JAK PRZEŻYĆ I PROSPEROWAĆ
POMIMO PAŃSTWA, SOCJALIZMU I KRYZYSU

Metale szlachetne


Aktualne ceny spot, 24h
1 oz = 31.1 g

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]


[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

Indeks akcji złota HUI, 6m
[chwilowe problemy w podawaniu indeksu HUI]

Rynki dzisiaj





Archiwa 2GR

Nasi znajomi

Autor: cynik9 - 06.03.08

Kontrakt państwa Sixpacków

czyli hazard moralny

Większość poważnych transakcji reguluje umowa na papierze, wyszczególniająca o co chodzi i jakie są obowiązki każdej ze stron. Szczególnie nieruchomości nikt nie sprzedaje czy kupuje na podstawie ustnych obietnic. Obie strony idą z tym do notariusza czy też, w innych krajach, do odpowiedniego prawnika.

Kapitalizm tym się m.in. różni od socjalizmu że w tym ostatnim kontrakt miał zawsze wartość papieru na jakim go napisano. Natomiast w kapitaliźmie, przynajmniej w tym prawdziwym, kontrakt był nienaruszalną świętością. I tak być powinno. Choćby się waliło i paliło, choćbyśmy mieli wyjść z tego boso i kompletnie zbankrutowani, kontrakt to kontrakt i jego warunki muszą być dotrzymane.

Wbrew pozorom, nie jest to żaden przejaw “agresywności” kapitalizmu czy braku serca, jak to usiłuje się czasami przedstawiać. Chodzi wyłącznie o przejaw zdrowego rozsądku i o jedyne rozsądne rozwiązanie. Wynika to stąd że każdy może kiedyś być i prawdopodobnie będzie stroną jakiegoś kontraktu. Jedną stroną albo drugą stroną. Jeżeli z jakichkolwiek powodów dopuścimy precedens pobłażliwości dla jednej strony kontraktu łagodząc jej obligacje, automatycznie a niezasłużenie karcimy przez to drugą stronę zwiększając jej obligacje bądź zmiejszając jej korzyści z kontraktu. Precedens taki niebezpiecznie rozmywa odpowiedzialność i zmniejsza wartość kontraktu wprowadzając element zwany moralnym hazardem.

Jeżeli A ma na przykład zapłacić B ale nie płaci bo został właśnie zwolniony z pracy, to należy go do tego zmusić. Nawet gdyby musiał w tym celu sprzedać dom i wynieść się z całą rodziną pod most. Tak nakazuje kontrakt który wcześniej dobrowolnie podpisał. B może na przykład potrzebować tych pieniędzy na pilną operację dla dziecka. I nie sposób zaczynać nawet ważenia czy sprzedaż domu przez A będzie większym nieszczęściem niż śmierć dziecka B z powodu braku operacji. Kontrakt to kontrakt, nawet gdyby B zamiast na operację dla dziecka wydał potem fundusze na wódkę czy inne uciechy. Elementy socjalistyczne nigdy tego nie rozumiały, propagandowo twierdząc że B to z definicji zawsze bank, a A to zawsze wykorzystywana przez B jednostka której należy się inne, bardziej pobłażliwe traktowanie.

Jakiekolwiek odstępstwo od litery kontraktu na piśmie powoduje – bo musi powodować – lawinę nowych założeń i kontrzałożeń czynionych z obu stron. Jeżeli te czy inne względy, nie ujęte w kontrakcie, mogą zwolnić jedną stronę z jej obligacji, będzie ona inaczej postępować, inaczej kalkulując sobie ryzyko i spodziewając się bailoutu gdyby kalkulacje te się nie powiodły. Przewidując to druga strona będzie także szukała korzystych dla siebie obejść i specjalnego traktowania. Eskalacja tego typu kalkulacji z obu stron jest istotą moralnego hazardu.

Wspominamy o tym z okazji niedawnego wystąpienia Bena Bernanke w Orlando na Florydzie, gdzie zaapelował on do zgromadzonych tam bankierów o – trzymajmy się w tym miejscu pędzla bo drabina leci – zapomnienie części udzielonych pożyczek mieszkaniowych. Wydaje się że Ben uczynił to trochę na własny rachunek, czym wyraźnie zaskoczył administrację Busha. Oficjalnie sekretarz skarbu Paulson nie chce o tym nic słyszeć, pytanie tylko czy szczerze? Czyżby Ben puszczał oko do demokratycznego elektoratu Hillary? Ale po kolei.

