie o pozytywnej roli państwa, im więcej tym lepiej. Socjalizm w takiej Hiszpanii nie ulega żadnej wątpliwości ale jedyne co można sugerować z porównania obu krajów to to że po otrzymaniu jednakowego kopa od rzeczywistości Polak z mniejszym brzuchem szybciej pozbiera się w nowej rzeczywistości. "Oczekiwania socjalistyczne" są te same, IMO. Obaj byli urabiani przez socjalizm, materialnie różny ale ideologicznie tożsamy. Czyż nie po to Polak bił się piętami po d. biegnąc do unii aby i na niego spłynął deszcz socjalistycznych prezentów?
    ——————

    @Antey: co widać chocby z emigracji, mamy dostatecznie dużo dostatecznie przedsiębiorczych ludzi aby całe gadanie o "socjaliźmie" było bezproduktywne….

    Nieprawda trafnie wypunktowana przez {anonimo14:38}. Jednostka wyjeżdżająca jest niewątpliwie bardziej przedsiębiorcza niż wegetująca w kraju, tu zgoda. I owszem, wśród tych jednostek prawdopodobnie % socjalistów jest mniejszy. Ale dalej łączenie faktu wyjechania z mentalnością socjalistyczną czy nie jest absurdem, IMO. Większość przedsiębiorczych nie po to wyjechała by zakładać przedsiębiorstwa ale dlatego że po prostu wyższy jest tam szeroko wzięty socjał co w sumie daje więcej na rękę.

  5. do Antey
    Byłbym zapomniał… Owi "przedsiębiorczy emigranci" to w większości osoby, dla których nie było pracy umożliwiającej przyżycie w Polsce. Tylko 2 na 10 pracuje zagranicą w swoim wyuczonym zawodzie ( lekarze, inżynierowi etc. ) – reszta najzwyczajniej wybrała życie na obczyźnie niż śmierć bądź wegetację w ojczyźnie. Nie zmienia to faktu, iż mnóstwo przedsiębiorczych osób działa w Polsce – tylko że Polska "gospodarka" nie generuje wystarczającej ilości miejsc pracy umożliwiających przeżycie( stąd wyjazdy ). I na koniec – moja opinia – jak ktoś potrafi prowadzić działalność gosp. w Polsce – będzie potrafił to robić na całym świecie ( polska biurokracja :)).

  6. do Antey
    Mam nieco odmienny pogląd odnośnie twojej obserwacji nt "ogółu i jednostek przedsiębiorczych". Otóż: uważam iż Polacy są wśród narodów europejskich NAJMNIEJ SOCJALISTYCZNYM ( używając nomenklatury Cynika ) społeczeństwem.
    Dlaczego tak uważam ? Dlatego, iż gdyby jakiemukolwiek Anglikowi, Francuzowi, Hiszpanowi etc. ( ba, nawet Niemcowi ( Ordnung mus sein)) powiedziano, że ma pracować za pensję Polaka i za to się utrzymać ( w realiach polskich ) – to długo by to nie potrwało. Już obecnie widać w Anglii, Francji, Hiszpanii, Portugalii ( oczywiści Grecji – ale to "socjalisci" :)) narastające niezadowolenie ludzi – a oni ledwo liznęli "dostatku" jaki POlacy znają "od zawsze". Ale to moje zdanie.

  7. To jest stary paradoks:
    społeczeństwo zachowuje się inaczej niż zbiór jednostek.
    W Polsce, co widać chocby z emigracji, mamy dostatecznie dużo dostatecznie przedsiębiorczych ludzi aby całe gadanie o "socjaliźmie" było bezproduktywne. Bo jasne, że ludzie gadają że dobrze by było "coś tam" ale robią coś przeciwnego – pracują. Indywidualnie nie mamy jakiegoś porażającego problemu.

    To co kuleje u nas, to organizacja. W zasadzie umiarkowanym sukcesem jest WOŚP – i nic więcej. Popatrzcie np. na niedawną "debatę" (he he) o zapłodnieniu pozaustrojowym. Składała się z krytyki innych – natomiast spójnych, oddolnych projektów NIE BYŁO. Tak samo projektu reformy finansów publicznych (był jeden: z CAS), systemu emerytalnego. Czepią się każdego, ale sami od siebie nic nie zrobią…. to jest problem. Niezależny od opcji religijnej czy politycznej…

  8. @Abram

    Mowienie o jakiejs specyficznie polskiej mentalnosci w odniesieniu do relacji obywatel-panstwo jest w moim przekonaniu bez sensu. Wielu Niemcow glosi postawe roszczeniowa wobec panstwa: place podatki, skladki i inne datki wiec mi sie od panstwa cos nalezy: panstwo jest tez od tego zeby zalatwic te czy tamta sprawe. Podobnie mowi wielu Polakow. Jak tu zmierzyc jakas jakosciowa roznice pomiedzy nimi w tej kwestii? Podane przez Ciebie dogmaty wiary w socjalizm nie sa cecha wylacznie polskiego spoleczenstwa.

