W deszczowych łzach granitów gmach rozpłynął się w równinę…
Przypomina się nam ten wierszyk Asnyka teraz kiedy we łzach ostatecznego demontażu polskiej reformy emerytalnej rozpłynęła się inna góra. Chodzi mianowicie o pana profesora Marka Górę, przez lata wszechobecnego w mediach jako jej „ojciec” i promotor.
W dawnych, szczęśliwych czasach wesołego reformowania emerytur za Buzka i innych ojciec polskiej reformy emerytalnej dwoił się i troił. Udzielał wywiadów na lewo i prawo, przekonując czemu reforma jest konieczna i jak dzięki niej opływać będziemy w emerytalne dostatki. Sekretem miała być prywatyzacja i wolny rynek który twoje fundusze miał „pomnażać”. Potem, gdy założenia twórców reformy że rynki idą tylko do góry zdawały się sprawdzać, ojciec polskiej reformy emerytalnej niestrudzenie promował swoje dziecko uzasadniając kolejne konwulsje legislacyjne.
Z nadmiarem jednak rządowych znachorów dziecko zaczęło wykazywać pogłębiające się objawy schizofrenii. Z „twoich” pieniędzy co to miały być „pomnażane” zrobiły się nagle pieniądze państwowe. Z inwestowania wyszło jedynie kupowanie rządowego długu. OFEs od pomnażania pieniędzy przeszły do ich tracenia, pomnażając z sukcesem jedynie swoje bonusy. Zainkasowanie „pomnożonego” kapitału by kupić za to reklamowaną początkowo „emeryturę pod palmami” zastąpione zostało obligatoryjną ZUS-owską kroplówką i wizją emerytury w noclegowni. Wreszcie w zeszłym roku rząd premiera Tuska najechał ostatecznie OFEs przekierowując idący tam szmal emerytów z powrotem do ZUSu. Z polskiej reformy emerytalnej pozostaje tylko pamięć wielkiego fiaska.
Dziwi trochę że w tym demontażu polskiej reformy emerytalnej brak od dłuższego czasu głosu jej ojca który zniknął jakoś z ekranu radaru. Nie uświadczysz wywiadu, nie znajdziesz potwierdzenia że właśnie o planowany demontaż reformy po 14 latach chodziło od samego początku. Albo i przeciwnie, że rabunek składek przyszłych emerytów przez rząd sprzeczny jest z celem reformy którym miało być dobro emeryta a nie finansowanie rządowych deficytów. Nie słychać żadnego protestu ojca reform nawet teraz, kiedy rząd dopuszcza się kolejnego grupowego gwałtu na jego dziecku podwyższając tym razem w ekspresowym tempie wiek emerytalny. Dokonuje tego przy akompaniamencie kakofonii klakierów twierdzących że żyjemy niby dłużej więc tak trzeba, oraz że inni już poprzedłużali wiek emerytalny więc i u nas czas zacząć.
Zapominają przy tym że nie tak przecież miało być a ojciec polskiej reformy mógłby im odświeżyć pamięć. Okrzyczana jako 8-y cud świata polska reforma emerytalna miała być primerem. Urynkowienie emerytur miało być przykładem do naśladowania dla skostniałego w socjalizmie zachodu gdzie emerytury na ogół wypłaca państwo i co czyni w zależności od stażu pracy. Wtedy szum o przedłużaniu wieku emerytalnego miałby sens. Bankrutujących państw nie stać po prostu aby populację emerytów utrzymywać dłużej niż pewną ilość lat. Jeśli długość życia się wydłuża to nie ma innej rady jak wydłużać też czas pracy, a ścislej i bardziej poprawnie – czas NIE pobierania państwowej emerytury.
