JAK PRZEŻYĆ I PROSPEROWAĆ
POMIMO PAŃSTWA, SOCJALIZMU I KRYZYSU

Metale szlachetne


Aktualne ceny spot, 24h
1 oz = 31.1 g

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]


[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

Indeks akcji złota HUI, 6m
[chwilowe problemy w podawaniu indeksu HUI]

Rynki dzisiaj





Autor: cynik9 - 27.03.10

Jak Big Pharma załatwiła Obamę

czyli dalszy ciąg dywagacji o tym jak Big Pharma przeżyła reformę Obamy i nadal zamierza bezwstydnie prosperować. Pierwszą część tych dywagacji czytelnik znajdzie we wpisie Gambit Big Pharmy. Całość dostępna wcześniej w witrynie TwoNuggets.com.

Zdając sobie sprawę z tego co się święci i widząc że jej intratna franszyza jest poważnie zagrożona Big Pharma zmontowała prewencyjny gambit zaczepny godny Kasparowa. Latem 2009 ogłosiła wielki deal z rządem aby “pomóc zreformować nasz znajdujący się w problemach system medyczny”. Jakże by inaczej, zawsze jest przecież skora do pomocy. Esencją układu, nader skąpego w szczegóły choć od razu okrzyczanego jako historic agreement to lower drugs cost” jest taktyczne obniżenie w przyszłości cen za leki refundowane przez wuja Sama. Big Pharma obiecuje też zredukować w przyszłości dojenie emerytów w zakresie “doughnut hole” o połowę. Oczywiście warunkiem całego dealu jest zachowanie “ciastka z dziurką”. Nie można przecież zajmować się dziurką nie mając ciastka. Innymi słowy, mniej będziemy doić emerytów aby ci nie robili krzyku ale nadal chcemy doić wuja Sama, choć nieco mniej. Czyli wszystkich.

Przewińmy teraz taśmę do przodu i do obamowej reformy. Widzimy w niej że “historic agreement” sprzed pół roku zachował się tam nienaruszony. Prasa powiela bezsensowne szacunki ile to Big Pharma będzie “płaciła” w dalekiej przyszłości podczas gdy chodzi głównie o redukcję w skali dojenia. Podejrzewamy że sam szerszy zakres obamowych ubezpieczeń obejmujących więcej klientów na leki zrekompensuje Big Pharmie dużą część strat z tytułu poniesionych wyrzeczeń. Zwłaszcza że jej wyrzeczenia mają charakter zniżek na ceny które zasadniczo sama wyznacza.

Ale zyski Big Pharmy z tytułu udanego gambitu z Obamą nie ograniczają się tylko do tego. Głównym zagrożeniem dla niej jest tradycyjnie konkurencja ze strony generic drugs – lekarstw generycznych które są znacznie tańszą kopią lekarstw markowych. Kto by w końcu kupował drogi preparat mając do dyspozycji dużo tańszy specyfik o identycznym działaniu? Oczywiście nikt, gdyby nie monopol jaki Big Pharma ma przez określony czas na wyprodukowany przez siebie medykament. Część z tego jest rozsądnym, prawnie gwarantowanym okresem ochronnym który kompensować ma kosztowny proces dochodzenia do nowego specyfiku. Reszta to jednak maksymalne dojenie rynku jak najdłuższej utrzymywaniem intratnego monopolu.

Monopol ten jest w rzeczy samej tak intratny że aby go zachować po okresie ochronnym Big Pharma stosuje taktykę zatrącającą o regularną korupcję. Jest nią przekupywanie potencjalnych producentów specyfików generycznych tak aby ich nie produkowali lub wstrzymali planowaną produkcję na jakiś czas. Jest to tak zwane “płacenie za zwłokę” (pay-for-delay).

Otóż trudno by szukać końca tej niezupełnie etycznej praktyki “płacenia za zwłokę” w obamowej reformie, mimo wielokrotnie ponawianych wysiłków aby jej zabronić. Jest to naszym zdaniem duży sukces Big Pharmy która bez obaw znalezienia się w kryminale może teraz do woli rozciągać okres faktycznego monopolu na swoje markowe specyfiki. Nic innego po niższej cenie na rynku się nie znajdzie i nie zagrozi jej monopolowi. Szczególnie szczodra w tej mierze jest obamowa reforma dla producentów markowych specyfików biologicznych którym gwarantuje 12 letni okres ekskluzywności w sprzedaży.

