JAK PRZEŻYĆ I PROSPEROWAĆ
POMIMO PAŃSTWA, SOCJALIZMU I KRYZYSU

Metale szlachetne


Aktualne ceny spot, 24h
1 oz = 31.1 g

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]


[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

Indeks akcji złota HUI, 6m
[chwilowe problemy w podawaniu indeksu HUI]

Rynki dzisiaj





Archiwa 2GR

Nasi znajomi

Autor: cynik9 - 11.01.08

Inflacja, deflacja (4)

deflacja czyli pewny koniec świata, podobno…

No więc ponówmy pytanie z końca ostatniego wpisu – dlaczego w odróżnieniu od znanej, spodziewanej i tolerowanej jak domowy kornik inflacji, ewentualną deflację bankowy establishment diabolizuje i przedstawia jako koniec świata? Dlaczego główny bankier USA odgraża się maszyną drukarską której zdeterminowany nie zawaha się użyć aby zalać świat papierem tylko po to aby nie dopuścić do deflacji?

Aha, tutaj zdaje się jesteśmy na tropie czegoś ciekawego. Ponieważ w warunkach nic nie wartego pieniądza fiat jedyną praktycznie przyczyną deflacji może być masowa kontrakcja kredytu bankowego, towarzysząca typowo jedynie pokłosiu wyjątkowych w swojej intensywności hoss. Ekscesy wygenerowanego wtedy kredytu doprowadzają do sytuacji w której pożyczkobiorcy masowo nie są w stanie spłacić pobranych pożyczek. Popyt na pożyczki gwałtownie spada. W mocno zalewarowanym systemie może to prowadzić do kaskady defaultów ponieważ jedna pożyczka służy jako zabezpieczenie innej. W tej sytuacji w odróżnieniu od “money” która w formie papierowej gdzieś tam jest, “credit” po prostu znika do nikąd, czyli mniej więcej wraca skąd przyszedł. Z uwagi na to że “credit” przewyższa wielokrotnie “money” jest rzeczą możliwą że drukowanie banknotów nawet na trzy zmiany nie zrównoważy hurtowej destrukcji kredytu, skutkiem czego “money and credit” ulegnie deflacyjnej kontrakcji. O takim właśnie drukowaniu “pieniądza” na trzy zmiany i rozrzucaniu go z helikopterów[*] mówi Ben Bernanke odgrażając się deflacji!

Deflacja w warunkach fiat money może istotnie przerażać bankowy establishment ponieważ jest czymś poza bezpośrednią kontrolą banków centralnych, chociaż jest wynikiem ekscesów do których dopuściły one wcześniej. Mniej politycznie poprawnie – a bardziej na chłopski rozum – w sytuacji groteskowo wielkiego zalewarowania i lat akumulowania jednego przegięcia za drugim, deflacja grozi kolapsem całego systemu i brutalnym końcem ery papierowego pieniądza. Ta własnie perspektywa przestrasza Bernanke i spółkę z ich skarpetek, prowokując w chwilach szczerości wynurzenia o zrzucaniu gotówki z helikopterów[*]. Stąd też biorą się paniczne próby nie dopuszczenia nigdy i za wszelką cenę do najnormalniejszego na świecie zjawiska recesji od czasu do czasu. To jest, okresu w którym przyrost GDP staje się ujemny, a gospodarka cofając się z lekka zrzuca z siebie nagromadzone ekscesy i dyslokacje kapitałowe. W przesadnie zalewarowanym systemie nawet najłagodniejsza recesja przerodzić się może w spiralę deflacyjną, i tego właśnie się boją banki centralne.

Klejnoty Pojezierza Drawskiego
autor: Waldemar Wiśniewski, www.fotogalerie.pl

Bankierskie nastroje psychozy “nie dania się” i deklaracje gotowości do heroicznego stawienia czoła deflacji, przy współudziale bezmózgowych mediów zdają się powoli udzielać masom. Trochę tak jak w zamierzchłych czasach PRLu kiedy to heroicznie budujący socjalizm naród nawoływano do permanentnej czujności bo za każdym rogiem czaił się zapluty karzeł reakcji.

Tyle że dzisiaj przekonywanie mas aby się obawiały czających się za każdym rogiem zaplutych spadków cen idzie dużo oporniej. Łatwiej nawet prać mózgi o pożyteczej roli “niewielkiej” inflacji, czyli wzrostów cen. I nie ma się co dziwić. Ginie bowiem w całym tym fatalistycznym jazgocie podstawowe pytanie: co złego jest w spadkach cen? Czy nie byłby to czasem zdrowy proces rynkowy, przywracający dawno utraconą równowagę po latach inflacyjnej orgii i wymuszający w ten sposób umiar i zdrowy pieniądz? Czy sama wizja, choćby najbardziej symboliczna i w przenośni, bankiera centralnego w helikopterze rozrzucającego fiat money[*] nie jest sama w sobie objawem paranoi?

Murray Rothbard, w pracy Deflation, Free or Compulsory, nie pozostawia tutaj cienia złudzeń:

“Contraction of bank credit is always a healthy reaction to previous inflationary bank credit intervention in the market. Contractionary calls upon the banks to redeem their swollen liabilities in cash is precisely the way in which the market and consumers can reassert control over the banking system and force it to become sound and noninflationary. A market-driven credit contraction speeds up the recovery process and helps to wash out unsound loans and unsound banks.”

