JAK PRZEŻYĆ I PROSPEROWAĆ
POMIMO PAŃSTWA, SOCJALIZMU I KRYZYSU

Metale szlachetne


Aktualne ceny spot, 24h
1 oz = 31.1 g

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]


[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

Indeks akcji złota HUI, 6m
[chwilowe problemy w podawaniu indeksu HUI]

Rynki dzisiaj





Archiwa 2GR

Nasi znajomi

Autor: cynik9 - 12.04.10

Tamtamy i obligacje

Odkąd rządy zachodnie w kryzysie poobniżały stopy procentowe prawie do zera co bardziej konserwatywni inwestorzy są w kropce. Ci którym w pierwszym rzędzie zależy na rentowności papieru o stałym oprocentowaniu zadają sobie pytanie: co tu robić? Z czego wyżyć? Dokąd uciec aby cokolwiek zarobić w tym zero-procentowym otoczeniu. Typowa dla reżimów fiat money niestabilność stóp procentowych utrudnia im sensowne planowanie przyszłości.

Zaadaptować się można do stóp niższych. Prosperować można też przy stopach wyższych. Ale gdy przyjdzie Bernanke i nagle zmieni stopy z 5% z groszami do zera planowanie w dłuższym terminie staje się trudne. Wiele rzeczy z dnia na dzień może stanąć na głowie. Z opłacalnego projektu może wyjść nieopłacalny, z sensownej lokaty bezsensowna. Manipulacja stopami procentowymi uzasadniana jest naturalnie dobrem wyższym – a to “łagodzeniem efektów recesji”, a to koniecznością “zastartowania gospodarki”. Ale dla dużego sektora gospodarki, może nawet dominującego, czynnikiem który jest naprawdę istotny jest stabilność stóp procentowych, nie ich wysokość.

Dotyczy to w szczególności emerytów i rentierów żyjący generalnie z oprocentowania, bezpośrednio czy też poprzez instytucje które zarządzają ich kapitałem. Zerowe stopy procentowe wyciągają im dywan spod nóg, zmuszając często do podjęcia większego i nie zawsze uzasadnionego ryzyka w poszukiwaniu większej rentowności.

Nie mając obecnie wielu możliwosci w domu inwestorzy siłą rzeczy szukają rentowności w bardziej egzotycznych miejscach. Na pierwszy ogień idą tradycyjnie rynki wschodzące. Tu jednak wraz z zanikiem premii za ryzyko obligacje stały się również mniej atrakcyjne. Trzeba więc patrzyć jeszcze dalej. Na przykład w Afryce. A tam jednym z ciekawszych miejsc jest obecnie Ghana.

Podczas gdy i w Afryce obligacje niektórych krajów jak Kenia czy Nigeria stały się ostatnio droższe, a przez to mniej atrakcyjne, Ghana pozostaje atrakcyjnym wyjątkiem. Ghańskie obligacje trzyletnie płacą nominalnie na przykład (3.2010) prawie 15%, dwa razy więcej niż dwuletnie kenijskie płacące tylko 7.1%. Dla zupełnych desperatów pozostają jeszcze obligacje Demokratycznej Republiki Kongo płacące nawet więcej od ghańskich… (tyle że kamizelka kuloodporna jest tam podobno niezbędna…)

Oczywiście ghańskie obligacje też nie są dla strachliwych – w lutym 2010 inflacja była tam 14.23%. Dla inwestora jest to więc balansowanie na ostrzu spekulacyjnego zakładu że inflacja, która w 2009 była tam ponad 20% będzie nadal spadała przez co rentowność rzeczywista papieru będzie nam przez trzy lata komfortowo rosła.

A czy będzie rzeczywiście rosła? Nie jest to założenie całkiem bezpodstawne. Jeszcze w styczniu ghańskie obligacje płaciły nominalnie 19% a więc skok jest duży i inwestycyjna szansa długo trwać nie będzie. Kraj wydaje się w miarę stabilny i jak na afrykańskie warunki praworządny. Ale asem w rękawie jest co innego – w Ghanie wykryto źródła ropy naftowej których eksploatacja na większą skalę ma się rozpocząć w 2011 roku. Nie jest tego wiele ale wystarczająco aby odmienić percepcję. Ropa jak wiadomo smaruje wszystko, tryby machiny inwestycyjnej w szczególności. Przykładowo, nominalna rentowność trzyletnich obligacji bogatej w ropę Nigerii była ostatnio tylko 5.5%. Czemu sympatyczna i leżąca tuż obok niewielka Ghana miałaby być gorsza?