Principal reductions that restore some equity for the homeowner may be a relatively more effective means of avoiding delinquency and foreclosure.” – powiedział Ben Bernanke. Howgh! Na czym się zatem zasadza genialna propozycja Bena? Na moralnym hazardzie, ot na czym!

Zobaczmy bliżej o co tu chodzi (wyjaśnienie niektórych pojęć znaleźć można w tym wpisie). “Restoring equity” oznacza bankową mowę-trawę skierowaną do właścicieli hipotek których saldo jest większe niż wartość samej nieruchomości. Jak to jest normalnie możliwe? Otóż to – normalnie jest to niemożliwe! A przynajmniej mało prawdopodobne! Bo normalnie Joe Sixpack z Miami aby nabyć dom musiałby przynieść ze sobą 20% gotówki, a hipotekę dostałby tylko na pozostałe 80%. Te 20% to jego “equity” w domu jaki nabył i jednocześnie rękojmia dla “normalnego” bankiera że Joe będzie spłacał wziętą hipotekę. Inaczej straci dom razem ze swoją equity. Hipoteka Joe Sixpacka mogłaby zatem być wyższa od wartości nieruchomości dopiero wtedy gdyby wartość tej nieruchomości spadła nagle o 20%, wypucowując “equity” Joe do zera. To właśnie uważamy za mało prawdopodobne, pod warunkiem że FED nie drukuje pieniądza jak dziki przez lata i bankierzy zachowują się racjonalnie.

Klejnoty Pojezierza DrawskiegoZłotook pospolity. autor: Waldemar Wiśniewski, www.fotogalerie.pl

Problem jest jednak w tym że FED właśnie drukował pieniądz jak dziki przez lata, w największej ekspansji kredytu widzianej kiedykolwiek w historii, a bankierzy zachowywali się w sposób absolutnie nieracjonalny. W tej sytuacji jest jedynie logiczne że wydrukowana góra pieniądza wylądowała m.in. w nieruchomościach, przez kilka lat napędzając wzrost ich cen po 20% rocznie i więcej. Po 20% rocznie nie wzrastała jednak płaca Joe Sixpacka. Dlatego jedyną metodą zakupu domu w cenie która w międzyczasie astronomicznie wzrosła było nie tylko uwzględnienie również dochodu pani Sixpackowej, ale także udzielenie pożyczki na 100% wartości nieruchomości, a nie tylko na 80%. Czyli rodzina Sixpacków ma zero “equity” w “swoim” domu. W dodatku, aby było łatwiej na początku, przez parę lat Sixpackowie nie musieli spłacać nic z samej pożyczki (tzw. principal) – płacą tylko bieżące oprocentowanie.

Dla bankierów w epoce taniego kredytu nie było problemów nierozwiązywalnych. Gdyby i to nie starczyło aby Sixpacków zakwalifikować do pożyczki bankierzy specjalnie dla milionów im podobnych wymyślili w tym celu dodatkowo “negative amortization mortgage”. Ten niezrównany produkt bankierskich mózgów zdumiewa do dziś finezją konstrukcji. Daje on potencjalnym Sixpackom większą hipotekę niż ta którą przy maksymalnym wysiłku obojga byliby w stanie udźwignąć!

Jak to jest możliwe? Prosto! Płacą tyle oprocentowania ile maksymalnie mogą, a tę część której nie dali już rady zapłacić bankier dodaje do salda hipoteki. Czyli wspomiany “principal” pożyczki zamiast maleć wzrasta. Dłużnicy z tą konstrukcją, nie będąc w stanie spłacać nawet całego bieżącego oprocentowania, obarczeni są w dodatku stale rosnącą pożyczką do spłacenia. Z punktu widzenia bankiera – genialne! Z punktu widzenia dłużnika – stryczek! No ale nie dziw skoro większość potencjalnych Sixpacków ma łączną IQ z rzędu 70. W przeciwnym razie nigdy by przecież nie kupili w szczycie hossy domu na który ich nie stać i nie przyjęli zobowiązań ponad własne siły. Nie dali by się też nabrać na bzdury czerwonych krawatów o nieruchomościach które “zawsze idą w górę” i których wzrost z czasem rozwiąże wszystkie ich problemy.