Kontrakcja [kurczenie się] bankowego kredytu jest zawsze zdrową reakcją na poprzedzający ją okres ingerencji kredytowej banków [ekspansji] na rynku. Skurczowe impulsy zmuszające banki do zamiany rozbuchanych długów w gotówkę są własnie drogą przez którą rynek i konsumenci mogą przejąć kontrolę nad systemem bankowym i zmusić go aby stał się zdrowy i nieinflacyjny. Wymuszona przez rynek kontrakcja kredytu przyspiesza rekonwalescencję systemu i pomaga pozbyć się wątpliwych pożyczek i wątpliwych banków.

“Wątpliwych banków? Jakich wątpliwych banków?” oburzał się zapewnie rok temu bank Northern Rock zanim zbankrutował. Ale rząd UK zrobił mu, na koszt ogółu, olbrzymi bailout, dając złudzenie zbankrutowanemu bankowi, jego zbankrutowanym klientom i niemniej zbankrutowanym akcjonariuszom że wszystko jest ok. Oczywiście dodrukowując “pieniądz”, bo ze złotem byłoby znacznie trudniej. Tyle tytułem definicji kredytowego ekscesu i kredytowych wynaturzeń, gdyby ktoś potrzebował…

“Wątpliwych banków? Jakich wątpliwych banków?” oburza się też pewnie w tym miejscu wspominana na tym blogu CitiGroup, drugi największy bank komercyjny USA, którego ekspozycja na derywatywy prawdopodobnie technicznie stawia go już w stanie bankructwa. A no, takie właśnie takie wątpliwe banki jak ten i dziesiątki innych, ha, ha, ha, ha.

Deflacja, jak wspomnieliśmy, wiąże się głównie z pokłosiem okresu wyjątkowo intensywnej ekspansji kredytu i związanych z tym niespotykanej skali wynaturzeń. Jedynym bardziej znanym epizodem deflacyjnym w powojennym półwieczu była i do pewnego stopnia pozostaje sytuacja w Japonii. Młodszym czytelnikom może warto przypomnieć że w końcu lat 80-tych Japonia była u szczytu długiej hossy, kulminującej powojenny rozwoj kraju. Banki japońskie rozdawały karty, globalnie operujące firmy japońskie przejmowały rywali, a świat drżał wtedy z obaw przed dominacją japońską. Łatwy kredyt i nieruchomości na łatwy kredyt szalały wtedy nie mniej niż 20 lat później w USA. Rockefeller Center w NY i prestiżowy Pebble Beach kompleks w Kalifornii były w rękach japońskich, a wartość rynkowa samych ogrodów cesarskich w centrum Tokyo przewyższała wartość wszystkich nieruchomości w Kalifornii razem wziętych. To była hossa przez duże “H”!

Do kolapsu doszło na początku lat 90-tych, z indeksem Nikkei spadającym w pewnym miejscu o ponad 80% i rynkiem nieruchomości spadającym w następnych kilku latach o podobny procent. Japonia wpadła w stan gospodarczej hibernacji i prawie zerowego wzrostu, w którym z niewielkimi przerwami pozostaje do dziś, siedemnaście lat później. Zerowe stopy procentowe (stąd się wziął yen carry trade o którym pisaliśmy w kontekście złota) i masowe pompowanie liquidity przez bank centralny nie były w stanie zrównoważyć masowej destrukcji kredytu. Dodajmy dla informacji że ceny detaliczne w Japonii w tym okresie również spadły ale stosunkowo niewiele.

Mając w ten sposób przygotowane inflacyjno-deflacyjne przedpole w czterech odsłonach zobaczymy następnie czy idzie coś sensownego powiedzieć na temat możliwych scenariuszy wydarzeń i jak je przeżyć, a nawet prosperować. Na razie jednak czas na mały odpoczynek. Wiemy wprawdzie że od ciężkiej pracy podobno nikt jeszcze nie umarł, ale po co ryzykować?

___________
[*] W wystąpieniu z którego pochodzi fragment o maszynie drukarskiej Bernanke nawiązał również do symbolicznego obrazka zrzucania gotówki z helikopterów (“helicopter drop”) pochodzącego od Miltona Friedmana.

©2008cynik9

Share

24 komentarzy do: Inflacja, deflacja (4)

  • Cynik9

    @zainteresowany:
    Witam Drogiego Czytelnika. Muszę jednak w tym miejscu nieco rozczarować powtarzaną od czasu do czasu formułką: na publicznym blogu DwaGrosze nie udzielamy konkretnych porad inwestycyjnych. Częścią misji edukacyjno-poznawczej tego blogu jest przekonanie że rzeczą najważniejszą jest stymulowanie myślenia, krytycznej analizy i samodzielnego wyciągania konkluzji przez inwestorów.

    Nasze prywatne opinie na temat aktualnych wydarzeń i sytuacji rynkowej, oraz sugestie kierunków inwestycyjnych łącznie z indykatorem sentymentu w metalach szlachetnych, dostępne są dla abonentów DwaGrosze NewsLetter.

    pozdr.

