JAK PRZEŻYĆ I PROSPEROWAĆ
POMIMO PAŃSTWA, SOCJALIZMU I KRYZYSU

Metale szlachetne


Aktualne ceny spot, 24h
1 oz = 31.1 g

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]


[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]

Indeks akcji złota HUI, 6m
[chwilowe problemy w podawaniu indeksu HUI]

Rynki dzisiaj





Archiwa 2GR

Nasi znajomi

Autor: cynik9 - 29.01.07

Giełdowe ABC na zdrowy chłopski rozum (3)

czyli jak doczekać się dożynek zamiast dać się dorżnąć

W trzecim odcinku naszego przeglądu giełdowego BHP na zdrowy chłopski rozum przyjrzymy się – bardziej dla pełnego obrazu niż jako rekomendacja – kilku bardziej specyficznym technikom. Zobaczymy też co z tego może być ewentualnie przydatne inwestorowi filara IV, a co powinien omijać szerokim łukiem.

Nie dla inwestycji terminowych. Inna reguła cynika9 – trzymaj się z daleka od jakichkolwiek inwestycji terminowych. Mowa tutaj przede wszystkim o reklamowanych coraz częściej rachunkach na kontrakty terminowe i opcje. W filarze IV chodzi nam przede wszystkim o w miarę bezpieczną, długoterminową lokatę w celu budowy kapitału emerytalnego, a nie o doraźne spekulacje. Te ostatnie zostawmy odważniejszym – specjalistom, managerom hedge funduszów, oraz tym wszystkim którzy generalnie cierpią na nadmiar środków do zbycia. Mają nad nami jedną dużą przewagę – na ogół środki te to nie ich własny kapitał, he , he. :-)

W normalnych warunkach poprawne wydedukowanie jedynie kierunku zmiany cen jest już wystarczajaco trudne! Przynajmniej jak na prosty chłopski rozum cynika9, który łatwo się przegrzewa. Jeżeli do tego dojdzie jeszcze jednoczesne zgadywanie czasu, rzecz staje się niebezpiecznie podobna do ruletki. Próby w tym kierunku wydają się więc najpewniejszą drogą do finansowej ruiny i przedwczesnego zasilenia szeregów beneficjentów doraźnych zapomóg gminy, ZUSu, czy kto tam je wypłaca.

Właśnie taką ruletką okazują się często kontrakty terminowe (futures), które oznaczają zakład że cena czegoś osiągnie pewien poziom w określonym czasie. Jeżeli nie osiągnie, lub osiągnie, ale w innym czasie to – sorry, w obu przypadkach przegrałeś. Wprawdzie potencjalne zyski w tej zabawie, przy niewielkich zaangażowanych środkach, mogą być bardzo duże, potencjalne ryzyko jest nielimitowane. Jeżeli więc giełdę ogólnie nazwaliśmy maszyną do separacji inwestoriatu i jego gotówki, to inwestowanie we futures jest z pewnością jej trybem turbo! Nic dziwnego że 95% wypuszczających się tam amatorów przegrywa, niejednokrotnie wychodząc w przysłowiowych skarpetkach. Powtórzmy raz jeszcze – inwestor IV filaru powinien trzymać się z daleka od pola minowego kontraktów terminowych, mimo syreniego śpiewu rozmaitych firm zachęcających do spróbowania.

Opcje są innym instrumentem – ten daje możliwość, ale nie konieczność, zakupu (opcja call) czy sprzedaży (opcja put) czegoś po uprzednio zdefiniowanej cenie i w określonym czasie. Tym czymś może być wiele rzeczy, od wartości indeksu i stóp procentowych, poprzez surowce aż po cenę akcji większych firm. Ponieważ potencjalna strata w opcjach jest limitowana zapłaconą premią, są one generalnie bezpieczniejsze od futures. Niestety opcje mają też swoją cenę, tym wyższą im wykorzystanie opcji jest bardziej prawdopodobne, i jej wkalkulowanie w całą transakcję nie jest wcale takie proste. Ideę opcji podsumujemy, na nasz chłopski rozum, tak: gość sprzedający (piszący) opcję (option writer) dostaje za to szmal i modli się aby jego opcja nie została wykorzystana w przewidzianym na to czasie. Jeżeli nie zostanie to szmal który otrzymał inkasuje jako zysk. Natomiast gość kupujący wydaje szmal za prawo do wykorzystania tej opcji . Na początku jest zatem zawsze do tyłu o zapłaconą cenę. Jeżeli opcję jednak w wyznaczonym czasie wykorzysta, to zrobi to z zyskiem, który bardziej niż zrekompensuje mu początkową stratę. Jego zysk zaś będzie stratą tego pierwszego. Czyli kapitalizm pod mikroskopem.

Umiejętne posługiwanie sie opcjami, zwłaszcza w tandemie z inną inwestycją, może w wielu przypadkach być bardzo pomocne, czego cynik9 nie neguje. Sa one jednak dość skomplikowane, istnieje również istotna różnica pomiędzy opcjami typu europejskiego i amerykańskiego. Z tych powodów rezerwujemy opcje jedynie na specjalne okazje i w kontekście inwestycji IV filara nie będziemy się nimi szerzej zajmować.