Ach, czy demokracja nie jest cudownym kultem? Przynajmniej dla zaradnych…

©2010 dwagrosze.com

Share

21 komentarzy do: Jak Big Pharma załatwiła Obamę

  • Arturek

    @mantrid

    Obawiam się, że koszt stworzenia facebooka jest mikroskopijny w stosunku do kosztu stworzenia leku. Trzeba pamiętać, że w przypadkach takich witryn na początku nie muszą być idealne. Są rozbudowywane i polepszane w miarę wzrostu liczby użytkowników, co można sfinansować choćby z rosnących zysków z reklamy. Czyli można przeznaczyć dość małe kwoty na wiele takich projektów i inwestować więcej w to, co się okaże sukcesem. Co ważniejsze łatwość ich skopiowania nie spowoduje, że nagle będzie ich dużo. Widać to choćby na przykładzie naszego faktycznego monopolisty aukcyjnego. Napisanie podobnej (identycznej?) platformy nie jest ani trudne ani kosztowne (w stosunku do potencjalnych zysków). Niektórzy udało się zbudować coś nawet lepszego. Ale tak długo jak nie przejmiemy adresu internetowego i bazy użytkowników nasz system będzie jedynie dowodem naszych umiejętności (i głupoty w wydawaniu pieniędzy).

    Z lekami jest zupełnie inaczej. Wymagają ogromnych funduszy na długo przed dniem dopuszczenia ich do sprzedaży. Dopiero po wydaniu prawie całego budżetu przeznaczonego na stworzenie leku zaczynają się zyski (zmniejszane przez minimalne często koszty produkcji i reklamy). Zaś skopiowanie wymyślonego i przetestowanego leku jest stosunkowo tanie i co gorsze nie ma tutaj tak wysokich barier odejścia użytkowników/klientów jakie są w przypadku witryn (w moim przypadku sprzedaż na innych platformach byłaby bezsensem z powodu braku kupujących. Sam tam też nie kupuję bo brak tego co szukam. I kółko się zamyka). Jeśli ktoś zaproponuje lek generyczny ludzie zaczną go kupować nie zastanawiając się kto poniósł koszty i ryzyko jego wymyślenia i przetestowania oraz kto w przyszłości wyłoży pieniądze na kolejny lek.

    Trzeba też pamiętać, że wiele z tworzonych leków nigdy nie wchodzi do produkcji z powodu różnych skutków ubocznych. Co oznacza ogromne straty. Co gorsze nawet gdy lek wejdzie na rynek firma może spodziewać się niemal nieograniczonych odszkodowań, jeśli okaże się, że lek wywołuje nieprzewidziane skutki. W przypadku oprogramowania (i to także komercyjnego) odszkodowania praktycznie zawsze są bardzo niskie w stosunku do strat. W większości przypadków ograniczone są do kosztów zakupu plus jakiś śmieszny dodatek, co widać we wszystkich licencjach. Takich licencji na lekach się nie znajdzie. Samo testowanie leków też zawsze będzie droższe, gdyż konieczność restartu lub ponownej instalacji systemu jest niczym wobec skutków źle działających testowanych leków.

    W przypadku Open Source jest nawet gorzej. OS wymaga komputera i głowy z pomysłami. Leki głowy, setek komputerów i bardzo drogich laboratoriów. Poza tym obawiam się, że osób potrafiących programować jest wielokrotnie więcej niż osób potrafiących stworzyć jakikolwiek lek. Dodatkowo OS większości przypadków jest tworzone przez ludzi, którzy sami go używają. Trudno to samo zastosować w przypadku leków, zwłaszcza tych na rzadsze choroby. Firmy sponsorujące OS też nic nie zmieniają – robią to dlatego, że oferują sprzęt, własne drogie oprogramowanie korzystające z OS lub support. Trudno wymyślić podobny model dla firm medycznych. W najlepszym przypadku mogłyby oferować płatną pomoc w rozwiązywaniu problemów spowodowanych przez lek.