No dobrze, ale co gdy nasz fundusz emerytalny w trosce o naszą emeryturę nie może  jednak ryzykować z ghańskim cedi i ma przykazane trzymać się pewności starego dobrego USdolara i bezpieczeństwa zachodu? Wtedy zainwestuje w 7-latki o wiele pewniejszej od Ghany, przynajmniej zdaniem Standard&Poor’s, Grecji. Dadzą mu one rentowność 7.4% (7.4.2010). Tylko czemu, u licha, rentowność identycznych obligacji dolarowych tejże Ghany jest mniejsza (6.3%, czyli obligacje są droższe) niż greckich skoro Grecja ma być pewniejszym dłużnikiem niż Ghana? Przecież w normalnym świecie powinno być odwrotnie.

No ale w normalnym świecie fundusz troszczyłby się przede wszystkim o twoją emeryturę a nie o ratowanie greckiego socjalu. Bezpieczeństwa w obligacjach greckich raczej by nie szukał. W końcu to Grecja a nie Ghana znajduje się na oddziale intensywnej terapii, bez wyczuwalnego tętna…

©2010 dwagrosze.com

Share

16 komentarzy do: Tamtamy i obligacje

  • cynik9

    @vertigo: Panie cynik9, "inflacja była x%"? Nie lepiej normalnie po polsku "inflacja wynosiła […]

    Oczywiście że lepiej. Ale drodzy czytelnicy nie mieliby wtedy okazji do popisania się czujnością i wytknięcia błędu cynikowi9… ;-)

  • panika2008

    Przez cały 2007 rok Fed w ramach OMO nie kupił netto ani nie sprzedał ani jednego t-billa:

    http://www.federalreserve.gov/boarddocs/rptcongress/annual07/pdf/tables.pdf

    Jeśli chodzi o całkowity bilans, to przez cały 2007 rok stan posiadania t-billi do 90 dni bardzo mocno SPADŁ: o 49,1 mld $ (z 277 mld 31 gru 2006 do 227 mld 31 gru 2007).

    Poszukam jeszcze bardziej szczegółowych danych (miesiąc po miesiącu), ale coś czuję, że teoria o podbicie stóp przez Fed pada z wielkim hukiem :)

  • panika2008

    @DJ chłosta: trochę źle kombinujesz. FFR jest stopą overnight i nie ma bezpośredniego przełożenia na rynek treas, bo najkrótsza zapadalność dla t-billi to 28 dni. Natomiast jako sensowne proxy – bo w to celuje Fed – należałoby przyjąć całośc na względnie krótkiego końca krzywej, czyli t-bille do 3 miesięcy (nie tylko same 3-mc). Mechanizm wiążący FFR ze stopami t-billi i rynkiem międzybankowym jest skomplikowany… Pogrzebię żeby znaleźć konkretne dane na temat skupu wszystkich krótkoterminowych papierów, ale stawiam dobre piwo, że nie ma tam żadnych ciekawostek.

  • DJ Chlosta

    @panika2008

    Niestety ale na podstawie podeslanych przez Ciebie danych nie da sie odpowiedziec na to pytanie:

    Na wykresie
    (http://www.elliottwave.com/features/default.aspx?cat=mw&articleid=3658)

    jest wykres 3 miesiecznych US Bills, natomiast dane z tej strony:
    (http://www.treasurydirect.gov/NP/BPDLogin?application=np)
    dotycza sie calego dlugu US (chyba ze cos zle patrze…), dla ktorego 3-miesieczne Bills sa pewnie jakims tam ulamkiem, wiec na tej podstawie nie mozna okreslac podazy tych papierow.

    Z drugiej strony jesli chodzi o stan w FED: (http://www.federalreserve.gov/releases/h41/)
    to nie ma tam pozycji dotyczacej tych 3-miesiecznych US bills.
    Wartosci ktore mi podales tycza sie stanu wszystkich papierow wemitowanych przez US Treasury.