W Polsce natomiast miało być inaczej – nowocześnie, rynkowo i prywatnie. Wszystko właśnie dzięki reformie emerytalnej. Prywatne emerytury miały być zasadniczo proporcjonalne do wpłaconych i pomnożonych mądrym inwestowaniem składek, a nie od stażu pracy. I to nie państwo miało je wypłacać z budżetu ale niezależne instytucje. Uskładałeś więcej a OFEs z sukcesem jeszcze to „pomnożyły” to będziesz miał wyższą własną emeryturę bo pozwala na to zebrany kapitał. Nie uskładałeś – sorry, nie będziesz miał nic, poza może niewielką zapomogą z ZUSu. Rząd może sobie jej początek przesuwać choćby pod 90-tkę, ale poza nią to przejść na własną emeryturę możesz choćby jutro, czemu nie? Rząd nie powinien mieć żadnego biznesu do emerytury z prywatnie złożonych składek.
O co w takim razie chodzi teraz z tym przedłużaniem wieku emerytalnego przez państwo, i to w dziwnie ekspresowym tempie? Podejrzewamy że o to co zwykle – czort z emerytami i ich wkładami, budżet znowu się wali i znowu potrzeba szmalu. Rząd najechał więc OFEs przekierowując prywatne oszczędności emerytalne ludzi do siebie w całkowitej sprzeczności z duchem reformy emerytalnej. W następnym kroku zlikwiduje pozostałości po OFEs eliminując tym ostatecznie prywatny filar reformy.
Jest to szkoda. Emerytura co do zasady nie powinna być biznesem państwa lecz prywatnym biznesem samego obywatela któremu państwo akumulację kapitału powinno jedynie ułatwić. Przewidując dominującą rolę prywatnych składek polska reforma emerytalna w ogólnym założeniu miała sens. Była odpowiedzią na trendy demograficzne znane wówczas tak samo dobrze jak dzisiaj. Te same trendy którymi szermując dzisiaj rozmaici eksperci bałamutnie uzasadniają konieczność podwyższania wieku emerytalnego. Problem z reformą był taki że od samego początku, na wachcie swojego ojca założyciela, była ona brutalnie naginana ku doraźnym interesom politycznym. Ściągnięty z populacji kapitał traktowany był jako bezpański worek z pieniędzmi do doraźnego wykorzystania przez rząd. Obligatoryjny charakter OFEs, ich bezsensowne finansowanie rządowych deficytów przez cyrkulowanie prywatnego kapitału w tylko w polski dług publiczny czy wreszcie otwarte przywłaszczenie sobie ściąganych składek przez państwo generalnie wykończyły reformę.
Jesteśmy z powrotem w punkcie wyjścia, tam gdzie byliśmy 14 lat temu. Znowu tylko państwo i tylko państwowe emerytury. Do tego skompromitowany korporatyzm państwowo -bankowej zmowy OFEs w miejsce wolnorynkowej konkurencji o klienta co sprawia że zdezorientowana populacja z dwojga złego wybiera ZUS. Ze wszystkim zależnym ponownie tylko od papierowych obietnic państwa w jego interesie leży odwlekanie chwili prawdy i momentu koniecznego wyjścia z gotówką dla wzbierającej fali emerytów. Stąd też całe to mataczenie o koniecznym wyższym wieku emerytalnym.
Szkoda że nie słyszymy co ma do powiedzenia ojciec polskiej reformy emerytalnej gdy jego zmaltretowanemu dziecku requiem grają…. :-(
Zawsze powtarzamy że chłop potęgą jest i basta. Chłopi nie tylko od wieków „żywią y bronią”. W coraz bardziej schizofrenicznym społeczeństwie są też ostatnią ostoją rozsądku i trzeźwego myślenia. Nie bez kozery propagujemy inwestowanie „na zdrowy chłopski rozum”… ;-)
Drogi czytelnik (HT – Mantrid) podrzuca żywy dowód że ta zdrowo rozsądkowa postawa nie jest obca nawet na najwyższych szczeblach władzy. Indagowany przez reporterkę największy i najważniejszy chłop w Polsce, wicepremier Pawlak, mówi prosto z mostu co sądzi o państwowych emeryturach. Muszę panią zmartwić, ja nie za bardzo wierzę w państwowe emerytury – odpowiada z rozbrajającą szczerością filar rządu Tuska. Staram się zabezpieczyć sobie przyszłości i przez oszczędności i przez dobre relacje z moimi dziećmi bo liczę że to będzie pewniejsze niż te różne chimeryczne (podkr.-cynik9) państwowe rozwiązania.