  • zainteresowany

    Chcę zamienić część swoich oszędności na złoto (w sumie niemało papieru). Na razie mam wszystko w papierze.

    Kupować teraz, czy czekać? Cena rośnie dramatycznie, odkąd zacząłem się intersować złotem miesiąc temu (m.in. pod wpływem niniejszego bloga) cena poszła o ponad 10% w górę. Gdybym miesiąc temu kupił u drogiego dealera wyszedłbym na tym lepiej niz teraz u tanich dostawców i to jeszcze ze zniżkami.

    Czy może zdarzyć się jakiś “lokalny dołek” czy już tylko wspinanie się w górę przez najbliższe miesiące?

    Widzę, że cena w Polsce zależy od ceny dolara, ale ten od kilku tygodni przestał spadać. Na cenę złota nie ma praktycznie żadnego wpływu scena polska a tylko giełdy w USA.

    Czy warto poczekać pare tygodni, czy kupować czym prędzej bo za pare tygodni będzie kolejne +10%?

    Dzięki za ew. analizy.

  • Cynik9

    @makaronizmy, stoik9 & inni:

    Dziękuję za bardzo pożyteczną uwagę. Odpowiedź troche rozbuduję bo pewne rzeczy się powtarzają. Niestety, Moi Drodzy, problem jest skomplikowany, łatwych rozwiązań nie ma.

    1. Po pierwsze, i trochę może prosto z mostu, blog w części inwestycyjnej jest skierowany do inwestora widzącego świat, w tym PL, globalnie. Są w nim rzeczy mniej lub bardziej zrozumiałe, nad niektórymi trzeba zatrzymać się dłużej. Ale w obecnym świecie, z internetem i globalną komunikacją w szczególności, niedostateczny angielski nie może być argumentem.

    2. Blog jest po polsku a więc pewna konsystencja językowa jest pożądana – zgadzam się jak najbardziej. Z tym że główną rzeczą jest porozumienie i zrozumienie, a nie formalność jezykowa.

    3. W wielu rzeczach terminologii polskiej jednak albo nie ma albo ma trochę inne znaczenie, albo brzmi tak podejrzanie że przekład byłby sztuczny i mniej zrozumiały. Dlatego w interesie 2. lepiej zgodzić się miejscami na bezpośrednie importy niż szukanie na siłę polskich odpowiedników. Patrz wpis o klasyfikacji pokładów rud złota jako ilustrację.

    4. W grę wchodziłby ewentualnie podręczny słowniczek. Ale poruszamy całą gamę rzeczy więc musiałby być dość duży. Poza tym jest i Wikipedia i Investopedia, pewnie nawet w polskiej wersji (?)

    5. Do lenistwa (:-D) to przyznajemy się publicznie na tym blogu od dawna! Nawet zalecamy leniwie inwestować! Ale jest jeden wyjątek – sprawy językowe. Sporne wyrażenia wędrują przez kilka słowników online, a pojawiajacy się amerykanizm jest sygnałem że dokładny odpowiednik nie istnieje albo byłby mniej zrozumiały dla polskiego czytelnika niż oryginał. Tak też bywa.

    6. Szanowni Czytelnicy mogą czuć się niniejszym wyzwani do zaproponowania odpowiednio wiernego odpowiednika rażącego ich amerykanizmu w konkretnym wpisie. Chętnie skorzystam z sugestii! Z zastrzeżeniem że reperujemy rzeczy tylko tam gdzie przyczynia się to do większej przejrzystości i zwięzłości, nie z pobudek ideologiczno – patriotycznych.

    7. W końcu hipoteza prywatna {nemo} że język polski jest o wiele piękniejszy niż angielski jest prawdopodobnie prawdziwa. Co wyjaśnia dlaczego cynik9 nie robi konkurencji Sienkiewiczowi i Słowackiemu. Natomiast oprócz wstawek z poj.Drawskiego piękna ci u nas niewiele, raczej inwestycyjne śmieci wśród których grzebiemy i ekonomiczny bród… ;-)

    Częściej niż o piękno chodzi zatem o precyzję i zwięzłość, a tu zdania są bardziej podzielone… ;-)

    pozdr.

  • Anonymous

    @memo
    Jeśli chodzi o anglicyzmy cynika9 to muszę przyznać, że powodują u mnie szybkie nerwowe napady przeszukiwania na google. To daje cały smaczek. Proszę tego nie zmieniać!!!

    @goldbug

    “… uczyć się angielskiego.”
    W konfrontacji z cynik9 przeciętny zjadacz ryby z frytkami zagryzanymi smażonym na głębokim tłuszczu batonikiem mars osłupiałby i niechybnie zadławił. W wystarczającym stopniu znajomych angoli zachwycał jeden kran z wajchą w mojej łazience.

    G.F.

    P.S. W dalszym ciągu martwi mnie demografia a zwłasza dzietność, tak … dzietność jest za niska (GUS) ;-)

  • zbyś

    Rzadko się wypowiadam (brak wiedzy), ale jestem wiernym czytelnikiem :)
    Co do makaronizmów, mnie również drażnią, JEDNAK uważam, że ich wartość edukacyjna jest znacznie ważniejsza. Człowiek mimowolnie się uczy, co pozwala np. rozumieć teksty całkowicie anglojęzyczne w innych miejscach.