    Zeby jednoznacznie odpowiedziec na to pytanie potrzeba:
    1) podaz 3-mies US Bills (popyt tez by sie przydal dla obrazu sytuacji)
    2) ile z tego kupil FED

  • panika2008

    OMG, odpowiedziałem nie na temat :D

    Na temat skupu przez Fed obligacji, proszę poczytaj historyczne raporty H.4.1. (http://www.federalreserve.gov/releases/h41/).

    Na koniec października 2007 Fed posiadał w bilansie 779,6 mld obligacji. Na koniec wreśnia 2007 – 784,6 mld. Na koniec lipca 2007 – 790,7.

    I co, chyba nie za bardzo pasuje do teorii?

  • Yogos

    @anonimowy
    Popytaj u Prime Dealers lub poszukaj jakiegoś ETFu czy innego wehikułu inwestującego w te zacne tak zyskowne papiery :))

    Tylko pamiętaj, że bailout o mocy nawet nie bazoooki tylko bomby atomowej jak to w mediach pisali potrzebuje jeszcze jednej drobnej rzeczy aby zadziałać … paru pozytywnych głosowań w parlamentach niektórych państw eurozony.

    http://www.zerohedge.com/article/deutsche-bank-greece-will-need-activate-both-imf-and-emu-packages-within-next-month

  • panika2008

    @DJ Chlosta, mylisz się, prześledź emisję treas, zobaczysz, że w okresach dramatycznego spadku stóp nie było nadmiernej podaży.

    Przyjmując za cezurę dramatycznej zmiany na rynku długu sierpień 2007, mamy następujący obraz: przez 3 miesiące do tej daty w USA wyemitowano 177,3 mld $ długu publicznego. We wrześniu wyemitowano 56,9 mld $ – więc tempo się nie zmieniło. W październiku wemitowano "zaledwie" 17,7 mld, w listopadzie 86,8 mld.

    (dane za http://www.treasurydirect.gov/NP/BPDLogin?application=np)

    Poprostu rynek zaczął wyżej wyceniać obligacje rządowe, co pociągnęło za sobą cały szereg konsekwencji, z których jedną było obniżenie stóp przez Fed. Ogromna emisja długu miała miejsce znacznie później.

  • DJ Chlosta

    > panika2008 pisze…
    > To nie Bernanke zmienił stopy, to rynek.

    Ale to Bernake zmienil stopy rynkowe, bo FED skupowal obligacje USA

  • przerabianie zdjęć

    "Emitent nalicza odsetki od 100% kapitału." Święta racja, ciesze się, że ktoś to wreszcie napisał. Gdybym nie zauważył tego komentarza z pewnością drugi raz bym napisał to samo…

  • Anonymous

    Mysle ze sprawa Grecji jest nadmiernie nadmuchana przez media, zeby wlasnie zwiekszyc rentownosc greckich obligacji i zeby w konsekwencji Grecy musieli wiecej placic…

    W zwiazku z tym moze ktos podpowie – Gdzie mozna kupic greckie obligacje z niskimi prowizjami? – chetnie 'wespre' ich socjal ;)

  • Anonymous

    Prosze o wyjasnienie – czegos tu nie rozumiem…

    Pod koniec artykulu jest sugestia, ze fundusze emerytalne troszcza sie o ratowanie greckiego socjalu.

    No ale gdyby tak bylo, ze sie troszcza o ten socjal to rentownosc obligacji greckich bylaby nizsza (zwiekszony popyt), a przeciez jest wyzsza.

    Z porownania rentownosci wynika ze fundusze bardziej zainteresowane sa obligacjami Ghany ( bo maja nizsza rentownosc czyli ze jest na nie wiecej chetnych ) wiec tak jak zaleca autor…

  • panika2008

    To nie Bernanke zmienił stopy, to rynek.

    http://www.elliottwave.com/features/default.aspx?cat=mw&articleid=3658

    Tzn. Bernanke tylko się dostosował do szokowego wzrostu cen = szokowego spadku rentowności obligacji skarbowych USA.

  • cynik9

    @gość codzienny:
    Ja widziałbym rzecz znacznie bardziej dynamicznie. Nie wyobrażam sobie nikogo kto kupiłby 30-letnie obligacje amerykańskie na 4.7% z zamiarem siedzenia w nich do końca. Byłoby to samobójstwo… Cały trick polega na zmieniającej się wartości rynkowej waloru i spekulacji jak się będzie rozwijała w dającym się przewidzieć horyzoncie czasowym.