    I postulowanie jakiejś wspólnej bazy wiedzy nic tu nie zmieni, gdyż koszty tworzenia leków nadal pozostaną ogromne. Sama, nawet najlepsza wiedza wszystkich tych kosztów (a pewnie nawet większości – choćby testowania) nie wyeliminuje. Dlatego porównywanie tworzenia oprogramowania z wymyślaniem leków uważam za mało trafne, zaś okresy ochronne jeszcze długo będą jedyną sensowną formą zapewnienia rozwoju branży. Oczywiście długość tych okresów (i inne problemy z nimi związane) powinny być przedmiotem dyskusji.

  • mantrid

    @cynik:

    Koszty są wysokie bo chodzi często o długi czasowo, intensywny kapitałowo projekt, nierzadko 10-letni.

    a co można zrobić aby go skrócić i obniżyć koszty? przestać wymyślać koło we własnym silosie informacyjnym i powtarzać błędy konkurencji. cała branża trzyma w sejfie wszelkie testy, eksperymenty i informacje w tajemnicy przed konkurencją – taka żelazna kurtyna.

    specyfik będzie legalnie mógł zostać podrobiony w dzień po ukazaniu się na rynku da sobie prędzej spokój z całym projektem.

    idąc tym tokiem rozumowania nie opłaca się wchodzić w jakikolwiek biznes internetowy, skoro z dnia na dzień student może nasz pomysł skopiować i wdrożyć. czy to oznacza że należałoby nie budować byznesu w necie albo zacząć patentować facebooki?

    implikuje to także, że konkurencja w tej branży skoro w ciągu 24h potrafi:
    – wyszkolić kadrę przekazując jej wiedzę na temat nowego specyfiku
    – przystosować metody jego produkcji, weryfikacji jakości itd
    – wprowadzić na rynek, dotrzeć do pacjentów i lekarzy ze swoim produktem

    postronnym obserwatorom często się wydaje, że software można skopiować i wdrożyć z dnia na dzień mając peceta w garażu. a leki wymagają jeszcze dodaktowego kapitału na zorganizowanie produkcji itd. skoro leki są trudniejsze, a software wymaga conajmniej 1-2 lata aby go skopiować, to jak będzie z lekami?

    Socjaliści tego właśnie próbowali przez 50 lat i jakoś drugi Genentech na wschód od Łaby nie powstał.

    cynik9 dobrze wie dlaczego im to nie wyszło. i to nie tylko dlatego że wymordowali swoich biologów. socjaliści wyeliminowali mechanizm rynkowy weryfikujący optymalność działań.

    trzymanie całej wiedzy i niemal centralne planowanie (w ramach struktur organizacyjnych jednego producenta) produkcji leków od początku do końca wpędziło tę branżę w nie lada kłopoty.

  • mantrid

    "Mimo wszystko jednak różnice są tak wyraźne że porównywanie tego to sektora farmaceutycznego uważam za graniczące z absurdem."

    zarówno software jak i farmaceutyka to zagadnienie produkcji wiedzy – rządzą nimi te same zasady i ograniczenia. nie ważne czy ta wiedza dotyczy czegoś fizycznego czy nie.

    "OpenSource jest pospolitym ruszeniem tysięcy kontrybutorów"

    złe rozumienie tego modelu. to zdanie trochę mi przypomina sofizm "konsumpcja pobudza wzrost" ;P kontrybutorzy są konsumentami i współproducentami. najpierw trzeba coś wyprodukować żeby konsumenci-kontrybutorzy mieli nad czym pracować. prawie każdy udany duży projekt opensource z którego korzystamy na co dzień powstał jako "uwolniony" projekt komercyjny w jakiejś firmie. open source to outsourcing złożoności – do tysięcy pasjonatów, do innych firm, do konkurencji (!).

    wbrew powszechnemu obrazowi OpenSource to nie jest ruch charytatywny, ale specyficzna odsłona "okrężnych metod produkcji". i w żadnym razie nie wyklucza to koncentracji kapitału.

    "z których każdy potrzebuje jedynie Peceta za $500 i na tym wkład kapitałowy w 'stanowisko pracy' się kończy"

    a głowa? najważniejszy kapitał mieści się pomiędzy uszami ;) a jak to jest z pracownikami naukowymi na uniwersytetach medycznych? przecież oni robią badania..