    @stoik9, @nemo
    Cóż, zdobywanie wiedzy czasem boli ;)

  • Nemo

    @goldbug
    Tylko ja nie piszę o recesji – mnie chodzi czysto o deflację w Japonii. Powtarzam że nie znalazłem porządnego wytłumaczenia tego zagadnienia. Jeśli ktoś ma jakiegoś linka prosiłbym o umieszczenie.
    Załamanie na rynku japońskim objęło całość gospodarki nie tylko nieruchomości. I było bardzo gwałtowne. Aż takich gwałtownych zmian w strukturze demograficznej nigdzie nie ma (pomijając wojny ale to nie ten przypadek).
    Jest oczywiście w tym co piszesz sporo racji ale mnie sie jakoś wydaje, że czegoś tu brakuje. Sama demografia w moim przekonaniu tego nie tłumaczy.

    Odnośnie anglicyzmów cynika to zgadzam sie ze stoik9 – mnie one również rażą. Język polski jest o wiele piękniejszy niż angielski i szkoda go tak szatkować wtrąceniami. Rozumiem że czasami mogą być problemy z tłumaczeniem jakiegoś terminu i wtedy podanie w nawiasie angielskiego odpowiednika jest jak najbardziej pożądane – ale proszę nie róbmy z tego reguły.

  • Cynik9

    Wszystko ok, tyle tylko że gospodarka Japonii opiera się bardziej na eksporcie a nie na konsumentach.

    Dlatego też deflację i katastrofalne spadki w akcjach i w nieruchomościach które wpędziłyby inną gospodarkę w ciężką depresję przetrwali w całkiem znośnej formie.

    Poza tym przyjąć wypada że wszystkich emerytów jeszcze nie wyeksportowali, domów również nie, plasma tv’s i inne gizmos nadal ktoś kupuje w Akihabara, a po Toyotę też nie muszą się jeszcze fatygować do LA. Więc nie przesadzajmy na tym styku konsument/”export driven”. ;-)
    ———-

    Jest wiele ciekawych punktów w tej japońskiej historii: mamy fiat currency i olbrzymi przerost kredytu. Potem kaboom! Olbrzymie spadki cen assets i credit crunch. Rząd drukuje jak dziki, zalewając pół kraju betonem, ale bez większego rezultatu. Stopy procentowe zero. Mimo to przez 17 lat nikt się nie kwapi do inwestowania w aktywa przecienione w pewnym momencie aż o 80%! Musiała to być okazja stulecia… Jednocześnie gotówka doznaje stosunkowo niewielkiej podwyżki wartości w odniesieniu do koszyka inflacyjnego, czy raczej deflacyjnego. Natomiast yen w pierwszych latach po crashu w stosunku do innych walut i złota rośnie znacząco, miedzy 25-40%, potem trend staje się mniej czytelny i zdaje się odwracać.

    Zanim nikt nie wyjdzie z innym przekonującym modelem przyjąć wypada z grubsza japoński scenariusz za punkt wyjścia gdzieindziej, i zastanowić się jakie punkty mogą być różne. Może Bernanke drukować tak szybko aby nie dopuścić do nominalnego crashu w akcjach? Zawsze zarzucał Japonii że nie drukowała wystarczająco… a drzewa w USA pod dostatkiem… ;-)

  • goldbug

    @stoik9

    Etam … makaronizmy są “cool” hahaha! Lenistwa też bym cynik9 nie zarzucał, uważam że jest nadzwyczaj pracowity!

    Czaaa się uczyć angielskiego ;).

  • goldbug

    @nemo

    1. W Europie starzejące się społeczeństwo dopiero będzie wchodziło w wiek emerytalny. W Japonii i w USA-Europie przypada on na inne lata, jest to około kilkunastu lat różnicy.

    2. Jeżeli masz łatwy kredyt i kolejne roczniki wyżu demograficznego, które mogą ten kredyt wziąć, a następnie dzięki niemu spekulować na rynku nieruchomości to skutkiem tego jest właśnie bąbel kredytowo/nieruchomościowy. To samo mamy w USA i UK obecnie.
    Można postawić wręcz hipotezę, że to wyż demograficzny podtrzymuje ekspotencjalny wzrost kredytu.
    Po jego odwróceniu musi nastąpić kontrakcja. Zwyczajnie liczba osób, którym możesz wepchnąć taki kredyt nieruchomościowy spada.

    3. Kolejną przyczyną kryzysu w tamtych czasach był także wzrost ropy naftowej, a Japonia w 100% jest importerem ropy.

    4. Co z tego, że masz eksport jak jednocześnie spada Ci liczba ludzi generujących ten eksport, gdyż Ci z wyżu przechodzą na emeryturę. Spada zarówno konsumcja jak i eksport. Na pysk leci PKB i kończymy w długoletniej recesji/depresji.