Czyli co, ratuj się każdy jak może bo te „chimeryczne” rozwiązania które produkujemy wraz z premierem Tuskiem nie są warte funta kłaków. Sami nawet w ten nasz bullshit nie wierzymy. Lepiej dzieci płodzić, może przygarną na starość.
Wicepremier Pawlak nie pierwszy raz daje się poznać jako trzeźwo myślący, pragmatyczny chłop. Czemu zatem jako wpływowy wicepremier rządu nie chwyci raz za kłonicę i nie zrobi porządku na posiedzeniu rady ministrów tłumacząc kolegom o co chodzi? Pomaga jedynie utrzymywać społeczeństwo w tym chocholim tańcu wokół państwowych obietnic emerytalnych o których nawet rząd wie że nie zostaną dotrzymane. Czemu nie powiedzieć szczerze, jak chłop chłopu, że czas najwyższy kończyć z tą mistyfikacją? Czas przestać grabić ludzi mamiąc ich fikcją, czas nie tylko skończyć z tuskowym „przekierowywaniem” składek OFEs do ZUSu aby ratować budżet ale w ogóle zakończyć cały żałosny epizod z OFEs.
Zostawić ludziom ich składki w kieszeni, dać im szanse troszczenia się o przyszłość we własnym zakresie, z dala od rządu i jego „chimerycznych” rozwiązań.
Z folderu Gąsek: Piękne, czyste plaże, wspaniały nadmorski klimat oraz urok małego letniska to niewątpliwie atuty tej malowniczej miejscowości. Dzięki nim turyści, wciąż na nowo odkrywają, że Gąski są wyśmienitym miejscem relaksu. Ta położona 12 km od Mielna osada, oferuje spokój i wypoczynek, połączony z niedrogą bazą noclegową. Niemal każde gospodarstwo prowadzi tu działalność wczasową….
Obok wspaniałego mikroklimatu, powietrza nasyconego jodem i zapachem drzew iglastych, Gąski słyną z walorów uzdrowiskowych, które zawdzięczają pokładom glinki zielonej. Ten naturalny surowiec posiada powszechnie uznane właściwości kosmetyczne i lecznicze. Zabiegi z jej zastosowaniem noszą nazwę agrilloterapii. Są one metodą leczenia jak również upiększania…
Czyli w sam raz czas aby upiększyć Gąski elektrownią atomową co chce zrobić rząd premiera Tuska. Czyżby już potęga gazu łupkowego nie wystarczała? Gdzie ta druga Arabia Saudyjska? Skoro taniego gazu łupkowego ma starczyć na 200 lat to po co spieszyć się z tym atomem? I czy po to się szpeci całe Pomorze Zachodnie wiatrakami wzdłuż i wszerz, po to dewastuje się za gazem pół kraju od Bałtyku do Tatry żeby jeszcze dokładać do tego atom i to akurat w tym miejscu? Nie warto poczekać małe 100 lat i się trochę zastanowić w międzyczasie?
Tyle że zastanawianie się nie jest zdaje się silną stroną rządu który wszystko najpierw podpisuje, potem czyta a na końcu zastanawia się co właściwie podpisał. Jak z ACTA. Zastanawianie się o sprawach energetycznych jest też niezbyt wygodne jeśli jednocześnie szpanuje się bezsensownie jako prymus walki z CO2 czym kraj siedzący na węglu strzela sobie do własnej bramki.
W tym miejscu obudzą się zapewne eksperci od globalnego ocipienia którzy wytoczą ciężkie działa ekspertyz że tak właśnie trzeba, i że jedynym miejscem na elektrownię atomową w kraju jest sam środek polskiego wybrzeża. A niech tam. Może i elektrownia nuklearna nad morzem jakiś sens ma. Jak coś na przykład pieprznie to przynajmniej będzie z tego pół Czarnobyla a nie cały, bo druga połowa to morze. A morza nie trzeba ewakuować, co pokazała katastrofa nuklearna w Fukushimie niedawno. Nie bardzo nawet wiadomo czy wodzie radiacja jakoś szkodzi. Co najwyżej śledzie będą miały po dwie głowy i będą fosforyzować w ciemności. Ale już Koszalin i Kołobrzeg trzeba będzie w razie małego puff opróżnić do zera. Na to wskazuje nałożenie mapy radiacji Fukushimy na Gąski, jak na rysunku poniżej.