No a teraz przychodzi kaboom! Nieruchomości w końcu się orientują że nawet dla optymistów podjechały daleko za daleko i że jak się nie opamietają to wkrótce każda buda będzie warta kilka milionów. Bankierom też powoli kończy arsenał tricków aby kolejnych Sixpacków z coraz mniejszym dochodem upchnać w coraz droższych domach na które ich i tak nie stać. Nieruchomości zaczynają więc odwrót na całej linii. Początkowo niemrawie, potem coraz szybciej i szybciej. Taki moment mamy właśnie teraz w USA.

Co tam więc słychać u naszych Sixpacków z Miami? Nieszczególnie. Nawet jak przyjmiemy najprostszy wariant – pożyczka 100%, bez żadnych sztuczek z “negative amortization”, dom Sixpacków w samym ub.r. stracił coś ok. 17.5% ze swojej wartości. W tym roku ma szansę stracić drugie tyle. Oznacza to że Sixpackowie, którzy jak kompletni ignoranci kupili w szczycie hossy dom na który ich definitywnie nie było stać będą wkrótce spłacać pożyczkę na dom który warty będzie 35% mniej niż saldo ich pożyczki! Jeżeli obecna wartość ich domu jest, powiedzmy, o 25% mniejsza Sixpackowie już teraz płacą bezsensownie oprocentowanie z 1/4 wziętej pożyczki, bo o tyle przekracza ona wartość domu! Bankierzy sa naturalnie z tego zadowoleni, thank you very much. Sami mają dość problemów z kryzysem “subprime” i tysiącami innych naiwnych którzy autentycznie bankrutują na prawo i lewo. Ale i do łepetyn Sixpacków zaczyna powoli docierać że coś jest nie tak. Prędzej czy później kapną się że im też bankructwo zaglada w oczy.

I tu, uprzedzająco, zjawia się Ben. Z brodą akurat pasującą do świętego Mikołaja chce dać Sixpackom prezent. Prezentem tym byłoby właśnie owo “restoring equity”, czyli nic innego jak zapomnienie przez bank 25% wartości obligacji jaką ma wobec Sixpacków. Po takim “restoring equity” hipoteka Sixpacków zmiejszyłaby się o 1/4 i o tyleż samo ich raty. Co za wspaniały prezent!

Cały ten cyrk należy jednak widzieć w szerszym kontekście. Bernance naturalnie Sixpackowie zwisają i powiewają. Chodzi mu wyłącznie o ratowanie kolegów bankierów przez zapaścią systemu. Sixpackowie mogliby się do takiej zapaści przyczynić gdyby zrobili jedyną rozsądną rzecz jaka im pozostała – zwinęli manele i odesłali bankierom klucz do swojego domu w kopercie z napisem thank you! Po czym przenieśli się do jakiejś North Dakoty wynajmując tam znacznie tańsze lokum, bardziej odpowiadające ich możliwościom. Spowodowałoby to z pewnościa pogorszenie się ich “credit report”, który jednak najpewniej i tak najlepszy nie jest. Ale to wszystko. Więcej by na tym nie stracili bo i tak nie mają żadnej (pozytywnej) equity w “swoim” domu. Mała to cena za uwolnienie się od bezsensu płacenia wysokich rat za prawo właśności czegoś z czego 1/4 już wyparowała, a wkrótce pewnie wyparuje kolejna 1/4!

Cena tego co jest najrozsądniejsze dla Sixpacków byłaby jednak wysoka dla bankierów – i to właśnie boli Bernanke. Bo bank musiałby przeprowadzić wtedy foreclosure domu który opuścili i sprzedać go na aukcji z głęboką zniżką, prawdopodobnie za pół ceny. Ta poł-cena stałaby się teraz nową oficjalną ceną domu. Ale hipoteka Sixpacków stanowi jednocześnie “rezerwę” banku, przez co bank musiałby swoje rezerwy odpowiednio zredukować. Ale przy zredukowanych rezerwach musiałby także ograniczyć swoje pożyczki o nieporównanie więcej, z uwagi na efekt lewarowania (patrz wpis Pieniądz jako Dług) który teraz działa wstecz. Pomnóżmy ilość banków razy ilość Sixpacków w USA i mamy właściwy problem który przestrasza Bena z jego skarpetek.