    "Po drugie – software projekt może być duży ale jest deterministyczny – specs produktu są znane awansem. Projekt polega bardziej na rzemiośle wykonania niż na badaniach podstawowych o niepewnym wyniku"

    zupełnie się nie zgodzę :P chyba że chodzi o "stronki www" albo kolejny program do faktur… specyfikacje gotowe przed rozpoczęciem projektu to były modne w latach 70tych :P dzięki temu nic nie działało i było za drogie ;) są duże projekty software'owe oparte na najnowszych badaniach matematycznych czy fizycznych. np. software symulujący/modelujący innowacyjne urządzenia fizyczne powstałe w oparciu o "badania podstawowe o niepewnym wyniku". do takich projektów stosuje się metodykę Agile.

    to nawet bardziej pasuje do Big Pharmy: lepiej inwestować drobniaki aby wspólnie "wymacać" kierunek rozwoju – ewentualne straty rozchodzą się na wszystkich, ale wspólna wiedza minimalizuje to ryzyko. tymczasem teraz to jest tak, że każdy przedsiębiorca stawia kupę kasy na ruletkę i trzyma kciuki aby coś z tego jednak wyszło, bo jak nie, to trzeba jakąś świńską grypę wymyślić aby spłacić kasyno :P

  • cynik9

    @mantrid:
    dlaczego te inwestycje są miliardowe? bo mają zawyżone koszty ze względu na ochronę!

    Koszty są wysokie bo chodzi często o długi czasowo, intensywny kapitałowo projekt, nierzadko 10-letni. Jeżeli jego rezultaty nie mogą dostać pewnego okresu ochronnego umożliwiającego przynajmniej jakiś balans z poniesionymi nakładami to do nakładów nie dojdzie w pierwszym rzędzie.

    Petrolinvest i innych inwestycjach "których rezultat jest daleki od pewności" nie ma żadnego prawa gwarantującego zwrot kapitału i nie powoduje to braku chętnych na tego typu przedsięwzięcia

    Nie przeczę że w PL nie brak głupków do inwestowania w Petrolinvest. Tu mówimy jednak o inwestycji przez racjonalnie działającą kompanię która wiedząc że jej specyfik będzie legalnie mógł zostać podrobiony w dzień po ukazaniu się na rynku da sobie prędzej spokój z całym projektem.

    to chyba by dla branży lepiej było, gdyby się wiedzą i przeprowadzeniem testów podzieliła między sobą
    Socjaliści tego właśnie próbowali przez 50 lat i jakoś drugi Genentech na wschód od Łaby nie powstał.

  • HeS

    @Anonimowy:"Ale w sytuacjach poważnego zagrożenia życia wybór gorszych ale tańszych metod leczenia nie ma większego sensu"

    Też nie do końca. Np. poważnie chora osoba (Polak) może leczyć się w USA, gdzie terapia kosztuje w 100 tys. USD. Jeśli chorego na nią nie stać, to zostaje w Polsce i leczy się za 50 tys. PLN. Pewnie stosując gorszą metodę, mając gorszych specjalistów i gorszą aparaturę. Nie ograniczaj się tylko do terytorium Polski, nie jesteśmy już w więzieniu. Podobnie jest z zabiegami medycznymi w innych krajach. Słyszałem, że Niemcy do przeszczepów nerek jeżdżą do Indii, gdzie znacznie taniej i szybciej można znaleźć dawcę (za pieniądze).

  • mantrid

    @cynik9: "wiele miliardowych inwestycji w badania i rozwój pewnych specyfików jest warunkowane pewnym poziomem opłacalności w razie sukcesu."

    och Cyniku, toż to dowód przez założenie tezy :P dlaczego te inwestycje są miliardowe? bo mają zawyżone koszty ze względu na ochronę! ochronę przed obniżeniem kosztów :D

    "Gdyby tego nie było nie byłoby po prostu tych inwestycji na badania których rezultat jest daleki od pewności."

    przy CDO, carbon creadits, Petrolinvest i innych inwestycjach "których rezultat jest daleki od pewności" nie ma żadnego prawa gwarantującego zwrot kapitału i nie powoduje to braku chętnych na tego typu przedsięwzięcia :D a tak na poważnie, to samo można powiedzieć o Google, Facebooku, SpaceX i innych inwestycjach na które rzekomo nie byłoby chętnych.