Na szczęście mieszkańcy Gąsek którzy w referendum mieli wypowiedzieć się czy chcą radioaktywnego strupa na karku czy nie mogą spać spokojnie. Przypuszczamy że rząd premiera Tuska równie dokładnie czytał ACTA przed podpisaniem co pakt fiskalny który też ochoczo właśnie podpisał. A jeśli tak to żadnego strupa nie będzie, niezależnie od wyniku referendum. Pakt fiskalny zasadniczo zabiera resztki suwerenności prowincjom poddając je niemieckiej kurateli finansowej.
Czym pachnie taka kuratela przekonali się niedawno Grecy dla których „Trojka” zaproponowała ostatnio zarząd komisaryczny nad budżetem. Dochody z prowincji wpływać mają na rachunek do którego prowincja nie ma dostępu. Z tego rachunku dozowane są wg dyrektyw z Berlina.
Nie inaczej będzie za jakiś czas wyglądać sytuacja z prowincją polską, która dopiero wtedy dowie się co tak naprawdę podpisała. Ale stało się, klamka zapadła, hołdy berlińskie złożone. Jest mało prawdopodobne by Niemcy, przejmujący bezpośredni zarząd nad prowincjami, wysupłali fundusze na atomowego kolosa tuż pod swoim progiem. Nie po to sami wyfazowują atom u siebie aby żyć nadal w strefie potencjalnego zagrożenia.
Nie należy też nie doceniać nieprzeciętnych zdolności przekonywania kanclerzowej Merkel. Skoro udało się już jej odwieść premiera Tuska od myśli o prezydenturze to odwiedzenie go od myśli o atomie w dawnym Funkenhagen bei Großmöllen powinno być dużo prostsze.
Zastanawiamy się czy są jakieś granice w farsie greckiej czy też ich nie ma… Albo na ten przykład w farsie polskiej, bo szanse są że różnica leży głównie w przesunięciu czasowym…
W farsie greckiej obligacje roczne suwerennego jeszcze rządu dają ostatnio niezły procent – właśnie przekroczyły 500%. Jak na obligacje to całkiem nieźle! W farsie polskiej natomiast rząd wyrzuca lekką ręką coś €6 miliardów na ratowanie strefy euro twierdząc że ratowanie jej jest konieczne bo jak padnie to Hospody Pomyłuj, będzie koniec świata.
Jednocześnie rządzący w Europie duet Merkozy przysięga na Koran że kolaps Grecji i koniec świata nie wchodzi w rachubę bo oznaczałoby to koniec strefy euro. Do tego nie dopuszczą za żadną cenę. Absolutne no-no. Pytanie jest zatem czemu min. Rostowski inwestuje polską forsę prawdopodobnie na jakieś chude 2% w IMF a nie na bardziej tłuste 500% w obligacjach greckich?
Rozumiemy dobrze że chodzi tu o małą ruletkę na koszt podatników ale kto by się w końcu temu oparł jeśli forsa nie jego? Ktoś rozsądny oceniłby też z pewnością szanse na utratę kapitału w Grecji jako wyższe niż w IMF. Ale też przecież nikt rozsądny w sytuacji ujemnych rzeczywistych stóp procentowych nie będzie trzymał kapitału w depozycie bankowym. Zwłaszcza gdy nie wie czy bank jutro nie padnie.