Niewykluczone że nie grzeszący przesadną inteligencją Sixpacks na przynętę Bena się złapią. Mniejsza hipoteka, choćby od Lucyfera, wygląda lepiej niż większa. Tyle tylko że nie uratuje ona ich przed ponowną “negative equity” za jakiś czas gdy domy będą dalej spadać, a najprawdopodobniej będą. A jak nie to wykończą ich rosnące stopy procentowe w takt których wzrośnie również oprocentowanie ich pożyczki. Najprawdopodobniej więc oznacza to jedynie dodatkowe parę lat żywienia bankierów oprocentowaniem z przesadnie wielkiej hipoteki a w końcu i tak foreclosure (egzekucję komorniczą). W nadciągającej recesji natomiast Sixpackom przydałaby się przede wszystkim odrobina jakiegoś finansowego marginesu, a nie oddawanie połowy rodzinnego dochodu bankierom.

Tak jak Bena widmo Sixpacków odsyłających mu klucz nas w DwuGroszach przestrasza właśnie ów moralny hazard, który Ben usiłuje wprowadzić darując Sixpackom część ich zobowiązań. I powinno przestraszać to i Ciebie, drogi Czytelniku. Bo chociaż rzecz dzieje się w dalekiej Ameryce przykłady moralnego hazardu mamy wszędzie, także i tutaj. Chodzi o zasadę. Chodzi o to że wszyscy mamy jakieś zobowiązania, że wszyscy podpisywaliśmy kiedyś jakieś papiery i oczekujemy że obie strony bezwarunkowo wykonają swoje zobowiązania. Jeżeli teraz państwo nagnie raz kontrakt ku benefitowi kogoś, będziemy domagać się aby następnym razem nagieło go ku nam. Za trzecim razem ktoś inny znowu wymusi nagięcie w jeszcze inną stronę. I tak, zanim sie obejrzymy, zamiast prawa i świętości podpisanego kontraktu obudzimy się spowrotem w realnym socjaliźmie.


©2008cynik9

Share

20 komentarzy do: Kontrakt państwa Sixpacków

  • ucio

    jak dla mnie to za czesto piszesz za bardzo ogolnie.wiadomo ze akcje kupuje sie akcje albo inne produkty jezeli sa tanie i trzeba sprzedawac jezeli dochodzi do “balona”.a ze balon na akcjach i szczegolnie rynku amerykanskich nieruchomosci byl to juz od poczatku 2007 wiadomo jest.
    wogole mowiac o “rynku” to jest nie poprawne.sa np.akcje ktore ida w gore po 1000-1500% w pare lat.a inne stoja albo spadaja na wartosci.
    mi brakuje troche wiecej dokladnosci i rzetelnosci.np. luxusowe,w dobrych miejscach polozone domy w miami ida przez caly czas w gore.zalezy tez jak sie handluje.domy ponizej 1mil.$ ida w dol.

  • Cynik9

    @astro:
    Dzięki za ten link. Pewnie było tak w gwiazdach… ;-)

  • Astromarket

    Cynik! Piszą jak inwestować w złoto!

    artykuł w Wyborczej

  • Cynik9

    @robert, zbysheq:

    O to właśnie chodzi. W normalnym krwiożerczym kapitaliźmie bankier nie jest w byznesie nieruchomości, jest w byznesie udzielania pożyczek, tak zarabia na chleb. Gdy gościu (strona #1, POSIADAJĄCA 20% equity w domie) wpadnie w czasowe problemy i wzróci się się do “normalnego” bankiera (strona #2) o wynegocjowanie innych warunków kontraktu szansa jest duża, prawie 100%, że bankier się zgodzi. W jego interesie jest stabilnie płacący, długoterminowy klient, a nie urządzanie aukcji nieruchomości na foreclosure.