    "mówimy o wysoce regulowanym otoczeniu i o latach wymaganych testów klinicznych."

    no to chyba by dla branży lepiej było, gdyby się wiedzą i przeprowadzeniem testów podzieliła między sobą, obniżając tym samym ich złożoność, koszty i barierę wejścia dla nowych specjalistów. no ale jak każdy chroni swój silos informacyjny za wszelką cenę.. to potem tę cenę płaci i tak podatnik :P

  • cynik9

    MODERATOR: Panowie, coś znowu zaczynają się nam mnożyć anonimowi… Apeluję o danie posłuchu punktowi 2. i o występowanie pod jakimś bożym nickiem, choćby anonimowy#jakiśtam. Bez tego dyskusja zaczyna trochę wyglądać jak monolog anonimowego… :-D

  • Anonymous

    @HeS
    "Mylisz się, obowiązuje"(prawo podaży i popytu).
    I tak i nie.
    Jeżeli mówimy o wyborze koronki ze złota czy z tańszych materiałów to oczywiście,że obowiazuje (czy to jest leczenie czy kosmetyka?)
    Ale w sytuacjach poważnego zagrożenia życia wybór gorszych ale tańszych metod leczenia nie ma większego sensu.
    Prawo podaży i popytu mówi o relacjach między popytem, podażą i ceną. Czyli zmniejszenie cen usług np. wykonania bypassów spowodowałoby zwiększenie popytu?
    DlategotTrochę zmodyfikuję tezę: w usługach medycznych ratujących życie prawo podaży i popytu nie obowiązuje.
    marcin

  • Anonymous

    Nie ma żadnej alternatywy by uzdrowić każdą dziedzinę gospodarki jak odebrać rządzącym możliwość odbierania nam pieniędzy by robić nam "dobrze"-jeśli pojawia się jakikolwiek pośrednik w każdej z dziedzin naszego życia ekonomicznego to nasz pieniądz będzie tracił na wartości-do nas powinna należeć decyzja czy mogę poświęcić czas,czy mam wystarczająco wiedzy itd.,itp by zrezygnować z pośrednika nawet z tego "nierządowego" .Wielokrotnie jak w przypadku OFE jesteśmy zmuszani przez przymus państwa na pośrednika "prywatnego" by żyło się lepiej w przyszłości,im dalsza perspektywa tym bardziej różowo opisywana.Katastrofa za nasze pieniądze i dla każdego z nas jest gotowana przez rządzących tylko dlatego ze im na to pozwalamy-kiedy ludzie się sprzeciwią i pozbawią przywilejów kastę rządząca nami na naszą niekorzyść to jest pytanie?

  • cynik9

    @HeS: tak jest w rzeczach nierefundowanych. Koronę u dentysty możesz sobie zamówić ze złota ale także odlew z Tajlandii (nie wiem czy gorszy…). Jak jednak rzeczy są refundowane to nie ma tego wyboru a funkcja dystrybucyjna przejęta zostaje przez inne mechanizmy dozujące. Jak na przykład tasiemcowe kolejki do "darmowego" lekarza czy tylko nierefundowane leki w aptece przy braku refundowanych.

  • HeS

    @anonimowy:"Zaryzykuję tezę, że w tej branży nie obowiązuje prawo podaży i popytu."

    Mylisz się, obowiązuje. Jak mnie nie stać na skuteczną, ale bardzo drogą terapię, to wybieram gorszą, ale tańszą. Często to jest możliwe. Nie każdy używa najnowszych leków, najlepszej aparatury medycznej i ma dostęp do najlepszych specjalistów. To jest właśnie działanie rynku!

  • Anonymous

    @mantrid
    "konsument ustala cenę"
    Cenę czego? Lekastw? Jak za drogo to przecież można zrezygnować z zakupu.
    Myślę, że w usługach medycznych "dojenie" będzie zawsze, bo ludzie chorzy gotowi są wysupłać ostatnie oszczedności aby przeznaczyć je na leczenie. Zaryzykuję tezę, że w tej branży nie obowiązuje prawo podaży i popytu.
    marcin

  • cynik9

    @MrSmithsonian:
    Sam używam wyłącznie OpenSource software więc trochę niewygodnie mi się kłócić… ;-)

    Mimo wszystko jednak różnice są tak wyraźne że porównywanie tego to sektora farmaceutycznego uważam za graniczące z absurdem. Po pierwsze, OpenSource jest pospolitym ruszeniem tysięcy kontrybutorów z których każdy potrzebuje jedynie Peceta za $500, i na tym wkład kapitałowy w "stanowisko pracy" się kończy. Proponowanie tego modelu w sektorze farmaceutycznym, gdzie idzie to w miliony to tak jak proponować "OpenProcessor" i tysiące garażowych foundries wypalających amatorsko własne chipy. Bez wymaganej koncentracji kapitału daleko byśmy po tej drodze nie zajechali i nie zajedziemy też w lekach.

