Dwie katastrofy

Postawmy sprawę jasno. Prezydentura ś.p. Lecha Kaczyńskiego, od nie przystającemu urzędowi gonienia pijaczków po popieranie gruzińskiego kacyka, od fiaska prowokacji tarczy rakietowej i żenującego mezaliansu z banderowcami Juszczenki po podpisanie układu lizbońskiego, była katastrofą nie mniejszą niż ta którą się zakończyła. Paradoksalnie jednak, była to prezydentura ważna której znaczenie ujawniło się dopiero po tragedii smoleńskiej. Uprzytomniła ona wielu że prezydent i jego otoczenie pełniło rolę istotnego wypełniacza miejsca w spektrum politycznym, nie dopuszczając do całkowitego zawładnięcia władzy przez jedną opcję polityczną i jej instrument w postaci PO.

A było do tego już tak blisko. Ś.p. prezydent zraził do siebie znaczną część społeczeństwa i sam się wmanewrował na polityczny ślepy tor skąd nie miał szans na ponowny wybór. Należało jedynie cierpliwie poczekać do listopada. Zainscenizowana szopka prawyborów w PO robiła swoje. Dalej wystarczyłoby tylko odpowiednio dozować obecność medialną kandydata która pozwala przecież specjalistom od demokracji wypromować na prezydenta nawet myszkę Mickey, nie mówiąc już o JE marszałku Komorowskim.

W tej sytuacji katastrofa smoleńska musiała być także katastrofą dla tych misternie skalkulowanych planów przejęcia pełni władzy. Ktoś zaczął panikować, spokój zastąpiły nerwy. Panikę podsyciło to co zazwyczaj podsyca panikę rządzących – widok tłumów na ulicach. Miliony Polaków wyległy na ulice by oddać hołd zmarłemu prezydentowi. Nie dlatego że większość aprobowała żałosne wyniki jego prezydentury. Dlatego że tak przystoi tragicznie zmarłej głowie państwa. Sytuację dopełniło wycie oburzenia znanego reżysera, wraz z  Gazetą Wyborczą i spółką,  na pochówek ś.p. prezydenta na Wawelu. Była to polityczna bramka samobójcza w kiepskim stylu, bezproduktywna alienacja milionów wyborców.  Ludzie przejrzeli sztuczność całej hecy i w podniosłej atmosferze narodowej żałoby odebrali ją jako afront,  zupełnie niezależnie od oceny czy ś.p. Lech Kaczyński zasługiwał na Wawel czy nie.

Wielkie rzesze ludzi oddające hołd zmarłemu prezydentowi i ciągnące potem na uroczystości pogrzebowe uświadomiły także samym tłumom jaką olbrzymią siłę przedstawiają. Nie ma wielu okazji do poznania tej siły bo rzadko takie masy się gromadzą i to do tego spontanicznie. Przypominało to jedną wielką armię wylegającą na ulice i mającą potencjał zmiecenia wszystkiego na swojej drodze. To zawsze robi wrażenie. Pewnie dlatego przestraszyło to znanego reżysera tak bardzo że skojarzyło mu się to z wojną którą zresztą obwieścił. Wyszło przy tym na jaw jaki dysonans istnieje między tzw. demokratycznie wybraną władzą i jej mediami a nastrojami i oczekiwaniami mas na zupełnie innym kursie. Doskonale jest to widoczne w filmie Pospieszalskiego i w alergicznej reakcji na niego obozu władzy.

PO nie wytrzymała nerwowo i zaczęła popełniać dalsze błędy. Zamiast ostentacyjnie podkreślać żal po ś.p. prezydencie który jej i tak już nie mógł zaszkodzić  PO zaczęła demonstrować jakim prywatnym folwarkiem stanie się kraj gdy jej marszałek zostanie prezydentem a ona sama przejmie pełnię władzy. Błyskawiczne obsadzenie BBN swoimi ludźmi było pierwszym sygnałem. Dalej priorytetem były jak zwykle teczki oraz prawo do ich interpretacji. Stąd przejęcie kontroli nad IPN. Wreszcie priorytetem było przejęcie kontroli nad pieniądzem – a więc KO “Belch” na stanowisko, ojczyzna znowu wzywa.