    Tutaj sytuacja jest trochę inna bo do kontraktu miesza się państwo. Cały balon próbny Bernanke to moim zdaniem przygrywka do zakrojonego na wielką skalę bailoutu obu fools – bankiera i Sixpacka, każdego z innego powodu, przez państwo kosztem właśnie milczącej strony trzeciej – całej reszty podatników.

    Każdy prywatny kredytor jest oczywiście zupełnie wolny odpuścić dług każdemu swojemu dłużnikowi, i nie to jest sednem rzeczy.

  • zbysheq

    @Robert

    Właśnie w omawianej sytuacji nie chodziło o zmianę umowy za porozumieniem stron, ale o odgórny (np. państwowy) nakaz jej zmiany. W takiej sytuacji poszkodowana zostałaby jedna ze stron lub – co gorsza – strona trzecia (np. płatnicy wszelkiego rodzaju podatków).

  • Anonymous

    Robert

  • Anonymous

    No trochę to przesada z tym “moralnym hazardem”. Jeżeli jedna ze stron nie wywiązuje się z umowy to nie jest w porządku, to oczywiste. Ale jeżeli proponuje drugiej strony aneks do umowy korzystny dla drugiej strony, to jest OK. Przykład umowa trzyletnia na świadczenie usługi za określoną miesięczną stawkę. A następnie obniżenie tej stawki przez usługodawcę. Ja nie widzę w tym nic zdrożnego.

  • Losten

    Cyniku9 życie było by za proste gdybyśmy na każdym rogu nie relatywizowali wszystkich spraw.. tak jest ciekawiej ;)

    oprócz Golda przydałby sie wykres ropki na stronie np z tej
    wykres

    dziś na amerykański cnbc kombinacja wycen GOLD/OIL/DOLLAR została nazwana momentum trade:>

    przyjdzie czas na rozwiniecie tej myśli zapewne

  • Anonymous

    Jim to oczywiście nasz człowiek, Kudlow jak najbardziej tez ( choc przechrzta:)- tomek

  • Jan

    Świetny wpis. Muszę się lepiej z tym zagadnieniem zapoznać.

    Ci bankierzy w Ameryce mają więcej fantazji niż śp. Lem. Czyżby Żydzi?

  • Anonymous

    A wczoraj w Kudlow i Company na CNBC niektorzy komentorzy mówili tak jakby czytali Cynika. W ogole coraz wiecej mowi sie m.in o zlocie i to od rana do wieczora:). A Jim Craemer rzucil hasło “cash is trash” teatralnie wysypując na siebie z kubła na smieci kserówi dolarówek:)-Tomek

  • KW

    Gratuluję kolejnego znakomitego wpisu. Czytam te teksty z niezwykłą przyjemnością, bo napisane są nie dość, że treściwie, to jeszcze z tzw. “jajem”. I tak trzymać !!!

    RE troto

    Masz rację, pisząc o tej trzeciej stronie, że dymani oni są w takiej sytuacji przez bankierów i kretynów biorących kredyty bez patrzenia na realność ich spłaty. (analogia u nas to przypadki biorące po 300 – 500 tys. zł za mieszkanie).
    Ale jest na to panaceum. Jeśli nie stać Cię na mieszkanie, bo kredyt absurdalny a oszczędności rosną wolniej od aprecjacji cen nieruchomości, to wybiera się WYNAJEM. Płacisz za użytkowanie mieszkania i nie masz problemu z przyjmowaniem zobowiązań spłat z tytułu tych absurdów, a płatności za to lokum z uwzględnieniem premii za ryzyko bankructwa właściciela z powodu niewypłacalności jest stosunkowo niewielkie. Im większa patologia tym wynajem bardziej atrakcyjny.
    Kto powiedział, że każdy musi mieszkać we własnym M ? Skoro warunki rynkowe są takie, że chęć posiadania własnego M wiąże się z tym, że musisz stać się takim kretynem biorącym kredyt, to Twój wybór. Ale wybór jest, tylko trzeba mieć jego świadomość ! Czasami jest niezgodny z naszymi życzeniami. Cóż, takie życie.

    Pozdrawiam

  • Anonymous

    Dziś bardziej aktualne jest motto:

    “Nie wkładaj wszystkich jajek między drzwi a futrynę.”