    Idem gdy kupujemy obligacje o wysokiej rentowności w warunkach równie wysokiej inflacji – czysta spekulacja i niekoniecznie trwanie do końca.

  • gość codzienny

    @anonimowy

    Mówimy o nabywcy obligacji wprost od emitenta. Jak kupuje w okresie subskrypcji to w dniu startu cena wynosi z reguły nominał (czasem np 99,9% nominału dla zachęty) a w każdym kolejnym dniu trwania subskrypcji nominał plus należne odsetki za minione dni. W okresie subskrypcji obligacje nie są notowane więc rynek ich nie może wtedy "wyceniać". Obligacje notowane są potem na giełdzie identycznie ale dochodzi składnik premii/upustu przy transakcji zależnie od popytu/podaży i oczekiwanej zmiany oprocentowania bzowego obligacji w kolejnych okresach odsetkowych jeśli nie są one stałe lecz wyznacza je mechanizm waloryzacyjny np oparty o np inflację. Emitent nalicza odsetki od 100% kapitału. Dlatego prawidłowo powinno się mówić nie o tym, że "rentowność" obligacji się zmieniła lecz że zmieniła się rentownośc inwestycji w taki papier na skutek jego nabycia na rynku wtórnym od wcześniejszego posiadacza po cenie innej niż wynika z prostego obliczenia nominał+skumulowane odsetki.

  • Anonymous

    "o roku inwestor ma 107 i z góry o tym wiedział, ale ze średnich notowań z tego roku matematycznie może mu wyjść że powinien mieć 110 czy 105, bo "rynek" tak wyceniał."

    on zawsze ma miec 107, tylko cena zakupu sie zmienia i stad rentownosc sie zmienia

  • gość codzienny

    Tak nieco z ubocza. Osobiście zawsze mierziły mnie codzienne komentarze "rynkowe" że notowane obligacje staniały/zdrożały czy bardziej że ich oprocentowanie wzrosło/spadło. Matematycznie rzecz ujmując to prawda, ale z punktu widzenia osoby która obligację nabyła na dłużej niż parę godzin specjalnie bez znaczenia. Nabywca obligacji to co do zasady inwestor długoterminowy (horyznot powyżej 1 roku), która zapłacił za nią emitentowi nominał (plus/minus ułamek procenta) i oczekuje po czasie X uzyskania nominału plus określonych z góry bądź mechanizmem waloryzacyjnym odsetek czy to z góry, czy w trakcie czy przy wykupie. Sprzedaż obligacji przed terminem oznacza dla inwestora co najwyżej wcześniejsze zakończenie inwestycji. Jeśli obligacja nie przewiduje możliwości wcześniejszego wykupu za jakąs tam opłatą musi sam znaleźć na nią chętnego, w czym pomaga mu obrót giełdowy i jakaś tam wycena tego waloru. Dla inwestora który nabył od emitenta obligację powiedzmy roczną płacąc 100 za 100 na 7% per annual płatną przy wykupie nominał+odsetki, jest ona warta każdego dnia 100 plus liniowo narastające odsetki. Obligacja dla niego ani nie tanieje ani nie drożeje. Ma stałą wartość 100 plus codzienne odsetki. Jej rentowność liczona od 100 jest zawsze 7%. Wycena giełdowa ma sens tylko dla decydujących się wyjść z nich przed terminem – może się paradoksalnie okazać, że otrzymają za nią więcej niż dostaliby czekając do końca bo ktoś inny zdecydował się im tyle zapłacić. Po roku inwestor ma 107 i z góry o tym wiedział, ale ze średnich notowań z tego roku matematycznie może mu wyjść że powinien mieć 110 czy 105, bo "rynek" tak wyceniał. Tak jak z akcjami znamienita większość dziennego "obrotu" obligacjami to spekuła, nie inwestycja. Jajca zaczynają się wtedy gdy wiadome staje się że emitent nie wykupi obligacji i ich wycena staje się wtedy zupełnie dowolna – patrz obligacje II RP. Jestem absolutnie pewien, że jeszcze za mojego życia doświadczę "powtórki z rozrywki" z obligacjami skarbowymi czy to naszymi czy obcymi.