Kolejność kupowania i sprzedawania jest wymienna. Rzecz może brzmieć trochę jak teoria względności Einsteina, ale w gruncie rzeczy jest bardzo prosta. W życiu codziennym jesteśmy przyzwyczajeni robić byznes tylko w jednym kierunku – jako naturalne uważamy sianokosy najpierw, a dopiero następnie sprzedaż siana. Kiedy indziej spodziewamy się na przykład dobrych wieści z Tajlandii, więc kupujemy akcje Tajland Fund (NYSE:TTF) po to aby po pewnym czasie z zyskiem je sprzedać. Ale co gdy przewidujemy odwrotny bieg zdarzeń? Załóżmy że akcje TTF odzwierciedlają już długi okres prosperity tego sympatycznego kraju, która zdaje się właśnie dobiegać końca, przez co giełda tam pójdzie raczej w dół, nie do góry. W takich sytuacjach istnieje możliwość – i po to m.in. jest makler – aby pożyczyć od niego akcje TTF i je natychmiast sprzedać we własnym imieniu po obecnej, wysokiej cenie. Jednocześnie zobowiązujemy się odkupić je na rynku i oddać mu w terminie późniejszym. Jeżeli cena waloru, zgodnie z przewidywaniami, rzeczywiście spadnie to mamy zysk. Kupujemy wtedy akcje TTF po niższej cenie i zwracamy je maklerowi. Tego typu odwrócenie “normalnej” kolejności transakcji w której najpierw sprzedajemy walor a dopiero potem go (od)kupujemy i oddajemy maklerowi nosi nazwę sprzedaży krótkiej – short sale. W odróżnieniu od futures czy opcji, dyskutowanych w poprzednim punkcie, czas nie jest w tym przypadku limitowany a więc mamy swobodę w czekaniu na dogodny moment. Podkreślmy jednak i tu – dla pełnej jasności i przestrogi – że pozycja short jest technicznie długiem wobec maklera (ponieważ fundusze ze sprzedaży już mamy ale nasze zobowiązania nadal trwają). Z tego względu nie jest wskazana dla nowicjuszy, którzy powinni bezwzględnie przyjąć zasadę unikania inwestowania na kredyt – co zaznaczymy w ostatnim odcinku tego giełdowego BHP.

Wspominamy tutaj tą ważną technikę ponieważ przy pewnym doświadczeniu, które zdobywa się tylko w praktyce, pozwala ona dokonywać inwestycji w “obu” kierunkach, w zależności od potrzeb i przekonań. Gdy więc spodziewamy się aprecjacji waloru idziemy “long“, czyli kupujemy go normalnie, zaś gdy spodziewamy się jego deprecjacji możemy pójść “short“, czyli sprzedać go short. Elementem ryzyka w transakcji short jest oczywiście sytuacja gdy za-short-owany przez nas walor nie chce iść na dół, jak powinien albo gdy, co gorsza, strzela w górę! Wtedy niestety tracimy pieniążki ponieważ aby oddać maklerowi pożyczone i sprzedane już wczesniej walory teraz będziemy musieli je kupić na rynku po cenie wyższej niż ta za którą je sprzedaliśmy.

Kup tanio sprzedaj drogo. Być może wyważanie otwartych drzwi, ale cynik9 lubi tą chłopską formułkę! W giełdowych młóckach warto pamietać że process sprzedaży jest znacznie ważniejszy niż kupowanie. Jest tak ponieważ sukces inwestycji mierzy się dopiero po jej sprzedaży, a nie po kupnie. Dlatego też słyszane często twierdzenia typu “zarobiłem już X% na akcjach które posiadam” sa na ogół mocno przedwczesne. Dopiero gdy walor rzeczywiście sprzedamy, i to po cenie wyższej niż cena zakupu, jest czas na szampana. Wcześniej mamy jedynie papierową pozycję której wartość jest daleka od pewności.

Jak zagwarantować kupno tanio, a sprzedaż drogo? Cynik9 próbował różnych mikstur ale uniwersalnej recepty jeszcze nie znalazł, niestety… Ale także tutaj ma jedną regułę – inwestor musi być zawsze świadomy po co kupił dany walor, stale zadawać sobie to pytanie i stale na nie odpowiadać. Chodzi o dynamiczny proces myślowy, zapoczątkowany odrobieniem naszej pracy domowej, na podstawie którego doszliśmy do wniosku że zainwestowanie w X ma sens. Rekomendacja maklera, sugestia wujka Janka lub sam fakt że coś idzie w górę nie jest i nigdy nie będzie substytutem tego procesu myślowego. Jeśli już – wskazuje raczej na bezmyślność. W większości przypadków recepta ta sprowadza się do okresowego konfrontowania naszych notatek ze stanem faktycznym. Jedynie czasem konieczne staje się podjęcie akcji, znacznie częściej bezczynność (patrz ABC …1) oraz opieranie się impulsom sprzedaży czy kupna pod wpływem giełdowych skoków.
c.d.n.

©2007cynik9

Share

3 komentarzy do: Giełdowe ABC na zdrowy chłopski rozum (3)

  • Anonymous

    tak, zdecydowanie można wiele się nauczyć i napisane w fajnym języku.

  • eeeee

    dolaczam sie pochwaly samouczka gieldowego powyzej; wlasnie przeczytalem trzeci odcinek(?) i swtierdzam, ze czytalo mi sie Pana test lepiej niz niejedna powiesc sensacyjna;

  • begal

    Świetny tekst, jako nowicjusz dużo nauczyłem się z Pańskich postów – liczę na więcej i pozdrawiam serdecznie!