    G.F. ;-)

  • Cynik9

    @anonimowy#2:

    Masz teraz swoje 5 minut. Zgadzam sie z Twoimi “realnymi” poglądami na inwestycje. Jest jednak małe ale. Gdyby sie tych poglądów trzymać hossa akcji od 2003 do 2007 przeszłaby niezauważenie… Samo złoto to nie wszystko.
    —————–

    Nie przesadzajmy, i to grubo, oraz czytajmy uważniej ten blog!

    1) o roli złota stoi tu i w DwaGrosze NewsLetter wystarczająco wiele. Argument “samo złoto” w żadnym wypadku nie dotyczy składu portfela, co najwyżej fokusu bloga, a i to niezupełnie prawda.

    2) w ciągu ostatnich kilku lat uran wzrósł w cenie 11X. Wiele innych surowców również wzrosło wielokrotnie. Aby w tym partycypować należało być w akcjach lub przynajmniej w ETFach. O jakich więc 5 minutach tu mowa? O ostatnim rajdzie w złocie? Było ich przecież kilka od 2001.

    3) Jaka dokładnie hossa akcji 2003-2007? Na NYSE czy WIG? 50% “hossa” na NYSE w tym czasie to w złotych polskich strata, więc be my guest, proszę nas nie rozśmieszać.

    4) Jeżeli zaś na WIG to owszem, WIG był w historycznej hossie. Jest jednak parę argumentów dlaczego przeciętny inwestor w PL powinien być ostrożny w dobrowolnym uczestnictwie w niej (co nieznaczy że nie gdzie indziej). Jednym z nich jest to że niepytany i tak uczestniczy w niej niedobrowolnie, i to na ogół większością swojego kapitału – poprzez OFEs. Po co więc kusić los wkładając wszystkie jajka do jednego koszyka jak można, w zgodzie zresztą z wymogiem dywersyfikacji, zrobić smart move gdzie indziej i w co innego?

    Aby nie odbierać nadziei tym co jeszcze czekają na nową hossę wisząc na WIGu nie powiem gdzie by byli obecnie gdyby w 2003 zamiast akcji kupili w ramach inwestycji np. parę hektarów roli po starym PGR czy przysłowiową łączkę nad rzeczką. Zresztą ci którzy w 2003 kupili mieszkanie w Krakowie pewnie wiedzą… ;-)

    5) Wreszcie o akcjach wogóle. Przeciętny inwestor, naszym zdaniem, lepiej zrobi jak wejdzie – jak do pociągu – w długoterminowy trend który dobrze rozumie i da się po prostu wieźć. Z przesiadką co kilka lat, nie częściej. Jak da sobie wyprać mózg przez czerwone krawaty że inwestowanie polega na skakaniu z waloru na walor co tydzień – przegra.
    Są naturalnie i w akcjach globalne długoterminowe trendy. Papier, jak commodities, raz jest w modzie kilkanaście lat, raz idzie w odstawkę na kilkanaście lat. Z wyjątkami oczywiscie tu o ówdzie, potwierdzającymi jedynie regułę. Gość który wsiadł na przykład do pociągu Dow- Jones w 1982 na poziomie coś około 800 mógł nic nie robić tylko dać się pasywnie wieźć, reinwestując dywidendy, do 11700 w 2000. Ale gość który w obecnej sytuacji wsiada przy 12000 licząc że Bernanke podpompuje go inflacyjnie o kolejny rząd wielkości, to wszystko przy P/E=18 i dywidendzie 2%, wg. nas nie wie co czyni. I otrzyma to na co zasługuje a nie to czego się spodziewa, mimo że nominalnie Dow-Jones może istotnie osiągnąć każdy poziom wymagany przez PPT.

    pozdr.

  • Anonymous

    Polecam wywiad z Romanem Frydmanem w dodatku do Polityki nr 10(2644).

    Nie przegapcie tego.

    G.F.