  • Stoik9. ; )

    Robi się coraz goręcej :
    http://www.rp.pl/artykul/83224.html.
    Polecam też stronę prof.Pogonowskiego
    który porusza te sprawy w trochę innym, bardziej politycznym kontekście.
    Jeszcze odnośnie rozpowszechniania tego blogu/a .
    Cynik ma rację, większość ludzi w Polsce którzy mają do czynienia chociaż trochę z ekonomią (prawie każdy dorosły) nie są wstanie lub/i nie chcą przyjąć tego co się tutaj pisze. Za dużo telewizorów i telewizji w naszej pięknej ojczyźnie. Oczywiście to tylko uproszczenie, ale szkody spowodowane praniem mózgów przez media są ogromne.
    Pozostaje też kwestia edukacji. Nie ma tego dużo, Cynik jest w tej małej garstce.
    Jedyne co trochę drażni na stronie to makaronizmy. Rozumiem że czasami wynika to z braku polskich odpowiedników , bardziej może z lenistwa autora :), ale nie każdy jest anglojęzyczny. Toteż mała prośba o pewną korektę.
    Oczywiście to tylko mała sugestia.
    Dziękuję za wiedzę którą Pan się z nami dzieli.

  • Nemo

    Wszystko ok, tyle tylko że gospodarka Japonii opiera się bardziej na eksporcie a nie na konsumentach.

  • Cynik9

    efektem starzenia się Japończyków powinien być spadek oszczędności (na emeryturze wydajesz a nie zarabiasz) a tak nie jest

    Zmieniają się przede wszystkim spending patterns oraz zanika akcja kredytowa. To że ludzie przejadają emeryturę (=money, w dodatku niezupełnie prawda) jest do pominięcia w porównaniu do tego że nie są więcej klientami na credit. Stare domy mają spłacone, nowych nie kupują, akcji unikają.
    To że Europa żyje w stanie deluzji nie neguje jeszcze rysujacych się trendów.

  • Nemo

    @goldbug
    Japonia: coś mi tu nie pasuje.
    1. Zgoda że to starzejące sie społeczeństwo – ale tak jest również m.in. w Europie. Poza tym efektem starzenia się Japończyków powinien być spadek oszczędności (na emeryturze wydajesz a nie zarabiasz) a tak nie jest.
    2. Zgodnie ze stanowiskiem monetarystów czy “austriaków” inflacja/deflacja jest zawsze efektem działań banku centralnego – a w Japonii stopy są bardzo niskie – 0,5% (były jeszcze niższe).

  • goldbug

    @Nemo

    Odnośnie Japonii masz wytłumaczenie wyżej. Przede wszystkim z racji trendu demograficznego. Pokolenia baby-boomers i ekspansji kredytu, która podobnie jak w USA doprowadziła do niesamowitego przelewarowania w nieruchomościach. Trendy demograficzne są potężnymi megatrendami, które tak naprawdę kreują boomy i busty. To jest jak najbardziej zgodne z logiką i da się bez problemu uzasadnić empirycznie. Pomijając cały ten kryzys kredytowy, sam fakt tego że nasze powojenne pokolenie baby-boomers wchodzi w wiek emerytalny bedzie skutkowało długoletnią depresją. Właśnie dlatego Japończycy przez kilkanaście lat nie mogą się podnieść z kryzysu. U nich większość baby-boomersów przeszła na emeryturę w latach 90.

  • goldbug

    @cyniq9

    Witam dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Faktycznie słusznie Pan twierdzi jen to jednak nie dolar. Status dolara jako waluty rezerwowej zmienia nieco postać rzeczy. Przykład z Marsem jest naprawdę przekonujący ;).

    Moja obawa z deflacją wynika z tego, że cześć aktyw zainwestowałem w srebro oraz kontrakty na surowce energetyczne. Łatwo sobie wyobrazić sytuację,gdzie w wyniku zamykania pozycji przez wysokolewarowane fundusze hedge, albo nagłego defualtowania kredytu na zasadzie efektu domina surowce też mogłyby solidnie oberwać. Wystąpiłby efekt odwrotny do “asset inflation”.

    Cieżko przewidzieć jak to się potoczy. Czy na zasadzie powolnego “gotowania żaby” z sukcesywnym ograbianiem ludzi inflacją, czy też nagłego crashu.

    Jedno jest pewne złoto będzie miało się dobrze zarówno przy wariancie wysoceinflacyjnym jak i deflacyjnym. Chyba jednak najlepiej trzymać się tej strategii.

  • Nemo

    Wielką Depresję pomijamy ? Z tego co sam cynik9 cytowałeś Benek sie powołuje na ś.p. Friedmana w kontekście deflacji wielkorecesyjnej [ale mi zbita słowna wyszła :)]. Więc przykro mi, ale kompletnie nie rozumiem czemu to pomijamy.