I znowu PO, chyba ze stressu, rozegrała rzecz fatalnie. Dwóch czy trzech dalszych tygodni zwłoki w obsadzeniu fotela prezesa NBP swoim człowiekiem nikt na dobrą sprawę by nie zauważył. Natomiast prof. Belkę natrętnie stręczonego przez JE B.Komorowskiego przed wyborami elektorat łatwo skojarzy z jednym z najbardziej znienawidzonych i kontra produktywnych podatków jakie istnieją.  Nie dość wam jednej belki? – zdaje się odświeżać pamięć wyborców pan marszałek.  Wybierzcie mnie a dam wam następną…

Przepchnięcie tej nominacji ujawnia też kto ma co do powiedzenia w PO i kompromituje jej urzędującego premiera który żądał przecież jeszcze kilka lat temu dymisji JE M.Belki na gruncie jego przeszłości agenturalnej. Ta nagła metamorfoza premiera z PO jest zaiste osobliwa.  Jeszcze bardziej kuriozalne jest jednak jej wyciąganie tuż przed wyborami prezydenckimi które jeszcze do niedawna wydawały się formalnością.  Wyborcy muszą się zastanawiać do jakich to dopiero metamorfoz zdolny będzie potencjalny prezydent z PO.

PO skrada się zatem po ten ostatni puchar który pozostał jej jeszcze do zagarnięcia – prezydenturę. Po tym nie będzie już czego zagarniać, wszystkie kurki władzy będą pod pełną kontrolą zaufanych. Wydaje się więc że wybory prezydenckie będą ostatnim egzaminem dla mas które dwa miesiące temu czuły swoją siłę i synergię wspólnego działania wychodząc na ulice. Czy tej siły i synergii starczy aby egzamin ten zdać? Aby nie dopuścić by i ten ostatni punkt programu rekonkwisty władzy przypadł PO?

Czas jest na chłodną kalkulację. Na porzucenie demokratycznych bajek o kandydatach z których jeden ma być lepszy od drugiego a żaden nie ma nawet spójnego programu. Warto roboczo przyjąć że wszyscy kandydaci są kiepscy i że tym co się liczy naprawdę jest tylko minimalizacja szkód które wybór jednego z nich przyniesie. Do minimalizacji tych szkód niezbędne jest zachowanie pewnej przynajmniej równowagi sił. Układu sił mogących się szachować wzajemnie i zmuszonych dzielić się władzą. Monokultura jednej opcji i monopolizacja władzy w jednym ręku nigdy dobra nie jest i szkody jedynie zwiększy. Zintensyfikuje  tendencje totalitarne, wzmocni arogancję władzy, zwiększy liczbę nieusuwalnych ministrów i  przynoszonych w teczkach prezesów.

Z drugiej strony owszem, nie ma żadnej gwarancji że możliwa prezydentura JE J. Kaczyńskiego nie okaże się taką samą katastrofą jak ta jego ś.p. brata. Być może kandydat zamiast czwartej RP obieca tym razem piątą, zamiast trzech milionów mieszkań obieca trzynaście a zamiast banderowców przytulać będzie  neofaszystów. Wszystko jest możliwe. Jednak i tak wymiar materialny takiej katastrofy byłby względny. Nigdy nie dorówna ona na przykład katastrofie jaką jest nieusuwalny min. Grad którego premierowi nie wolno tknąć. Straty które spowodować może nieudolnie wykonywana acz głównie reprezentacyjna funkcja prezydenta nikną w porównaniu do strat jakie spowodować może nieudolny minister skarbu.

Niezależnie od wyborczej retoryki, bez wątpienia zaprawionej socjalistycznym populizmem czego wymaga demokratyczny kult, prezydentura JE Jarosława Kaczyńskiego miałaby jednak jedną krytyczną przewagę nad innymi. Byłaby co najmniej gwarancją takiego samego wypełniacza miejsca którym była prezydentura jego ś.p. brata. Efektywną zaporą nie dopuszczającą do całkowitego zawładnięcia krajem przez jedną opcję polityczną i zagarnięcia wszystkich czołowych funkcji przez byłych towarzyszy i TW. Jeżeli okaże się katastrofą to najpewniej nie większą niż rządy premiera Tuska, z jego zakusami cenzury w internecie, ślepym parciem do euro, wiernopoddańczym stosunkiem do unii czy pustymi obietnicami podatku liniowego i ekonomicznej liberalizacji.