  • troto

    Chciałbym jeszcze do opowieści Cynika dodać trzecia stronę medalu (jedna to Sixpaki, druga to banki). Wyobraźmy sobie osobę, która nie bierze kredytu i zgodnie z nauką ojców systematycznie oszczędza na swoje mieszkanie/dom. W czasach łatwego kredytu jej odkładane na przyszłość pieniądze tracą podwójnie: część zżera inflacja, część poprzez rosnące ceny nieruchomości których nie można “dogonić” (można oczywiście traktować to jako jeden czynnik). Tak więc umowa pomiędzy Sixpakami a bankami powoduje hazard moralny strony trzeciej która w tej umowie nie bierze udziału za własną zgodą, a która jest pod jej wpływem tej umowy ze względu na funkcjonowanie w obrębie tego samego systemu finansowego. Ceny pompowane kredytem rosna szybciej niż dochody takiej osoby. Widząc, że uczciwie oszczędzajac nigdy więc nie kupi upragnionego m3 ma do wyboru: a) zrezygnować z zakupu (!!), b) wziąć kredyt, c) czekać na kaboom. Jestem pod wrażeniem misternej konstrukcji sytemu w którym żyjemy, który tak czy siak robi z większości nas Sixpaki (aka Slaves). I jeszcze na zakończenie: jeśli jakimś cudem (warunek: dochody rosną szybciej niż ceny nieruchomości) dana osoba kupi nieruchomość za własne oszczędności, to pojawia się Ben i mówi: I tak chłopie przegrałeś, bo oszczędzałeś latami, kupiłeś za 100% gotówki, a tym co wzięli na kredyt dziś właśnie umarzamy 25%!

  • HeS

    @anonimowy: “a) w dół – powodując upadek SixPackow i bankierów”
    Nie mogę się zgodzić, że to spowoduje “upadek bankierów”. Przecież banki staną się właścicielami tych domów (realnego dobra), a papierowe długi (zielone papierki) się im daruje (FED i kolega Bush). Tutaj nie chodzi o uratowanie stanu posiadania. Tutaj chodzi o uratowanie systemu, w którym zwykły obywatel (idiota?) jest niewolnikiem banku, co zresztą ładnie zostało pokazane w artykule. Przy okazji nasunęła mi się refleksja na temat “bogactwa a nieruchomosci” w Polsce. Otóż statystyczny polak mieszkający na wsi traktowani są jako “biedny”, bo ma mniejsze dochody, ale z drugiej strony prawie wszyscy mieszkańcy wsi swoje domy i zagrody mają na własność (niezadłużoną) w przeciwieństwie do miast, gdzie ludzie więcej zarabiają, ale żyją w domach bez prawa własności (wynajem lub kredyt na 30 lat). To jak to jest z tym bogactwem?

  • Cynik9

    {doxa} w swojej ciekawej wypowiedzi pisze że się nie zgadza, co stanowi zawsze interesujące otwarcie… ;-)

    Tyle tylko że nie bardzo wiadomo z czym. Chyba tylko z trybem warunkowym ostatniego zdania. Może i słusznie. Zastąpmy je zatem: “..to dalej będziemy mieć quasi-socjalistyczny b***el”. Lepiej? No problem, w końcu francuski państwowy monopol wykupujacy polski państwowy monopol (Tepsa) nazywa się cyrkiem a nie żadnym kapitalizmem, o którym piszę.

    Jednak nawet w tym przypadku byłbym ostrożny z przypisywaniem sobie specjalnych praw na tym gruncie że druga strona kontraktu jest obrzydliwie bogatym monopolistą. Walczmy z monopolem, walczmy z Tepsą, walczmy z socjalizmem – ale osobno.

    Pójście drogą moralnego hazardu otwiera niekończącą się puszkę Pandory. Co gdy druga strona kontraktu jest obrzydliwie bogatym nie- monopolistą? Co gdy drugą stroną kontraktu jest obrzydliwie bogaty {doxa} który swoją fabryką monopolizuje rynek pracy w małej miejscowości? Czy daje to pracownikowi po drugiej stronie kontraktu prawo do bumelowania co drugi poniedziałek bo uważa że mu {doxa} “przystawia pistolet do głowy”?

  • Anonymous

    Rynek (ceny USD) nieruchomości w USA może iść w trzy strony dokładniej:
    a) w dół – powodując upadek SixPackow i bankierów.
    b) w górę – mało prawdopodobne
    c) w bok – wszyscy sie cieszą.