Skoro trzymanie gotówki w IMF jest praktycznie stratą a gotówka i tak lekko przyszła, to czemu w zasadzie nie zainwestować jej w obligacje greckie? O ile przynajmniej min.Rostowski wierzy w to co opowiada… Możliwe wyniki są tylko dwa. Jak Grecja padnie to będziemy mieli ów zapowiadany przez wielu ekspertów, od Majów począwszy, koniec świata w 2012. Stracimy wtedy wszystko do cna, owszem. Ale przecież przy końcu świata nie robi to żadnej różnicy… ;-)
Jeżeli natomiast obietnice Merkozego się sprawdzą i Grecja nie padnie mimo wszystko to końca świata oczywiście nie będzie. A jak nie będzie to 500% na rok to przecież nawet w warunkach małej inflacji duża kupa pieniędzy. Zwrot na inwestycji o wiele set razy lepszy niż chudziutka pożyczka IMF-owi.
No i jaka satysfakcja osobista dla ministra finansów! Można będzie poszpanować w roli finansowego guru zarabiającego polskiemu podatnikowi dziesiątki miliardów w ciągu zaledwie roku… Podreperować kulejący budżet, skokowo oddłużyć kraj… Chodzić w aureoli nieustraszonego wybawcy Grecji i obrońcy euro, odebrać pochwały od samego Merkozego.
Same plusy! No więc czy te €6 miliardów jest już przelane do Waszyngtonu? Czy też można je jeszcze zawrócić i przekierować do Aten? Bo jak już inwestować broniąc euro to na całego!
Żaden naród w Europie nie może osiągnąć samodzielnie najwyższego poziomu wolności ekonomicznej współmiernej z wymogami socjalnymi… Musi istnieć gotowość do podporządkowania własnych interesów… interesowi wspólnoty.
skazany w Norymberdze minister gospodarki III Rzeszy Walther Funk
W poruszeniu wokół ACTA jeden minister palnął prawdę uwagą że rząd może sobie układ podpisywać lub nie ale będzie on i tak obowiązywał gdy go przyjmie unia. Przynajmniej raz wiadomo po co nam była potrzebna. Gdy teraz równie ochoczo co ACTA podpisany przez premiera Tuska „pakt fiskalny” wejdzie w życie kraj utraci te resztki suwerenności które mu jeszcze zostały.
Aż strach podsumowywać tę listę „osiągnięć” na drodze ku euro integracji. Kraj uznaje prymat praw obcego państwa nad własnymi. Obce państwa mogą łapać i deportować jego obywateli czy niszczyć ich biznesy jednostronnymi zarzutami rzekomego łamania praw autorskich. Premier przebiera nogami ze zniecierpliwienia aby kraj pozbawić jak najszybciej suwerenności nad własną walutą. Obce państwo będzie wkrótce zatwierdzało budżet kraju i dyktowało na co wolno wydać a na co nie. Będzie też nakładało kary za przekroczenie limitów. Ujednolicane będą podatki jako wstęp do grupowego orgazmu integracjonistów – podatku wspólnotowego. Aby procesowi integracji nikt nie przeszkadzał armię narodową zredukowano profilaktycznie do poziomu kiepsko uzbrojonych sił porządkowych.
Po co w takim razie komuś jeszcze państwo? Konstytucja jest przecież i tak martwym słowem, z oczywistymi nonsensami typu prezydenta stojącego na straży niezależności prowincji czy też na czele praktycznie nieistniejących sił zbrojnych. Dawny kraj staje się potiomkinowską atrapą pozbawioną atrybutów niepodległego bytu państwowego. Po co jeszcze utrzymywać tę fikcję? Aby jeździć jakiś czas na tzw. „polskich” numerach rejestracyjnych? Aby wymachiwać flagą z orzełkiem, wkrótce i tak na obowiązkowym niebieskim polu? W końcu nikt nikogo z domu nie wyrzuca, Bruksela się o to troszczy. Co najwyżej nazwę ulicy z Kościuszki zmienią na Barroso. Zresztą jakby wyrzucali to i tak armia polska mu nic nie pomoże. Mówić po polsku Bruksela też nikomu zabraniać nie będzie, nawet jak szkoły i urzędy przejdą na oficjalny język wspólnoty.