    Jeśli chodzi o deflację w Japonii to nigdzie nie znalazłem porządnego wytłumaczenia skąd ona sie wzięła. Poza niektórymi teoriami że jest to sprawka psychiki Japończyków :)

    Cynik9 – coś mi się widzi że pomyliłeś deflacje z inflacją w swoim komentarzu bo sie połapać nie mogę jak może być deflacja i waluta ma być mniej warta :)

  • Cynik9

    Ciekawe komentarze… Sam właśnie myślę co o tym wszystkim myśleć… w kontekscie przyszłego wpisu…

    Przede wszystkim myślę że sprawę Wielkiej Depresji trzeba usunąć z rozważań bo tylko zaciemnia sprawę. Była to klasyczna deflacja w warunkach money coś wartej. Łatwo ją wytłumaczyć, nie bez kozery FDR zdelegalizował posiadanie złota w jej trakcie (co zrobi Hillary w II kadencji? – ;-)

    Dlatego przykład Japonii jest b. relewantny bo jedyny w warunkach fiat currency, w dodatku bliższy nam czasowo. Z braku lepszego pomysłu założyć można roboczo repetycję tego scenariusza, IMO. Ale Japonia była największym kredytorem świata w tym momencie, USA jest najwiekszym dłuznikiem, jak słusznie zauważa {goldbug}. Jak to zmieni sytuację jest pytaniem za $1M. W moim odczuciu może zmienić zasadniczo, ale nie wiemy jeszcze jak.

    Inną fundamentalną sprawą nigdzie nie poruszaną, przynajmniej nie zauważyłem, jest to: czy fiat currency będąca walutą rezerwową świata może wogóle ulec GLOBALNEJ deflacji i zarazem POZOSTAĆ walutą rezerwową. Z punktu widzenia amerykańskich ahderentów deflacji oczywiscie że może – po prostu dolar który zarabiają kupuje więcej wszystkiego. Ale w skali globalnej wydaje mi się to zupełnie nieprawdopodobne. Prędzej OPEC razem z Rosją wyjdą z nową walutą rezerwową opartą na baryłce ropy, he,he.

    Z punktu widzenia obserwatora z Marsa globalna deflacja waluty rezerwowej świata (fiat) bez jej rozpadu oznaczałaby absurd: drukuj więcej, waluta mniej warta, drukuj jeszcze więcej, waluta jeszcze mniej warta, drukuj ja dziki waluta więcej warta… Na to zdaje się to wyglądać…

    Jeżeli do tego dodać że to ja jestem w problemach ale każdy jest mi winien money (a la Japonia) to może pół biedy. Ale jeżeli w dodatku to ja jestem winien każdemu naokoło? Wydaje się że globalnie podkopałoby to zaufanie do $ w stopniu raczej sugerującym jego rozpad niż wiekszą “wartość” globalnie.

    Wyraźnie trzeba się przewietrzyć aby wpaść na coś bardziej odkrywczego….

  • goldfinger

    @seba
    Sebastianie! Jesteś prawdziwym nieoszlifowanym diamentem. Pragnę dać Ci pewna radę: umiłowanie prostoty i klarowności w każdej postaci. Pierwszym przykładem jest haiku – prostota i dyscyplina wypowiedzi. Polecam.
    Na deser proponuję ci przykład prostoty i piękna w architekturze:
    http://www.kwkpromes.pl/
    i na koniec cieszące oczy i duszę http://www.wally.com
    G.F

  • Nemo

    @kw
    Bo to jest przyziemne, ale skoro ktoś chce widzieć spisek to nie mój problem.

    @goldbug
    TU masz dokładnie podane co ś.p. Friedman uważał o wielkim kryzysie: http://www.mises.pl/439
    Reprezentantem tego poglądu jest Benek jak mi się wydaje.

    @seba
    Przeczytałem pierwsze zdanie i wymiękłem. Za mądre jak dla mnie :))))

  • seba

    seba

    Patogeneza rynków walutowych i surowcowych w obliczu uciążliwej nierównowagi.

    Jednak to co dla jednych jest uciążliwościom , dla innych pozytywnym transferem .
    Na dłuższą metę nierównowagi są nie do utrzymania , ale i powrót do stadium w miarę zrównoważonego nie może odbywać się zbyt szybko (więc z zbyt dużym impetem), dlatego potrzebne są korekty…..

    Ale problem korekt rozwiązuje się sam , dzięki nadmiernej chciwości człowieka ( jedną z cech charakteru ludzkości jest transgresja , więc człowiek zdobywca).
    Dlatego na obecnych rynkach finansowych występują tak często piramidy spekulacyjne .
    Jednak struktura instrumentów finansowych jest taka że piramidy tworzą zarówno tak zwane byki jak i niedźwiedzie , i nie ma tu podstaw do tego aby jednych lub drugich za to bardziej obwiniać , po prostu obie strony są jednakowo winne i niewinne (więc siebie warte) , bo podlegają podobnym instynktom , pogoni za życiem ukierunkowanym na materializm…..

    Fundusze hedżingowe , są tego najlepszym dowodem , a ich strategie inwestycyjne opierają się na ekonometrii , strategii zarządzania z wykorzystaniem inżynierii finansów z naciskiem na zabezpieczenia i wyciąganie korzyści arbitrażowych.
    Wspomnianego arbitrażu i zabezpieczeń dokonują , zarówno na instrumentach danej inwestycji , jak i pomiędzy poszczególnymi rynkami bazowymi.

    Obecnie struktura ta w USA wygląda w uproszczeniu tak , główna pozycja USD sprzedaż , ale i obligacje rządowe główna pozycja sprzedaż , akcje główna pozycja więc ta która przeważa , tu znak zapytania bo duża niepewność więc mocno na spadek się zabezpieczyły, surowce ogólnie na wzrost ale tu każda grupa surowców a i każdy surowiec jest traktowany oddzielnie ( przykładowo Jim Rogers też często zmienia udział subindeksów , surowcowych w swym indeksie , dostosowywujonc się do panującej sytuacji na rynkach).