    Po drugie – software projekt może być duży ale jest deterministyczny – specs produktu są znane awansem. Projekt polega bardziej na rzemiośle wykonania niż na badaniach podstawowych o niepewnym wyniku. Zupełnie inaczej niż w sektorze farmacautycznym (nie generic) gdzie nie ma określonej drogi od specs do produktu.

    Po trzecie, koszty testowania OpenSource są zero. OpenSource software ma u dołu disclaimer że jego twórca nie bierze za nic odpowiedzialności – używaj na własną odpowiedzialność. Nikt by nie napisał linijki kodu gdyby był ścigany przez prawników za jakiś błąd. Chciałbym widzieć natomiast entuzjazm gościa który przyjmuje preparat medyczny z podobnym disclaimerem albo musi wypróbować 10 w nadziei że może któryś zadziała.

    Po czwarte – i trochę na boku, nie wiem co do rzeczy mają tu szpitale uniwersyteckie. Przecież leki i tak testowane przez państwo co jest starym libertariańskim punktem dyskusyjnym: godzi się-li to z wolnorynkową amerykanką czy nie. Ale to temat na inną dyskusję…

  • MrSmithsonian

    @cynik – nie zgodziłbym się na taką argumentację, że jeśli coś jest skomplikowane, to musi być przyczyną dojenia nas wszystkich. Dla tych co nie wiedzą: OpenSource to model rozwoju projektów informatycznych (nawet bardzo dużych!), który opiera się na pracy ochotników wspartych przez firmy zainteresowane taką ewolucją projektu, który byłby w ich interesie. Oczywiście taka ewolucja często nie ma na 100% takiego kierunku, na jaki liczyłyby wspierające firmy (bo część ochotników interesuje się innymi kierunkami). Ale i tak firmy chętnie subsydiują takie projekty, bo korzystają na nich.
    I teraz kwestia leków: ich opracowanie jest skomplikowane, ale nie bardziej niż opracowanie niektórych projektów informatycznych. Nowe leki MUSZĄ być testowane w warunkach klinicznych, ale da się to rozwiązać z pomocą szpitali uniwersyteckich wspieranych przez państwo. Oczywiście tutaj "ochotnikami" byliby nie programiści, ale pracownicy naukowi Akademii Medycznych.
    I wtedy mamy możliwość uzyskiwania tanich leków (bo brak będzie dojenia) przy rozsądnych proporcjach państwo-wolny rynek (bo przedsiębiorcy nie są zainteresowany długoletnimi i niepewnymi inwestycjami, ale zainteresują się jak najtańszym tworzeniem leków generycznych. Natomiast to państwo będzie odpowiedzialne za samo finansowanie tych nieopłacalnych badań).

  • cynik9

    @mantrid:
    Owszem, punkt gdzie się "ochrona" kończy a zaczyna "dojenie" jest istotnie trudny do ustalenia…;-)

    To jednak nie uzasadnia jechania po bandzie IMO i podważania w istocie instytucji własności intelektualnej i jej ochrony przez prawo patentowe. Nie widzisz przy tym oczywistej rzeczy że wiele miliardowych inwestycji w badania i rozwój pewnych specyfików jest warunkowane pewnym poziomem opłacalności w razie sukcesu. Gdyby tego nie było nie byłoby po prostu tych inwestycji na badania których rezultat jest daleki od pewności.

    Być może gdybyśmy mieli pełną wolną amerykankę w lekach – każdy może wyjść na rynek ze wszystkim co mu się żywnie podoba bez żadnego sprawdzania – to metodą Darwina leki byłyby tańsze. Ale tak nie jest, mówimy o wysoce regulowanym otoczeniu i o latach wymaganych testów klinicznych. Z tych powodów, a parę innych też by się znalazło, porównanie tego do software'u nie ma wielkiego sensu, IMO.