Czy nie lepiej w takim razie rozpuścić Sejm i po prostu z automatu stemplować płynące z centrali dyrektywy wykonawcze? Dużo taniej a nikt przecież najmniejszej różnicy nie zauważy. W dodatku zgodność wszystkiego z prawem unijnym gwarantowana. Pozamykać też na trzy spusty ambasady bo przecież nie reprezentują one już nic i nikogo, przeszkadzając jedynie unijnej służbie dyplomatycznej. Północna Dakota też nie ma osobnej ambasady w Warszawie a jakoś żyje. Czemu niby prowincja polska musi mieć coś w Waszyngtonie? Chyba nie do rozdawania folderów turystycznych. Czas też skończyć ze szczególnie kuriozalną rozrzutnością utrzymywania ambasad w innych prowincjach imperium. Na co to komu teraz? Widział ktoś ambasadę Teksasu na Florydzie?
Ironią w tym wszystkim jest to że tzw. „dwudziestolecie międzywojenne” po z górą 120 latach „integracji” pod zaborami nie wydaje się dłużej aberracją historyczną. Ze skończonym właśnie drugim dwudziestoleciem po którym znowu straciliśmy niepodległe państwo wygląda to prędzej na prawidłowość. Najwyraźniej 20 lat względnego samostanowienia to maksimum tego na co stać naród.
Tym razem utrata niepodległości nie była kwestią walki i przemocy. Była raczej wynikiem kombinacji polskiego chocholizmu i perswazji gotówką z zewnątrz. Miałeś, chamie, złoty róg… Nie było też tym razem ministra obiecującego Berlinowi że nie damy nawet guzika. Wręcz przeciwnie, w niedawnych wiernopoddańczych hołdach innego ministra daliśmy Berlinowi, no, mniejsza o to co… Zajęci konsumpcją w supermarkecie tak na dobrą sprawę nie bardzo nawet zauważamy ponowną integrację Europy pod niemieckim przewodem, dziejącą się na naszych oczach.
Pomysł takiej integracji nie jest wcale nowy. Wielcy socjaliści III Rzeszy marzyli przecież o tym bez ustanku. W książce pod tytułem, nomen omen, Wspólnota Europejska z 1940 roku skazany w Norymberdze nazistowski minister gospodarki Walther Funk pisał proroczo o potrzebie „centralnej Unii Europejskiej” i „europejskiej strefy ekonomicznej” akcentując że żaden naród w Europie nie może osiągnąć samodzielnie najwyższego poziomu wolności ekonomicznej współmiernej z wymogami socjalnymi... Formacja wielkich obszarów ekonomicznych jest konsekwencją naturalnych praw rozwoju…. Musi istnieć gotowość do podporządkowania własnych interesów… interesowi wspólnoty.
Inny nazistowski teoretyk Heinrich Hunke pisał, Klasyczna gospodarka narodowa przestała istnieć… wspólnota przeznaczenia którą jest gospodarka europejska, jej los i zakres europejskiej współpracy zależy od nowego wspólnego planu gospodarczego. Wtórował mu jeszcze inny nazistowski specjalista od wspólnot, Gustav Koenig, Przed nami wielkie zadanie Wspólnoty Europejskiej… Jestem przekonany że ten wysiłek tworzenia Wspólnoty przetrwa koniec wojny. A najbardziej ze wszystkich przekonany był nie kto inny jak minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels który od teorii przeszedł do czynów. W 1940 nakazał tworzenie …wielkoskalowej integracji gospodarczej w Europie wierząc że …w ciągu 50 lat nikt nie będzie myślał w kategoriach państw narodowych.
Pierwsze podejście do „wielkoskalowej integracji europejskiej” pod przewodnictwem niemieckim zakończyło się jak wiadomo niepowodzeniem. Narody europejskie z jakichś powodów nie chciały się zanadto integrować. Z wielkoskalowej integracji został więc głównie wielkoskalowy terror i wielkoskalowe zbrodnie. Ale niestrudzeni proponenci integracji europejskiej tak łatwo się nie zniechęcają. Po historycznym przegrupowaniu sił i powojennych wprawkach z unią znowu są w natarciu.
