JAK PRZEŻYĆ I PROSPEROWAĆ
POMIMO PAŃSTWA, SOCJALIZMU I KRYZYSU

Metale szlachetne


Aktualne ceny spot, 24h
1 oz = 31.1 g

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]


[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

Indeks akcji złota HUI, 6m
[chwilowe problemy w podawaniu indeksu HUI]

Rynki dzisiaj





Archiwa 2GR

Nasi znajomi

Autor: cynik9 - 01.07.07

Co sie dzieje w metalach szlachetnych?

spojrzenie w połowie roku

Mamy połowę roku, może więc warto spojrzeć na sytuację w metalach szlachetnych nieco szerzej. Złoto i srebro zakończyły tę połowę dość dramatycznym tygodniem głębokiej wyprzedaży we wtorek (26.06), w której złoto zjechało ok. 3% do swojej swojej MA(200) (średniej kroczącej) w rejonie $640, zanim pod sam koniec tygodnia zdołało odrobić nieco strat. Większe straty zanotowało tradycyjnie bardziej wolatylne od złota srebro – rzędu 7% – zjeżdżając w pobliże $12.20 a więc sporo poniżej swojej MA(200) w rejonie $13.
Złoto, 12 miesiecy. Dwie nieudane próby na $700, ostatnio dotknęło swojej MA(200)

W szerszej perspektywie, oba metale po falstarcie na samym początku roku usiłowały zaatakować zeszłoroczne topy – psychologicznie ważne $700 w złocie i $15 w srebrze. Próba nie powiodła się i pod koniec lutego mieliśmy dotkliwą wyprzedaż. Złoto ponowiło jeszcze próbę w maju, również nieudaną, ze znacznie słabszym srebrem. Od tego mniej więcej czasu mamy nieciekawy trend spadkowy w obu metalach, z typowymi coraz niższymi topami i coraz niższymi dolinami. Ukoronowaniem tego była zeszłotygodniowa wyprzedaż.

Dlaczego tak się dzieje? Jaka jest przyczyna że w warunkach zdawałoby się sprzyjającym metalom zarówno srebro jak i złoto zachowują się raczej pasywnie, z trudem utrzymując się obecnie na poziomach zbliżonych do tych z początku roku? Czy zacząć słuchać panikujących proroków końca świata, a w szczególności końca hossy w złocie i być może zredukować pozycję? W żadnym wypadku – byłby to błąd!

Wręcz przeciwnie, jeśli już co to raczej rozważyć dołożenie do pozycji w metalach szlachetnych ponieważ najprawdopodobniej zbliżamy się właśnie do sezonowego dołka. Wakacyjne doldrums są tradycyjnie sezonem ogórkowym w złocie. Jak wskazywaliśmy we wcześniejszych komentarzach w DwaGrosze NewsLetter, w naszej ocenie czynniki fundamentalne nie mogły by być bardziej pozytywne dla metali szlachetnych! Wygląda na to że “smart money” dobrze o tym wie, weszła już do złota i czeka. Złoto przechodzi przez okres konsolidacji i przez jakiś czas prawdopodobnie będzie się poruszało w widełkach gdzieś pomiędzy $600 a $700. Aż w pewnym momencie dojdzie do nieuniknionej zasadniczej zmiany percepcji inwestującej publiki, która przekona nowe fale inwestorów do zrobienia kroku w tym kierunku. Wtedy właśnie otrzymamy drugą, wielką falę sekularnej hossy w złocie której jesteśmy świadkami od kilku lat.

Srebro, 12 miesiecy. Nieudana próba na $15, potem słabość i zjazd sporo poniżej MA(200)

To że zasadnicze zmiany przyjdą jest naszym zdaniem gwarantowane. Przyjść mogą z kilku kierunków, przy czym potencjalne problemy u ich źródeł uważnie monitorujemy na tym blogu i bardziej szczegółowo w cyrkularzu emailowym DwaGrosze NewsLetter. Paradoksalnie, obecna słabość w metalach wydaje się być właśnie powiązana z problemami gdzie indziej, rysujących się już wyraźnie na horyzoncie. Główną rolę grają tu US$ (dolar) oraz rosnące wszędzie stopy procentowe. Rosnące stopy procentowe pociągają za sobą zwijanie “carry trade” w japońskim jenie oraz spadajacy rynek nieruchomości w USA. W szczególności sektor CDO (“collateralized debt obligation“), z głośną ostatnio klapą hedge funds firmy Bear Stearns, ulega dezintegracji, zaś cały rynek obligacji jest pod rosnącą presją. Do tego rynki akcji, w szczególności Dow Jones również wykazują oznaki długiego, powolnego topowania, a niedawna wyprzedaż była prawdopodobnie jedynie uwerturą do tego co nas czeka jesienią. Na koniec mamy słabego US$, który kolebie się tuż nad granicą przepaści jaką jest poziom 80 na $index. O ile jeszcze w 2001 jeden US$ kupował 1.70 franka szwajcarskiego, teraz kupuje tylko 1.20 SFr. In 2001 wystarczyło jedynie $1.40 by kupić £1.00, teraz trzeba na to $1.99. Euro można było mieć za jedyne $0.85 in 2001, teraz $1.35. Jeżeli dolar przebije poziom 80 to mały strumyczek inwestorów i instytucji delikatnie opuszczających tonącego dolara od dłuższego czasu może zmienić się w Niagarę, z elementami paniki na wielu rynkach.

Co to wszystko ma wspólnego ze złotem? Czyż złoto nie jest właśnie tą bezpieczną przystanią gdzie wpłynąć można w razie kłopotów na innych rynkach? A no ma i to sporo, naszym zdaniem. I złoto bedzie jeszcze postrzegane jako ta bezpieczna przystań, tyle że nie od razu.