Należy się obawiać że bez tego modicum pluralizmu i utrzymania balansu prezydentura  kandydata namaszczonego przez PO grozi mega katastrofą temu co pozostało jeszcze z wolności obywatelskich w kraju w którym wszystkie kurki władzy kontrolowane mogą być wkrótce z jednego miejsca.  Jeśli już coś to niech przynajmniej zamiast jednej mega katastrofy będą dwie mniejsze… byle by nadal obok siebie i byle by nadal wzajemnie się szachujące. Zawsze przecież co dwie katastrofy to nie jedna… 😉

———————
Disclaimer dla jasności: 

Do libertariańskiego credo tego blogu nawiązuje jedynie JKM  i z pewnością głos 2GR byłby na niego.  Wpis ten nie jest pod żadnym pozorem rekomendacją ani PiSu ani J.Kaczyńskiego. Jest jedynie przestrogą że ktokolwiek jeszcze przejdzie do II tury będzie wyborem dużo lepszym od oficjalnie stręczonego.

©2010 dwagrosze.com 

55 thoughts on “Dwie katastrofy

  1. Wszystkim zniechęconym do uczestniczenia w wyborczej szopce proponuję jednak pójść na wybory i oddać nieważny głos. Informacja o dużej liczbie nieważnych głosów jest bardziej niewygodna niż o niskiej frekwencji.

  2. Jeszcze jedna uwaga.
    Czym się rózni obecna na tym blogu atmosfera od tej która panowała w 2005 po wyborach w których wygrał PiS? Chyba nie ma zbyt dużo różnic. Wówczas też wieszczono:Pis zmieni konstytucje, Pis ma za dużo władzy, ograniczy swobody, wprowadzi państwo policyjne etc. Pamięć i świadomość jest selektywna o czym wiedzą m.in specjaliści od PR.
    Każdy ma jakieś sympatie (niekoniecznie polityczne) i fobie. Jako naród ulegamy kolejnej histerii podsycanej przez media. Wybory nic nie zmienią. Można tylko zachować czyste sumienie i głosować na wybranego kandydata. Za rok i za pięć lat kolejna zmiana. Chętni będą mogli po raz kolejny ulec histerii i wziąć udział w narodowych igrzyskach sposnosrowanych przez państwo (i obywateli którzy często o tym zapominają) przez co nuda i rutyna dnia codziennego mniej będzie doskwierać.

  3. @J
    "Jesli mozna, tylko tak informacyjnie, co według Pana było tymi zbrodniami "kaczyzmu" ?"

    Dziwi mnie Panie J, że pyta Pan o rzeczy oczywiste. Musi Pan wiedzieć, że ludzie na pewnym poziomie takich pytań nie zadają, ale pewnie mieszka Pan na wsi, ma podstawowe wykształcenie i dobiega do emerytury, co tłumaczy Pańską ignorancję… A poważnie to czy bez 🙂 nie można wyłapać ironii? 🙂

  4. dwa ciekawe głosy:
    1)…."I dlatego właśnie, choć wiem, że polska demokracja jak i inne demokracje są nonsensem i etymologicznym kłamstwem, choć identyfikuje się najwyżej częściowo z poglądami p. Jarosława Kaczyńskiego, jednak zamierzam poprzeć go w najbliższych wyborach moim głosem, aby nie został wybrany kandydat liberalnych mediów…."
    https://omp.lublin.pl/artykuly.php?autor=4&artykul=2
    2) ciekawy głos ex prezesa NBP
    (mam na myśli postawę patriotyczną, którą raczej w tych sferach nie jest "na topie")
    https://www.rybinski.eu/?p=1357&lang=pl
    …."I że czekają na nową jakość w polskiej polityce, co więcej, mimo że mają udane życie zawodowe są gotowi poświęcić część swojego czasu dla swojego kraju, nie po to żeby się “nachapać”, bo większość ma dobrą pracę lub własne firmy, ciężko pracuje (po kilkanaście godzin na dobę) i dobrze zarabia, tylko dlatego że chcą żyć w dobrze rządzonym kraju….."

  5. Kocie- jeszcze nie wszystko stracone…poczytaj Kataryne z 12 czerwca: https://kataryna.blox.pl/html
    Klamie nie klamie- temat w rozumieniu PO trzeba rozwodnic, gdy sie czuje oddech populistow za plecami (ktorzy zreszta po swojemu, takze rozwadniali inne sprawy)-na tym niestety generalnie chyba polega politykowanie w szeroko rozumianej demokracji parlamentarnej. Normalna rozgrywka w ktorej wykorzystuje sie bledy przeciwnika (osobiscie bardziej zniesmaczaja mnie wystepy Palikota w charakterze damskiego boksera). Oczywiscie caly czas marzy mi sie jakas piekna rozszada w wykonaniu ulubionego mistrza szachowego.

Comments are closed.