  • mantrid

    "Część z tego jest rozsądnym, prawnie gwarantowanym okresem ochronnym który kompensować ma kosztowny proces dochodzenia do nowego specyfiku"

    to jest IMO kompletnie nierozsądne bo oprócz trudności z wyznaczeniem gdzie ten rozsądek miałby graniczyć z dojeniem, mamy tutaj przymus płacenia za zawyżone koszty produkcji. przyzwyczajeni do tego, że medycyna skomplikowaną nauką bez wątpienia jest, usprawiedliwiamy "przemoc patentową".

    konsument ustala cenę, producent stara się znaleźć sposób produkcji po jak najniższych kosztach. chyba, że mamy gdziekolwiek "rozsądny, prawnie gwarantowany" sposób na uwalenie tego mechanizmu ;P

    wystarczy rozejrzeć się na inne równie skomplikowane branże: software industry obniża koszty dzieląc się wiedzą. branża farmaceutyczna ma ogromne koszty produkcji ponieważ jej wiodące krawaty tkwią w przekonaniu, że każdy wypracowany, kosztowny wycinek wiedzy należy schować w bunkrze. tyle, że prowadzenie dalszych badań w bunkrze samo w sobie jest kosztowne..

  • cynik9

    @Tomuś:
    ach..i te "ciasteczko z dziurka" -chodzi o pączka. Taki fajny pączuś

    Pączek czy ciastko, myślę że nie za bardzo łapiesz grę słów o którą tutaj chodzi. Oryginalnie doughnut to pączek w kształcie pierścienia z dziurką. To że Dunkin' Doughnuts sprzedaje także pączki bez dziurki nie zmienia faktu że w użytym kontekście chodzi właśnie o dziurkę (tu: przerwę w zakresie ubezpieczenia) a nie o ciastko. Uważam więc że dla polskiego czytelnika przyzwyczajonego do pączków bez dziurki tłumaczenie "ciastko w dziurką" o wiele lepiej oddaje istotę rzeczy niż "pączek". "Pączek z dziurką" natomiast byłby zupełnie niezrozumiały.

  • Anonymous

    @Anonimowy

    Wychodzi na to że jedynym ratunkiem dla Amerykanów przed leczeniem się w socjalistycznej służbie zdrowia, jest ucieczka do jeszcze bardziej socjalistycznej Kanady albo Europy ;-)

    Brysio

  • Anonymous

    Pięknie pięknie, tylko że My-szanowni czytelnicy- działamy w wiekszości w podobnych schematach postepowania. Grabki grabią do siebie.Zawsze.
    Ktokolwiek prowadzi własną działalność wie co mam na myśli. Im większa działalność tym bardziej traci sie poczucie libertariańskiej wspólnoty ;)

    ach..i te "ciasteczko z dziurka" -chodzi o pączka.
    Taki fajny pączuś drogi 9cyniku

    Tomuś

  • Anonymous

    Z doświadczeń z czasów komuny wiemy, że gdy państwo ingeruje w jakieś dziedziny życia gospodarczego to:
    1) funkcjonują one źle,
    2) pojawia się "czarny rynek" (który jest spontaniczną odpowiedzią społeczeństwa na brak wolnego rynku).
    Czy w USA obserwujemy coś co można byłoby nazwać "czarnym rynkiem"? A może nie jest jeszcze tak źle? Czy na rynku usług medycznych coś takiego może w ogóle istnieć? Czy Amerykanie masowo wyjeżdżają leczyć się za granicę?
    marcin

  • Anonymous

    "Jest nią przekupywanie potencjalnych producentów specyfików generycznych tak aby ich nie produkowali lub wstrzymali planowaną produkcję na jakiś czas".
    Ale, jak myslę koszt takiego przekupstwa jest wliczany w cenę lekarstwa. Czy przekupywani są wszyscy potencjalni producenci? Gdzie jest granica opłacalności takiego procederu? Czy ceny lekarstw dojdą do poziomu, przy którym pacjentom nie będzie się opłacało ich kupić?
    To może najlepszym interesem byłoby założyć firmę zarabiającą tylko na powstrzymywaniu się od produkcji specyfików generycznych?
    marcin