Sądząc po niedawnym podpisaniu „paktu fiskalnego” w którym 25 prowincji euro imperium dobrowolnie zrzeka się resztek suwerenności na rzecz centrali drugie niemieckie podejście do wielkoskalowej integracji europejskiej może okazać się większym sukcesem niż pierwsze. Tym razem bez większego oporu, bez jednego wystrzału setki milionów ludzi w Europie poddaje się ochoczo wielkoskalowemu eksperymentowi maszerując na komendę do swoich baraków. To właśnie niepokoi. Wprawdzie początki wielkoskalowych eksperymentów są często sukcesem ale rzadko sukcesem bywa ich koniec.
Wielkoskalowego terroru jeszcze nie ma. Jak widać jednak po ACTA może być on realnie już w drodze. Są już za to wielkie ruchy socjalizmu w postaci choćby wielkoskalowego dymania całych narodów na ratowanie paneuropejskich banków tonących w wielkoskalowym bajzlu wspólnej waluty. Mamy też typowe dla wielkich budów socjalizmu w problemach zaciskanie pasa a wkrótce eskalację apeli o więcej poświęceń i wielkoskalowe przykręcanie śruby.
Raz jeszcze polski barak ma szanse zostać na wiele lat najweselszym barakiem w wielkoskalowym eksperymencie integracyjnym. Byle do następnego dwudziestolecia.
Janusz Korwin Mikke: "Znakomity blog! ...naprawdę znakomity wpis – lepszy, niż ja bym na ten temat napisał. Ja wiem, że część z Państwa sądzi, że nikt tak dobrze nie pisze, jak JKM. Otóż zajrzyjcie tam Państwo – a przekonacie się, że są tacy ludzie! To ja z tej okazji dziś nic więcej nie napiszę..."
dr.Robert Gwiazdowski: "cynik9, „lobbuje”... Problem w tym, że cynik9 zazwyczaj ma dobre „rozeznanie” - w odróżnieniu od Premiera.." "... Zainteresowanym polecam (zresztą jak cały blog cynika9)
Gazeta prawna: "Niestety szkoda, że nie mam takiego wyczucia wyprzedzenia i rzeczywistości… Wszystko, co ten Facet pisze, jest naprawdę!!! Zgodne z przepowiedniami Aretuzy... Nie mam zamiaru przekonywać nikogo do tego bloga, ale tak naprawdę nie znam osoby (niezależnej) z takim wyczuciem sytuacji."
forum alfapomorze.pl "Muszę powiedzieć, że facet ma niesamowite wyczucie. Czytam go od ok. 2 lat i gość się jeszcze nie pomylił. Ma duże wyczucie tematów związanych z emeryturami, inwestowaniem (zwłaszcza w surowce i grunty), pieniądzem i jego kreacją itp. Jest poza main-streamem i daje szanse pomyśleć samodzielnie o finansowej przyszłości. Uprzedzam z góry, że jest liberałem kto nie lubi niech nie wchodzi."
IV RP: "Rewelacja! Jestem stałym czytelnikiem od ponad roku i na wiele, niby oczywistych spraw otworzyły mi się oczy."
forumowisko: " Jedyny blog, jaki regularnie czytam... Może być zbyt ciężkie jak na Twoje oczekiwania, ale na pewno jest mądre, ciekawe, niebanalne i z jajem. Zwłaszcza, jak chcesz luźniej, opuść konkretne porady nt. inwestowania, [słusznie, od tego są 2N - przyp.cynik9] a poczytaj ogólne wpisy nt. gospodarki, polityki i życia."
forum mecz.pl:
"...wszystkim, którzy jeszcze nie mają jego bloga w zakładce ulubionych, polecam nadrobić zaległości. Jeden z moich ulubionych blogów, mało gdzie można przeczytać tak ciekawe informacje, podpowiedzi, komentarze i kulisy, o których cisza w mainstreamie"
forum eufi.org:
"... o alternatywnym inwestowaniu (z dala od głupków i doradców z tv) to mogę polecić jedyny i słuszny blog. ...nacisk głównie na rzeczy namacalne - nieruchomości, surowce (platyna, srebro, złoto), czasem jest też przedstawiony(z gazety) jakiś przekręt...".(:-D)
Ostatnie komentarze