    Jaki plan ma Bernanki ? Myślę że c) i muszę oddać, że to najlepsze dla nich (USA) wyjście. Jak to zrobi? Ano podpompuje na maksa krótkoterminowo inflację. Wartość nominalna domów (wyceniana w USD)zbiegnie sie z ich aktualnymi cenami po “jakimś” czasie. Z tym “zapomnieniem” chodzi o to, że nie mają az tyle czasu aby inflacja to szybko zjadła. Więc wymyślił zapomnienie.

    PS. Ciekawie piszesz o hossie w surówcach / metalach w dobie kryzysu kredytowego. Masz teraz swoje 5 minut. Zgadzam sie z Twoimi “realnymi” poglądami na inwestycje. Jest jednak małe ale.
    Gdyby sie tych poglądów trzymać hossa akcji od 2003 do 2007 przeszłaby niezauważenie (inflacja aktywów nie stanowi przeciez “realnych” podstaw do inwestycji według tego bloga). Moim zdaniem należy również zwracać uwagę na “pozytywne” dla naszego portfela czynniki wielkiej ekspansji kredytowej FED’u. Grunt to “świadome” w nim uczestniczenie i bezwględne wyjście jak sie zaczyna walić. Najlepiej chwile przed. Samo złoto to nie wszystko.
    Świat (i inflacja) jest jaka jest i tego nie zmienimy narazie.

  • Anonymous

    Jakos tak sie zdarza, ze miewamy niezgodne poglady. Tak jest i w tym przypadku.

    Zalozenie o nienaruszalnosci umow ma ukryte zalozenie – ze strony A i B maja rowne mozliwosci wejscia w umowe. Oczywiste jest, ze nie obowiazuja umowy, gdy strona A ma przystawiony pistolet do glowy. Jest nawet na to wlasciwy zapis w Kodeksie Cywilnym, umowy sa niewazne, jezeli naruszaja razaco zasady wspolzycia spolecznego.

    W opisanym przypadku Cynik ma absolutna racje. Idioci, gnani chciwoscia i brakiem wiedzy, podpisywali co im tam podsuwano, by mieszkac na poziomie o wiele wyzszym niz ten, na ktory ich stac. Domy traktowano jako bankomaty, bo zyc na koszt rosnacego eqity. Co wiecej, proces ten trwa caly czas. Amerykanie szalenczo zadluzaja sie na kartach kredytowych, zadluzaja sie wszelkie szczeble administracji (miasta, powiaty, stany), dlugow tych oczywiscie nikt nigdy nie splaci. I inwestorzy zaczynaja zdawac sobie z tego sprawe, widac to po wynikach aukcji na lokalne obligacje, ktorych nikt nie chce kupowac.

    Ale wracajac do tematu moralnego ryzyka. Problem pojawia sie, gdy jedna strona ma pozycje dominujaca. Np. jest nia Telekomuna, ktora stawia mozliwosc korzystania z jej uslug po absurdalnych cenach lub nie korzystania i przejscie na uslugi goncow umyslnych na koniach. Oczywiscie caly uklad jest polewany sosem propagandy w jakim to wolnym kraju caly przekret sie dzieje, o co dbaja przeplaceni dziennikarze i politycy.

    Sytuacja w Bolandzie jest o tyle bardziej skomplikowana, ze funkcjonariusze panstwowi dzialaja w ramach wielopokoleniowej tradycji zaborczej, to podatnicy sa dla nich, a nie oni dla podatnikow. Przypomniec tez nalezy wypowiedz Blizniaka, ktory stwierdzil ze biedni Polacy nie beda placic potomkom bogatych Polakow, posiadaczy przedwojennych obligacji. Czlowiek kompletnie bez pojecia, ze cale spoleczenstwo oszczedzalo w ten sposob, nie tylko najbogatsi.

    Stad na kazde drobne kantowanie systemu, jak i na strajki, rewolucje i przewroty, trzeba patrzec z roznej perspektywy. Z jednej strony moze byc to chec przewiezienia sie na czyims grzbiecie za darmo, a czasem moze byc to zachowanie czlowieka doprowadzonego do ostatecznosci.

    Sytuacja, z ktora mamy do czynienia obecnie na swiecie, czyli ogromna koncentracja kapitalu oraz koniec zasobow ropy naftowej, to istna beczka prochu. Politycy beda mieli wiele problemu z opanowaniem nadchodzacej fali niepokojow spolecznych.

    Doxa