    Wiec na obligacjach rządowych obecnie tracą ale nadgania to słabnący USD , jednak tu tylko czekać aż ktoś uzna że przyszedł czas na korektę powstałej piramidy , i wcale nie wygląda na to żeby mogła nastąpić tylko wyprzedaż wspomnianych obligacji z dalszym osłabianiem USD bo to podnosiło by ceny surowców a szczególnie ropy a ta dławi gospodarkę, więc pewnie zarządzajoncy doprowadzą również do korekty na USD.

    Poważnym powodem dla którego surowce i metale przy spadku wartości USD drożeją , jest to że eksporterzy otrzymują słabego dolara , co nie starcza im na pokrycie kosztów produkcji.
    Jednak trzeba zaznaczyć że na wielu surowcach i metalach marża zysku dzięki rosnącym cenom , już zbytnio oderwała się od kosztów produkcji , przez co kupujący muszą przekazywać zbyt wielki transfer na ich konto , co sprawia że konsument jest dławiony , więc jest nie do utrzymania .
    Można tu przyjąć , opcje dalszego napędzania się spirali ( USD słaby i surowce rosną) , ale to wzmocniło by dalszą budowę piramidy z której w końcu ktoś się wyłamie i ją skoryguje, chcąc przechytrzyć innych i to nawet najlepszych przyjaciół , przecież znamy mentalność człowieka dla którego w tym wypadku zysk jest ważniejszy niż przyjaźń.

    Powodem zbytniego zapotrzebowania na ropę jest brak wolnego rynku cen na paliwa dla konsumenta ( wiec patologia) , praktykowana przez rządy Chin, Indii , Rosji , Argentyny , Iranu i innych.
    Następna patologia to sztywne i/lub regulowane kursy walut. A to razem sprawia że zbyt droga ropa dławi kraje importujące np. z Chin , a jednocześni zbyt słabe waluty powodują że państwa reżimu kursowego walut i/ lub cen ropy , przeżywają ponad proporcjonalnie silny wzrost , co jest nie do utrzymania . Ponieważ , wyzwala u nich nierównowagę w postaci wybuchania ognisk inflacji a jednocześnie reszta świata jest dławiona …..

    Pewne korekty ,, reżimy ” już wprowadzają . Chiny w październiku podniosły o 10 proc. ceny ropy i sukcesywnie wzmacniają walutę , i ten kierunek pewnie utrzymają , bo to pomaga schłodzić nieco ich gospodarkę a nad tym głównie pracują .

    Kuwejt w maju 07r. wzmocnił walutę , uwalniając ją od powiązania z USD a powiązując z koszykiem walut , jednak ta operacja nie zdławiła w oczekiwanym stopniu inflacji , Arabia Saudyjska zauważając małą skuteczność tej operacji postanawia pozostać wierna USA , więc powiązaniu waluty z USD.
    Pewnie kilka krajów mimo to pójdzie śladami Kuwejtu , bo operacja taka sprawia że import dóbr inwestycyjnych staje się tańszy.

    Tu przedstawię pewną wirtualną symulację i jej wpływ , w pewnym sensie zbawienny :

    Przykładowo kraj Bliskiego Wschodu idący śladami Kuwejtu wzmacnia walutę o 15 procent , w przybliżonym czasie następuje korekta na USD EUR wzmacniająca USD o 10 proc.
    Przy tej sekwencji kraj ten w EU może środki produkcji kupować o 25 proc. taniej i dławić dzięki temu swą inflację , w tym czasie Chiny pewnie wzmocnią Juana o około 5 procent względem USD . Najważniejsze w tym że ropa może wtedy spaść nawet przypuśćmy o 20 procent , korygując się . Wspomniany eksporter ropy otrzymał by wtedy 35 proc. mniej w USD porównując do jego wzmocnionej waluty , ale w EU kupuje o 25 procent taniej .
    A eksporter ropy pozostający nadal w sztywnym powiązaniu z USD , otrzyma za ropę 20 proc. mniej a w EU może 10 proc. taniej kupować, więc w stosunku do importu z EU traci tylko 10 proc. na cenie ropy ale ogólnie zyskuje dużo więcej bo o 10 proc. taniej importuje a tego głównie potrzebuje , bo środki na inwestycje już zgromadził , dzięki ponad przeciętnej marży dotychczas (transfer zysku w jedno źródło nie może trwać wiecznie ponieważ…..), poza tym dławiąc inflację stabilizuje swój kraj , a i reszta świata zyska.

    EU zyska na tańszej ropie i na korekcie USD na co przedsiębiorcy już czekają , a USA odzyska oddech , pomagający zregenerować się przykładowo przed kolejnym powrotem do słabnącego USD.

    Oczywiście sekwencję tą można bardzo łatwo obalić , ale wiele spraw zmierza właśnie w tym kierunku . A to że sekwencję można obalić to trzeba uznać za plus , bo najczęściej teorie nie do obalenia są utopijnymi.