    Moja rade udania sie do lekarza, na poczatek od oczu, dla widzacych wokol siebie samych wrogow kieruje do tych, ktorzy opowiadaja sie za zrzucaniem odpowiedzialnosci za kolaps reformy emerytalnej na cale spoleczenstwo, podczas gdy odpowiedzialnymi sa wylacznie jej tworcy plus ewentualnie rzady, ktore nie dopilnowaly realizacji tej reformy. Staram sie zrozumiec o co Cynikowi chodzilo w stawianiu sprawy w ten sposob i dochodze do wniosku, ze chodzilo mu tylko o probe przeprowadzenia wsrod swoich czytelnikow, jak i w sobie samym, czegos na ksztalt adwentowych rekolekcji. Podejrzewac mozna, ze w tym publicznym akcie uznania winy nie bez znaczenia jest fakt popelnienia przez Cynika w ostatnich dniach wyjatkowo heretyckiego wpisu tyczacego sie Trojcy Przenajswietszej. Ktos moze sie uznawac za wolnomysliciela, ale od wyrzutow sumienia tak latwo sie nie mozna uwolnic. Amen.

  9. Cyniku
    Libertrianizm przy obecnej liczbie ludności ???
    Najpierw trzeba by zrobić powtórkę z Rewolucji Francuskiej – i wyzerować wszystkich co do "stanu posiadania". A potem – libertarianizm na całego.
    Nie uznaję poglądu, iż czerwone świnie spasione na państwowych pieniądzach miałyby na starcie "fory" w milionach, tysiącach hektarów i Bóg wie czego jeszcze.
    To raz.
    A dwa – zarzucasz ludziom w Polsce socjalizm ? Jakoś tak jestem dziwnie pewien, iż socjalizm ludzi ( nie państwa – choć to idzie też w tym kierunku ) w USA dorówna "socjalizmowi POlaków". Jak to możliwe ? Ano tak, że gdy nie ma pracy – a jak jest to za miskę ryżu albo za zlecenie ledwo co opłacalne ( wiadomo – nie wszyscy – ale większość ) – to współcześni niewolnicy ( bo własności już nie mają – chyba że hipoteczną – tam działali banksterzy, u nas głównie czerwoni, ostatnio czerwoni i banksterzy ) chętnie będą godzić się na "prewencyjne działania państwa".
    Wniosek ?
    Jeśli kiedyś ma zaistnieć coś z tego "libertariańskiego dobrobytu" – najpierw trzeba wyrównać szanse.

  10. Panowie, jezeli pozwolicie wypowiem sie w temacie noszenia broni w USA. Mniemam, ze wiele lat mieszkania w USA daje mi wieksze prawo do tego niz tym, ktorzy 'slyszeli o tym' albo 'wujek im opowiadal'.

    W socjalistycznych republikach, tfu, socjalistycznych stanach broni nie mozna nosic ukrytej, wolno ja tylko przewozic w bagazniku, rozladowana. Mam tu na mysli glownie IL, NY i CA, stany najbardziej nas interesujace.

    Proponuje poczytac ten serwis – https://www.usacarry.com/indiana_concealed_carry_permit_information.html Wszystkie informacje podane na talerzu.

    Aby nosic bron przy sobie trzeba mieszkac we wlasciwym stanie i wyrobic sobie pozwolenie ze stanu Indiana. To taki kruczek prawny – wiele stanow zakazuje noszenia broni, ale jednoczesnie honoruje licencje z innych stanow na noszenie tejze broni …

    Pozdrawiam – slomski.us.

  11. @Łukasz: Ja natomiast uważam, że religia jest jednym z głównych winowajców głębokiego zakorzenienia socjalizmu w naszej mentalności.

    Oj, ostrożnie, już widzę stos na którym co bardziej liberalni goście tego forum będą chcieli spalić bluźniącego heretyka… :-D :-D

    Co do meritum to przyznam że nie widzę większego związku. Ideał raju nie przesądza o niczym. Nie jest mi znana religia propagująca idee nieróbstwa czy życia na koszt innych. Wręcz przeciwnie, z tego co mi wiadomo protestantyzm na przykład akcentuje wartości pracy na własny rachunek i systematycznego bogacenia się, przy unikaniu doczesnego zbytku. Islam zabrania wprawdzie lichwy ale też nic mi nie wiadomo aby propagował kluczową dla socjalizmu zasadę okradania bliźniego.

    Nie, socjalizm wydaje mi się stosunkowo młodą aberracją umysłową i do tego raczej świecką… ;-)

Comments are closed.