Przez ostatnie kilka lat mieliśmy irracjonalną sytuację. Każda klasa inwestycji jakiej by nie wziąść, czy to akcje, obligacje, nieruchomości, surowce – wszystko rosło w cenie. Raj na ziemi, do którego łatwo się przyzwyczaić!

Ale jeżeli coś jest zbyt piękne aby było prawdziwe, to zwykle prawdziwe nie jest. Te ostatnie lata były naszym zdaniem historyczną aberracją. Aberracją spowodowaną przez rządy i banki centralne które drukując papierowy pieniądz bez ograniczeń w tempie ponad 10% rocznie zneutralizowały konieczną recesję na którą zanosiło się w 2001. Zalały tym samym świat tanim kredytem który spowodował sztuczne hossy praktycznie we wszystkim. Czy rzeczywiście ktoś mógłby się realistycznie spodziewać że normalną rzeczą jest dublowanie się ceny nieruchomości co kilka lat? Czy jest to rzeczywiście trwałe bogactwo wypracowane trudem rąk i umysłów? Czyż drogą do bogactwa może wogóle być drukowanie papierowego pieniądza i kupowania wszystkiego na kredyt?

Nie, tego typu powszechna hossa we wszystkim była sytuacją wyjątkową, wynikającą z ekscesów nadmiernego kredytu i życia ponad stan. Mises określa to mianem “crack-up boom“. Za te ekscesy przyjdzie teraz płacić, i to niemało. Koniec party jest jedynie kwestią czasu i czas końca właśnie się zaczyna…

Dla wielu zalewarowanych (“leveraged“) po uszy spekulantów, dużych i małych, koniec party oznacza kłopoty i margin calls. Ci co kiedyś mieli okazję otrzymać margin call od maklera wiedzą że przyjemność jest to średnia. Co się wtedy robi? – a no generuje się w panice ekstra gotówkę, drogą wyprzedaży wszystkiego co nadaje się do sprzedania, i to pronto; inaczej makler zrobi to za nas. Jak na przykład złoto czy srebro, które były dla wielu hedge funds wdzięczną lokatą w ostatnich latach, dającą zwroty rzędu 20%. W międzyczasie koszt kapitału (carry trade – pożyczka w jenach) był rzędu 0.5%. Not too bad! I ta bonanza miewa się powoli ku końcowi.

Nakłada się na to, naszym zdaniem, inny trend, wspominany wielokrotnie w DwaGrosze NewsLetter – US dolar jest w opałach i jego znacząca deprecjacja jest też jedynie kwestią czasu. Establishment bankowy i rządy będą jednak walczyły do upadłego w obronie intratnej franszyzy. Odwieczną metodą w tej walce jest utrzymywanie presji na złoto, celem stworzenia popularnego wrażenia niewielkiej inflacji i monetarnego umiaru.

Ale business nie jest “as usual” i zbicie (złotego) termometru nie oznacza że pacjent nie ma gorączki. Sądzę że główni gracze w tej grze prawdopodobnie wiedzą o co chodzi i rozumieją nieuchronność wydarzeń, w tym konieczność deprecjacji dolara. Starają się jedynie rzeczy możliwie przedłużyć i niedopuścić do paniki mas, jaką złoto zdecydowanie przebijające np. granicę $1000 mogłoby łatwo wywołać. Olbrzymie rezerwy dolarowe są także pod kontrolą obcych rządów, którym z innych kalkulacji nie spieszy się do przyspieszonej dymisji dolara.

Konkluzja tej linii rozumowania, poparta zresztą analogiami historycznymi, jest taka że spodziewanym wyprzedażom na rynkach kapitałowych, w szczególności możliwym znacznym korektom na rynkach akcji, towarzyszyć może z początku DALSZA słabość złota i akcji (kopalni) złota. Zwykle bowiem wkradająca się w takich sytuacjach panika i nerwowość każe inwestorom wyprzedawać walory jak leci, na ślepo, i “szukać bezpieczeństwa” w papierowej gotówce. Dopiero po jakimś czasie przychodzi otrzeźwienie, walory złota zostają właściwie docenione, bezpieczeństwo “papieru” odpowiednio zrelatywizowane, i sektor metali szlachetnych zaczyna reagować odrębnie od reszty i piać się niezależnie.

Co wiec robić teraz? Niewiele. Na razie delektować się wakacjami i ćwiczyć szlachetną sztukę cierpliwości! I od czasu do czasu, dziękując za nadarzające się okazje które staramy się identyfikować w DwaGrosze NewsLetter, wśród paniki i pesymizmu dorzucić to i owo do swoich pozycji!

Gdy dobrze zrozumiemy grę sił rynkowych i kondycję systemu finansowego świata, plus czynniki geopolityczne, wniosek może być jeden. Złoto, w perspektywie, ma tylko jedną drogę – UP. Jest przy tym TANIE. Głównym niebezpieczeństwem nie jest to że może spaść jeszcze niżej. Oczywiście że może! Głównym niebezpieczeństwem jest to że po zrzuceniu ostatniego śmiałka w koralu złoto, jak brykający nieujeżdżony koń przeskoczy przez ogrodzenie i zacznie gnać na serio, w drugiej fali historycznej hossy. Nie oglądając się do tyłu na zostawione w kurzu tłumy rozmaitych pseudo-doradców i panikantów, bez szansy na zabranie się.

Dlatego rada jest taka – nie dać się wyrzucić z siodła! Bo może to być dość bolesne…

Więcej o inwestowaniu w metale szlachetne dla abonentów naszego cyrkularza emailowego DwaGrosze NewsLetter. Dałącz i Ty.

©2007cynik9

Share

Komentowanie zamknięte.