    Poza tym to nie rekomendacja ale patogeneza .
    Każdy ma głowę więc niech myśli dalej…. , ale niech nie zapomina że piramidy to przekładanie klocków na coraz ,wyższy lub niższy poziom , a to nie utrzymuje się długo bez zbawiennych korekt …..

    To nie książka więc trzeba kończyć , a i dnia brakuje .

    Pozdrawiam Pana Gospodarza.

  • goldbug

    @nemo

    Tu masz wypowiedź Friedmana dokładnie wyjaśniającą przyczyny Wielkiego Kryzysu oraz rolę FED w jego wywołaniu. Poza tym wyjaśnia, że obecny system monetarny jest faktycznie FRAUD. To na tyle tzw. “teorii spiskowej” odnośnie FED i “fiat money”, którą jak widać uwiarygadnia sam Milton Friedman.

    “Milton Friedman explains role of gold in Great Depression”

    http://www.youtube.com/watch?v=O7pnjzCuSv8

    Obecnie pompowanie “liquidity” do systemu to nie jest rozrzucanie banknotów. To dalsze rozrzucanie taniego kredytu, który banki muszą spłacić. Warto również nad tym zastanowić, czy na dłużą metę tak naprawdę nie jest to kolejny kredyt, który ostatecznie będzie musiał zniknąć, co prowadzadziłoby do deflacji. Dodatkowo w systemie znajduje się potężna ilość kredytu, który w żaden sposób nie będzie jak “bailoutować”. A ten kredyt zniknie, pęknie jak bańka mydlana.
    Rola banków centralnych w możliwości ratowania kryzysu jest nieco przeszacowana. No chyba, że faktycznie zaczną przysyłać ludziom czeki pocztą.

    Pytanie do Cyniq9?
    Japonia była w tamtym czasie kredytodawcą światowym, USA jest kredytobiorcą? Czy to zmienia postać rzeczy odnośnie ostatecznego wariantu kryzysu – hiperinflacyjnego/hiperdeflacyjnego?

    Btw. Dlaczego ten wielki boom&bust się w Japonii pojawił? Śmieszne jest to, że nikt z reguły nie uwzględnia tego w rozważaniach dotyczących fundamentalnych przyczyn tego kryzysu zrzucając często winę na tamtejszy system bankowy. Przyczyna jest jednak inna i dosyć prozaiczna. Statystycznie konsumentami o największych wydatkach są ludzie z przedziału wielkowego 45-54 lat i to oni tworzą gro PKB. Właśnie na lata 80 przypadał wyż demograficzny pokolenia baby-boomers z tego przedziału wiekowego. Ta fala demograficzna w połączeniu z ekspansją taniego kredytu kreowała boom. Po wejściu jednak tych ludzi w wiek emerytalny, a więc z grupy 45-54 latków o największym wkładzie do budżetu, do grupy o stosunkowo niskiej konsumcji połączonej nawet często z roszczeniami wobec państwa przyszedł bust. Dopóki trend demograficzny się nie odwróci dopóki będą mieli dalej recesję. Proste jak drut.

    Ta sama przyczyna związana z czynnikami demograficznymi spowodowała boom na rynkach akcji w latach 90 w USA. Od 2008 roku ta fala ludzi będzie wchodziła w wiek emerytalny. A oni wmawiają przeciętnemu Modalskiemu ;) długoterminowe iwestowanie w akcje hahaha. Co za propaganda! Toż giełda może się nie podnieść nawet do 2022 roku. Wtedy dopiero nastąpi odwrócenie trendu demograficznego z opadającego na wzrostowy dla grup wiekowych, które statystycznie najwięcej wkładają do budżetu.

    http://tinyurl.com/2ajs8x

  • graf

    nemo – Benek i spółka mówią nam wprost –
    Amerykański(i po części światowy) system finansowy jest skonstruowany tak iż w jego naturze jest naprzemienny występowanie boomu i recesji. Jednak tym razem do tego nie dopuścimy!!!Bez względu na cenę.

    Muszę powiedzieć że wykazują zapał i gotowość do poświęceń godną komunistów :)

  • KW

    nemo, to by było zbyt przyziemne, gdyby taki był tego powód. Bernanke i reszta mają gdzieś recesję, nawet w takiej skali jak z lat trzydziestych, gdyby tylko mieli pewność, że ich Imperium kreacji toaletowego pieniądza przeżyje. Ale takiej pewności nie mają, a zapewne czują po kościach coś zupełnie odmiennego. Właśnie to, o czym pisze Cynik9.

  • Nemo

    Z tym wpisem w ogóle się nie zgadzam: Benek Helikopter i inni obawiają się deflacji z bardziej prozaicznej przyczyny niż kolejna teoria spiskowa – lata Wielkiej Depresji 29-33 to był właśnie okres deflacji. Tak – o ile dobrze kojarzę – stwierdza to teoria monetarna w wydaniu ś.p. M.Friedmana, który uważał że przyczyną kryzysu było niedrukowanie (czy też za małe drukowanie) pieniędzy przez FED. Dlatego Benek powiedział że będzie zrzucał forsę z helikoptera – zresztą to jest nawiązanie do którejś z książek Friedmana.